Lech Poznań: Trofea muszą być efektem dobrej gry - mówi Karol Klimczak, prezes Kolejorza

Czytaj dalej
Fot. Grzegorz Dembiński
Maciej Lehmann

Lech Poznań: Trofea muszą być efektem dobrej gry - mówi Karol Klimczak, prezes Kolejorza

Maciej Lehmann

Zapraszamy do obszernej rozmowy z prezesem Lecha Poznań o minionym sezonie, celach, budżecie, europejskich pucharach i nieoczekiwanych rozstaniach.

Co Pan czuł po ostatnim meczu? Ulgę, satysfakcję czy może rozczarowanie, że znów nie udało się nic włożyć do klubowej gabloty?

Karol Klimczak: Chyba najbardziej satysfakcję, bo ulgę czułem już wcześniej w związku z tym, że udało się wznowić rozgrywki i je dokończyć. To był dla Lecha pozytywny sezon. Nie ma po nim jakiejś gigantycznej radości, ale w całym klubie dało się wyczuć pozytywne emocje oraz satysfakcję, że ten bardzo długi i trudny z uwagi na okoliczności zewnętrzne sezon zakończył się dla nas drugim miejscem. Startowaliśmy przecież po bardzo dużej przebudowie – latem z zespołu odeszło aż 12 piłkarzy, w tym wielu doświadczonych, którzy grali w Lechu przez wiele sezonów, takich jak Jasmin Burić czy Łukasz Trałka. Mocno odmłodziliśmy zespół – mieliśmy najmłodszą kadrę w lidze, sprowadziliśmy nowych piłkarzy i mecz po meczu z miesiąca na miesiąc widać było, że ten nowy zespół się rozwija. Wielu kibiców i ekspertów zwracało uwagę, że wiosną Lech grał najatrakcyjniejszą piłkę w lidze. To na pewno cieszy, podobnie jak to, że wygraliśmy na finiszu bezpośrednią rywalizację o srebrne medale. Niedosytem jest to, że po tym co pokazaliśmy w Pucharze Polski, a zwłaszcza w meczu z Lechią nie udało nam się zdobyć tego trofeum. W tym kontekście rzeczywiście można mówić o zawodzie czy sportowej złości, bo awans mieliśmy na wyciągnięcie ręki.

Czyli z tego sezonu można było Pana zdaniem "wyciągnąć" coś więcej...

Uważam, że tak, bo już w tracie tego sezonu widzieliśmy, że ta gra dobrze wygląda, że zespół coraz lepiej funkcjonuje i że te okresy dobrej gry, na wysokim poziomie są coraz dłuższe. Kiedy więc dzielą cię od awansu dwie piłki meczowe, dwa karne i okazuje się, że odpadasz, to czujesz złość i zawód. To chyba normalne. Tak jest też w klubie.

Który, pana zdaniem, moment był przełomowy dla tego sezonu?

Było kilka takich momentów. Pierwszy chyba jesienią, gdy widać było, że zaczynamy iść w dobrym kierunku, następnie zatrzymanie rozgrywek tuż przed meczem z Legią, kiedy uważam, że byliśmy faworytem. Potem oczywiście wszystkie sprawy związane z powrotem na boiska, gdzie wielu ludzi z Lecha z prof. Pawlaczykiem na czele bardzo mocno zaangażowało się w to, by rozgrywki mogły być bezpiecznie wznowione. I to się udało. I wreszcie sam finisz, gdzie byliśmy najlepiej punktującą i grającą drużyną w Ekstraklasie.

Nie żałuje Pan, że mecz z Legią odbył się zaraz po wznowieniu rozgrywek, a nie choćby po tym pamiętnym spotkaniu w Lubinie, gdzie w drugiej połowie Lech odrobił dwie bramki straty?

Jest to nieweryfikowalne. Nie ma, co gdybać. Bardziej żałuję, że z powodu pandemii nie doszło do meczu z Legią w tym pierwszym terminie, bo nie tylko byliśmy w gazie, ale mielibyśmy pełny stadion. W takiej atmosferze grałoby się nam zdecydowanie lepiej niż przy pustych trybunach.

Z tym akurat nie wszyscy się zgodzą. Powszechna jest opinia, że Lech miał w tym sezonie dwa kluczowe mecze ten z Legią oraz z Lechią i kiedy pojawiała się prawdziwa presja, znów sobie nie poradził. Grał dobrze wtedy, gdy nie ciążył nam nim psychiczny balast.

Z tym się to ja z kolei się nie zgadzam. Wiosna, a zwłaszcza runda finałowa zaprzeczyła opiniom, że Lech i trener Żuraw nie potrafią wygrywać ważnych meczów z zespołami, które są wyżej od nas w tabeli. By zakwalifikować się do europejskich pucharów, trzeba było wygrać piekielnie ciężki mecz w Gliwicach, w którym przez 45 minut zespół grał w 10. Potrafiliśmy się też podnieść po porażce z Lechią i wygrać z nią w lidze, a wtedy nawet podium i gra w pucharach nie było jeszcze pewne. Byliśmy najlepiej punktującym zespołem w rundzie finałowej - zdobyliśmy w niej nawet więcej punktów niż w mistrzowskim sezonie 2014/2015. Obaliliśmy w tym sezonie kilka mitów na temat Lecha: że nie potrafi grać do końca – strzelaliśmy najwięcej goli w lidze w końcówkach spotkań, że jesteśmy słabo przygotowani kondycyjnie itd.

Kto miał Pana zdaniem największy wpływ na grę Lecha. W TOP 5 zawodników znaleźli by się...?

Trzeba zacząć od tego, że w pierwszej kolejności jest to trener Dariusz Żuraw, ale razem z nim dyrektor sportowy Tomasz Rząsa. To ich bliska współpraca, analiza i wyciąganie wniosków po każdym meczu, to ich korekty w składzie i ich rozwiązania taktyczne, dyskusje i wspólna praca powodowała, że ta drużyna w trakcie sezonu się rozwijała. Jasne, że były w naszym wykonaniu lepsze i gorsze mecze, lepsze i gorsze połowy, ale generalnie idzie to w dobrym kierunku. Jeśli chodzi o zawodników, to bohaterów było bardzo wielu i to w różnych meczach. Trzeba zacząć od Micky van der Harta i jego postawy najpierw w meczu ze Stalową Wolą, a potem z Lechią w Pucharze Polski. Wykrystalizowała się nam bardzo dobra para stoperów Lubo Satka – moim zdaniem najlepszy obrońca w całej lidze - i Djordje Crnomarković. Znakomitą robotę zrobił skauting sprowadzając Bohdana Butko. Sprowadzenie tak klasowego zawodnika, gdy nie mieliśmy ani Czerwińskiego ani Roberta Gumnego, to był świetny ruch, bo Butko nam bardzo pomógł. Cieszę się też bardzo z tego, że udało nam się pozyskać Dani Ramireza, bo negocjacje w sprawie jego transferu z prezesem ŁKS nie należały do łatwych. Hiszpan w zestawieniu z Pedro Tibą i Kubą Moderem tworzy moim zdaniem teraz najlepsza pomoc w lidze. Jestem też pod wrażeniem tego jak rozwinął się Tymek Puchacz. Jeśli chodzi o naszych piłkarzy, to zanotował on chyba największy progres w tym sezonie. Fantastyczne wejście do drużyny i ligi zanotowali Kuba Kamiński i Kuba Moder. Wyliczając bohaterów tego sezonu nie można zapomnieć też o Kamilu Jóźwiaku czy Christianie Gytkjaerze, naszych absolutnych liderach. Lista tych, którzy zasługują na wyróżnienie, rozrosła się jak sam pan widzi na dużo więcej niż pięć nazwisk, a to najlepiej świadczy o tej drużynie.

Jaką drogą będzie chciał więc iść Lech Poznań. Wspomniał pan o młodzieży, która stale zrobiła kolosalne postępy i będzie jeszcze się rozwijała. Czy Lech będzie chciał ją za wszelką cenę zatrzymać? Z Kamińskim, Moderem czy Puchaczem w składzie jest szansa, by w przyszłym sezonie zdetronizować Legię.

Przedłużając umowę z Kubą Kamińskim, dajemy jasny sygnał, że nie chcemy robić wyprzedaży. Chcemy tak pracować z wychowankami, by nie chcieli opuszczać Lecha. Na siłę nikogo nie wypychamy. Wydaje nam się, że na podjęcie większych wyzwań są gotowi już Kamil Jóźwiak czy Robert Gumny, ale pozostałych widzimy w Lechu przez kolejny sezon i na nich chcemy opierać grę drużyny. Chcę jednak, by wiedzieli to kibice, że zainteresowanie naszymi wychowankami jest bardzo duże – dostajemy wiele ofert i zapytań. Na końcu decyzja o pozostaniu nie zależy tylko od nas, ale też od zawodników. Przekonujemy ich by grali u nas jeszcze przez przynajmniej sezon, aby jeszcze na tym etapie kariery nie odchodzili z klubu. Ale to musi być dobra wola z obu stron, bo zdajemy sobie sprawę, że warunki sportowe i finansowe w klubach, które się nimi interesują są nieporównywalne do tego, co dzisiaj może zaoferować Lech. Sami muszą podjąć decyzję, co w tym momencie jest dla nich lepsze. Czy pozostać w klubie, który na nich stawia, w przyjaznym środowisku, pracować z trenerem, który ma do nich zaufanie oraz powalczyć o powołanie do reprezentacji i mając taki status, wyjechać do lepszej ligi, czy już teraz wykonać ten krok, będąc jeszcze zawodnikiem na dorobku. Ja zdecydowanie uważam, że to pierwsze.

Czy udało się Lechowi, dzięki premii z telewizji za drugie miejsce, wyjść z kłopotów finansowych, które pod koniec kwietnia sam pan zapowiadał?

Dobra postawa na boisku na pewno pozwoliła je nieco ograniczyć. Jednak pandemia dotknęła wszystkich, a najmocniej takie zespoły jak Lech, Legia, Wisła czy Górnik, które sporo przychodów czerpią z dnia meczowego i działalności handlowej. Tylko dwa mecze z Legią w Poznaniu mogły dać nam 3-4 miliony złotych przychodu. Nie mówiąc już o całej rundzie finałowej, która w normalnych warunkach, przy takiej grze zespołu przyniosłaby kolejnych kilka milionów. Plus to, że zamknięte były wszystkie nasze punkty handlowe również uderzyło klub finansowo. Jednak dzięki wielu szybkim decyzjom – m.in. zmianom organizacyjnym, cięciu kosztów, czasowemu solidarnemu obniżeniu wynagrodzeń pierwszej drużyny, ale i wszystkich pracowników klubu, wreszcie dzięki umiejętnemu wykorzystaniu programów rządowych, które się pojawiły, by pomóc przedsiębiorcom oraz pomocy kibiców udało się przetrwać ten trudny czas. Wyszliśmy jednak pokiereszowani.

Czy to oznacza zmniejszenie budżetu na przyszły sezon?

Nie. Planujemy zrównoważony budżet, na podobnym poziomie co w ubiegłym roku, czyli ok. 65 mln zł. Pamiętajmy jednak przy tym, że od trzech lat nie sprzedaliśmy żadnego z naszych młodych piłkarzy i teraz musimy to zrobić, żeby zrównoważyć budżet.

Z jakiego powodu są więc te, bardzo ostro krytykowane zwolnienia zaczynając od trenera Dariusza Skrzypczaka, przez pracowników klubowych mediów aż do opiekującego się trawą Grzegorza Szulczyńskiego?

To nie ma nic wspólnego z sytuacją finansową. Jeśli chodzi o Grzegorza Szulczyńskiego, to rozstaliśmy się z nim już trzy miesiące temu. Mamy 250 pracowników i współpracowników, więc co roku jest w klubie kilka zmian personalnych. Ktoś odchodzi, ale w jego miejsce przychodzi ktoś inny. Decyzje podejmują kierownicy poszczególnych działów.

Natomiast jeśli chodzi o trenera Skrzypczaka to chciałbym, żeby wyraźnie wybrzmiały dwie sprawy. Po pierwsze już w momencie podpisania z nim kontraktu umawialiśmy się, że jeśli pojawią się zapytania z innych klubów, czy skłonni jesteśmy go oddać, by samodzielnie prowadził drużynę, to nie będziemy mu robili trudności, nawet w trakcie sezonu. Taka była jego wyraźna prośba i na to się zgodziliśmy. Również w trakcie sezonu trener Skrzypczak kilkukrotnie podkreślał w rozmowach, że nadal chce podążać swoją drogą i ma większe ambicje niż bycie asystentem - chciałby zostać pierwszym trenerem. I mam informacje, że są kluby, które są bardzo poważnie zainteresowane zatrudnieniem go w tej roli. Po drugie trener Żuraw ma pełne prawo, by dobierać sobie współpracowników. Uznał, że chce po sezonie nieco zmienić swój sztab, wprowadzić kilka nowych osób. Taka jest jego wizja i decyzja. To rozstanie nie ma żadnego podtekstu finansowego. Co więcej, rozstaliśmy się naprawdę w dobrej atmosferze i trener Skrzypczak wie, że drzwi do Lecha ma zawsze otwarte.

Czy wie Pan, dlaczego tak mało szans w pierwszym zespole otrzymywał Paweł Tomczyk?

To też była decyzja sztabu trenerskiego. Przegrał rywalizację z Gytkjaerem oraz Timurem. Piłka nożna to jest sport polegający na rywalizacji.

Paweł Tomczyk pojawił się w rezerwach i strzelił mnóstwo ważnych goli, Timur nie strzelał ani w pierwszym zespole, poza golem w PP, ani w rezerwach. Wszyscy młodzi zawodnicy zrobili postęp oprócz "Pawki". Czy to nie dziwne? A poza tym, czy przez to, że nie otrzymał poważnej szansy, może mieć żal do klubu i będzie chciał odejść, a to jednak jest strata.

Takie jest życie, czasem wybory są trudne, bo szanujemy Pawła i cenimy jego olbrzymie zaangażowanie, ale podkreślam to jest rywalizacja sportowa. Paweł strzelał ważne gole w rezerwach podobnie jak Hubert Sobol, a zwłaszcza Filip Szymczak, który zdobył ich zdecydowanie najwięcej, aż 13. Tak więc jeśli chodzi o naszych młodych napastników sytuacja w Lechu jest naprawdę obiecująca.

Jaka jest przyszłość Tomczyka w Lechu?

Chcemy umożliwić mu grę. Na to zasługuje. Na ten temat rozmawiają z nim już teraz dyrektor Rząsa i trener Żuraw.

Trener Żuraw powiedział, że w przyszłym sezonie celem zespołu jest gra najładniejszej piłki w Polsce. Myśli pan, że to usatysfakcjonuje kibiców? Czy zarząd klubu też wyznaczy taki cel?

Tak. Życie nauczyło nas pokory. Nie chcemy po raz kolejny rzucać haseł pod publiczkę. Ostatni rok i cele, jakie zostały przedstawione przed trenerem, zostały zrealizowane, bo powiedzieliśmy, że będziemy oceniali zespół pod kątem poprawy jakości gry. I tu była olbrzymia poprawa. Byłem dość ostro atakowany w mediach, kiedy mówiłem przed sezonem, że najważniejszym celem jest dla mnie dobra gra naszego zespołu, rozwój zawodników walka do końca itd. A okazało się, że to wszystko się potwierdziło. Więc dzisiaj to podtrzymuję.

Lecz apetyt rośnie w miarę jedzenia. Wiemy już jaki potencjał ma ten zespół i jak może grać, więc jak uda się utrzymać najważniejszych piłkarzy....

Nie zapominajmy, że nadal było wiele meczów, w których graliśmy nierówno. Teraz chodzi o to, by tych dobrych meczów było jak najwięcej. Wyeliminować błędy, które się pojawiały. To jest nasz cel i to powinno dać rezultaty w postaci trofeów. Trofea muszą być efektem dobrej gry. Granie na 1:0 nas nie interesuje. Na pewno chcemy co roku grać w europejskich pucharach.

Czego się pan spodziewa, po grze Lecha w europejskich pucharach?

Naszym obowiązkiem jest przejść I i II rundę. Wiemy, że ścieżka do fazy grupowej jest trudna, będzie tylko jeden mecz, bez publiczności – możemy go grać na wyjeździe. Od III rundy trafia się już na poważne marki europejskie i tutaj to wyzwanie będzie już naprawdę duże, więc musimy też liczyć na odrobinę szczęścia w losowaniu. Traktujmy to jako ciekawą przygodę i lekcję. Mamy młody zespół. Dla wielu zawodników będzie to pierwsza pucharowa przygoda. Ale mam nadzieję, że naszej ambitnej drużynie uda się sprawić sporo radości kibicom także w europejskich pucharach.

Rozmawiał: Maciej Lehmann

POLECAMY: Najlepsze mecze Lecha Poznań w XXI wieku. Zobacz nasz ranking

-------

Zainteresował Cię ten artykuł? Szukasz więcej tego typu treści? Chcesz przeczytać więcej artykułów z najnowszego wydania Głosu Wielkopolskiego Plus?

Wejdź na: Najnowsze materiały w serwisie Głos Wielkopolski Plus

Znajdziesz w nim artykuły z Poznania i Wielkopolski, a także Polski i świata oraz teksty magazynowe.

Przeczytasz również wywiady z ludźmi polityki, kultury i sportu, felietony oraz reportaże.

Pozostało jeszcze 0% treści.

Jeżeli chcesz przeczytać ten artykuł, wykup dostęp.

Zaloguj się, by czytać artykuł w całości
  • Prenumerata cyfrowa

    Czytaj ten i wszystkie artykuły w ramach prenumeraty już od 2,46 zł dziennie.

    już od
    2,46
    /dzień
Maciej Lehmann

Komentarze

1
Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Arkadiusz K

Przecież to jest bełkot człowieka,który był naszym podwładnym.Bał si zawsze własnego cienia, nie umiał podjąć najmniejszej decyzji,za niego robiła to przeważnie żona i tak jest również dzisiaj.Dziś żonę w podejmowaniu decyzji zastąpił młody Rutkowski,którym dalej kieruje nadal Tata.Tak więc proszę Szanownych Kibiców o wzięcie na prawdę wielkiego luzu na to co pisze ten człowiek,który pięknymi ekonomicznymi sloganami próbuje po raz kolejny zamotać Wam w głowach.
Pamiętąjcie jedno, w tym wspaniałym klubie decyzje podejmuje Ojciec.młody jest od ich wykonywania a Karol od ich księgowania.
Tak więc artykuły o tzw. wizji i perspektywach klubu trzeba zawsze kierować do Pana Jacka Rutkowskiego.
Jedynym człowiekiem,który potrafił się sprzeciwić jego woli był Prez.Kadziński i wtedy na prawdę były wielkie sukcesy Lecha.
pozdr.

plus.gloswielkopolski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.