Na świecie nowy rok nie zawsze wita się 1 stycznia

Czytaj dalej
Fot. pixabay.com
Anna Dziedzic

Na świecie nowy rok nie zawsze wita się 1 stycznia

Anna Dziedzic

O tym, jak początek roku celebruje się w Chinach, Brazylii czy Izraelu opowiada dr Jacek Kurek.

Nowy Rok nie dla wszystkich kultur znaczy to samo i nie wszyscy obchodzą go w jednym czasie. Chińczycy nie świętują, na przykład, jak my, 1 stycznia...
Każda kultura kodyfikuje swój kalendarz i swój rytm życia. Na przykład Celtowie świętowali swojego sylwestra (semhain) pod koniec lata, a starożytni Egipcjanie podczas wrześniowego wylewu Nilu. W Chinach powitanie nowego roku nie odbywa się 1 stycznia. Nowy rok przypada między końcem stycznia i końcem lutego. To święto ruchome, związane z kalendarzem księżycowym, i najważniejsze w chińskiej tradycji. Nie zmieniło tego nawet wprowadzenie w 1912 r. gregoriańskiego kalendarza. Ranga obchodów chińskiego Nowego Roku może być porównana do naszego Bożego Narodzenia. To dla Chińczyków święta bardzo rodzinne. Nawet w Chińskiej Republice Ludowej pierwsze dni nowego roku są wolne od pracy.

Tak jak u nas na święta, tam na Nowy Rok sprząta się domy, tyle że tam robi się to, by wygnać złe duchy. Przygotowuje się na ten dzień specjalne i charakterystyczne potrawy. Są prezenty i dekoracje. A najważniejszy moment to wigilia Nowego Roku. Są też i dziwne dla nas obyczaje, jak np. zakaz brania kąpieli pierwszego dnia. Obchody kończą się Świętem Latarni, kiedy to ulice przyozdabia się lampionami. To właśnie wtedy na ulice wychodzą parady. Wszystko to ma wymiar symboliczny, wszak chodzi o to, by początek roku był dobrą wróżbą na całą jego resztę. Liczne – robiące wrażenie na Europejczykach i Amerykanach – wizerunki orientalnych smoków wiążą się z symboliką smoka jako mocy i siły, która przynosi powodzenie i szczęście.

A jak witają nowy rok Żydzi?
Żydzi liczą historię świata w swoim religijnym kalendarzu od stworzenia świata (teraz to rok 5775/5776). A na przykład świat islamu liczy czas od wyjścia Mahometa z Mekki do Medyny (to tzw. hidżra), czyli od 16 lipca 622 r. Nowy rok jest u nich dniem dawania jałmużny. U Żydów Nowy Rok jest związany ze świętem, które ma charakter czysto religijny. Pierwszym dniem żydowskiego kalendarza jest Rosz ha-Szana, mylnie w Polsce zwany niegdyś „Świętem Trąbek” – od dęcia w barani róg (jest wzruszający obraz A. Gierymskiego o takim właśnie tytule). To święto ruchome, obchodzone w pierwsze dwa dni miesiąca Tiszrei (koniec września i początek października).
Święto upamiętnia stworzenie świata, a ściślej jego zwieńczenie, czyli stworzenie człowieka, i przypomina o sądzie Bożym i tym samym ma raczej charakter pokutny. Żydzi świętują Nowy Rok bardzo rodzinnie. Jedzą określone potrawy, m.in. jabłka z miodem jako symbol „słodkiego nowego roku”. Charakterystyczną ceremonią jest taszlich (z hebr. „rzucać”), kiedy to symbolicznie strząsa się z ubrań nieprawość. W to święto obowiązuje zakaz pracy.

Buddyści także nie świętują 1 stycznia?
Duże miasta, wiadomo, obchodzą już obecnie Nowy Rok, podobnie jak na całym świecie. Ale wieś, czyli ogromna większość, to są lokalne tradycje. W Tybecie jest to najważniejsze święto – Losar (pierwsze trzy dni pierwszego miesiąca księżycowego). Ma charakter rodzinny (pierwszy dzień) i towarzyski, kiedy odwiedza się przyjaciół (drugi i trzeci). Podobnie jak w wielu innych tradycjach dni te służą odnowie (m.in. zakłada się wówczas nowe ubrania). Są też porządki, tańce, wspólne biesiadowanie i specjalne potrawy. Wtedy również odbywa się festiwal Monlam, największe święto religijne Tybetu, wiążące się m.in. z modlitwami o pokój. Podczas tańców rytualnych mnisi, ubrani w efektowne, barwne, tradycyjne stroje, przyciągają uwagę turystów. W buddyzmie też decyduje kalendarz księżycowy.

Nowy Rok wyznawcy mieszkający w różnych miejscach świata obchodzą w różnym czasie. Wszystko też zależne jest od odmiany buddyzmu. Dziś dla bardzo wielu związanych z buddyzmem duże znaczenie ma, czy świętują Losar (solidaryzując się tym samym z Tybetem), czy chiński Nowy Rok (Chiny traktowane są wciąż jako oprawcy Tybetańczyków). W roku 2016 Losar wypadnie 29 lutego, a festiwal Monlam 3 marca.

Rozpoznawalne jest świętowanie Nowego Roku i rozpoczynającego się wraz z nim karnawału w Brazylii. Skąd u Brazylijczyków wzięła się tradycja tak radosnego świętowania?
To jest kraj, który do XIX w. był kolonią portugalską. Kiedy w 1822 r. odzyskał niepodległość, ideą nowego państwa brazylijskiego było odsuwanie wszystkiego, co w jakikolwiek sposób wiązało się z Portugalią i przypominało czasy uzależnienia. Lokalne zwyczaje, amalgamat kulturowy i rasowy, inspirowały do poszukiwań własnej drogi. Nie chciano też całkowicie odciąć się od Europy. Brazylijczycy zgodnie ze swoim temperamentem wybrali więc sobie taki sposób świętowania, który będzie łączył ich z Europą i eksponował lokalne tradycje, będzie radosny, wręcz triumfalny i dający przyjemność. Jako wzorzec wybrali sobie karnawał wenecki. Przeszczepili go na swój grunt, ale z potężną własną inwencją. Spotkało się to w Brazylii z niesłychanie dobrym przyjęciem. Karnawał w Brazylii jednak nie istniałby, gdyby nie Wenecja i oczywiście mówimy tu o ostatnich dniach karnawału tuż przed Wielkim Postem.

W Rzymie w Nowy Rok tradycją jest np. skakanie z mostu do Tybru. Skąd wziął się taki zwyczaj?
Tak, każdego roku kilku śmiałków rzeczywiście skacze w Nowy Rok do Tybru. To nie jest długa tradycja. W 1946 r. jeden z ratowników skoczył do rzeki, bo chciał w ten sposób zwrócić na siebie uwagę i znaleźć pracę. To pierwsze mu się udało. Ale czy znalazł pracę, tego niestety nie wiem.

Na świecie nowy rok nie zawsze wita się 1 stycznia
Anna Dziedzic Dr Jacek Kurek. Historyk-kulturoznawca, animator kultury. Związany z Instytutem Nauk o Kulturze i Studiów Interdyscyplinarnych na Wydziale Filologicznym UŚ.
Anna Dziedzic

Dziennikarka i redaktorka. Uwielbiam tematy związane z budową infrastruktury drogowej, a place budowy największych inwestycji drogowych w regionie nie są mi obce. Piszę nie tylko o tym, jak powstają nasze drogi i autostrady ale również o wyzwaniach, jakie wciąż jeszcze stoją przed tą branżą. Uwielbiam Jurę Krakowsko-Częstochowską, ale kocham też Zagłębie. Jestem szefem oddziału Dziennika Zachodniego w Zagłębiu.

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2023 Polska Press Sp. z o.o.