Mieszkańcy Stobnicy: Budowa zamku jest owiana tajemnicą. Nic o niej nie wiemy, ale nam nie przeszkadza

Czytaj dalej
Fot. Paweł F. Matysiak
Norbert Kowalski

Mieszkańcy Stobnicy: Budowa zamku jest owiana tajemnicą. Nic o niej nie wiemy, ale nam nie przeszkadza

Norbert Kowalski

Zamek w Stobnicy od kilku dni znajduje się na ustach prawie całej Polski. Wiele osób krytykuje pomysł budowy zamku na wodzie w środku Puszczy Noteckiej. Tymczasem sami mieszkańcy wsi nie ukrywają, że zamek im... w ogóle nie przeszkadza i nie przejmują się jego budową. Przyznają jednak, że na temat budowy krążą różne plotki.

– Ta budowa jest owiana tajemnicą. Nie wiemy, co się tam dzieje. Nawet jak robotnicy przychodzą czasem do sklepu to i tak nie chcą nic mówić. A z zewnątrz nic nie widać

– słyszymy od pani Iwony, mieszkanki Stobnicy.

Czytaj też: Stobnica: Poznańska spółka stawia olbrzymią budowlę w sercu Puszczy Noteckiej. Do kogo należy zamek?

Stobnica, niewielka wieś w województwie wielkopolskim, niespełna 20 km na zachód od Obornik i ok. 50 km od Poznania. Do tej pory kojarzyło ją raczej niewiele osób. Wszystko zmieniło się w ostatni weekend. Teraz jest na ustach całej Polski. A wszystko z powodu... zamku.

Jadąc do Stobnicy od strony Obornik, już 5 kilometrów przed granicą wsi, można zauważyć górujący nad lasami dźwig. Przez dalszą część trasy raz znika, a raz znowu pojawia się na horyzoncie. Dojeżdżając do Stobnicy na pierwszy rzut oka trudno zauważyć w niej coś niezwykłego. Niewielka wioska, w której mieszka nieco ponad 130 mieszkańców, pozornie nie różni się niczym innym od wielu polskich wsi.

Życie toczy się w niej spokojnie. Główną ulicą rzadko przejeżdżają jakieś auta. Z kolei bocznych uliczkach panuje całkowity spokój i sielanka. Każdy jest zajęty swoimi sprawami. Ktoś właśnie wyszedł z dziećmi na rower, ktoś rozmawia z sąsiadem, zaś sołtyska właśnie dowozi towar do swojego sklepu.

Mieszkańcy nie przejmują się tym, że zaledwie kilkaset metrów dalej budowany jest ogromny zamek. Zresztą stojąc obok ich domów, zamek jest na razie w ogóle niewidoczny. Całkowicie przysłania go wysoki las.

Czytaj też: Stobnica: Sprawą budowy zamku w Puszczy Noteckiej zainteresowało się Ministerstwo Środowiska

– Ta budowa trwa już ponad dwa lata. Nie wiem kiedy mają zamiar to skończyć. Generalnie mi to nie przeszkadza, choć czasem jest hałas. Zresztą o tym się we wsi nie mówi zbyt dużo. Ludzi to niezbyt interesuje

– opowiada nam pan Jerzy. Spotykamy go w drodze na stary most kolejowy nad Wartą. To właśnie tam najlepiej widać jak ogromna budowla powstaje nad zalewem w środku lasu.

– Ciężarówki jeżdżą non stop, ale na razie mi to nie przeszkadza. Coś tam budują, ale nie wiem co. Chyba ma być hotel – słyszymy z kolei od pana Józefa. Kilkadziesiąt metrów za jego domem znajduje się skręt w prawo, w uliczkę prowadzącą na plac budowy. Tuż po skręcie, wzdłuż drogi, niemal od razu można zauważyć nowe ogrodzenie zakończone u góry drutem kolczastym. Ciągnie się ono wokół całego jeziora i terenu, na którym powstaje zamek. Teren jest bowiem w całości prywatny. Wjazd na budowę jest strzeżony przez ochronę.

– Kiedyś, jak był jeszcze inny właściciel, to przynajmniej można było tam wejść i pochodzić dookoła jeziora. Poza tym można było łowić ryby. A teraz, podobno jak ktoś chciał tam wejść, to była wzywana policja

– słyszymy od jednego z mieszkańców.

A jego matka wtrąca: – Dobrego karpia na święta można było tam dostać.

Czytaj też: Budowa zamku w Stobnicy: Inwestor - spółka D.J.T. z Poznania nie odpowiada na pytania o budowlę w Puszczy Noteckiej

Chociaż ogrodzenie dookoła całego terenu jest bardzo długie, trudno znaleźć miejsca, w których byłoby widać budowę. Za ogrodzeniem znajduje się gęsty las, a w wielu miejscach są również wały, które zasłaniają budowę. We wsi słychać głosy, że niektóre z nich usypano specjalnie, aby zasłonić widok powstającego zamku.

– Po co to niby zrobiono? Kiedyś można było tam pójść, popatrzeć na jezioro, a teraz są nasypane jakieś wały i postawione ogrodzenie – słyszymy od kolejnego z mieszkańców. Żeby móc lepiej zobaczyć powstający zamek trzeba się dobrze nagimnastykować albo... wejść na drzewo. Chociaż budowa jeszcze trwa, rozmiar zamku już teraz robi duże wrażenie.

Sami mieszkańcy podchodzą jednak do tej sytuacji bardzo spokojnie. Większość z nich nie ukrywa, że powstający zamek im nie przeszkadza, choć jednocześnie przyznają, że nie wiedzą prawie nic o inwestycji.

– Nic mi nie wiadomo. Pan Nowak kiedyś wspominał, że będzie budowa, ale nie mówił co dokładnie. A ja nie dopytywałam. To chyba tajemnica. Mówi się, że będzie ładnie i pięknie

– nie ukrywa nawet sołtys wsi Maria Sahan.

Z kolei pani Iwona dodaje: – Nikt nam nic nie mówił i nie wiemy, kiedy budowa się skończy. Chodzą różne słuchy i plotki, że niby hotel lub, że nawet dla ludzi z rządu. Ale skoro ktoś ma pieniądze to niech buduje. Myślę, że wieś dzięki temu stanie się bardziej sławna, choć my, jako mieszkańcy, raczej na tym nie skorzystamy. Ale jestem za tym, żeby coś się działo. Coś innego i fajnego dla ludzi. To jakieś urozmaicenie.

Czytaj też: Zamek w Stobnicy: Prezes spółki Solar zaprzecza, by firma miała coś wspólnego z budową w Puszczy Noteckiej

Rozmawiając z mieszkańcami od każdego można usłyszeć podobne słowa. Większość osób mówi, że nie wie prawie nic o inwestycji, co rodzi różne plotki. Pojawiały się nawet głosy, że za budową stoi rodzina Kulczyków (co ostatecznie nie zostało potwierdzone). Podobnie wygląda sprawa z wyglądem i przeznaczeniem budynku czy terminem zakończenia prac budowlanych.

– Pamiętam ile gruch z cementem tam jeździło przez ostatnie trzy lata. Jedna wyjeżdżała a druga wjeżdżała. Nawet pod ziemią coś budują... Mają tyle pieniędzy i nie wiedzą co z nimi robić – komentuje jedna z mieszkanek.

Jedną z kwestii, która budzi największe kontrowersje w skali Polski, jest ochrona przyrody i wpływ budowy na znajdującą się tam Puszczę Notecką. Wielu mieszkańców nie widzi jednak zagrożenia. – Ten pan Nowak to człowiek, co dba o środowisko. Miałam okazję poznać go i jego żonę jak zaczynali budowę. Sympatyczni ludzie – słyszymy od pani Iwony.

– Ten Nowak ma tu dużo ziemi. Ale jest w porządku. A nie taki gość, że co to nie ja

– mówi nam kolejny z mieszkańców, choć jednocześnie uważa, że budowa zamku jest złym pomysłem.

– Niby jest tutaj obszar Natura 2000 a ktoś stawia taki obiekt. Mnie się to nie podoba. Sprowadziłem się tutaj, żeby mieć spokój. Przez siedem lat remontowałem swój dom, a dziś myślę o wyprowadzce. Nieraz słychać stąd budowę. A co jeśli w przyszłości zaczną nam tu latać helikoptery i tam będą lądowały... – słyszymy.

Część mieszkańców ma nadzieję, że budowa zamku przyniesie także korzyść niewielkiej wsi w postaci nowej drogi do cmentarza. Ten znajduje się bowiem wzdłuż piaskowej drogi dojazdowej na plac budowy. – Podobno droga ma zostać wyasfaltowana – mówi nam jedna z mieszkanek.

We wsi mówi się również o tym, że w związku z budową zamku, mają powstać też trzy bloki. – To mają być budynki przeznaczone dla przyszłych pracowników w zamku – opowiada sołtys Maria Sahan.

Nie każdemu jednak ten pomysł się podoba.

– W Stobnicy mieszka 130 osób. A co jeśli wybudują trzy bloki? To będzie nas drugie tyle. Nie wyobrażam sobie tego

– słyszymy od jednego z mieszkańców.

Podobne opinie trudno jednak usłyszeć od innych osób. Większość mieszkańców tak naprawdę nie jest zainteresowana budową i żyje swoim życiem. Co więcej, są zaskoczeni, że o inwestycji zrobiło się tak głośno dopiero teraz.

Norbert Kowalski

Dziennikarz działu miejskiego w Głosie Wielkopolskim. Zajmuję się przede wszystkim tematyką sądowniczą i przestępczą. Poza tym piszę również o polityce, zarówno tej lokalnej, jak i ogólnopolskiej. Prywatnie jestem kibicem i wielkim miłośnikiem Bałkanów.

Komentarze

1
Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Januszz4

Nie podoba mi się taka wielka inwestycja w takim miejscu. Przypomina to trochę tego typu inwestycje robione w Rosji przez tamtejszych prominentów związanych z Kremlem. No, ale już skoro doprowadzono ją da takiego stanu. to wyburzanie jej byłoby karygodnym marnotrawstwem. Inna sprawa, że gdy ten obiekt zostanie zamieszkany, to zwiększony ruch samochodów i ludzi w tym rejonie na pewno nie pozostanie bez wpływu na tamtejsza florę i faunę. Sam nie chciałbym tam mieszkać, bo po roku, najdalej dwóch , znowu wróciłby mi reumatyzm. Już mieszkałem nad wodą i skutki tego w kościach odczuwam do dzisiaj.

plus.gloswielkopolski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.