Leszek Adamczewski: Niemcy byli bliscy posiadania własnej broni atomowej [ROZMOWA]

Czytaj dalej
Fot. Adrian Wykrota
Marek Zaradniak

Leszek Adamczewski: Niemcy byli bliscy posiadania własnej broni atomowej [ROZMOWA]

Marek Zaradniak

Rozmowa z Leszkiem Adamczewskim, dziennikarzem i pisarzem poznańskim o jego książce „Tajemnicza broń Hitlera. Na tropach tajnych badań III Rzeszy”.

W książce „Tajemnicza broń Hitlera. Na tropach tajnych badań III Rzeszy” piszesz o niemieckich badaniach nad bombą atomową. Jak daleko były one posunięte?
Na pewno bardzo daleko. Problem jest jednak mianowicie w tym, czy zakończyły się jakimś finałem. Czy Niemcy posiedli jakąś prymitywną, bo tylko o tym można mówić, broń jądrową.

Piszesz o dwóch wybuchach na Rugii i w Turyngii. Dlaczego nazywasz tę broń prymitywną?
Niemcy na pewno nie doszli do tego, i to można powiedzieć kategorycznie, że posiedli broń w rodzaju bomb jakie spadły na Hiroszimę i Nagasaki. Oczywiście, że w porównaniu z dzisiejszą bronią jądrową tamte bomby były też prymitywne, ale Niemcy mogli dysponować czymś w rodzaju granatów atomowych w połączeniu z tak zwaną „brudną bombą”. Ale czy do tego etapu doszli, nie wiem i piszę o tym. Na pewno Niemcy byli dalej w badaniach atomowych niż się powszechnie sądziło jeszcze 20 czy 30 lat temu. Zresztą sami Niemcy twierdzą, że w 1942 roku przerwali prace nad bombą atomową i pracowali nad - proszę zwrócić uwagę na to określenie - „pokojowym wykorzystaniem energii atomowej”. Z drugiej strony po 1942 roku nie prowadzono, żadnej działalności pokojowej. Nawet chusteczki do nosa produkowano tylko dla żołnierzy.

Dlaczego Niemcy przerwali badania?
Nie przerwali. Tak tylko twierdzili po wojnie, chociaż badania te były niedostatecznie finansowane. Przeważył pogląd, że jeśli w ciągu roku lub półtora nie uda się wyprodukować tej broni, to szkoda wydawać pieniądze na coś, co nie rokuje nadziei. Ale prace nad bronią ostatecznie zarzucili. Gdyby Rzesza Niemiecka wydała na te badania połowę tego, co wydały Stany Zjednoczone, to miała by broń atomową.

I wtedy II wojna swiatowa potoczyła by się inaczej. Ale wspominasz też o bardzo groźnej broni - bombie węglowej...
To się różnie nazywa. Powietrzna, powietrzno-węglowa.

Co to było?
Mieszanina pyłu węglowego, najczęściej z węgla brunatnego, z powietrzem. Rozpylano to jako aerozol i to wybuchało.

Leszek Adamczewski
Adrian Wykrota Leszek Adamczewski

Dlaczego ta bomba była taka groźna?
To był silny wybuch porównywalny z małą bombą atomową, ale nie było tych wszystkich skutków negatywnych jak promieniowanie. A więc nie była to broń atomowa, choć wybuch był potężny A Hitler ciągle przyjmując polityków, na przykład w „Wilczym Szańcu” opowiadał o jakiejś nowej broni V-4 , która zdmuchnie całe miasto. Tak się mówi o bombie atomowej. Czy miał na myśli bombę węglową, tego nie wiadomo. Natomiast ci, którzy towarzyszyli Hitlerowi podczas jego ostatniej podróży na front 3 marca 1945 roku opowiadali, że Hitler jednak mówił o bombie atomowej, choć prymitywnej. Ale czy te relacje są uczciwie spisane, tego badacze nie wiedzą. W każdym razie Hitler zaklinał generałów, aby bronili Odry, bo ten czas jest potrzebny na wyprodukowanie nowej broni. Jakiej, to wielki znak zapytania. W połowie marca 1945 były w Turyngii dwa wybuchy, o których wiadomo ze źródeł enerdowskich. Jeśli ileś osób w NRD w latach 60. mówiło o tym, to nie podejrzewam, aby się one zmówiły. Wybuchy w Turyngii można różnie interpretować, ale jeśli kobieta z zamku twierdziła, że ogarnął ją podmuch powietrza i miała zawroty głowy, to wskazywałoby na lekkie objawy choroby popromiennej. Hiszpanie twierdzą, że sprawdzali, iż obserwatoria sejsmograficzne, niczego nie odnotowały. Z drugiej strony prowadzono tam badania, czy gleba jest skażona radioaktywnie.

Była?
Trochę, ale badania były robione 60, 70 lat później i właściwie gleba dziś w całej Europie jest skażona radioaktywnie.

Gdzie Niemcy prowadzili badania?Gdzie były laboratoria i poligony?
Wiemy o Rugii i Turyngii. Tam w październiku 1944 roku w pierwszym i w marcu 1945 roku w drugim przypadku wybuchły bomby potężnej mocy. Natomiast badania prowadzone były przede wszystkim w Berlinie, w Instytucie Fizyki Towarzystwa Cesarza Fryderyka, ale również w dziesiątkach innych miejsc, głównie na uczelniach, także na obecnych ziemiach polskich, na przykład w Gdańsku w Wyższej Szkole Technicznej, zapewne w Poznaniu na Uniwersytecie Rzeszy oraz w fabryce zbrojeniowej koło Goleniowa. Było też Haigerlach na zachodzie Niemiec, gdzie profesor Werner Heisenberg zbudował swój ostatni reaktor jądrowy. Od samego początku wywiad aliancki śledził te badania, bo obok Haigerlach budowano jakąś wielką fabrykę i Amerykanie podejrzewali, że tam Niemcy budują zakłady uzdatniania uranu.

Marek Zaradniak

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gloswielkopolski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.