Letnia stolica Wielkopolski: Wciąż dzika kraina kusi nie tylko latem

Czytaj dalej
Fot. Jaroslaw Jakubczak
Monika Kaczyńska

Letnia stolica Wielkopolski: Wciąż dzika kraina kusi nie tylko latem

Monika Kaczyńska

Warmia i Mazury to oczywisty raj dla wodniaków. Jeziora, rzeki, kanały pamiętają niejedną załogę. Ale Mazury inspirowały także poetów, twórców piosenek czy powieściopisarzy.

"Tu, gdzie się gwiazdy zbiegły; w taką kapelę dużą; domek z czerwonej cegły; rumieni się na wzgórzu" - pisał Konstanty Ildefons Gałczyński o leśniczówce Pranie położonej w Puszczy Piskiej tuż nad Jeziorem Nidzkim. Dziś mieści się tu muzeum poety, on sam przez kilka lat z rzędu właśnie w Praniu poszukiwał spokoju i natchnienia. Plany zamieszkania w okolicy zniweczyła nagła śmierć Gałczyńskiego.

- Tu czas wciąż płynie inaczej - mówi Andrzej Bakulin, spędzający w miejscowości Dłużek każde wakacje od lat 60. ubiegłego stulecia.

- W dużym stopniu to wciąż dzika kraina, może już ostatnia. Myślę, że ci, którzy tu przyjeżdżają, szukają właśnie spokoju i kontaktu z nieskażoną, dziką wręcz przyrodą.

Jak wspomina, w latach 60. okolica nie była zelektryfikowana. - Jedzenie w knajpach podawano przy świecach - wspomina. - To były niezapomniane wrażenia.

Dzisiaj jest już prąd, a i posiadacze letnich domów w niejednej mazurskiej miejscowości stanowią większość. Ponieważ jednak domy rozrzucone są wśród lasów, ci którzy pragną ciszy i odludzia, wciąż mają na nie szanse.

Mazury dla tych, którzy spędzają urlop na wodzie to zupełnie inna historia. Bo z jednej strony woda, przyroda, głusza, przez którą można żeglować tygodniami, z drugiej żeglarskie, często suto zakrapiane spotkania na mazurskich przystaniach. Nie wszystkie kończyły się po opróżnieniu ostatniej butelki.

- To było pewnie w latach 80. - wspomina poznaniak, który na mazurskich jeziorach spędził niejedno lato. - Żeglowaliśmy wtedy w mieszanej grupie ze studiów. Na przystani spotkaliśmy żeglarzy ze Śląska. Wspólna impreza była czymś oczywistym. Przestało być wesoło, gdy po przebudzeniu okazało się, że bez śladu zniknęła nasza koleżanka. Po ekipie ze Śląska też już nie było śladu. Długo biliśmy się z myślami, czy zgłaszać zaginięcie koleżanki, czy po prostu zostawić dla niej wiadomość i płynąć dalej. Wybraliśmy drugie rozwiązanie. Gdy po kilku dniach znów spotkaliśmy śląską ekipę, była z nimi nasza zguba.

Wodniackie przygody wciąż czekają. Kto jednak lubi plażowanie łączyć ze zwiedzaniem, także się nie rozczaruje. Niezwykłe, nieczynne już wiadukty kolejowe w Stańczykach, prawosławny żeński monaster Zaśnięcia NMP w Wojnowie, piramida w Rapie, Wilczy Szaniec, twierdza Boyen czy wreszcie leśniczówka Pranie to tylko nieliczne przykłady tego, co można zobaczyć na Mazurach.

Monika Kaczyńska

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.