Małgorzata Mielech: Nauczyciel powinien ucznia inspirować

Czytaj dalej
Fot. Alvin Collantes
Mateusz Frąckowiak

Małgorzata Mielech: Nauczyciel powinien ucznia inspirować

Mateusz Frąckowiak

Z Małgorzatą Mielech, laureatką Medalu Młodej Sztuki w kategorii Taniec, rozmawiał Mateusz Frąckowiak.

Kiedy w Pani życiu pojawił się taniec?

Małgorzata Mielech: Od najmłodszych lat byłam bardzo aktywna, ruchliwa i kreatywna. Do czwartego roku życia mieszkałam z rodziną w Białymstoku. Nie chodziłam tam na żadne zajęcia taneczne, jednak nie przeszkodziło mi to w organizowaniu spontanicznych występów dla rodziny i wykorzystania każdej przestrzeni jako sceny. Wiązało się to z potrzebą ekspresji, czystą pasją do ruchu, która nie była prowokowana czyimiś oczekiwaniami wobec mnie lub kontrolowana przez osoby z zewnątrz.

Jest Pani absolwentką Ogólnokształcącej Szkoły Baletowej w Poznaniu. Co zdecydowało o wyborze akurat tego miejsca?

Mieszkając jeszcze w Białymstoku, moja Mama planowała wysłać mnie do Szkoły Baletowej w Warszawie. Po przeprowadzce do Poznania temat trochę ucichł. Jednak nie widziałam w tym problemu, gdyż jako dziecko nie interesowałam się konkretnymi rodzajami tańca, ale po prostu kochałam ruch w każdej jego postaci. Pewnego dnia mój Tato kupił gazetę, prawdopodobnie był to „Głos Wielkopolski” (śmiech), w którym znajdowało się ogłoszenie o dniach otwartych w Szkole Baletowej w Poznaniu. Kiedy moja Mama zobaczyła tę informację, od razu wiedziała, że musi mnie tam zaprowadzić. Samo wejście do magicznego budynku Szkoły Baletowej było dla mnie wkroczeniem do tajemniczego i niezwykłego świata. Tego dnia zdecydowałam, że chcę zostać baletnicą i muszę tam zostać. To była samodzielnie podjęta decyzja, ale w tym wszystkim wspierała mnie moja Mama.

A jak to się stało, że trafiła Pani do Polskiego Teatru Tańca?

Kończąc Szkołę Baletową, otrzymałam już propozycje pracy jako tancerka baletowa w kilku teatrach operowych w Polsce. Jednak chcąc podążać inną ścieżką zawodową, czułam, iż bliższy jest mi taniec współczesny. Dlatego ku zaskoczeniu niektórych osób, wybrałam audycje w Polskim Teatrze Tańca. Chciałam zostać tancerką wielowymiarową, nieograniczającą się do wybranej techniki, np. baletu. Zależało mi na ciągłym rozwoju. W Teatrze Tańca liczą się przede wszystkim: indywidualność, wyjątkowe jednostki, charyzma, szybkość adaptacji, wirtuozeria i umiejętności.

Była tam Pani solistką w latach 2007-2012. Ciężko się odnaleźć tak młodej osobie w zespole z ogromnymi tradycjami?

Oczywiście początki pracy w Polskim Teatrze Tańca wiązały się z wieloma trudnościami oraz wyzwaniami. Był to skok na głęboką wodę, przyśpieszony kurs dojrzewania i przełamywanie lęków. Na szczęście miałam wokół siebie tancerzy z ogromnym doświadczeniem scenicznym. Z dnia na dzień Pani Profesor Karina Adamczak-Kasprzak, która uczyła mnie przez wiele lat tańca współczesnego, w szkole stała się moją koleżanką z pracy. W Szkole Baletowej trzeba było przestrzegać jasno określonych reguł. Tymczasem w sztuce nic nie jest narzucone z góry. Wszystko jest płynne, dlatego trzeba być elastycznym i gotowym na szybkie zmiany. Pani Dyrektor Ewa Wycichowska zobaczyła we mnie to, czego ja wtedy jeszcze w sobie nie widziałam: siłę, wrażliwość i charyzmę, które powodują, że na scenie ożywam.

Który ze spektakli z tamtego okresu okazał się przełomowy i pozwolił Pani odnaleźć swój niepowtarzalny styl i charakter?

Trudno jest mi wskazać jeden tytuł, gdyż na przestrzeni lat było wiele takich, które okazały się dla mnie ważne i pomogły rozwinąć skrzydła, wzbić się wyżej. Ze wzruszeniem wspominam „Naszyjnik gołębicy” w choreografii Jacka Przybyłowicza. Bycie częścią tego spektaklu to spełnienie jednego z moich artystycznych marzeń. Bardzo ważna była dla mnie współpraca z Pawłem Matyasikiem przy „Nienasyceniu”. Przedstawienie to rozbudziło moją miłość do improwizacji, dodało odwagi w eksperymentowaniu z formą i nauczyło podchodzić z dystansem do tego, co w tańcu odczytujemy jako estetyczne i dopuszczalne. Przełomowy był dla mnie „Minus 2” w choreografii Ohada Naharina. I nie chodzi mi tutaj o sam spektakl, który oczywiście ubóstwiałam, ale bardziej o proces jego powstawania, sposób podejścia do ruchu, zabawę z kompozycją, dynamiką i różnorodnością detali, z jaką nigdy wcześniej się nie spotkałam. Dzięki temu projektowi poznałam Ohada oraz stworzony przez niego niepowtarzalny język ruchowy, Gaga. Ohad stał się moim mentorem, a ja kilka lat później przeprowadziłam się do Tel Awiwu, żeby studiować Gaga, a następnie stać się jedną z niewielu nauczycielek Gaga na świecie.

Jakie cechy powinna posiadać dziewczyna, która chciałaby osiągnąć sukcesy w tym niełatwym, wymagającym wielu wyrzeczeń zawodzie?

Obcowanie ze sztuką w roli widza wypełnia lwią część mojego wolnego czasu. Studiuję twórczość artystów, którzy stymulują moje zmysły, prowokują refleksje
Kata Kwiatkowska Przede wszystkim trzeba mieć w sobie ogromne pokłady entuzjazmu, otwartą głowę, głód wiedzy i miłość do tańca. Nauczyciel powinien ucznia inspirować, wskazywać kierunki rozwoju oraz zaopatrzyć w odpowiednie narzędzia - mówi Małgorzata Mielech

Przede wszystkim powinna mieć pasję, determinację i odrobinę szczęścia. Trzeba być przygotowanym na życie pełne uniesień, ale i bolesnych upadków, które są bezcenne, gdyż prowokują zmiany, przyspieszają rozwój, mimo chwilowego spowolnienia. Polecam bycie szczerym wobec siebie i niepoddawanie się oczekiwaniom innych wobec własnej osoby. Ważne, aby być cały czas „w drodze”, nieustannie kreować swoje życie. Wytrwałość, uważność i systematyczna praca przyniosą najlepsze dla nas efekty, choć często odmienne od wcześniej planowanych.

Często chodzi Pani do teatrów, żeby podglądać innych tancerzy? Czy takie obserwacje można później wykorzystać w dalszej pracy?

Oczywiście. Obcowanie ze sztuką w roli widza wypełnia lwią część mojego wolnego czasu. Studiuję twórczość artystów, którzy stymulują moje zmysły, prowokują refleksje i wprowadzają chaos, w rezultacie przynoszący świeżą perspektywę postrzegania rzeczywistości.

Bardzo zainteresował mnie Pani projekt artystyczny DanceLab. Proszę trochę więcej o nim opowiedzieć.

DanceLab to mój dom twórczy, laboratorium, w ramach którego tworzę spektakle. Opuszczając Polski Teatr Tańca założyłam DanceLab, wiedząc, w jakim kierunku chcę podążać, ale nie mając jeszcze pewności co do celu tej podróży. Podczas ponad ośmiu lat istnienia DanceLab stworzyłam spektakle, które pokazuję w całej Polsce oraz na świecie. Cały czas współpracuję także z wybitnymi artystami z przeróżnych dziedzin sztuki, gdyż bardzo cenię sobie kreatywną wymianę idei.

Jakie trzeba mieć predyspozycje, żeby uczyć tańca, bo również tym się Pani zajmuje?

Przede wszystkim trzeba mieć w sobie ogromne pokłady entuzjazmu, otwartą głowę, głód wiedzy i miłość do tańca. Nauczyciel powinien ucznia inspirować, wskazywać kierunki rozwoju oraz zaopatrzyć w odpowiednie narzędzia. Dbając o komfort psychiczny osób, z którymi współpracuję, staram się nawiązywać szczery dialog oparty na wzajemnym szacunku i akceptacji. Ważne, żeby pamiętać, iż nie każda wybitna tancerka będzie wybitną nauczycielką i odwrotnie. Czuję się spełnioną tancerką, ale cały czas się dokształcam, inwestuję w swój rozwój i codziennie wychodzę ze swojej strefy komfortu. I do tego ciągłego samorozwoju zachęcam swoich uczniów.

Jest Pani także twórczynią GoPiYoga. Proszę powiedzieć, co to jest?

GoPiYoga jest połączeniem jogi, pilatesu, ćwiczeń funkcjonalnych, rehabilitacyjnych i izometrycznych. GoPiYoga pomaga wzmacniać i wydłużać mięśnie, budując silne, sprawne oraz zwinne ciało. To język ruchu, który inspiruje do zmian, rozwoju. Ruch, który wycisza umysł, ożywia ciało i przywraca równowagę. Zajęcia otwarte są dla wszystkich, zarówno dla osób niemających doświadczenia związanego z ruchem, jak i profesjonalnych tancerzy. Sama od wielu lat praktykuję GoPiYogę.

Trudno jest wykonywać zawód tancerza w okresie pandemii?

Oczywiście jest to bardzo trudne, a w niektórych przypadkach nawet niemożliwe. Mam utrudniony dostęp do sali prób, zamknięte są teatry, nie można pokazywać spektakli oraz podróżować. Artyści nie otrzymali wsparcia finansowego. Jesteśmy grupą, która jest niezauważalna przez rząd, a przecież wszyscy wiemy, że sztuka jest jak tlen, bez którego człowiek umiera. Bez niej rzeczywistość okazuje się obła, bezbarwna i ogłupiająca. Sztuka stymuluje, poszerza horyzonty, jest pożywieniem dla duszy. Ostatni rok pokazał jak ważna jest umiejętność adaptacji do nowych warunków oraz otwartość na zmiany. Życie przeniosło się do sieci. Wielokrotnie prezentowałam w ten sposób swoje spektakle zarówno w Polsce, jak i podczas światowych festiwali. Rozpoczęłam także próby do dwóch nowych przedstawień, które odbywają się wyłącznie online. Od pięćdziesięciu dwóch tygodni prowadzę zajęcia na żywo, w sieci, m.in. GoPiYoga oraz Gaga. Zapraszam wszystkich do skorzystania z możliwości regularnych sesji, które uszczęśliwiają, poruszają całe ciało i odświeżają umysł. Zapisy pod adresem: www.gosiamielech.com.

W jaki sposób dba Pani o formę na co dzień?

Każdy dzień zaczynam od rytuałów tybetańskich, następnie praktykuję dość intensywną wersję GoPiYogi, której finałem jest pranayama oraz medytacja. Po tych porannych ćwiczeniach jestem gotowa na rozpoczęcie pracy twórczej w studio, kontynuację prób lub prowadzenie lekcji Gaga dla tancerzy i realizację projektów online.

Czy takie nagrody jak Medal Młodej Sztuki mają dla Pani duże znaczenie?

Każde wyróżnienie jest dla mnie pozytywnym sygnałem, że moja twórczość jest dla Państwa ważna i wartościowa. Cieszę się, że docieram do coraz szerszej grupy odbiorców i mogę dzielić się tym, co we mnie najlepsze, a więc miłością, wrażliwością oraz pasją do sztuki tańca. Każda nagroda utwierdza mnie w przekonaniu, iż kierunek, który obrałam jest właściwy. Jednakże aby moje kolejne pomysły nie okazały się przewidywalne, należy jak najszybciej skręcić w nieznaną ścieżkę.

Jakie ma Pani plany artystyczne na najbliższe miesiące?

Plany mam szerokie, ale nie przywiązuje się do nich nadmiernie. Gdy tylko będzie to możliwe, zamierzam kontynuować tournée ze spektaklem „FearLess”. Jak najszybciej chciałabym wrócić do prób na żywo do najnowszego spektaklu, którego premiera odbędzie się w czerwcu, w Krakowie. Przede mną prace nad nowym spektaklem dla Olsztyńskiego Teatru Tańca. Z kolei jesienią będę tworzyć choreografię dla Teatru Tańca w Londynie. Oprócz tego w dalszym ciągu chcę prowadzić zajęcia w sieci oraz z przyjemnością wrócę do prowadzenia warsztatów. Przed wybuchem pandemii moje życie wypełnione było podróżami, w domu pojawiałam się sporadycznie aby odpocząć i zregenerować się przed rozpoczęciem następnego projektu. Tęsknię do bycia „w drodze” i doświadczania nieznanego. Ale z drugiej strony, bardzo doceniam ten rok spędzony w domu i związane z nim codzienne czynności, które mnie wyciszają.

-------------------------
Zainteresował Cię ten artykuł? Szukasz więcej tego typu treści? Chcesz przeczytać więcej artykułów z najnowszego wydania Głosu Wielkopolskiego Plus?

Wejdź na: Najnowsze materiały w serwisie Głos Wielkopolski Plus

Znajdziesz w nim artykuły z Poznania i Wielkopolski, a także Polski i świata oraz teksty magazynowe.

Przeczytasz również wywiady z ludźmi polityki, kultury i sportu, felietony oraz reportaże.

 

 
 
 
Pozostało jeszcze 0% treści.

Jeżeli chcesz przeczytać ten artykuł, wykup dostęp.

Zaloguj się, by czytać artykuł w całości
  • Prenumerata cyfrowa

    Czytaj ten i wszystkie artykuły w ramach prenumeraty już od 2,46 zł dziennie.

    już od
    2,46
    /dzień
Mateusz Frąckowiak

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gloswielkopolski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.