Murowana Goślina: Rodzina Gramackich pojechała dookoła świata. Agata i Maciej pół roku podróżowali z trójką dzieci

Czytaj dalej
Fot. Archiwum rodziny Gramackich
Gabriela Jelonek

Murowana Goślina: Rodzina Gramackich pojechała dookoła świata. Agata i Maciej pół roku podróżowali z trójką dzieci

Gabriela Jelonek

Agata, Maciej, Janek, Iga i Tomek łącznie w podróży spędzili pół roku, odwiedzając 14 krajów. Nie byłoby w tym nic szczególnego, gdyby nie fakt, że trójka z podróżników nie ma więcej niż 10 lat. Pięcioosobowa rodzina z Rakowni (k. Murowanej Gośliny) postawiła na edukację domową i ruszyła zwiedzać inne kontynenty.

"Family on board", bo tak siebie nazywają, wróciła właśnie z półrocznej podróży dookoła świata. Agata i Maciej (rodzice) wraz z trójką dzieci: 6-letnim Tomkiem, 8-letnią Igą i 10-letnim Jankiem zwiedzili w sześć miesięcy pięć kontynentów i przebyli tysiące kilometrów na różny sposób.

Agata i Maciej miłość do podróżowania wynieśli jeszcze z czasów harcerskich. W swojej młodości odbyli już podobną wyprawę i po kilkunastu latach wrócili na egzotyczny szlak, tym razem z całym „rodzinnym” ekwipunkiem. W piątkę odwiedzili m.in. Litwę, Łotwę, Estonię, Rosję, Chiny, Australię, Nową Zelandię, Chile, Peru, Boliwię, Kubę, USA i Hiszpanię.

Co z nauką i pracą?

- Zdecydowaliśmy się na edukację domową. Szkoła Podstawowa nr 2 w Murowanej Goślinie bardzo nam w tym pomogła. Podpowiedziano nam, gdzie można starać się o takie pozwolenie. Najpierw musieliśmy uzyskać pozytywną opinię z poradni pedagogiczno-psychologicznej, a teraz, po powrocie dzieci muszą zdać specjalne egzaminy - tłumaczy Agata Gramacka.

Jak podkreślają rodzice cała podróż była dla dzieci nauką, ale nie pomijali programu nauczania, który otrzymali ze szkoły. - Dzieci miały ze sobą ćwiczenia, wszystkie podręczniki mieliśmy zeskanowane, dzieci zabrały kredki i inne przybory. Materiały szkolne zajęły nam 10 kg bagażu z około 80-90 kg całości - mówi Maciej Gramacki.

- Świetnie było patrzeć, jak dzieci uczą się z podręczników o Murze Chińskim, albo o kontynentach i różnorodnej naturze na nich, w tym samym czasie widząc to wszystko na własne oczy i zachwycając się tymi cudami

- dodaje mama gromadki, Agata.

Przygotowanie do wyprawy zajęło im ponad rok. Jak to możliwe, że udało się załatwić tyle wolnego w pracy? Maciej współpracuje z Parkiem Dzieje w Murowanej Goślinie, prowadzi własną firmę, a jego praca głównie skupia się na sezonie letnim. Agacie udało się uzyskać bezpłatny urlop w pracy.

Inwestycja 500+

Wielu się zastanawia, skąd wziąć środki na daleką podróż? Rodzina Gramackich wykazała się sprytem i gospodarnością.

- Odkładaliśmy na wyprawę do dłuższego czasu. Dodatkowo sprzedaliśmy auto. Poza tym postanowiliśmy oszczędności z 500+ zainwestować właśnie w taką edukację dzieci, zamiast wydawać je na byle co. W Polsce nasze dzieci chodzą na dodatkowe zajęcia, w podróży ten koszt nam odchodzi, a ona sama kształci - podkreśla Maciej. - Tak naprawdę wydatkiem były głównie przeloty, bo na miejscu staraliśmy się podróżować w jak najprostszy sposób, np.: transportem publicznym, aby też poznać dane miejsce od kuchni, zobaczyć, jak żyją tam lokalni mieszkańcy - dodaje Agata.

Szukając noclegu korzystali z programu Workaway, który polega na tym, aby w zamian za gościnę u rodzin, pracować dla nich np.: pilnując dzieci, pomagając w ogrodzie czy wykonując drobne prace stolarskie. Dzieci zgodnie stwierdziły, że jednym z ciekawszych miejsc był pobyt na farmie z krowami. W czasie wyprawy spali też na Couchsurfingu albo u znajomych.

Noclegi udawało się też załatwiać pocztą pantoflową - często polonie za granicą słysząc o ich wyprawie same proponowały gościnę. Dzięki temu spali w polskiej szkole w Rydze, u szefowej Związku Polaków w Chile, u polskiego misjonarza, ojca Adama Bartyzoła, także w Chile, czy u Peruwianki, która kiedyś studiowała w Polsce, zakochana w naszym kraju i postanowiła gościć wszystkich napotkanych Polaków.

Podróże kształcą?

Agata przyznała, że dzieci, chociaż w szkole uczyły się j. angielskiego, początkowo miały problem z przełamaniem się i komunikacją.

- Podróż zdecydowanie im to ułatwiła. Mimo, że na początku krępowały się mówić w obcym języku, szybko łapały kontakt z innymi dziećmi, które często nie mówiły w ogóle po angielsku. Dzięki temu dzieciaki uczyły się od siebie języków, a dzisiaj po podróży do Ameryki Południowej, posługują się podstawowymi zwrotami po hiszpańsku. Janek na przykład bardzo szybko łapie języki i był z nas wszystkich najlepszy w targowaniu się czy odczytywaniu alfabetu chińskiego

- opowiada.

Mimo przygód rodzicie zadbali o to, aby ich pociechy miały kontakt z kolegami z klasy. Iga rozmawiała z nimi przez Skype, Janek swobodnie kontaktuje się ze znajomymi za pomocą komunikatorów. Najmłodszy Tomek, choć zakochany w byciu podróżnikiem, najbardziej tęsknił za Polską i kolegami z przedszkola.

- Jutro się z nimi spotkam i wszystko opowiem! Widziałem start rakiety na Florydzie i będę kiedyś ich konstruktorem - mówił z błyszczącymi oczami, jednocześnie konstruując z papieru samoloty i promy kosmiczne. Iga pokochała konie w Chile i z rąk nie wypuszcza książki o Neli, małej podróżniczce. Janek jako ulubione wskazuje Nową Zelandię ze względu na zieleń i niezwykłe zwierzęta. Cała piątka jednak tęskniła za rodzinnymi stronami, a ciepłe powitanie w kraju przez znajomych, sąsiadów i rodzinę było dla nich jednym z bardziej wzruszających momentów w podróży.

Trzęsienie ziemi i siła w rodzinie

W drodze można spodziewać się wszystkiego, także problemów zdrowotnych. Państwo Gramaccy, jako doświadczeni globtroterzy wcześniej zadbali o to, aby rodzinna wyprawa była bezpieczna.

- Wykupiliśmy ubezpieczenie obejmujące cały świat i zabraliśmy sporą apteczkę ze sprawdzonymi lekami. Na szczęście w ciągu pół roku udało nam się uniknąć poważnych chorób czy kontuzji. Tak naprawdę jedną z niewielu niebezpiecznych sytuacji, po której zdecydowaliśmy się skonsultować z miejscowym lekarzem, był pobyt w Boliwii. Nic się nie stało, ale dzieciaki źle znosiły chorobę wysokościową, dlatego woleliśmy sprawdzić, czy wszystko jest w porządku - wyjaśnia mama małych podróżników.

Rodzina przeżyła też trzęsienie ziemi w Chile, przy którym na szczęście nikt nie ucierpiał. Przez pewien czas byli też uwięzieni przez Indian w Cuzco - mieście nieopodal Machu Picchu - ponieważ rdzenni mieszkańcy zorganizowali kilkudniowy protest i zablokowali wszystkie drogi dojazdowe do miejscowości.

Czy po takich przygodach rodzina poznaje się w inny sposób?

- Mamy do siebie zdecydowanie więcej cierpliwości. Wiemy, jak reagujemy w różnych sytuacjach i jak sobie z tym radzić. Także dzięki temu, że spędziliśmy ze sobą dużo więcej czasu niż w Polsce, gdzie każdy ma swoją pracę, zajęcia i tak naprawdę widzi się dopiero po południu lub wieczorem

- mówią zgodnie Gramaccy.

Nowe doświadczenia scementowały ich więź, a możliwość przebywania z rodzinami z różnych kręgów kulturowych pozwoliła na zaobserwowanie, jakie relacje mają ze sobą członkowie rodzin w różnych częściach świata. Ta wiedza pozwala na wyciągnięcie dla siebie różnych wniosków i poznanie interesujących metod wychowawczych. Jednocześnie umożliwia zrozumienie innych społeczności, zaakceptowanie odmienności, a jednocześnie pozostanie sobą.

- Chcemy zainspirować i pokazać innym rodzicom, że podróżowanie z dziećmi w cale nie jest takie trudne. Posiadanie dużej rodziny wcale nas nie ogranicza w spełnianiu marzeń - podkreślają Agata i Maciej. Swoją wesołą piątkę traktują jako najlepszych kompanów tych dużych i małych wypraw.

Zobacz film z rodzinnej podróży dookoła świata:

Gabriela Jelonek

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gloswielkopolski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.