Na plaży nudystów zasada jest jedna: wszyscy mile widziani, ale rozebrani

Czytaj dalej
Fot. www.pixabay.com
Dorota Witt

Na plaży nudystów zasada jest jedna: wszyscy mile widziani, ale rozebrani

Dorota Witt

To miał być lekki, letni tekst o plażach dla nudystów: o tym, co komu wolno i gdzie. I co, kiedy naturyści robią to, czego nie wolno, tam, gdzie nie wolno. Ale nie będzie.

- Tylko żadnych nazwisk, żadnych adresów - zastrzega Marcin z Torunia.
Jako pierwszy odpowiedział na moją prośbę w mediach społecznościowych o wskazanie ulubionych miejsc dla naturystów w Kujawsko-Pomorskiem. „Nie sądzę, żeby ktoś oficjalnie to napisał” - komentuje Anna. Posypały się za to prywatne wiadomości, a wszystko wyglądało jak uczestnictwo w konspiracji.

Maciej: „Polacy to dzicz! Znam dobre miejsce w okolicach Bydzi (tu pada adres)”. Mariusz szczegółowo opisuje, jak dojechać na plażę pod miastem, mówi, że jest kameralna. „Najlepiej iść ze znajomym” - dodaje (tu pada zaproszenie do grona wirtualnych przyjaciół).

„Gołąbeczku, zapraszam do siebie na pole” - pisze z kolei właściciel stodoły. Marcin zaś bada grunt: „A po co ci to wiedzieć? A nie sypniesz mnie przed znajomymi, jak cię zaprowadzę? Wiesz, najlepiej to się wtopić w tłum. Weź ręcznik, coś na głowę, strój, jeśli musisz” - radzi.

Debiut naturystyczny

Środek tygodnia, upalne przedpołudnie. - Podglądacze w pracy, więc to idealna pora na opalanie nago - przekonuje Marcin. Spotykamy się na drodze prowadzącej nad rzekę. Z miejsca zobowiązuje mnie do złożenia przyrzeczenia: nie wsypię go przed znajomymi, a plażowe faux pas wyjaśnię tym, że jako naturystka występuję pierwszy raz.

Jak człowiek ma 20 czy 30 lat, nie ogląda się za siebie. Ja pierwszy raz spojrzałem w tył po 40., kiedy włosy zaczęły siwieć, kondycja spadła. Zastanowiłem się, ile już w życiu straciłem, czego nie przeżyłem przez to, że się bałem, wstydziłem, głowiłem, co ludzie powiedzą.

Do morza brzegiem rzeki jest stąd ok. 160 km. Nam do piaszczystego brzegu zostało tylko kilkaset metrów. Przez gęste zarośla przedzieramy się już we trójkę (jeszcze wszyscy ubrani): na skarpie dołącza do nas Andrzej.

Przyjeżdża tu od ośmiu lat. Z roku na rok spotyka coraz mniej naturystów. Kilka dni temu pierwszy raz go zaatakowano. Wróg między nogami miał rower, w ręku kij.

- Zaskoczył mnie - opowiada Andrzej i pokazuje ranę na udzie. - Na plaży jakaś para tekstylnych się opalała, zaczął krzyczeć do nich, że jestem zboczeńcem, że ich podglądam, groził, że zadzwoni po straż miejską. I dźgnął mnie kijem. Czasy się zrobiły niepewne, to i ludzie niepewni.

Mundurowych jest pewien - nie czepiają się.

Andrzej może mieć jakieś 50 lat. Przystojny, wysportowany. Równomiernie opalony. Jak tylko znaleźliśmy się w miejscu dość szczelnie osłoniętym drzewami, a pod stopami poczuliśmy gorący, skrzypiący piasek, zgrabnym ruchem zsunął spodenki i wystawił twarz ku słońcu. Teraz do opisu wyglądu muszę dodać kolejny punkt: niewielki tatuaż tuż nad pośladkiem.

- Jak człowiek ma 20 czy 30 lat, nie ogląda się za siebie - mówi. - Ja pierwszy raz spojrzałem w tył po 40., kiedy włosy zaczęły siwieć, kondycja spadła. Zastanowiłem się, ile już w życiu straciłem, czego nie przeżyłem przez to, że się bałem, wstydziłem, głowiłem, co ludzie powiedzą. Pytasz, od kiedy jestem naturystą? Od zawsze. Nagiego mnie matka urodziła. Przełamałem się i odtąd ciuchy na plaży mi zwyczajnie przeszkadzają.

Ale Marcinowi i Andrzejowi, temu mężczyźnie, który rozłożył się na ręczniku obok, i tym trzem innym, którzy zaszyli się na zakrzewionej wysepce z dala od piaszczystej plaży, najbardziej przeszkadza co innego: gdy obok nich opala się ktoś w stroju czy zakryty ręcznikiem. - Nigdy nie wiadomo, jakie taki „tekstylny” ma zamiary. Regularnie przychodzi tu taka para - on w bokserkach, ona w stroju. Patrzą, ale nas nie zaczepiają. Są tacy, którzy zaczynają się opalać w ubraniach, ale jak widzą nas nago, dołączają. Wstyd znika między swoimi - mówi Andrzej.

- Bo dla naturystów nagość jest aseksualna - zapewnia Marcin. - Co innego, gdy jestem sam na sam w saunie z żoną, a co innego, gdy jestem nagi wśród innych nagich, obcych ludzi nad wodą. To na plażach dla tekstylnych ludzie mierzą cię wzrokiem, oceniają, czy ci fałdka spod stanika nie wypływa. Tu nikt, kto sam jest nagi, nie zatrzymuje na dłużej wzroku na innych nagich ciałach, bo i po co?

Przeczytaj dalszą część.

Pozostało jeszcze 57% treści.

Jeżeli chcesz przeczytać ten artykuł, wykup dostęp.

Zaloguj się, by czytać artykuł w całości
  • Prenumerata cyfrowa

    Czytaj ten i wszystkie artykuły w ramach prenumeraty już od 2,46 zł dziennie.

    już od
    2,46
    /dzień
Dorota Witt

Komentarze

1
Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

misiekle

Mnie, tekstylnemu, wydaje się, że biologii nie da się oszukać, szczególnie mężczyznom. Jak widać jakieś piękne ciałko, to nie widzę szansy na opanowanie puchnięcia, rośnięcia pewnej części ciała. Jak dziś pamiętam, jak wiele lat temu jeździliśmy z rodzicami na wakacje do Bułgarii i Jugosławii. Kiedyś na plaży opalając się spojrzałem (tylko spojrzałem, dosłownie kilka sekund) na bawiącą się nago, szeroko "rozkraczoną" małą dziewczynkę, kilkuletnie dziecko. Niestety przez kilkadziesiąt minut, do pół godziny, nie mogłem się podnieść lub odwrócić z brzucha na plecy. Było to dla mnie bardzo niekomfortowe i na szczęście rodzice nic o tym nie wiedzieli i w tym ciężkim czasie nie proponowali żadnych kąpieli, ani spacerów po plaży.

plus.gloswielkopolski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.