Najbliższym przyjacielem Danuty Stenki jest jej mąż

Czytaj dalej
Fot. Sylwia Dąbrowa
Paweł Gzyl

Najbliższym przyjacielem Danuty Stenki jest jej mąż

Paweł Gzyl

Wiejskie pochodzenie sprawiło, że długo była niepewna swej wartości. Dopiero aktorskie sukcesy sprawiły, że dziś wreszcie zaznała wewnętrznego spokoju.

Jest jedną z tych aktorek, które unikają medialnego rozgłosu. Stara się koncentrować na pracy i osiąga duże sukcesy. Ostatnio oglądaliśmy ją w kinach w „Hejterze. Sali samobójców”, a na małym ekranie – w serialu „Nieobecni”. Odpoczynek znajduje w domowym zaciszu, w którym została już sama z mężem, bo córki wyfrunęły w świat. Nie cierpi jednak na syndrom „opuszczonego gniazda”, bo sens życia znajduje w nieprzemijających wartościach.

– Wiara wielokrotnie pomagała mi nie utonąć. Jednak nie traktuję Boga wyłącznie jako koła ratunkowego, bojki, której mogę się uchwycić, kiedy robi się niebezpiecznie. On jest moim przewodnikiem. Słucham tego, co mówi do mnie w Ewangelii i staram się iść za tym. Podążanie za Nim nie jest łatwe, ale dla mnie ma ogromny sens – na tej drodze, z każdym najmniejszym krokiem, rosnę jako człowiek – deklaruje w książkowym wywiadzie „Flirtując z życiem”.

*
Wychowała się w wielopokoleniowej rodzinie. W jej domu we wsi Gowidlino na Kaszubach mieszkał pradziadek, dziadek z babcią, rodzice – i ona. Kiedy dorośli spotykali się, opowiadali sobie niezwykłe historie z dawnych lat, a dzieciarnia słuchała z otwartymi ustami. Mama przyszłej aktorki uczyła w miejscowej szkole języka rosyjskiego, a tata – elektryfikował okoliczne wsie. Danusia uczyła się dobrze, bo mama wymagała od niej więcej niż od innych uczennic. W wolnych chwilach dziewczynka pomagała tacie w przydomowej pasiece.

– Kiedy szły programy dla nas, dzieci, oglądaliśmy je razem, bo ludzie we wsi nie mieli telewizorów. W naszej połowie wioski, na tak zwanym górnym końcu, przez lata telewizor był tylko u nas, więc kiedy szli na przykład „Czterej pancerni”, nikt nie musiał się zapowiadać, wpadali nawet dorośli, siadaliśmy gdzie popadło, również na podłodze, a spóźnialscy, którzy się już nie mieścili, musieli oglądać na stojąco – mówi w „Dzienniku Kłodzkim”.

Kiedy Danusia skończyła podstawówkę, wyjechała uczyć się w liceum w Kartuzach, gdzie zamieszkała w internacie. Długo nie mogła się odnaleźć w mieście: czuła się tam obco i uważała się za gorszą od innych. Co tydzień z radością wracała na weekend do domu, a potem w niedzielę wieczorem z torbą pełną „wałówki” znów podążała do Kartuz. Choć była w klasie matematyczno-fizycznej, jej ulubionym przedmiotem był język polski.

– Aktorstwo wymyśliła dla mnie moja polonistka w liceum, pani profesor Philipp. Pytanie, dlaczego, co miało na to wpływ, pozostanie bez odpowiedzi. Nigdy go jej nie zadałam i niestety już nie zadam, bo odeszła. Najpierw namawiała mnie na szkołę teatralną we Wrocławiu, ale kiedy stwierdziłam, że tam nie pojadę, powiedziała mi o studium w Gdańsku. Niestety w roku mojej matury nie przeprowadzono naboru – wspomina w serwisie Kobieta.pl.

*
Danusia wróciła po maturze do Gowidlina, gdzie zaczęła uczyć języka rosyjskiego w swej dawnej podstawówce. Polonistka z liceum nie poddała się jednak – i rok później namówiła dziewczynę na ponowne zdawanie do studium aktorskiego. Mama była tym niepocieszona, bo marzyła, że córka zostanie lekarzem lub prawnikiem, natomiast tata się cieszył. Studium się przydało i po jego skończeniu Danuta zaczęła występy w teatrze. Najpierw w Szczecinie, potem w Poznaniu, aż wreszcie w Warszawie.

– Dopiero po kilku latach zrozumiałam, że jestem takim samym aktorem jak inni i na placu boju nie ma znaczenia, że pochodzę ze wsi, czy że skończyłam „przyzakładówkę trzeciego stopnia”. Choć przez kilka pierwszych warszawskich sezonów miałam poczucie, że przez przypadek znalazłam się na przyjęciu, na które nie zostałam zaproszona. Zazwyczaj nie dawano mi wyraźnie do zrozumienia, że to nie moja półka, raczej nie spodziewano się po mnie niczego szczególnego – przyznaje w „Polityce”.

Mieszkając w stolicy, Danuta postanowiła spróbować swych sił w kinie i telewizji. Pierwsza dostrzegła w niej talent Izabela Cywińska, angażując ją do ważnej roli w serialu „Boża podszewka”. Potem zagrała George Sand u Jerzego Antczaka w głośnej biografii „Chopin. Pragnienie miłości”. Sukcesy te sprawiły, że oglądaliśmy ją coraz częściej na małym i dużym ekranie. Największą popularność przyniosła jej rola Judyty w ekranizacji powieści Katarzyny Grocholi „Nigdy w życiu!”.

– Nigdy w życiu nie spodziewałabym się, że rola w lekkim, rozrywkowym filmie może wnieść tyle dobrego do prawdziwego, realnego życia wielu kobiet. Napotkane w sklepie, w banku, na ulicy panie opowiadały mi swoje pogmatwane historie i dziękowały za to, że miały szansę zobaczyć na ekranie siebie, swoją sytuację „bez wyjścia”, z których moja postać pomogła im się wyrwać – podkreśla w książce „Flirtując z życiem”.

*
Danuta poznała swego przyszłego męża na festiwalu teatralnym w Toruniu pod koniec lat 80. – Siedziałem ze znajomymi w klubie, a tu nagle wchodzi mój kolega z jakimś „zjawiskiem”. Musiałem zrobić strasznie głupią minę, bo od razu powiedział: „Odpuść sobie stary, to dziewczyna nie do zdobycia” – wspomina Janusz Grzelak. Chłopak jednak postanowił spróbować swych sił. Początkowo dziewczyna udawała niedostępną, w końcu jednak dała się zaprosić na randkę. Ślub wzięli w 1989 roku.

Choć oboje byli aktorami, kiedy na świat przyszły dzieci, ktoś musiał się nimi zająć. Danuta była „niedzielną” mamą, więc Janusz zdecydował się rzucić aktorstwo i został doradcą finansowym. Jako spokojny i zgodny człowiek patrzył przez palce na kolejne fascynacje żony. Danuta lubiła bowiem flirtować i raz omal nie zniszczyła małżeństwa. Kiedy zakochał się w niej ceniony reżyser Ryszard Peryt, przez moment wahała się, kogo wybrać. Ostatecznie postawiła na rodzinę – i jak dzisiaj podkreśla, nie wyobraża sobie życia u boku innego mężczyzny niż mąż.

” U nas to Janusz jest przewodnikiem stada. To on organizuje, wozi, kupuje, zabezpiecza, umawia. Jest moim największym przyjacielem. Gdybym teraz dostała propozycję podpisania paktu z diabłem na dożywotnią atrakcyjność i zainteresowanie ze strony innych mężczyzn, jak 20 lat temu, w zamian za rozstanie z moim mężem, w sekundę bym to odrzuciła. Chciałabym, żeby moje dziewczyny też spotkały takich mężczyzn – mówi w „Twoim Stylu”.

Paweł Gzyl

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gloswielkopolski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.