Minister rolnictwa pod pozorem pomocy dla rolników chce uniemożliwić ochronę zwierząt? Lex Ardanowski krytykują organizacje prozwierzęce

Czytaj dalej
Fot. Pogotowie dla Zwierząt
Marta Danielewicz

Minister rolnictwa pod pozorem pomocy dla rolników chce uniemożliwić ochronę zwierząt? Lex Ardanowski krytykują organizacje prozwierzęce

Marta Danielewicz

Zwierzęta w Polsce nie mają łatwego życia. Po lex Sachajko obrońcy praw zwierząt bronią się przed lex Ardanowski. Minister rolnictwa chce bowiem wprowadzić do kolejnych ustaw tworzących tarczę antykryzysową zakaz odbierania właścicielom maltretowanych zwierząt przez organizacje broniące ich praw. - To wykorzystywania pandemii koronawirusa do walki z obrońcami i miłośnikami zwierząt - mówią przeciwnicy propozycji Krzysztofa Ardanowskiego.

Minister rolnictwa, Krzysztof Ardanowski zapowiedział poprawki do kolejnych ustaw tworzących tarczę antykryzysową dla przedsiębiorców, które mają przysłużyć się także rolnikom i hodowcom. Jednak wśród propozycji ministra znalazły się zapisy uniemożliwiające wstęp na teren gospodarstw rolnych przedstawicielom organizacji społecznych. To de facto uniemożliwia całkowicie ich działalność, a tym samym ratowanie maltretowanych i głodzonych zwierząt.

Czytaj też: Dramatyczna sytuacja w wielu europejskich ogrodach zoologicznych. Na szczęście zwierzęta z poznańskiego zoo są bezpieczne

Lex Ardanowski ma uniemożliwić ratowanie zwierząt

Zdaniem Krzysztofa Ardanowskiego skandalem jest odbieranie zwierząt przez fundacje zajmujące się ich ochroną.

- Ja zgłosiłem do kolejnej wersji tarczy zakaz tej czynności - mówił minister podczas konferencji 16 kwietnia.

Wsparcia udzielają ministrowi przedstawiciele organizacji rolnych i producenckich, którzy w otwartym liście do premiera Mateusza Morawieckiego i ministra zdrowia Łukasz Szumowskiego twierdzą, że reprezentują polskie rolnictwo, leśnictwo oraz ochronę środowiska.

- Nie zgadzamy się na to, aby byli wśród nas równi i równiejsi. Roszczenie sobie praw wchodzenia na teren prywatnych posesji i gospodarstw przez tzw. aktywistów prozwierzęcych bez asysty organów państwowych musi zostać ukrócone

- apelują w swoim liście.

Czytaj też: Właściciele psów i kotów są odporniejsi na koronawirusa? Według lekarki z Hiszpanii zwierzęta domowe mogą zwiększać odporność u człowieka

Środowiska prozwierzęce i organizacje zajmujące się ochroną braci mniejszych są oburzone.

Z niepokojem obserwujemy próby wykorzystywania pandemii koronawirusa do walki z obrońcami i miłośnikami zwierząt, kolejne blokowanie interwencji w obronie zwierząt uważamy za skandaliczne i niedopuszczalne

- piszą przedstawiciele fundacji Mondo Cane. Tym samym zachęcają do wysyłania na adres kancelarii premiera listów sprzeciwu.

- My poprawki, zgłoszonej przez ministra Ardanowskiego nie widzieliśmy na oczy – mówi adwokat Katarzyna Topczewska, od lat reprezentująca interesy braci mniejszych. - Wiemy, że ona jest, bo minister jej zgłoszenie potwierdził podczas konferencji z środowiskami futrzarskimi, mięsnymi i hodowcami, ale tak naprawdę nie wiemy, co w niej jest. Czy ograniczenia działalności stowarzyszeń społecznych dotyczą tylko gospodarstw, czy ta poprawka zabrania nam w ogóle odbierania zwierząt? – pyta.

Lex Ardanowski pod pozorem walki z pandemią koronawirusa

Jak podkreśla adwokat Topczewska, minister bezczelnie wykorzystuje możliwość ograniczenia pracy organizacji prozwierzęcych, wprowadzając zakaz do kolejnej wersji ustaw tworzących tarczę antykryzysową.

- Mamy związane ręce, bowiem nie możemy uczestniczyć w pracach komisji. Jest to robione pod płaszczykiem koronawirusa, wykorzystując naszą trudną sytuację w kraju, by takie rzeczy bez konsultacji, bez normalnego trybu, wprowadzać. Gdybyśmy mieli normalną sytuację, sama brałabym udział w pracach komisji sejmowych, jak to miało miejsce dotychczas

– dodaje.

Organizacji działających na rzecz zwierząt w całym kraju jest ok. 500. Te większe przeprowadzają nawet kilka tysięcy interwencji rocznie. Jeśliby poprawka Ardanowskiego weszła w życie, te zadania przejęłyby służby mundurowe – policja.

- Policja i organizacja mają dziś te uprawnienia przy odbieraniu zwierząt na podobnym poziomie, ale funkcjonariusze rzadko z nich korzystali z prostej przyczyny. Gdyby mieli się tym zajmować, nie robiliby nic innego. Co więcej, policja nie ma możliwości technicznych, by tymi zwierzętami się zaopiekować, zapewnić im opiekę weterynaryjną. Pół biedy, jeśli to chodzi o hodowle psów, bo zawsze je można oddać do schroniska. Ale co z hodowlą zwierząt gospodarskich, gdy czasem trzeba odebrać całe stado? - pyta Katarzyna Topczewska.

Dla organizacji prozwierzęcych to skazanie zwierząt na śmierć.

Czytaj też: Polowania z udziałem dzieci coraz bardziej realne. Sejm nie odrzucił projektu

Lewica będzie protestować przeciwko lex Ardanowski

Propozycji ministra rolnictwa sprzeciwiają się także politycy Lewicy.

- Pod pozorem walki z koronawirusem próbuje się przepchnąć ustawy, które są społecznie nieakceptowalne. To skandal. Będę protestować, mam nadzieję wraz z całym klubem Lewicy. Nie dopuścimy, by taki zapis pozostał

- zapowiada Katarzynka Kretkowska, posłanka Lewicy z Poznania.

Katarzyna Kretkowska przypomina jednocześnie, że w tej kadencji rządu już na początku roku pojawiała się propozycja, by uniemożliwić działanie organizacji prozwierzęcych. Wówczas poseł Jarosław Sachajko z Kukiz'15 chciał ograniczenia ich działalności.

- Projektowano zmianę ustawy pod presją osób prowadzących gospodarstwa rolne, ale także tych, które były już wcześniej skazywane za znęcanie się nad zwierzętami - opowiada posłanka Lewicy.

Minister rolnictwa nie chroni zwierząt?

- Minister Ardanowski słynie ze swojej niechęci do organizacji społecznych, bo te patrzą mu na ręce, punktują go. Dziś wiemy, że minister rolnictwa mimo że zgodnie ze swoimi kompetencjami powinien zajmować się ochroną zwierząt, zupełnie tego nie robi. Wręcz przeciwnie - tworzy prawo, które los zwierząt tylko pogarsza – mówi Katarzyna Topczewska.

Adwokat Topczewska przypomina rozporządzenie ministra Ardanowskiego, opublikowane przed kilkoma dniami, obniżające standardy przy uśmiercaniu zwierząt.

- W przypadku mniejszych rzeźni pan minister dopuścił do uboju wszystkie osoby, które nie przeszły żadnego szkolenia praktycznego. Do tej pory, by pracować w każdej ubojni, trzeba było przejść szkolenie teoretyczne, które trwa pół godziny i polega na pokazywaniu slajdów oraz odbyć trzymiesięczną praktykę w rzeźni. Pan minister zniósł obowiązek praktyki

– opowiada Katarzyna Topczewska.

Przywołuje przy tym słowa Krzysztofa Ardanowskiego, który w ostatnim z wywiadów nazwał członków stowarzyszeń, działających na rzecz zwierząt „przebierańcami”.

- Wielokrotnie spotkaliśmy się ze stwierdzeniami, że organizacje zabierają i nie oddają potem zwierząt. Na naszą prośbę, by przedstawił konkretne dane i dowody, do dziś nie uzyskaliśmy odpowiedzi. Rzuca takie slogany bez podania konkretnych przykładów. Tym samym pan minister narusza dobra osobiste wszystkich organizacji – mówi adwokat Topczewska.

Pozostało jeszcze 0% treści.

Jeżeli chcesz przeczytać ten artykuł, wykup dostęp.

Zaloguj się, by czytać artykuł w całości
  • Prenumerata cyfrowa

    Czytaj ten i wszystkie artykuły w ramach prenumeraty już od 2,46 zł dziennie.

    już od
    2,46
    /dzień
Marta Danielewicz

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gloswielkopolski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.