Literacki Poznań: szlakami książkowych protagonistów. Jakimi drogami w Poznaniu podążali bohaterowie książek? Odkryj Poznań oczami pisarzy!

Czytaj dalej
Fot. Robert Woźniak
Maciej Szymkowiak

Literacki Poznań: szlakami książkowych protagonistów. Jakimi drogami w Poznaniu podążali bohaterowie książek? Odkryj Poznań oczami pisarzy!

Maciej Szymkowiak

Wielkopolska jest przepięknym regionem, a mimo pocztówkowych wręcz krajobrazów, nie zapisała się trwałe w polskiej kinematografii. Inaczej jest z literaturą. Pisarze często i chętnie wybierają Poznań. W powieściach miasto tętni życiem. Ma też wiele do ukrycia. Poznaniacy z nostalgią mogą przemierzać ulice, po których chodziły kryminalne rzezimieszki, odważni policjanci, a także sympatyczne bohaterki powieści dla młodzieży. Tu odbyło się wiele doniosłych wydarzeń, które stanowią tło fikcyjnych opowieści.

Śladami literackich bohaterów

Najbardziej rozpoznawalna dzielnica Poznania to bez wątpienia Jeżyce, a to za sprawą cyklu powieści dla młodzieży autorstwa Małgorzaty Musierowicz. „Jeżycjada” rozpropagowała zwłaszcza ul. Roosevelta 5, gdzie w stuletniej kamienicy mieszkają główni bohaterowie, sympatyczna familia Bojerkowie. Tu m.in. Genowefa Bombke przychodziła na organizowane obiady. Pisarka tworzy swoją bogatą bibliografię już od lat 70. Siostra Stanisława Barańczaka jest rodowitą poznanianką, wiele lat mieszkającą na Jeżycach, stąd jej fascynacja tym fyrtlem. Co ciekawe jednak Małgorzata Musierowicz nigdy nie mieszkała na słynnej ulicy Roosevelta, ale, jak niegdyś przekonywała – piękno secesyjnej kamienicy zachwycało ją, gdy spacerowała do parku Sołackiego.

W dwunastym tomie cyklu pt. „Imieniny” opisuje sąsiedni dom przy Roosevelta 6. Na czwartym piętrze mieszka nauczyciel polskiego, profesor Czesław Dmuchawiec wraz z wnuczką Janiną „Kreską” Ogorzałką. W „Kłamczusze” – drugim tomie „Jeżycjady” opisuje równolegle do Mostu Dworcowego, słynny poznański Most Teatralny, którym bohaterowie zbiegają do sklepu, szkoły, czy na randki i spotkania. A w ósmym pt. „Pulpecja” dopowiada, że most „kończy się zielonymi zaroślami, zwanymi powszechnie Teatralką”. W drugim tomie poznaniacy przeczytają też o parku Wieniawskiego: „skwerku, porośniętym, wytartą murawą, opatrzonym w piaskownice i ławeczki”. W kontekście Jeżyc nie mogło zabraknąć rynku Jeżyckiego, na którym bohaterowie robią zakupy, opisanym w tak barwny sposób w „Kłamczusze”: „Stragany ze stosami niedojrzałych jabłek, wiadrami pełnymi nagietek i mieczyków, hałdami brudnej marchwi i słoików z chrzanem; beczki z kwaszoną kapustą i ogórkami; kolejki po ziemniaki i kalafiory; ruchliwy, warczący, zwarty i poirytowany tłum rojący się w przejściach. Kwik dzieci, wrzask handlarek, warkot ciężarówek, jękliwy pisk zakręcającego tramwaju, chmura spalin z lawirujących w tłoku samochodów, chmurne niebo nad tym wszystkim, solidne dziewiętnastowieczne kamienice wokół”. W piątym tomie pt. „Opium w rosole” akcja dzieje się m.in. niedaleko mostu Teatralnego, w Operze Poznańskiej i Teatrze Wielkim. Mąż Kreski, architekt Maciej Ogorzałka forsował podnóże schodów Opery, a przyglądały mu się z boku „posępnie wielkie kamienne postacie: „tytaniczny półnagi facet w draperii na biodrach, stojący obok kamiennej lwicy – i golusieńka szara facetka, siedząca boczkiem na lwie”. „Jeżycjada” to niewątpliwie seria, która w sposób znaczący przyczyniła się do rozpropagowania poznańskich Jeżyc w wyobraźni nie tylko młodzieży z Poznania.

Poznański Czerwiec ‘56 Kofty

Jeżyce to jednak nie tylko „Jeżycjada”, ale też dzielnica widziana oczami Krystyny Kofty. Pisarki i absolwentki filologii polskiej na UAM-ie w Poznaniu. Debiutowała w 1976 roku opowiadaniem „Lustro”, opublikowanym w tygodniku społeczno-literackim „Kultura”. Odtąd stała się znana polskim czytelnikom za sprawą swoich dzieł m.in.: opowiadań, powieści, książek dla dzieci, a także książek publicystycznych. Ze względu na miejsce urodzenia, w swojej twórczości sięga po obraz stolicy Wielkopolski, głównie poznańskich Jeżyc. W 2019 roku dr Lucyna Marzec z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza razem ze studentkami specjalności dokumentalistyczno-bibliotekarskiej na poznańskiej polonistyce zbadała sporo miejsc autobiograficznych Krystyny Kofty w Poznaniu. Efektem pracy – czytania książek Kofty z mapą w ręku i warsztatów terenowych, jest mapa Poznania Krystyny Kofty, opublikowana w „Czasie Kultury” nr 4/2019. W swojej autobiografii z 2013 roku Krystyna Kofta wspomina Poznań, a szczególnie ulice Asnyka, Sienkiewicza, Wielką, Winiary, a także zoo przy Zwierzynieckiej, dom i ogród Berezowskich, oraz ulicę Kantaka, gdzie mieszkała przed przeprowadzką do Warszawy.

W książce „Wióry” pisarka umiejscawia akcję w wyjątkowo trudnym czasie dla poznaniaków, który odcisnął też piętno na autorce. Początki komunizmu, śmierć Stalina, czas poznańskich strajków i demonstracji – czerwiec 1956 roku. Na panującą wówczas atmosferę spogląda oczami dziecka, które musiało szybciej wejść w dorosłość, a jednocześnie żyć w strachu przed jutrem i przed przerażającą rzeczywistością, w której „wyjazd” oznaczał pójście do więzienia.

- Dziecięce doświadczenie Czerwca ‘56 stało się najważniejszą inspiracją dla powieści „Wióry”. Kofta przepracowała w niej swoje własne doświadczenie. Jako młoda mieszkanka Jeżyc, razem z innymi dziećmi, dorosłymi, zwykłymi mieszkańcami miasta, uczestniczyła w pierwszym tak poważnym akcie nieposłuszeństwa obywatelskiego w PRL. W swojej powieści Kofta odwzorowała to, w jaki sposób Czerwiec postrzegały dzieci. Była to ich inicjacja polityczna i wejście w przedwczesną dojrzałość. Kofta wróciła do Poznańskiego Czerwca jeszcze w autobiograficznej książce „W szczelinach czasu. Intymnie o Peerelu”, wydanej w 2018 roku

– analizuje dr Lucyna Marzec z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza.

Czytaj też: "Bohdan Smoleń popełniał samobójstwo na raty, bo nie chciał już żyć"

Symboliczna Wielkopolska

Jakub Małecki urodził się w Kole, dlatego nie powinno dziwić, że akcję swoich książek wielokrotnie umieszczał w rodzimej Wielkopolsce. Pisarz napisał łącznie dziewięć książek, w tym m.in. bestsellerowy Dygot, którego akcja dzieje się w Poznaniu, a w „Nikt nie idzie” przenosi czytelnika do Kalisza. Pisarz był nominowany do poznańskiej nagrody im. Stanisława Barańczaka. W roku 2017 został laureatem stypendium „Młoda Polska” Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

– Staram się miejsce akcji – jak i właściwie wszystkie inne elementy książki – dostosowywać do opowiadanej historii. Opowieść z „Rdzy” nie mogłaby się na przykład rozgrywać w dużym mieście, tak jak wydarzenia z życia bohaterki „Nikt nie idzie” nie dokonały się w jakiejś mniejszej, kameralnej miejscowości. Jeśli jednak miejsce akcji nie ma większego znaczenia dla samej historii, lubię wracać do miejsc, które znam, czyli właśnie do Wielkopolski, w której spędziłem dzieciństwo i młodość

– zdradza pisarz „Głosowi Wielkopolskiemu”.

Rozpoczynał od fantastyki, jednak obecnie jego prozę cechuje obyczajowość z naddatkiem grozy i wydarzeń niesamowitych. Za cezurę wyklarowania stylu uznać można powieść „Dygot”. Opowieść o losach Geldów i Łabendowiczów, których losy w niespodziewany sposób się przecinają. Historia rozgrywa się w ciągu 66 lat; od 1938 r. do 2004 r. Tajemnicę dwóch rodzin po latach odkrywa Sebastian, aferzysta i utracjusz, który wykorzystuje możliwości wielkiego miasta, jakim jest Poznań. Małecki w swojej powieści obrazuje przedwojenną wielkopolską wieś, lata wojny i PRL-u, ale także współczesności. Twórca przeplata realizm magiczny z nostalgią za światem, który przeminął. To sentymentalna podróż po Wielkopolsce. Jakie miejsca i wydarzenia najmocniej wpłynęły na jego twórczość?

- Silnym doświadczeniem były studia na Akademii Ekonomicznej (dziś Uniwersytecie Ekonomicznym). Byłem zafascynowany tym światem wiedzy, zwłaszcza że tkwiło we mnie głębokie przekonanie o moim niedopasowaniu do niego. Miałem wrażenie, że nie przystaję intelektualnie do rówieśników, że jestem od nich po prostu głupszy, dlatego też na naukę poświęcałem dużo czasu i sam okres studiów, ale i związane z nim budynki, silnie we mnie pozostały. Dosłownie kilka tygodni temu byłem w Poznaniu przy okazji spotkania z czytelnikami i poszedłem odwiedzić wszystkie gmachy uczelni - to było ciekawe doświadczenie, tak pospacerować po swojej przeszłości

– wyjawia Małecki.

W literaturze Małeckiego istotne są nie tylko wpływy fotografii, czy malarstwa, ale też zasłyszane historie zawierające pierwiastek symboliczny, nadrealny – przywodzące na myśl prozę noblistki, Olgi Tokarczuk. Przygląda się mieszkańcom blokowisk, a także przemianom, jakie obejmują polskie prowincje. Cechuje go wyjątkowa wrażliwość na ludzkie losy: kobiety wiele wycierpiały, mężczyźni walczą ze swoimi wewnętrznymi demonami, dzieci cechuje wysoka wrażliwość. Jego postaciom daleko do jednoznaczności, ich losy są zawieszone w dualistycznej walce dobra i zła, a perspektywa ich życia jest często całościowa: od narodzin po śmierć. Umiejscowieniu postaci musi towarzyszyć rzeczywiste odwzorowanie topografii miasta i zdarzeń.

- Najczęściej moje książki rozgrywają się nie współcześnie, ale w przeszłości, i wtedy rzeczywiście bardzo skrupulatnie przygotowuję się do tego, żeby odwzorować realia danych czasów i miejsc, o których piszę. Podobnie jest ze sceneriami, które są mi obce, jak na przykład Afganistan w „Horyzoncie”. W przypadku Warszawy, Poznania czy Koła, pracy jest znacznie mniej, ponieważ miejsca te dobrze znam i bywam w nich regularnie, a niektóre z nich mają po prostu miejsce w moim sercu i wydaje mi się, jakbym się z nimi nigdy tak naprawdę nie rozstał

– opowiada Małecki o metodzie swojej pracy.

Akcja utworów poza Poznaniem i dawnym województwie kujawsko-pomorskim coraz częściej rozgrywa się w Warszawie. Powrót do Poznania i Wielkopolski jednak nie został skreślony na dobre.

- Tak jak w przypadku wcześniejszych książek i Wielkopolski, tak osadzanie ostatnich historii w Warszawie wynika chyba z tego, że miło mi jest otaczać bohaterów sceneriami, które sam dobrze znam, i które dzięki temu – taką przynajmniej mam nadzieję – mogą wydać się czytelnikom bardziej wiarygodne. Nie wykluczam oczywiście literackiego powrotu do Poznania

– kończy pisarz.

Czytaj też: Babka od histy: Lubimy rozdrapywać rany i uczymy gloryfikacji bohaterskiej śmierci

Joanna Chyłka odwiedza Poznań

Literacki Poznań przedstawił też najpoczytniejszy polski pisarz, czyli Remigiusz Mróz. Urodzony w Opolu polski prawnik napisał dotąd 15 książek o przygodach Joanny Chyłki, fikcyjnej warszawskiej, prawniczki prawa karnego. W „Wyroku” z 2019 roku przeniósł akcję do Poznania, do którego udał się też Kordian Oryński, adwokat zastępujący główną bohaterkę w kancelarii Żelazny & McVay. Jego klientem jest 17-letni nastolatek, którego oskarżono o brutalne zabójstwo dwóch szkolnych kolegów. W piątym rozdziale Mróz opisuje ul. Fredry 8, którą przemieszcza się Kordian: „w końcu znaleźli się na Fredry i minęli niewielki park. Zaraz za nim znajdował się dość pokaźny, klasycystyczny willowy budynek, w którym mieściła się poznańska filia kancelarii Żelazny & McVay”.

W rozdziale siódmym przy ul. Łęczyckiej na os. Warszawskim Chyłkę i Oryńskiego zaatakowało pięciu zbirów. Część historii dzieje się też na ogródkach działkowych Masłowskiego przy ul. Bałtyckiej: „na działkach wzniesiono domy wielkością znacznie przekraczające dozwolone warunki zabudowy, a w tej chwili mieszkały już w nich kolejne pokolenia”. Ze względu na prawniczo-kryminalny sznyt powieści, Remigiusz Mróz nie mógł pominąć Sądu Okręgowego w Poznaniu przy ul. Hejmowskiego, w którym odbywa się rozprawa: „Chyłka przewróciła oczami. W Poznaniu było tylu świetnych jurystów, a im trafił się sędzia, który powinien jeszcze przynajmniej przez kilka lat szkolić się podczas mniej wymagających procesów”.

Kryminalny Poznań

Najbardziej jednak Poznań zasłynął od strony kryminalnej w cyklu o milicjantach z Poznania, którą tworzy Ryszard Ćwirlej. Pisarz przenosi czytelników w lata osiemdziesiąte do Poznania i jego okolic, gdzie każdy wywijas szuka łatwego zarobku, aby zgarnąć, jak najwięcej bejmów na oszustwach, matactwach, korupcji i zbrodni. Powstało łącznie trzynaście książek, z czego trzy z nich dzieją się we współczesnym Poznaniu – reszta to okres PRL-u w stolicy Wielkopolski. Ryszard Ćwirlej tworzy też literacki obraz przedwojennego Poznania w cyklu o komisarzu Fischerze.

- Pierwszą książkę, którą zacząłem pisać dosyć dawno temu, zamierzałem umieścić we współczesności i nie myślałem, że to będzie książka milicyjna, peerelowska. Napisałem pierwszą scenę, w której dwaj wędkarze wyławiają w 2005 roku bezgłowe zwłoki kobiety z Warty. W następnej scenie na brzeg rzeki współczesnymi samochodami przyjeżdża policja. Po oględzinach chciałem, żeby porozmawiali między sobą o śledztwie w atmosferze mniej zobowiązującej, w poznańskiej knajpie. W trakcie pisania okazało się, że ze współczesnych znam głównie te fast foodowe miejsca, ale piwiarnie, winiarnie, restauracje z np. ul. Wrocławskiej, Strzeleckiej, Półwiejskiej, które utkwiły mi w głowie, są z lat 80. Stąd pomysł, żeby akcję historii umieścić w tamtych realiach. Natomiast uwspółcześnienie akcji, wiąże się z dokładnym udokumentowaniem, na które nie miałem wówczas czasu i chęci

– mówi nam o swoich początkach, Ryszard Ćwirlej.

Podążając śladami policjantów, którzy szukają przestępców, dotrzeć można w różne rewiry Poznania, m.in. na rondo Kaponierę, z której w „Ręcznej robocie” udać się można w stronę świecących na czerwono Akumulatorów: „Po drugiej stronie ronda, zaraz za kinem Bałtyk, stał potężny szary budynek domu studenckiego Jowita. Jego dach zwieńczał od dawna martwy już neon reklamujący akumulatory marki Centra, ewidentny przykład kompletnego absurdu, gdyż napis lansował coś, czego w żaden sposób nie można było dostać w handlu”.

- Pod względem topografii trzeba być wiarygodnym. Nie można wysyłać ludzi w latach 20. na pl. Wielkopolski, jeśli nazywał się Sapieżyński w tym czasie. Dlatego praktycznie każdą trasę przemierzam palcem po mapie z lat 20. i 30., aby upewnić się, jak dane ulice się nazywały i nie dopuścić do pomyłki

– zdradza autor.

W „Mocnym uderzeniu” opisany jest Wojewódzki Urząd Spraw Wewnętrznych przy ul. Kochanowskiego, który zlokalizowany jest „niedaleko do dworców, kolejowego i autobusowego, a także, co dość istotne dla bezpieczeństwa kraju, do terenów, na których co roku odbywają się Międzynarodowe Targi Poznańskie”, a w „Śmiertelnie poważnej sprawie” Florczaka z Grodziska Wielkopolskiego zamknięto w areszcie przy ul. Młyńskiej.

- Nie można pozwolić sobie na fikcję, gdy opisuje się konkretne miejsce. Trzeba tam być i dlatego byłem na komendzie milicji w Poznaniu w latach 80., a wnętrza z aresztu na Młyńskiej znam z licznych źródeł, w których jest on opisany. W latach 50. siedział tam mój tata, który był oskarżony o szpiegostwo, jako student państwowej Wyższej Szkoły Sztuk Plastycznych w Poznaniu, więc z pierwszej ręki też wiedziałem, jak wygląda areszt

– dopowiada Ćwirlej.

Kryminalna wędrówka poprowadzi nas też w kierunku baru mlecznego na rogu Dąbrowskiego i Mylnej, gdzie „pachnie zasmażaną kwaśną kapustą i ciepłym kompotem z truskawek” („Upiory spacerują Wartą”), drogą codziennych spacerów Tunia z „Mocnego uderzenia”: „szedł pieszo przez most Teatralny, przechodził Dąbrowskiego, mijał hotel Merkury, a później kino Bałtyk i docierał przed pewex, pod którym czekał już Marych Raszpla”, zaś miejscem, gdzie Tunio zarabia była ulica 27 Grudnia, na której to w „Smakoszu” czekał na szefów cinkciarzy. Bar As opisany w „Ręcznej robocie” zlokalizowany był na pl. Wolności „między Komendą Miejską MO i Biblioteką Raczyńskich”, do którego chętnie chodzili milicjanci, gdyż w „milicyjnym bufecie nie można dostać piwa, a tu owszem”. Powieści Ryszarda Ćwirleja to nie tylko dobry sposób na literacką przechadzkę, ale też wspomnienie ważnych wydarzeń, które działy się na mapie Wielkopolski: od przyjazdu Jana Pawła II, kradzież Konfesji św. Wojciecha z bazyliki prymasowskiej w Gnieźnie, aż po wspomnienie tłocznych Targów Poznańskich i Festiwalu Muzyków Rockowych w Jarocinie w ‘88.

- Przede wszystkim staram się, żeby w każdej z moich książek była odzwierciedlona rzeczywistość, wydarzenie, które miało miejsce, dlatego doskonałym tłem dla „Śmiertelnie poważnej sprawy” jest przyjazd Ojca Świętego do Polski, dla innych kradzież w Gnieźnie relikwii św. Wojciecha, festiwal w Jarocinie itd. To są wydarzenia, którymi w pewnym momencie żyła cała Polska. Do takiego tła historycznego dodaje intrygę kryminalną. Bez tego zarysu, bez wydarzeń, które miały znaczenie w Wielkopolsce, opowieści byłyby gorzej osadzone i mniej przekonujące dla czytelnika

– twierdzi pisarz.

---------------------------

Zainteresował Cię ten artykuł? Szukasz więcej tego typu treści? Chcesz przeczytać więcej artykułów z najnowszego wydania Głosu Wielkopolskiego Plus?

Wejdź na: Najnowsze materiały w serwisie Głos Wielkopolski Plus

Znajdziesz w nim artykuły z Poznania i Wielkopolski, a także Polski i świata oraz teksty magazynowe.

Przeczytasz również wywiady z ludźmi polityki, kultury i sportu, felietony oraz reportaże.

Pozostało jeszcze 0% treści.

Jeżeli chcesz przeczytać ten artykuł, wykup dostęp.

Zaloguj się, by czytać artykuł w całości
  • Prenumerata cyfrowa

    Czytaj ten i wszystkie artykuły w ramach prenumeraty już od 2,46 zł dziennie.

    już od
    2,46
    /dzień
Maciej Szymkowiak

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gloswielkopolski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.