Leszek Miller: PiS próbuje napisać historię od nowa i wychować na tej historii nowego człowieka

Czytaj dalej
Fot. Krzysztof Kapica
Dorota Kowalska

Leszek Miller: PiS próbuje napisać historię od nowa i wychować na tej historii nowego człowieka

Dorota Kowalska

- Otwarcie pierwszych siedmiu obszarów negocjacyjnych nastąpiło dopiero na konferencji międzyrządowej 10 listopada 1998 roku, a w tym czasie Morawiecki pracował już w banku i mógł co najwyżej negocjować wysokość swojego wynagrodzenia - mówi Leszek Miller.

„Premier Morawiecki: „Ja sam negocjowałem przystąpienie Polski do UE 20 lat temu”. Nic Pan nie negocjował. Proszę choć poczekać do czasu, kiedy umrę” - mocny ten wpis na Twitterze.
Nie może być inny, dlatego, że, według mnie, nawet jeżeli pan premier Morawiecki pracował w 1998 roku w Urzędzie Komitetu Integracji Europejskiej, to nie brał udziału w negocjacjach. Więc to sformułowanie, którego premier użył w Sandomierzu jest zdecydowanie na wyrost i mieści się w tej części uprawianej przez PiS polityki, którą ja określam, jako próbę napisania historii Polski na nowo albo od nowa.

Jak te negocjacje wyglądały? Ile osób tak naprawdę negocjowało nasze wejście do Unii Europejskiej?
Negocjowali ci, których najpierw premier Jerzy Buzek, a potem ja w specjalnym rozporządzeniu powoływaliśmy do zespołu negocjacyjnego. Bo tu trzeba rozdzielić dwie rzeczy, otóż zespół negocjacyjny składał się głównie z sekretarzy i podsekretarzy stanu, czyli wiceministrów różnych resortów, chociaż byli również dyrektorzy departamentów tych resortów. Natomiast urzędnicy Urzędu Komitetu Integracji Europejskiej, w którym pracował premier Morawiecki - oni głównie zajmowali się obsługą tego zespołu negocjacyjnego. Robili rozmaite analizy, przygotowywali tak zwany screaming, czyli analizę polskiego prawa w kontekście zmian związanych z prawem Unii Europejskiej, czyli stanowili taki aparat pomocniczy. W dodatku nad tym jeszcze czuwał Komitet Integracji Europejskiej, który składał się już z szefów resortów.

Czyli, jeśli dobrze rozumiem, Urząd Komitetu Integracji Europejskiej, UKIE, stanowił takie administracyjne zaplecze Komitetu Integracji Europejskiej?
Dokładnie tak. Za moich czasów było tak, że zarówno premier rządu, jak i szef Komitetu Integracji Europejskiej, to była ta sama osoba, czyli ja. Od prezydenta Kwaśniewskiego otrzymałem dwie nominacje: jedna - prezes Rady Ministrów, druga - szef Komitetu Integracji Europejskiej, czyli osoba odpowiedzialna za całość negocjacji europejskich.

Byli też główni negocjatorzy, prawda?
Tak, za naszych czasów, to był pan Jan Truszczyński, a za czasów Jerzego Buzka - Jan Kułakowski. Generalnie rzecz biorąc wszystko polegało na tym, że premier Morawiecki w 1998 roku był w tej obsłudze negocjatorów, ale nie w zespole negocjacyjnym. Według mnie, oczywiście. Poza tym, nawet gdyby założyć, że było inaczej, to były trzy obszary negocjacyjne, które, jak mówi Morawiecki, szczególnie go interesowały: to był swobodny przepływ usług, gdzie istniał rozdział bankowość i finanse, to był swobodny przepływ kapitału i to był budżet i finanse. Otóż wszystkie one zostały zamknięte już po tym, jak Morawiecki przeszedł do pracy w banku zachodnim. Ten pierwszy, czyli swobodny przepływ usług w grudniu 2000 roku, ten drugi - swobodny przepływ kapitału - w marcu 2001 roku, a ten trzeci - budżet i finanse został zamknięty na szczycie w Kopenhadze. Morawiecki nie mógł pracować w banku i jednocześnie negocjować.

Jest pan pewny?
Najzupełniej. Formalnie negocjacje z UE zaczęły się 31 marca 1998 roku, ale otwarcie pierwszych siedmiu obszarów negocjacyjnych nastąpiło dopiero na konferencji międzyrządowej 10 listopada 1998 roku, a w tym czasie Morawiecki pracował już w banku i mógł co najwyżej negocjować wysokość swojego wynagrodzenia.

Może tak się po prostu premierowi powiedziało.
No nie, trzeba się wyrażać precyzyjnie, bo jeżeli Morawiecki mówi, że sam negocjował, to negocjował. Czym innym jest negocjowanie, czyli branie udziału w rozmowach z partnerem unijnym, a czym innym jest obsługa, czyli przygotowanie rozmaitych materiałów. To są dwie różne rzeczy.

Myśli pan, że premier Mateusz Morawiecki celowo skłamał? Że Prawo i Sprawiedliwość chce pisać historię na nowo?
Myślę, że tak. Przecież nie tylko w tej sprawie mamy tego rodzaju sytuacje. Czytam, że pan prezydent Duda w Australii powiedział, że słoną cenę zapłaciliśmy za bezkrwawą rewolucję 1989 roku. To znaczy, że pan prezydent uważa, że była wtedy jakaś alternatywa. Alternatywą było jedno - krwawa rewolucja, czyli na przykład szturm na Komitet Centralny Partii, albo szturm na inne gmachy rządowe. Tylko dlaczego pan Duda nie wziął w tym udziału? Przecież mógł to zorganizować, a jak nie on - to jego znajomi, rodzice, krewni. Niech ma do nich pretensje.

Ale jaki ma sens pisanie historii na nowo? Przecież wszyscy znamy fakty, uczyliśmy się tej historii w szkole, czytamy książki. To nie jest tak, że można usiąść i pisać historię od nowa.
Niestety, wszystkie reżimy autokratyczne, do których zmierza Polska, cechują się tym, że muszą napisać historię na nowo i na tle tej historii wychować nowego człowieka, którego pogląd będzie oparty na tej nowej historii. Niech pani zobaczy, jak historia Armii Krajowej, legenda Armii Krajowej powoli zastępowana jest legendą tak zwanych żołnierzy wyklętych. To przecież jest świadome działanie, nie przypadkowe. Proszę zwrócić uwagę, jak obóz Prawa i Sprawiedliwości mówi, że Polska właściwie zaczęła się od niedawna, bo Morawiecki opowiada, że w roku 1968 roku, roku jego urodzenia, Polski w ogóle nie było. Więc jesteśmy świadkami próby napisania historii od nowa i wychowania na tej historii nowego człowieka.

Ale wróćmy jeszcze do negocjacji akcesyjnych do UE, ile one właściwie trwały?
Tak, jak mówiłem, one formalnie zaczęły się 31 marca 1998 roku, a skończyły się 13 grudnia 2002 roku w Kopenhadze. Negocjacje polegały na tym, że trzeba było zamknąć 31 rozdziałów negocjacyjnych. Przy tych negocjacjach pracowało tysiące ludzi, zarówno samych negocjatorów, jak i tych, którzy przygotowywali rozmaite rozwiązania. Wielką pracę wykonał też Sejm, bo trzeba było dostosować prawo polskie do wymogów prawodawstwa unijnego. Dobrze pamiętam, że w tej kadencji 2001-2005 dokonano zmian w około trzystu ustawach tak, aby polskie prawo mogło być dostosowane do prawa unijnego. Ale oczywiście odpowiedzialność za to wszystko musiał wziąć na siebie prezes Rady Ministrów i szef Komitetu Integracji Europejskiej.

Pozostało jeszcze 58% treści.

Jeżeli chcesz przeczytać ten artykuł, wykup dostęp.

Zaloguj się, by czytać artykuł w całości
  • Prenumerata cyfrowa

    Czytaj ten i wszystkie artykuły w ramach prenumeraty już od 2,46 zł dziennie.

    już od
    2,46
    /dzień
Dorota Kowalska

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gloswielkopolski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.