Minister Szałamacha bronił budżetu przed rozdawnictwem

Czytaj dalej
Fot. Archiwum prywatne
Paulina Jęczmionka-Majchrzak

Minister Szałamacha bronił budżetu przed rozdawnictwem

Paulina Jęczmionka-Majchrzak

Wielkopolska nie grała głównej roli w rządowym rozdaniu stanowisk. Przez rok wybiło się trzech posłów z naszego regionu - ocenia w rozmowie podsumowującej pierwszy rok rządów PiS dr Szymon Ossowski, politolog i prodziekan Wydziału Nauk Politycznych i Dziennikarstwa UAM.

W 2011 roku mapa wyborcza kraju dzieliła się mniej więcej wzdłuż Wisły. Zachód z niektórymi okręgami wschodnimi i Warszawą należał do PO, wschód do PiS. Rok temu ta granica zdecydowanie przesunęła się na zachód. PO wygrała tylko w dwóch województwach. Dlaczego?
Wzrost poparcia dla PiS wbrew pozorom nie był tak duży, jak wydawać by się mogło po kolorach na mapie. Po jednej stronie było PiS, a w zasadzie koalicja tej partii z Polską Razem i Solidarną Polską, a po drugiej PO, Nowoczesna i lewica. A poza tym jeszcze Kukiz’15. Gdyby zsumować wyborców obu stron, wielkich różnic w porównaniu do 2011 r. by nie było. Na „lewo” od PiS był po prostu większy wybór. Polacy nadal są podzieleni na bardziej konserwatywny i socjalny wschód oraz bardziej liberalny zachód.

Politolog podsumowuje rok rządów PiS:

Źródło: TVN24

W liberalnej Wielkopolsce różnicę wydać jednak wyraźnie. O ile wcześniej PO miała wszystkie cztery okręgi, o tyle rok temu PiS dwa jej zabrało.
Tak, ale tu również decydował podział na PiS i PO wraz z Nowoczesną. PiS w dużej mierze wygrało dlatego, że jego konkurent osłabł. Niezadowoleni wyborcy PO przeszli do Nowoczesnej, a lewica w ogóle nie dostała się do Sejmu. Miało to z pewnością dość istotne znaczenie w liberalnej gospodarczo Wielkopolsce. Dodatkowo, mapa wyborcza całego kraju nie oddaje podziału na duże i małe miasta. W tych pierwszych - nieraz nawet na wschodzie - zazwyczaj wygrywała PO, a dobry wynik notowała Nowoczesna. Jeśli wygrywał PiS, to z mniejszą przewagą.

To widać także w dużym Poznaniu uchodzącym za bastion PO, która straciła tu tylko jeden mandat, PiS łącznie zdobyło trzy, a Nowoczesna aż dwa i do tego „jedynka” jej listy Joanna Schmidt - nieznana „świeżynka” w polityce - pobiła rekord, dostając 35,2 tys. głosów.
Potwierdziła się zasada głosowania na pierwsze miejsce listy, gdy kandydaci nie są szerzej znani. Nowoczesna była wtedy partią jednego lidera - Ryszarda Petru. Ale przyciągała niezadowolonych wyborców PO. Nie wiedzieli na kogo konkretnie zagłosować, więc wybierali pierwsze nazwisko. Poza tym, poznańska kampania Nowoczesnej była nastawiona głównie na Joannę Schmidt.

Została wiceszefową całej partii, prawą ręką Petru Jak dziś, Pana zdaniem, radzi sobie w Sejmie?
Jest widoczna. Konsekwentnie buduje wizerunek eksperta. W mediach ogólnopolskich z Wielkopolski najczęściej pojawiają się trzy osoby: właśnie Joanna Schmidt, Bartłomiej Wróblewski oraz Joanna Lichocka z PiS. Jeszcze Rafał Grupiński z PO, ale on jest od lat.

To twarze medialne czy znane z określonej pracy?
Pojawiają się w związku z aktualnymi tematami, są pewnego rodzaju ekspertami w danych dziedzinach. Joanna Lichocka, jako była dziennikarka, zajmowała się tematem ustawy medialnej i wyborów szefa TVP. Do tego jest dość kontrowersyjna, miewa ostre wypowiedzi, a media to lubią. Bartłomiej Wróblewski jest konstytucjonalistą, więc zajmuje się tematem Trybunału. Merytoryczny, spokojny i wyważony. Jeśli Lichocka ma być jastrzębiem, on dobrze gra rolę gołębia w PiS. Natomiast Joanna Schmidt zajmuje się głównie edukacją.

Adam Bielan ocenił rok rządów PiS:

Źródło: TVN24

Sprzeciwia się reformie szkół, złożyła interpelację, spotyka się z nauczycielami i uczniami.
Była menadżerem edukacji i kanclerzem uczelni, więc zna temat, jest aktywna i merytoryczna.

Czy te trzy przykłady oznaczają, że „stare” twarze polityki się obyły?
O obecności w mediach decydują kompetencje medialne, umiejętność poruszania się w tym świecie. Doświadczeni politycy wciąż się pojawiają, ale z pewnością potrzeba nowych. W końcu wygrana PiS to też po prostu zwycięstwo potrzeby pewnej zmiany.

Wraz z tzw. dobrą zmianą nastąpiły roszady personalne. Wielkopolskie nazwiska - podobnie jak za rządów PO-PSL - znaczącej roli nie odegrały. Najgłośniejsza rządowa nominacja to Paweł Szałamacha z PiS, który rok temu do Sejmu się nie dostał, a dziś nie jest już też ministrem finansów. Co zadecydowało o jego dymisji - błędy czy spór z ministrem Mateuszem Morawieckim?
Paweł Szałamacha był typowym ministrem finansów, którego zadaniem jest ochrona budżetu przed ogólnym rozdawnictwem. Inni ministrowie tego nie lubią.

Szałamacha skrytykował program 500 plus.
Bardzo chciał chronić budżet, co było trudne przy szerokich działaniach socjalnych PiS. Nieudany podatek od sklepów wielkopowierzchniowych nie był przypadkiem. Z perspektywy wydatków socjalnych należało szybko i znacznie zwiększać przychody budżetowe. Ale się nie udało.

Jak np. z szumnie zapowiadanym uszczelnieniem podatku VAT.
Nie da się tak łatwo i szybko uszczelnić systemu. Prawdą jest, że przez lata nic w tej sprawie nie zrobiono. Ale słuszna diagnoza to jeszcze za mało. Potrzeba dobrych, długofalowych rozwiązań. Być może przywiązywano do ministra Szałamachy zbyt duże nadzieje.

Ewa Kopacz o roku rządów PiS:

Źródło: TVN24

Ale już się odnalazł w NBP.
Zwolnienie przez „awans”.

Poza Szałamachą, mamy dwóch wiceministrów - sekretarzy stanu w Ministerstwie Spraw Zagranicznych. O ile Konrad Szymański pojawia się w mediach i jest znany, o tyle o Janie Dziedziczaku chyba mało który mieszkaniec regionu wie.
Postać szefa MSZ Witolda Waszczykowskiego jest dominująca. Wiceministrowie zwykle są od mrówczej pracy, a minister ma być twarzą. Trudno mi mówić o kompetencjach Jana Dziedziczaka, ale Konrad Szymański zawsze był chwalony, nawet przez opozycję.

Jan Dziedziczak odpowiada w MSZ m.in. za sprawy parlamentarne, konsularne i Polonii.
Kojarzę go z tego, że przez chwilę był rzecznikiem rządu Jarosława Kaczyńskiego. Sprawy konsularne czy Polonia nie są zbyt istotne z punktu widzenia państwa i priorytetów polityki zagranicznej, więc to pewnie wyjaśnia jego niewidoczność.

Czy Wielkopolanie obecni w rządzie, ale i ci zasiadający z ramienia PiS w parlamencie odznaczyli się jakoś w minionym roku dla regionu?
Z punktu widzenia logiki wyborczej, muszą przypominać o sobie mieszkańcom regionu, bo będą przez nich rozliczani. Ale minęła dopiero jedna czwarta kadencji, więc mają sporo czasu. Posłowie PiS na pewno wstawili się za istnieniem Instytutu Zachodniego w Poznaniu. To jednak bardzo wąska dziedzina, która dotyczy małej grupy ludzi, a nie - poznaniaków w ogóle.

Mieli też lobbować na rzecz kontraktu dla Wojskowych Zakładów Motoryzacyjnych na remont czołgów oraz kontraktu dla Cegielskiego.
Tak, i o tym się mówiło. Generalnie posłowie powinni dla własnego dobra lobbować za swoim regionem. Wiele lat temu zjednoczyli się w walce o dofinansowanie do rozbudowy UAM. To chyba jednak były inne czasy. Dziś nie do końca wierzę we wspólne lobby. Relacje są bardziej napięte, dominują partykularne interesy ugrupowań.

Pokusiłby się Pan o wystawienie rocznej oceny wielkopolskim posłom PiS?
Nie. Jest za wcześnie. Po to ktoś wymyślił czteroletnią kadencję, by dać politykom czas na działanie. Poza tym, wielkopolscy posłowie włączają się raczej w ogólnopolskie prace. Nie ma jakiejś specyfiki regionu. Na pewno w ciągu tego roku sprawdził się poseł Bartłomiej Wróblewski. Jest zaangażowany, zajmuje się trudnym tematem, ale - przynajmniej w deklaracjach - próbuje dążyć do konsensusu.

Rok po zwycięstwie PiS według Nowoczesnej:

Źródło: TVN24

A w PO widać po roku nowe otwarcie i ofensywę?
Zdominowały ją wewnętrzne spory i rozliczenia, które przełożyły się na lokalne struktury. Ten rok był dla PO zmarnowany. Dopiero powoli wychodzi na prostą.

I w którą stronę skręci - lewą czy prawą?
Przewodniczący Grzegorz Schetyna chce iść w prawo. Zamierza odzyskać centrowy elektorat. PO była partią typu „catch all” - szerokiego środka z lewym i prawym skrzydłem. I chyba do tego stara się wracać.

Jacek Jaśkowiak, skręcający wyraźnie w lewo prezydent Poznania, powinien obawiać się o swoją partyjną pozycję?
To inna specyfika. Tendencje ogólnopolskie są bardziej konserwatywne niż w samym Poznaniu. Poza tym Poznań to „matecznik” UD, UW, a teraz PO.

Pierwszy rok rządów PiS można nazwać rokiem 500 plus. Pod jakim hasłem upłynie kolejny?
PiS konsekwentnie stara się realizować obietnice wyborcze - 500 plus, sześciolatki, frankowicze, wiek emerytalny, reforma gimnazjów. Jego elektorat to głównie mieszkańcy mniejszych miejscowości, więc i o nieco niższym poziomie życia. PiS uznało, że kolejne zwycięstwo będzie możliwe wtedy, kiedy zaspokoi ich socjalno-społeczne potrzeby. A dzięki 500 plus poziom ubóstwa w Polsce zmalał. Tyle że partia po drodze trafia też na miny, jak np. ustawa całkowicie zakazująca aborcji. Temat nie jest jej na rękę, ale musi się z nim zmierzyć, skoro ma bardzo konserwatywną część elektoratu. Ona nie odpuści. A rok 2017 upłynie przede wszystkim pod znakiem poszukiwania pieniędzy na rozbudowane programy socjalne. Kluczowe pytanie brzmi: Czy się uda i czy partia nie zniechęci swoich potencjalnych wyborców? Wyższe podatki i kontrole przedsiębiorców nie są dobrym sposobem pozyskiwania elektoratu. Uderzenie w cały czas słabą polską klasę średnią, która powinna być potencjałem kraju i się rozwijać, może być dla PiS groźne.

Paulina Jęczmionka-Majchrzak

p.jeczmionka@glos.com

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gloswielkopolski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.