Muzyka klasyczna, jazzowa i malarstwo przenikają się - rozmowa z Lidią Sieczkowską

Czytaj dalej
Fot. Jarosław Sieczkowski
Marek Zaradniak

Muzyka klasyczna, jazzowa i malarstwo przenikają się - rozmowa z Lidią Sieczkowską

Marek Zaradniak

Z Lidią Sieczkowską, poznańską flecistką i malarką, członkinią Orkiestry Filharmonii Poznańskiej i zespołu Classic Jazz Quartet.

Dlaczego jako swój instrument wybrała pani flet? A może są też jakieś inne instrumenty?
Początkowo moim głównym instrumentem i miłością życia był fortepian. Było to jeszcze w moim rodzinnym Toruniu. Ale w pewnym momencie etiudy ćwiczyłam tak, że aż mi krwawiły palce i postanowiłam się wypisać, ze szkoły muzycznej. Przyjechał tam wspaniały flecista mieszkający w Finlandii, który zaraził mnie trochę muzyką rozrywkową. Podstawy fletu opanowałam w pół roku, a po pierwszym roku grania zdobyłam nagrodę na konkursie dla szkół średnich. Stwierdziłam, że fortepian mi się przyda, ale dalej będę uczyła się na flecie. Z czasem przeniosłam się do liceum muzycznego w Poznaniu. Znalazłam się w klasie profesora Jerzego Pelca.

Na Akademii Muzycznej też studiowała pani flet?
Studiowałam na dwóch uczelniach. Przez pierwsze dwa lata studiowałam w Poznaniu. Na I roku wzięłam udział w konkursie we Włoszakowicach. Otrzymałam tam III nagrodę i poznałam znakomitego flecistę profesora Antoniego Wierzbickiego ówczesnego rektora Akademii Muzycznej w Łodzi. Powiedział, że jeżeli sama tego nie zrobię, to on zrobi wszystko abym przeniosła się do Łodzi. Wkrótce wyszłam za mąż i z mężem przenieśliśmy się do Łodzi. Różnica w poziomie fletu była taka, że przez pierwsze pół roku myślałam, że sobie nie poradzę. Graliśmy kaprysy skrzypcowe Paganiniego opracowane na flet. Profesor Wierzbicki z Paryża przywiózł wszystkie nowoczesne tradycje i kierunki nauczania tak zwanego fletu francuskiego. To było coś niesamowitego. Po dwóch latach zrobiłam dyplom i zostałam asystentką profesora Wierzbickiego.

Dlaczego wróciła pani do Poznania?
Pracowałam na uczelni, grałam w kameralnej orkiestrze profesora Zbigniewa Friemana. Koncertowaliśmy w całej Polsce. Więcej było jednak uczenia niż grania. Praca w orkiestrze kameralnej to nie było coś tak regularnego jak w Filharmonii, a profesor Mieczysław Koczorowski z Poznania powiadomił mnie, że jest wakat na flet w Filharmonii Poznańskiej i jeśli jestem zainteresowana to powinnam przyjechać i zdać egzamin. Trochę się wahałam, ale mąż namawiał mnie, abym pojechała. Zdałam egzamin, zostałam przyjęta i gram już w orkiestrze Filharmonii Poznańskiej 30 lat. Początkowo pracowałam też w liceum przy ulicy Solnej, ale stwierdziłam, że nie mogę robić za dużo ponieważ nie miałabym czasu ani na dziecko ani na granie, ani na swoje pasje. Dokonałam wyboru i zrezygnowałam z pracy w szkole.

Pozostało jeszcze 56% treści.

Jeżeli chcesz przeczytać ten artykuł, wykup dostęp.

Zaloguj się, by czytać artykuł w całości
  • Prenumerata cyfrowa

    Czytaj ten i wszystkie artykuły w ramach prenumeraty już od 2,46 zł dziennie.

    już od
    2,46
    /dzień
Marek Zaradniak

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gloswielkopolski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.