MPK Poznań: Od lipca poznaniacy zapłacą więcej za bilety ZTM. Podwyżek uda się uniknąć, jeśli rząd odda miastu pieniądze

Czytaj dalej
Fot. Pawel F. Matysiak
Bogna Kisiel

MPK Poznań: Od lipca poznaniacy zapłacą więcej za bilety ZTM. Podwyżek uda się uniknąć, jeśli rząd odda miastu pieniądze

Bogna Kisiel

W projekcie budżetu na 2020 r. zapisano, że wpływy ze sprzedaży biletów komunikacji miejskiej wyniosą 192,8 mln zł. Wzrosną o 8,9 proc. w stosunku do tego roku. Powód? Przewidywana podwyżka cen biletów, która ma wejść w życie 1 lipca. Tylko w tym roku do transportu publicznego Poznań dopłaci ponad 331 mln zł. Prezydent Jacek Jaśkowiak twierdzi, że w przyszłym roku miasta nie będzie na to stać, dlatego konieczna jest podwyżka biletów.

Bilety sieciowe mogą podrożeć o 20 proc., a jednorazowe przejazdy nawet o 30 proc. Niewykluczone, że seniorzy za bilet roczny zapłacą 100 zł, zamiast 50 zł.

Czytaj też: Poznań: Jest projekt budżetu miasta na 2020 rok. Będą podwyżki. Zdrożeją m.in. bilety komunikacji miejskiej i wejściówki do zoo

– Naszym celem jest, by w 2020 roku dopłata z budżetu miasta do komunikacji miejskiej wynosiła 319 milionów, przy jednoczesnym utrzymaniu inwestycji w jakość taboru

– zaznacza prezydent Jaśkowiak.

Ostateczna decyzja będzie należeć do radnych. – Jesteśmy niechętni podwyżce, ale nie ma z czego dokładać do komunikacji. A nie możemy dopuścić do zmniejszenia liczby kursów tramwajów i autobusów, musimy utrzymać jakość przejazdów – uważa Małgorzata Dudzic-Biskupska, radna KO i szefowa komisji budżetu.

– To wina rządu, postawił nas w bardzo niekomfortowej sytuacji. Dochody miasta zostały mocno ograniczone.

Zobacz też: 3 najgorsze linie tramwajowe w Poznaniu

Obniżenie podatku PIT i zerowy podatek dla młodych spowodował, że w przyszłym roku do miejskiej kasy trafi o 175 mln zł mniej. Ponadto do oświaty Poznań będzie musiał dołożyć 572 mln zł, o 100 mln zł więcej niż w tym roku.

– Wszystko w rękach rządu – mówi Mariusz Wiśniewski, zastępca prezydenta. – Jeśli zwróci nam pieniądze, to podwyżki cen biletów może nie być. Napisałem pismo do premiera w sprawie subwencji oświatowej. Uważam, że powinna pokryć przynajmniej 70 procent kosztów funkcjonowania oświaty. Raczej jest mało prawdopodobne, aby rząd się zreflektował i zrekompensował ubytki spowodowane swoimi decyzjami w budżetach samorządów.

To oznacza, że w styczniu powinny pojawić się propozycje nowych stawek za przejazdy, w marcu radni podejmą decyzję o wysokości podwyżek, które wejdą w życie 1 lipca.

W styczniu propozycje nowych stawek mają dostać radni, miasto musi też rozpocząć rozmowy o podwyżkach z gminami, z którymi podpisane są porozumienia o wspólnej komunikacji (na podstawie tych umów samorządy dofinansowują funkcjonowanie transportu publicznego) oraz ze związkami zawodowymi.

– W marcu Rada Miasta zdecyduje o wyższych opłatach za przejazdy, bo inaczej będziemy musieli ograniczyć częstotliwość kursów, liczbę połączeń, inwestycje w transport, remonty – twierdzi Mariusz Wiśniewski. – A na to w Poznaniu nie możemy sobie pozwolić.

Wojciech Kręglewski, radny KO, szef komisji transportu i polityki mieszkaniowej przypomina, że przed laty został wypracowany model, który zakłada finansowanie komunikacji 50 na 50 – połowę kosztów bierze na siebie budżet miasta, a druga część pokrywana jest ze sprzedaży biletów.

– Na modernizację transportu, unowocześnianie taboru, zakup autobusów elektrycznych muszą być pieniądze. Trzeba je skądś wziąć, bez tego ani rusz

– mówi Kręglewski. I zapowiada: – Będziemy tak konstruować taryfę, aby oszczędzić tę grupę pasażerów, która codziennie korzysta z komunikacji miejskiej. Wyższe opłaty bardziej odczują osoby, jeżdżące transportem publicznym incydentalnie. Każda podwyżka budzi opór, ale władza powinna być uczciwa wobec ludzi.

Radna Dudzic-Biskupska przypomina, że podwyżek cen biletów nie było od siedmiu lat. – Zostaliśmy do niej zmuszeni przez rząd, bo nie mamy już z czego dokładać do komunikacji – twierdzi Dudzic-Biskupska.

– Gdy rosły dochody samorządu, to mogliśmy dopłacać do rosnących kosztów transportu. Teraz, gdy wpływy do budżetu spadają, nie mamy z czego dorzucać do komunikacji, bo miasto nie ma własnych pieniędzy – mówi Wiśniewski.

Zobacz też: 6 najgorszych linii autobusowych w Poznaniu

Radna Dudzic-Biskupska przypomina o przyszłorocznej podwyżce cen energii, która wpłynie na koszty funkcjonowania MPK. Niektórzy twierdzą, że mogą one wzrosnąć nawet o 60 proc.

Stanowisko Michała Grzesia, radnego PiS w sprawie wyższych opłat za przejazdy transportem publicznym jest negatywne.

– Zawsze jestem przeciwko jakimkolwiek podwyżkom

– podkreśla Grześ. – Staram się jednak zrozumieć obecną sytuację, bo

dużo inwestujemy w komunikację. Jeśli wszystkie inwestycje transportowe, które zostały ujęte w projekcie budżetu, zostaną zrealizowane, to być może parę groszy podwyżki nie zdenerwuje pasażerów. Pytanie, o ile podrożeją bilety?

Jeśli bilety sieciowe miałyby zdrożeć o 20 proc, a jednorazowe przejazdy o 30 proc., to - zdaniem radnego Grzesia – będzie to gigantyczna, szokująca podwyżka.

– Wyższą o parę procent cenę mógłbym przeboleć, ale na taką propozycję mojej zgody nie będzie – zapowiada Grześ. - Zniechęcimy mieszkańców do korzystania z komunikacji publicznej.

Polecamy: Zaskakujące zdjęcia z poznańskiej komunikacji. To dziwi i śmieszy pasażerów MPK Poznań! [ZOBACZ]

Bogna Kisiel

Komentarze

5
Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Ania

zapomniałam wspomnieć o
ABSURDANYM cenniku na przejazdy
cennik który zniechęca do korzystania z MPK na krótkich dystansach,
[po prostu lepiej jest jeździć samochodem jak ktoś posiada]
te początkowe przystanki powinny być tańsze!

a z kolei można przejechać z jednego końca miasta na drugi (albo nawet dalej) za stosunkowo niewielką kwotę, cennik BARDZO głupio skonstruowany
dlatego proponuje aby tą taryfe "przystankową" maksymalnie "spłaszczyć"
ten cennik jest po prostu GŁUPI:
https://www.ztm.poznan.pl/pl/cennik/cennik/

Ania

wybory juz były to teraz można robić POdwyżki cen piletów... taki standard w Partii Oszustów

leto22

Może zamiast podwyższania cen biletów warto byłoby poszukać oszczędności w urzędzie miasta i spółkach miejskich, gdzie przerost zatrudnienia jest gigantyczny i marnuje się pieniądze podatników?

Gall Anonim

Przypomniało mi się jeszcze coś . Z artykułu "Protesty w stolicy Chile przeciwko wyższym cenom biletów na metro" w "Pulsie Biznesu" z 19.10.2019.
Najistotniejsze fragmenty:
"Władze Santiago zdecydowały się podwyższyć ceny biletów na metro z 800 na 830 pesos (1,04 euro). To wywołało społeczny opór w stolicy, który przejawił się gwałtownymi protestami. W różnych częściach miasta protestujący wznosili barykady i starli się z policją, która używała armatek wodnych i gazu łzawiącego."
"Metro w Santiago posiada 164 stacje. Jest największe i najbardziej nowoczesne w Ameryce Południowej. "

A Jaśkowiak planuje podwyżkę o 30%...

Gall Anonim

Innymi słowy komunikacja miejska stanie się jeszcze mniej opłacalna i popularna. Na co przesiądą się mieszkańcy Poznania łatwo dociec i zapewniam że nie są to hulajnogi elektryczne. A później będzie jęczenie władz miasta o samochodach. Trzeba powiedzieć że Jacek Jaśkowiak ma tęgi łeb. W paraliżowaniu miasta i czynieniu go mniej przyjaznym jest tym kim był Muhammad Ali dla boksu. Nawet wyznają taką samą zasadę "Trudno być skromnym, gdy jest się kimś tak wielkim jak ja".

plus.gloswielkopolski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.