Madame Curie. Gdyby teraz żyła, byłaby idolką milionów kobiet

Czytaj dalej
Fot. Grzegorz Hartfiel/mat. kinoświat
Joanna Pluta

Madame Curie. Gdyby teraz żyła, byłaby idolką milionów kobiet

Joanna Pluta

Zrobiła prawo jazdy na samochody ciężarowe, władała pięcioma językami, w podróż poślubną pojechała rowerem, a Albert Einstein właśnie dzięki niej rozwinął swoją karierę.

Powiecie: no dobrze, ale co w tym niezwykłego? Kobiety w XXI wieku piastują najważniejsze i najbardziej prestiżowe stanowiska, idą na wojnę, robią kariery, zdobywają medale, kolejne stopnie naukowe, władzę. Granica między tym co dla kobiet i tym co dla mężczyzn się zatarła. Ale czy na pewno? Czy na pewno nie musimy już walczyć o swoje? Zdaje się, że teraz bardziej niż przez kilka ostatnich dziesięcioleci. I to o zupełnie oczywiste sprawy.

Między innymi dlatego film Marie Noëlle o jednej z najbardziej niezwykłych Polek, który dziś oficjalnie wchodzi do kin, jest tak aktualny. Jak jednak twierdzi sama niemiecka reżyserka, nie stawia Skłodowskiej-Curie pomnika. - W moim filmie Maria jest kobietą pełną pasji. Zależało mi na 
podkreśleniu, że choć jej życie osobiste było pełne bólu, to jej siła charakteru i uczciwość pozostały niezłomne - mówi.- Maria stała się wzorem i źródłem natchnienia dla kolejnych pokoleń kobiet. Uważam, że dziś potrzebujemy takich postaci dużo bardziej niż wcześniej.

Ci, którzy film zdążyli zobaczyć jeszcze przedpremierowo, zwracają jednak uwagę, że jest w nim za dużo emocji, a za mało nauki. Marcin Pietrzyk, który zrecenzował obraz na popularnym portalu Filmweb pisze na przykład, że „przesunięcie akcentów z dokonań naukowych na jej życie prywatne i emocjonalne powoduje, że w gruncie rzeczy jest to portret kobiety jakiejkolwiek, a nie biografia Marii Skłodowskiej-Curie. Noblistka jest tu sprowadzona do funkcji przynęty. A to wydaje się marnotrawieniem jej bogatego życiorysu”.

Twórcy podkreślają jednak, że film ma pokazać Skłodowską-Curie, której nie znamy. Jaka zatem była Maria? Odważna, konsekwentna, niezwykle bystra i zaangażowana, ale też krucha, wrażliwa, momentami apodyktyczna i na pewno trudna. We współczesnych sobie czasach udowadniała, że karierę naukową, wyczerpujące badania, godziny spędzane w laboratorium można pogodzić z byciem żoną i matką. - Do tej pory kojarzyłam ją głównie ze smutnych zdjęć. Wydawała mi się kobietą monumentalną - mówi Karolina Gruszka, grającą Skłodowską-Curie. - Okazało się, że jest też bardzo ciekawą, pełnokrwistą postacią. Kobietą, która jest wewnętrznie wolna, co mi bardzo zaimponowało. Miała mocną wiarę w to, po co jest na tym świecie i nie przejmowała się tym, co myślą o niej inni, ani tym, czego od niej oczekują. Było w niej też wiele namiętności, miała piękną relację ze swoim mężem i silną, choć nieoczywistą, relację z córkami. Nie była pełną ciepła, nadopiekuńczą matką, była wymagająca.

Wymagająca nie tylko wobec córek, ale przede wszystkim wobec siebie. Działała w środowisku naukowym w tamtym czasie zdominowanym przez mężczyzn, na każdym kroku musiała udowadniać, że w niczym im nie ustępuje. Ale również oni musieli w końcu uznać jej geniusz. - Uległ jej czarowi nawet Albert Einstein, znany ze swoich mizoginistycznych komentarzy - podkreśla Marie Noëlle.

Ten o noblistce miał mówić tak: „Ze wszystkich ludzi sukcesu tylko ona jedna nie zmieniła się pod wpływem sławy”. Tych dwoje łączyła serdeczna przyjaźń, sporo starsza Skłodowska-Curie była mentorką Einsteina, mówiło się jednak, że prócz przyjaźni było między nimi coś więcej.

Na pewno dużo, dużo więcej łączyło Marię z Piotrem Curie, jej mężem. Prócz pracy naukowej, której się wspólnie oddawali i która doprowadziła oboje do zdobycia nagrody Nobla w dziedzinie fizyki w 1903 roku, tych dwoje połączyło wielkie uczucie i bardzo szczęśliwy związek. Związek, który skończył się tragicznie, gdy trzy lata po zdobyciu Nobla Piotr zginął pod kołami konnego wozu ciężarowego. „Wchodzę do pokoju. Ktoś mówi „On nie żyje”. Czy można zrozumieć te słowa? Piotr nie żyje, on, który dziś rano wyglądał dobrze, on, którego chciałam tulić wieczorem. Zobaczę go już tylko martwego i na tym koniec, koniec na zawsze” - pisała w swoim dzienniku Maria.

Po śmierci męża Skłodowska-Curie musiała znów udowadniać, że jest wybitnym naukowcem.
- Musiała walczyć o godne warunki do 
pracy - mówi Karolina Gruszka. - Jej laboratorium mieściło się w szopie z przeciekającym sufitem, gdzie wcześniej było prosektorium (...). Mimo wszystko się nie poddała, została pierwszą kobietą wykładającą na Sorbonie, dostała tytuł profesorski. Ale nie wszystko się jej udało - nie została przyjęta do Francuskiej Akademii Nauk, mimo że chwilę później dostała drugą nagrodę Nobla za swoje osiągnięcia.

I do tej pory Skłodowska-Curie jest jedyną kobietą na świecie, która dwa razy została wyróżniona tą nagrodą. Inspiracją dla kobiet jej współczesnych i nie tylko stała się jednak także za sprawą innych rzeczy. Jako jedna z pierwszych kobiet zdobyła prawo jazdy, w tym także na samochody ciężarowe. Jednocześnie była też zapaloną cyklistką - w podróż poślubną ona i jej mąż wybrali się właśnie na rowerach. Uwielbiała pływać, w ogrodzie hodowała róże, władała biegle pięcioma językami. W czasie I wojny światowej organizowała mobilne stacje radiologiczne, by badać rannych żołnierzy. A dzięki odkrytemu przez nią radowi już w 1905 roku udało się wyleczyć raka szyjki macicy.

To wszystko godziła z wychowaniem córek. Warto podkreślić, że jedna z nich - Irene Joliot-Curie - również została laureatką nagrody Nobla. Gdy patrzy się na życiorys Marii, nie dziwi więc, że w 2015 roku Szkoci uznali ją za najbardziej wpływową kobietę 200-lecia.

Skłodowska-Curie życie spędziła w wielu różnych miastach w kilku krajach. Opowiada o tym między innymi zrealizowany w 1941 roku dokument, w którym o swojej matce opowiada Eva Curie. Co ciekawe w filmie pojawiają się fragmenty dotyczące miejsc z naszego regionu - m.in. Świecia i Chełmna. Zdjęcia do filmu, który już dziś wchodzi do kin, kręcono natomiast w Krakowie, Monachum, Paryżu, a także w Łebie, która w filmie gra... wybrzeża Normandii.

„Maria Skłodowska-Curie” to stworzona z rozmachem koprodukcja polsko-niemiecko-francusko-belgijska. Jeśli chodzi o polskich aktorów, prócz Karoliny Gruszki grają w niej między innymi Daniel Olbrychski (Emile Amagat), Iza Kuna (Bronisława Skłodowska), Piotr Głowacki (Albert Einstein) i Jan Frycz (Ernest Solvay). Film już zdążył zdobyć nagrody - za reżyserię i scenografię doceniono go na niemieckim festiwalu filmowym Bavarian Film Awards. Czy podbije serca polskich widzów? Zobaczymy. Jedno jest pewne - życie Skłodowskiej-Curie to nieskończone źródło inspiracji. Dlatego dobrze, by poznało je jak najwięcej osób.

Joanna Pluta

W "Pomorskiej" zajmuję się dwoma tematami - kulturą i zdrowiem. Ten pierwszy jest zdecydowanie bardziej fascynujący. Drugi natomiast daje o wiele więcej satysfakcji.

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gloswielkopolski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.