Misja: Nakarmić miliony. Jak Amerykanie uratowali Związek Sowiecki

Czytaj dalej
Fot. East News
Wojciech Rodak

Misja: Nakarmić miliony. Jak Amerykanie uratowali Związek Sowiecki

Wojciech Rodak

W 1921 roku Związek Sowiecki stanął w obliczu wielkiej klęski głodu, spowodowanej latami wojny domowej, polityką rewolucyjnego rządu i suszą. Miliony ludzi umierało nie tylko z braku żywności, ale także w wyniku epidemii tyfusu i cholery. Mnożyły się przypadki kanibalizmu. Reżim bolszewicki zapewne by upadł, gdyby nie pomocna dłoń Amerykanów.

Piotr Muchin był 56-letnim niepiśmiennym chłopem ze wsi Jefimowka na Powołżu. 12 stycznia 1922 r. trafił przed oblicze towarzysza Baltera, oficera śledczego Czeka z Trybunału Rewolucyjnego w Samarze. Sąsiedzi donieśli, że jadł ludzkie mięso. Przesłuchiwany od razu przyznał się do winy i złożył obszerne wyjaśnienia.

Muchin opowiadał, że jego rodzina ostatni raz jadła chleb na Wielkanoc 1921 r. Potem żywiła się trawą i koniną, a dalej psami i kotami. Gdy już nawet tego nie można było już zdobyć, zaczęli zbierać kości padłych zwierząt, by mielić je na jadalną pastę. Wkrótce i te zasoby uległy wyczerpaniu. Żeby utrzymać bliskich przy życiu, mężczyzna posunął się do desperackiego kroku. Oto co zeznał:

„W całym regionie, w tym i naszej wiosce, ogromna liczba zamarzniętych zwłok [zmarłych z głodu - red.] leżała na ulicach. Znoszono je do publicznego magazynu, gdzie leżały jedne na drugich. Pewnego wieczora włamałem się tam i zabrałem zwłoki chłopca, tak na oko siedmioletniego. [...] Wziąłem ciało na sanki, zawiozłem do domu, posiekałem na małe kawałki, a następnie ugotowałem. Wtedy obudziliśmy dzieci - 16-letnią Natalię, 12-letniego Fiodora i 7-letniego Afanasego - i zjedliśmy je w ciągu paru godzin. Zostały same kości”.

Muchin nie widział w swoim uczynku nic szczególnie złego. Wyjaśniał, że wszyscy w wiosce tak robią, tylko ukrywają ten fakt.

- Nawet nie pamiętamy smaku tego mięsa, byliśmy w głodowym szale, jak je jedliśmy. Nigdy nie zabiliśmy nikogo, żeby go zjeść. Nawet nie przyszło mi to do głowy, bo wszędzie jest pełno trupów - zakończył, tłumacząc się z szokującą szczerością.

Tego samego dnia przed Trybunałem Rewolucyjnym stanął także Prokop, zięć Muchina, u którego znaleziono ugotowane ludzkie mięso. Ten tłumaczył się, że w ciągu poprzednich dziesięciu dni pochował dziadka, matkę i ojca, którzy zmarli z głodu. Nie chciał, by to samo spotkało jego siostrę i ciężarną żonę. Dlatego też razem z nimi jadł „potrawki” przynoszone przez teścia.

Muchin, Prokop i jego siostra zostali aresztowani. Czekiści zabrali ich do centrali w Buzułuku. Podczas trwającej cztery dni podróży nie karmili więźniów. Ci jednak przezornie zabrali ze sobą przygotowane wcześniej porcje wiadomego mięsa. Zjadali je na oczach eskorty, która, chcąc ich dowieźć żywych do miejsca przeznaczenia, ograniczyła się tylko do zaprotokołowania tego faktu.

To upiorny obrazek z apogeum wielkiej klęski głodu, która dotknęła dziesiątki milionów mieszkańców Związku Sowieckiego w latach 1921-23. W opinii Włodzimierza Lenina i jego towarzyszy, jej następstwa - bunty, zamieszki, demoralizacja - mogłyby zmieść ich rewolucyjne rządy. Mogłyby, gdyby Amerykanie nie przyszli im z pomocą i nie przeprowadzili operacji humanitarnej na niespotykaną wówczas skalę. To zapomniane przedsięwzięcie opisuje Douglas Smith, nagradzany autor książek o historii Rosji, w swojej najnowszej publikacji pt. „Rosyjska robota”.

7 lat nieszczęść

W kryzysie głodowym z 1921 r. czynniki naturalne odgrywały drugorzędną rolę. Rosja miała wówczas za sobą siedem lat ciężkich dziejowych turbulencji. Już pod koniec 1916 r., po dwóch latach krwawych walk I wojny światowej, w wielu regionach Imperium borykano się z niedoborami zbóż. W większych miastach coraz częściej na tle braku chleba dochodziło do zamieszek. Aż wreszcie w lutym 1917 r. robotnice z Piotrogrodu rozpoczęły protest przeciwko niedoborom i wysokim cenom pieczywa. Jak się potem okazało, ich akcja była iskrą inicjującą wybuch rewolucji lutowej, która doprowadziła do upadku 300-letnich rządów dynastii Romanowów.

Głodujące chłopi padają do nóg pracownika ARA na Powołżu
Domena publiczna/Wikipedia Herbert Hoover. Urodził się w 1874 r. Pochodził ze stanu Iowa. Z wykształcenia był geologiem. Był inżynierem w kopalniach złota i konsultantem firm górniczych w Europie, Azji i Australii. W czasie I wojny światowej i tuż po niej szefował Amerykańskiej Administracji Pomocy (ARA). Potem zajął się polityką. W latach 1929-1933 był prezydentem USA. Zmarł w 1964 roku.

Najgorsze plagi spadły na ludność Rosji wraz z rewolucją październikową w 1917 r. Kraj na kilka lat pogrążył się w barbarzyńskiej wojnie domowej. Bolszewicy z zaciekłością utrwalali zdobytą władzę, dając odpór Białym, interwencji państw zachodnich, a także wyłapując wszelkiej maści watażków. W tym okresie chłopi cierpieli nie tylko bezpośrednio w wyniku poczynań wojaków różnych armii przelewających się przez ich wioski, ale głównie przez politykę ekipy Lenina. Komuniści potrzebowali zbóż, by zapewnić zaopatrzenie miastom i armii. W związku z tym od lata 1918 r. zaczęli je konfiskować siłą. Oddziały wojskowe przeczesywały sioła, wydobywając wszelkie zapasy ze wszystkich, nawet najbardziej przemyślnych, chłopskich kryjówek w strzechach czy ścianach chat. Gdy wyznaczona kwota ziarna nie została zebrana, to, jak rozkazał Lenin, najbogatszych gospodarzy, tzw. kułaków, wieszano dla przykładu. Reakcję na terror stanowiły liczne bunty na wsi. Największym z nich było powstanie tambowskie, gdzie przeciw Armii Czerwonej stanęła licząca 50 tys. żołnierzy partyzantka Aleksandra Antonowa. Jej opór zgnieciono dopiero w początkach 1921 r. - po trzech latach wyniszczających walk, które pochłonęły nawet ćwierć miliona ofiar.

Z każdym rokiem bolszewicy podnosili kwoty rekwizycji - z 294 tys. ton w 1918 r. do 442 tys. ton w 1920 r. A tymczasem chłopi, z różnych przyczyn, uprawiali o blisko jedną trzecią mniej ziemi niż przed 1914 r. W efekcie zbiory zbóż z 1920 r. stanowiły tylko niewiele ponad połowę tych z 1913 r. W związku z tym na początku 1921 r. w wielu regionach kraju zaczynało brakować żywności. Deficyt chleba spowodował wzrost niezadowolenia zarówno w miastach, jak i na wsi. - Masy są nastawione wrogo do komunistów. Cholera i szkorbut szaleją. Dezercje z garnizonów rosną - alarmowali w tajnym raporcie dla centrali w Moskwie czekiści z Samary. Brak pożywienia był szczególnie boleśnie odczuwalny na Powołżu, gdzie w wyniku suszy zebrano wyjątkowo skromne plony. Wiosną 1921 r. bolszewicki rząd szacował liczbę ludzi zagrożonych śmiercią z braku pożywienia na aż 30 milionów.

Wzbierający problem głodu i fatalna sytuacja gospodarcza zmusiły Lenina do poszukiwania wyjścia z kryzysu poza marksistowską ideologią. W marcu 1921 r. wódz rewolucji wprowadził w życie doktrynę Nowej Ekonomicznej Polityki, czyli słynnego NEP-u. Poza przywróceniem pewnych elementów gospodarki rynkowej, nowe zarządzenia znosiły przymusowe rekwizycje zbóż. Komuniści mieli nadzieję, że dzięki tym zmianom jakoś im się uda wytrwać u władzy. - Jeśli dopiszą zbiory, wszyscy trochę pogłodują i przetrwamy - mówił Lenin wiosną 1921 r. - Jeśli nie, to nie będziemy w stanie pomóc głodującym i przepadniemy.

W kolejnych miesiącach spełniły się najgorsze przeczucia wodza rewolucji. Całe połacie kraju zostały dotknięte klęską suszy. Sytuacja wymykała się spod kontroli. W połowie lipca 1921 r. wysoki rangą partyjniak z Samary depeszował do Lenina:

„W stolicach obwodów skończyły się zapasy zbóż. Państwowe stołówki się zamykają. Dzieci w sierocińcach głodują. Epidemia cholery rozszerza się. Samara stała się epicentrum zarazy, zagrażającą sytuacji w całym regionie. Ludność ucieka z Powołża przed głodem i epidemią. Stacje kolejowe i porty rzeczne są przepełnione uchodźcami”.

Milionom ludzi zajrzało w oczy widmo zagłady, a sowieckie władze stanęły oko w oko ze śmiertelnym zagrożeniem dla swoich rządów. Były bezradne wobec tego wyzwania.

Życie nad polityką

Sowieckie władze, jak to miały w zwyczaju, miesiącami ukrywały przed swoimi obywatelami i światem rozmiar kryzysu żywnościowego. Dopiero 2 lipca 1921 r. „Prawda”, naturalnie za pozwoleniem najwyższych czynników, bąknęła o „pewnych problemach na froncie rolnictwa”. Po tej wzmiance popłynęły w świat apele o pomoc dla Rosji. 13 lipca Maksym Gorki, rosyjski pisarz o światowej renomie, opublikował list otwarty do „wszystkich dobrych ludzi z Europy i Ameryki”. Pisał w nim wzniośle, że dla jego ojczyzny „nadeszły czarne dni”. Apelował o „niezwłoczną pomoc dla rosyjskiego ludu, w postaci chleba i leków”. Pozytywne odpowiedzi napłynęły z kilku krajów i instytucji, ale najważniejsza była ta z Ameryki.

Stany Zjednoczone nie uznawały Związku Sowieckiego. Mało tego. Trzy lata wcześniej ich żołnierze uczestniczyli w interwencji zbrojnej przeciwko bolszewikom w okolicach Murmańska. Mimo to, w obliczu wielkiej hekatomby, to oni wyciągnęli do Lenina pomocną dłoń. List Gorkiego poruszył Herberta Hoovera, sekretarza handlu USA i jednocześnie szefa Amerykańskiej Administracji Pomocy (American Relief Administration; ARA) - agendy rządowej, która niosła pomoc humanitarną wyniszczonej I wojną światową Europie. Dzięki jej wsparciu uratowano miliony istnień ludzkich w Belgii, Francji, a przede wszystkim w odradzającej się II Rzeczpospolitej. Lenin i WKP(b) nie cieszyli się sympatią Hoovera. - To wielkie szczęście dla świata, że istnieje kraj, w którym te głupie idee [komunistyczne - red.] będą mogły spektakularnie zbankrutować - mówił w 1919 r. Z drugiej strony, Amerykanin hołdował przekonaniu, że akcje humanitarne nie powinny być podporządkowane żadnym celom politycznym, ale służyć nade wszystko podtrzymaniu życia i porządku. Wobec ogromu katastrofy w Rosji, nie mógł przejść obojętnie. Dlatego też pod koniec lipca 1921 r. zlecił swoim ludziom rozpoczęcie przygotowań do podjęcia misji ARA w Związku Sowieckim.

W połowie sierpnia w Rydze podpisano umowę pomiędzy bolszewickim rządem a organizacją, nakreślającą ramy wzajemnej współpracy. Sowieci - obawiając się, że ARA może być „koniem trojańskim kontrrewolucji” - wymogli na Amerykanach, by ci nie zatrudniali żadnych lokalnych pracowników bez konsultacji z nimi. Dodatkowo ludzie Hoovera zobowiązali się do zwalniania amerykańskich członków misji, którym Czeka udowodni „działalność przeciw sowieckim władzom”. W zamian bolszewicy zobowiązywali się do pokrycia kosztów związanych z transportem i magazynowaniem żywności oraz zakwaterowaniem i podróżami pracowników agendy. Mieli im także służyć wszelkim koniecznym wsparciem.

Już 27 sierpnia, w miesiąc po decyzji Hoovera, pierwsza grupa emisariuszy ARA przybyła do Moskwy. 1 września do portu w Piotrogrodzie zawitał pierwszy statek z 700 tonami amerykańskiej żywności. W sześć dni później w tym mieście otwarto pierwszą jadłodajnię prowadzoną przez ARA. Tak wyglądały początki misji w Rosji.

Ludzie kontra psy

Na czele operacji humanitarnej w Sowietach stał pułkownik William Haskell, 43-letni weteran amerykańskiej armii. Zawsze miał pod sobą około dwustu Amerykanów (ogółem przez misję przewinęło się ich 380), którzy zarządzali akcją pomocową w poszczególnych miastach Rosji. Poza nimi ARA zatrudniała 120 tys. lokalnych pracowników. Często byli to ludzie dobrze wykształceni, znający języki, o burżuazyjnych bądź arystokratycznych korzeniach, co bardzo drażniło podejrzliwych czekistów, niespuszczających pracowników misji z oczu.

Według pierwotnych planów Hoovera, ARA miała ograniczyć swą pomoc do dostarczenia żywności i leków dla miliona potrzebujących dzieci. Jednak im głębiej wysłannicy misji zapuszczali się w rosyjską prowincję, w tym szczególnie mocno dotknięte głodem i epidemiami Powołże, tym ostrzej rysował im się ogrom tragedii, z jaką przyszło się zmierzyć. Wszędzie na ulicach widzieli leżące trupy zmarłych z głodu lub wskutek epidemii tyfusu czy cholery. Każda stacja kolejowa była pełna żebrzących uchodźców. Wreszcie, tu i ówdzie, słyszeli makabryczne opowieści o przypadkach kanibalizmu. Ba, zdarzało się, że pokazywano im namacalne dowody takich praktyk (jeden z pracowników misji sfotografował się z głowami córek zjedzonych przez własnego ojca).

Rzeczywistość rosyjska przytłaczała, a czasem przerażała Amerykanów. Tak realia w Rostowie nad Donem wiosną 1922 r. odmalował Frank Golder:

„Części Rosji wróciły do stanu naturalnego, jak przed tysiącami lat. W ciągu dnia ludzie walczą z psami o sterty odpadków lub napadają w stadach na targowiska. W nocy krążą po ulicach jak żerujące drapieżniki wypatrujące ofiar. Po pewnej godzinie lepiej nie wychodzić z domu”.

Gdy Amerykanie poznali rzeczywistą skalę głodu, wielokrotnie rozszerzyli zakres operacji humanitarnej w Związku Sowieckim. W grudniu 1921 r. z inicjatywy Hoovera Kongres wyasygnował 20 mln dol. na zakup żywności dla misji. Ogółem więc w szczytowym momencie misji około 16 tys. stołówek ARA żywiło mniej więcej 11 milionów sowieckich obywateli (niemal jedną dziesiątą populacji kraju). Trzeba też wspomnieć, że przeprowadzili również szeroko zakrojoną akcję szczepień dzieci, dostarczali chininę do regionów dotkniętych malarią, chlor konieczny do uzdatniania wody, a także zachodnią literaturę naukową do podupadłych uniwersyteckich bibliotek.

Agenda Hoovera dostarczała 90 proc. pomocy humanitarnej, jaką otrzymywali Sowieci z zagranicy w czasie klęski głodu na początku lat 20. Cieszyła się sympatią milionów zwykłych Rosjan, którym w najcięższych miesiącach 1921 i 1922 r. ratowała życie. Co ciekawe, efektywność swoich działań zawdzięczała częściowo wszechwładnemu szefowi Czeka Feliksowi Dzierżyńskiemu, który rozwiązywał jej kluczowe problemy logistyczne bądź konflikty z nieuczciwymi sowieckimi urzędnikami. W czasie jednego z pożegnalnych bankietów płk Haskell wzniósł nawet toast: „Za towarzysza Dzierżyńskiego, któremu miliony zawdzięczają życie”. Nie wiadomo, czy był to popis dyplomacji, czy też osobliwie dowcipny prztyczek w wydatny nos ponurego sowieckiego dostojnika.

Niemile widziani

Według szacunków historyków, wielki głód w Sowietach pochłonął około 5 milionów ofiar śmiertelnych. Gdy jesienią 1922 r. sytuacja żywnościowa nieco się poprawiła, bolszewicy zaczęli dawać Amerykanom sygnały, że są niemile widziani w ich kraju. Na przykład łamali ustalenia z Rygi, domagając się, by ARA jeszcze szerzej partycypowała w kosztach operacji. Poza tym Czeka stała się wobec pracowników agendy coraz bardziej uciążliwa. Wreszcie w marcu 1923 r. Hoover zdecydował o ostatecznej likwidacji operacji w Rosji, po tym, jak dowiedział się, że Sowieci zaczęli na nowo eksportować zboże (wówczas kryzys żywnościowy wciąż trwał). Do połowy czerwca ARA zniknęła z Kraju Rad.

Dzięki pomocy Hoovera ocalono miliony istnień ludzkich, ale jednocześnie sprawiono, iż krwawy reżim komunistyczny „bankrutował” przez kolejne siedem dekad. W międzyczasie obywatele ZSRS, którzy współpracowali z ARA w latach 1921-23, często trafiali do kazamat sowieckich służb oskarżeni o szpiegostwo na rzecz USA. Ostatni taki przypadek odnotowano w 1948 r., blisko ćwierć wieku po wycofaniu się amerykańskiej misji z Kraju Rad.

Głodujące chłopi padają do nóg pracownika ARA na Powołżu
materiały prasowe "The Russian Job: The Forgotten Story of How America Saved the Soviet Union from Ruin". Oto książka Douglasa Smitha pt. „Rosyjska robota: Jak Ameryka uratowała Związek Sowiecki od ruiny”. Ukazała się nakładem wydawnictwa Farrar, Straus and Giroux w listopadzie 2019 roku.
Wojciech Rodak

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gloswielkopolski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.