Mamy dość harówki, chcemy mniej pracować. Czy to dzisiaj możliwe?

Czytaj dalej
Fot. fot. Pixabay
Blanka Aleksowska

Mamy dość harówki, chcemy mniej pracować. Czy to dzisiaj możliwe?

Blanka Aleksowska

Skracanie czasu pracy z 5 do 4 dni, zmniejszanie wymiaru godzin - na Zachodzie od lat stopniowo staje się to faktem. Według badań Polacy są dziś najbardziej zapracowanym narodem Europy. Chcemy przestać harować, ale jak to zrobić?

Krótszy tydzień pracy bez zmniejszenia wynagrodzeń - zmiany tego typu od lat stopniowo utrwalają się w najbogatszych państwach Europy Zachodniej. Kolejne kraje eksperymentują z rozwiązaniami zakładającymi tygodniowo 4 dni pracy lub mniej niż 40 godzin. Czterodniowy tydzień sprawdził się świetnie m. in. w Islandii czy Japonii. Testuje się to w kolejnych krajach na świecie, podobnie jak skrócenie tygodniowego wymiaru godzinowego. W Polsce jest to minimum 40 godzin. Tymczasem m. in. w Danii, Szwecji czy Niemczech, faktem stało się 35 godzin pracy w tygodniu. Tryb ten już w 2000 roku wprowadziła także Francja.

Doświadczenia Zachodu wskazują, że często krótszy wymiar pracy oznacza większą efektywność oraz równa się zatrudnianiu większej liczby osób. Mechanizmy skracające tygodniowy i godzinowy wymiar pracy powoli testuje się już także w niektórych polskich firmach i branżach. Powód? Polacy - zwłaszcza młodzi - nie chcą się już przepracowywać. Mamy dosyć harówki i nadgodzin, choć często bierzemy je, bo czujemy, że z różnych względów musimy.

Czytaj też: Rekordowe podwyżki emerytur i rent w 2023. Jak wysokie będą podwyżki świadczeń?

Zaharowani i wypaleni

Według wielu badań, Polacy pozostają jednym z najciężej pracujących narodów w Europie. Normą wciąż jest u nas co najmniej 8-godzinny dzień pracy przez 5 dni w tygodniu. Ale bierzemy także mnóstwo nadgodzin. Jak pisaliśmy w maju, w ubiegłym roku Państwowa Inspekcja Pracy stwierdziła ponad 2,3 tys. naruszeń praw pracowniczych dotyczących nadgodzin. Raport o nadgodzinach opublikował w lutym tego roku portal Pracuj.pl - według tych statystyk, aż 75 proc. Polaków pracuje w nadgodzinach i po godzinach, wykonując obowiązki ponad etat. 28 proc. ankietowanych przyznało, że dziennie pracuje średnio 9 lub więcej godzin.

Podobne konkluzje nasuwają się po analizie badań statystycznych OECD (Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju). Wynika z nich, że statystyczny Polak w 2015 r. spędził w pracy 1963 godzin To o niemal 600 godz. więcej niż, statystyczny Niemiec. W 2021 r. polscy pracownicy pracowali przeciętnie 1830 godzin w roku, co stanowi szósty najwyższy wynik wśród wszystkich państw OECD i drugi - po Grekach - najwyższy wśród państw europejskich. Najmniej godzin “w robocie” spędzają natomiast Niemcy czy Holendrzy. Wszystkie te nacje zarabiają przy tym o wiele więcej, niż my.

Zachodnie kraje od lat dążą w kierunku skracania czasu pracy, dostrzegając znaczenie odpoczynku i porzucając na jego rzecz nieustanną pogoń za zyskiem. Coraz głośniej zaczyna się mówić także nad Wisłą. Nie chodzi jednak zwyczajnie o naśladowanie Zachodu. Nieustanna praca, brak efektywnego odpoczynku, nadgodziny i odpuszczanie lub zaniedbywanie urlopu odbija się na zdrowiu psychicznym i jakości życia Polaków. Kolejne grupy zawodowe borykają się coraz częściej z wypaleniem zawodowym i zwykłym przemęczeniem. O tych zjawiskach mówi się coraz więcej, co sprawia też, że zmiany w podejściu do pracy i jej roli w naszym życiu widać szczególnie u młodych Polaków.

- W Polsce wykształcił się pewien kult pracy, harówki. Jeśli nie pracujesz wystarczająco dużo, nie bierzesz nadgodzin - jesteś leniwy, szef nie będzie zadowolony - mówi nam Piotr Ikonowicz, przedstawiciel środowisk pracowniczych i lider Ruchu Sprawiedliwości Społecznej. - To skutkuje też tym, że nie umiemy odpoczywać. W ankietach i badaniach często ludzie wskazują, że w wolnym czasie… nie wiedzą, co mają ze sobą zrobić -

wskazuje nasz rozmówca. Jak dodaje, sprawia to, że skracanie czasu pracy, także w Polsce, jest w dłuższej perspektywie nieuniknione.

Za symptom pierwszych zmian w podejściu Polaków do znaczenia pracy można uznać wprowadzany od kilku lat zakaz handlu w niedziele. Rozwiązanie to stało się faktem poprzez obywatelski projekt ustawy, pod którym podpisały się setki tysięcy Polaków. Zamiast handlu i ciężkiej pracy w jednym z najtrudniejszych dni, pracownicy wybrali odpoczynek i czas dla rodziny. A wielu konsumentów i klientów to zaakceptowało.

Zobacz też: Poznań pustoszeje. Coraz więcej lokali w mieście się zamyka. Dlaczego?

To skomplikowane

Z propozycjami skrócenia wymiaru pracy z 5 do 4 dni w tygodniu - bez zmniejszenia wynagrodzeń - wyszła właśnie Partia Razem. Projekt ustawy w tej sprawie trafił właśnie do Sejmu. I choć nie wiadomo jeszcze, jakie będą jego losy, dyskusje na temat krótszej pracy są coraz częstsze.

Czy skrócenie czasu pracy w Polsce może stać się faktem? Eksperci mają mieszane odczucia i wskazują, że nie będzie to na pewno proces prosty i szybki.

Zwolennikiem skrócenia czasu pracy jest prof. Piotr Michoń z Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu.

- Większość badań mówi, że nasza efektywność bardzo mocno maleje wraz z upływem czasu. Nasz mózg nie jest w stanie efektywnie pracować przez więcej, niż 6-7 godzin. Jestem też głęboko przekonany, że osiągnęliśmy już taki poziom dobrobytu, że nie musimy pracować tak dużo

- uważa nasz rozmówca. Jak zaznacza, większość krajów europejskich nie pracuje już tak dużo, często przechodząc nawet na pracę w niepełnym wymiarze godzin. - Jednocześnie, są w stanie się utrzymać i żyć na przyzwoitym poziomie. Musimy zmierzać w tym kierunku, byśmy również pracując mniej, mogli spokojnie prowadzić codzienne życie - dodaje prof. Michoń.

Entuzjastą jest także Piotr Ikonowicz. - Skracanie czasu pracy jest nieuniknione w dłuższej perspektywie. Będzie temu sprzyjała robotyzacja i automatyzacja w wielu branżach - ocenia. Ale dodaje, że jeśli o perspektywę krótkookresową, możemy napotkać różne przeszkody - przede wszystkim brak rąk do pracy.

- Skrócenie czasu pracy oznacza zapotrzebowanie na większą liczbę pracowników. W pewnym stopniu tę lukę zapełniają i będą zapełniać imigranci z Ukrainy, ale tylko w niektórych dziedzinach. Nie zostaną oni od razu nauczycielami czy lekarzami, zajmą się pracą fizyczną. To nie jest taka prosta, zerojedynkowa sprawa

- mówi Ikonowicz.

Na ten sam problem zwraca uwagę prof. Michoń. Choć jest zwolennikiem skracania czasu pracy podkreśla, że niewystarczająca liczba pracowników na polskim rynku może to znacznie opóźnić i utrudnić. - Już niedługo możemy mieć kłopot ze znalezieniem ludzi, którzy będą pracować nawet w tym skróconym czasie. Ten problem trochę łagodzą imigranci, zwłaszcza z Ukrainy. Ale to raczej pracownicy fizyczni, osoby które mogą wykonywać proste prace, a nie np. specjaliści - wskazuje ekonomista.

Czytaj też: Zaskakujące doniesienia o emeryturach. Radykalna pomoc dla seniorów w 2023?

Dogonić Zachód?

Przeciwnikiem skracania dzisiaj czasu pracy w Polsce jest Jeremi Mordasewicz, przedsiębiorca i ekspert Konfederacji Lewiatan. Jak podkreśla, nie możemy podejmować takich kroków na podstawie porównań z innymi, dużo bogatszymi krajami i społeczeństwami.

- Nie jesteśmy państwem bogatym w surowce naturalne, nie mamy zgromadzonych przez poprzednie pokolenia zasobów kapitału. Gdybyśmy należeli do państw najbogatszych na świecie, to mógłbym powiedzieć, że jest to do rozważenia. Ale nie należymy, mamy jeszcze sporo do nadrobienia. Nie mamy się czego wstydzić, bo przez ostatnie 30 lat podwoiliśmy nasz dochód na mieszkańca, zrobiliśmy ogromny postęp. Nasz dystans do Niemiec zmniejszyliśmy o połowę. Idziemy w dobrą stronę, ale na skracanie wymiaru pracy jeszcze jest o wiele za wcześnie

- uważa Mordasewicz.

Ekspert Lewiatana zaznacza też, że kluczem do rozwoju gospodarczego i szybszego dojścia do etapu skracania pracy, powinno być zwiększanie produktywności, a co za tym idzie - inwestycje.

- Niemcy dysponują kapitałem w przeliczeniu na jednego pracownika razy większym, niż Polacy. Mają też bardzo dużą wydajność pracy, bo mając 3 razy więcej kapitału na pracownika, posiadają też dużo lepsze technologie pracy, specjalistyczny sprzęt, roboty, ośrodki naukowe itp. Często gdy mówimy o nakładzie pracy, czujemy niesprawiedliwość, bo przecież nie pracujemy gorzej niż Niemcy. Jesteśmy dla nich cennymi pracownikami. Ale oni są dziś na innym poziomie rozwoju, m. in. technologicznego, co pozwala im skrócić i zmniejszać wymiar pracy

- uważa przedsiębiorca.

Podobnego zdania jest prof. Ryszard Cichocki, socjolog z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Podkreśla, że problemem Polaków jest niska wydajność pracy, która utrudni proces jej skracania.

- Wydajność pracy w gospodarce niemieckiej, holenderskiej, czy szwedzkiej jest dużo wyższa od naszej. Te państwa mogą sobie dzisiaj na to pozwolić bez jakiegoś dramatycznego obniżenia jakości życia, dochodów, usług itd. Uważam, że ta wydajność pracy w polskiej gospodarce, szczególnie po ostatnich paru latach pandemii, jest dziś za niska, byśmy mogli skracać pracę. Wiem, że to niepopularna opinia, ale koszty wprowadzenia takiego rozwiązania mogą być dla nas bardzo wysokie - ocenia socjolog.

Czytaj więcej tutaj: "Polacy martwią się, że nie spłacą rachunków. Żyjemy od 1-ego do 1-ego"

Jeremi Mordasewicz zwraca uwagę, że Europejczycy, którzy dziś skracają czas pracy, zapracowali na to dużo wcześniej, gdy my nie mogliśmy. W jego ocenie Polacy są dziś na etapie, który zachodnie państwa mają już za sobą. - Europa Zachodnia w latach 60. notowała bardzo duży wzrost gospodarczy. Te państwa były wtedy mniej więcej na takim etapie jak my teraz. Nikt wtedy nie myślał o skracaniu czasu pracy. Trzeba przyznać, że dzisiaj Niemcy pracują znacznie mniej od Polaków. Ale wynika to właśnie z tego, że mimo że mniej pracują, mają wysoką produktywność - zauważa nasz rozmówca.

Czy powinniśmy dogonić Zachód, by myśleć o skracaniu czasu pracy? Tę tezę kontruje prof. Michoń.

- By dogonić gospodarczo Niemcy, potrzebowalibyśmy jakichś 70 lat. I to pod warunkiem, że utrzymamy tempo szybkiego wzrostu, a Niemcy utrzymają swoje obecne. Pamiętajmy też, że skrócenie czasu pracy nie będzie rewolucją, nie stanie się nagle, gwałtownie. To byłby stopniowy proces, oparty na testowaniu i eksperymentowaniu

- argumentuje ekonomista.

Grunt to wydajność

Eksperci podkreślają, że pewne zjawiska utrudniają i zaburzają wydajność i efektywność naszej pracy. A w konsekwencji - oddalają też perspektywę krótszego tygodnia czy dnia “w robocie”. Na problem niskiej wydajności zwraca uwagę prof. Cichocki.

- Nasza praca jest często źle zorganizowana, mamy kiepską kulturę organizacyjną, niski poziom motywacji do pracy w wielu obszarach, często niesprawnych menedżerów. Może nie jest dramatycznie, ale słabiej, niż w tych państwach najbardziej rozwiniętych gospodarczo i technologicznie. Duża część wykonywanej przez nas pracy jest marnowana

- ocenia socjolog.

Zdaniem Jeremiego Mordasewicza, nie zwiększymy naszej produktywności i efektywności bez koniecznych inwestycji. Ekspert zaznacza, że są one zaniedbywane, a nie ma od nich krótszej i lepszej drogi do rozwoju.

- Jeżeli popatrzymy na kraje, które bardzo szybko zwiększały produktywność, na przykład na Chiny, Koreę Południową czy Japonię, to wyraźnie widać dosyć wysoki poziom nakładów inwestycyjnych. W Polsce mamy stosunkowo niski poziom inwestycji. Premier Mateusz Morawiecki, gdy objął rządy, przygotował strategię zrównoważonego rozwoju zakładającą zwiększenie nakładów inwestycyjnych z 20% do 25% PKB. A co się stało? Zamiast zwiększyć, zmniejszyliśmy je do 16%. Nie znam takiego państwa, które bardzo szybko by się rozwijało, nie mając odpowiedniego poziomu nakładów inwestycyjnych - wyjaśnia doradca Lewiatana.

Jak dodaje dalej, inwestycje zmniejszyłyby zapotrzebowanie na pracowników, co mogłoby pomóc w skróceniu pracy. - Wzrost produktywności jest silnie powiązany z wielkością nakładów na inwestycje, technologie, cyfryzację gospodarki. Zastępować w ten sposób także pracowników, których w Polsce jest ich dziś za mało - mówi Mordasewicz.

Słuszność w tym punkcie przyznaje prof. Michoń. - Racją jest, że rola technologii w skracaniu czasu pracy jest bardzo duża. Jednak w kwestii zwiększania wydajności i produktywności, ciężko podać jedną, ogólną, prostą zasadę dla wszystkich branż i zawodów. To jest też kwestia organizacji pracy, zarządzania czasem, ustaleń w danym miejscu pracy - wylicza nasz rozmówca. I dodaje, że wszystkie te kwestie są ze sobą powiązane, bo zarówno praca w rozsądnym wymiarze, jak i efektywny odpoczynek, mają znaczenie.

- Jeżeli chcemy iść w kierunku gospodarki opartej na wiedzy, na innowacjach, na kreatywności, to potrzebujemy ludzi, którzy mogą pracować i skupić się przez określony czas. A pamiętajmy, że nasze możliwości są generalnie ograniczone, większość z nas nie jest w stanie kreatywnie tworzyć i myśleć koncepcyjnie przez dłużej, niż 4-5 godziny dziennie. Balans jest tu kluczowy

- tłumaczy.

---------------------------

Zainteresował Cię ten artykuł? Szukasz więcej tego typu treści? Chcesz przeczytać więcej artykułów z najnowszego wydania Głosu Wielkopolskiego Plus?

Wejdź na: Najnowsze materiały w serwisie Głos Wielkopolski Plus

Znajdziesz w nim artykuły z Poznania i Wielkopolski, a także Polski i świata oraz teksty magazynowe.

Przeczytasz również wywiady z ludźmi polityki, kultury i sportu, felietony oraz reportaże.

Pozostało jeszcze 0% treści.

Jeżeli chcesz przeczytać ten artykuł, wykup dostęp.

Zaloguj się, by czytać artykuł w całości
  • Prenumerata cyfrowa

    Czytaj ten i wszystkie artykuły w ramach prenumeraty już od 2,46 zł dziennie.

    już od
    2,46
    /dzień
Blanka Aleksowska

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.