„Łazarz jest parkingiem buforowym Poznania.” Już niedługo, bo nadchodzi rewolucja. Co zmieni Strefa Płatnego Parkowania?

Czytaj dalej
Fot. Łukasz Gdak
Igor Chudziński, Mikołaj Woźniak

„Łazarz jest parkingiem buforowym Poznania.” Już niedługo, bo nadchodzi rewolucja. Co zmieni Strefa Płatnego Parkowania?

Igor Chudziński, Mikołaj Woźniak

Rewolucyjne zmiany szykują się na poznańskim Łazarzu. Po wieloletniej batalii, którą toczyła rada osiedla, do jesieni przyszłego roku, Strefa Płatnego Parkowania ma zostać rozszerzona o tę dzielnicę. Tymczasem projekt wzbudza kontrowersje. Wielu mieszkańców jest mu przeciwnych. Obawy dotyczą możliwego chaosu, jaki powstanie po wprowadzeniu zmian. Rewolucja jest jednak konieczna. - Teraz nie ma już alternatywy - zapewniają przedstawiciele Rady Osiedla św. Łazarz.

- Wprowadzenie Strefy Płatnego Parkowania na Łazarzu jest jednomyślnie popierane przez Radę Osiedla św. Łazarz

- nie pozostawia złudzeń Andrzej Janowski, jej przewodniczący. - Nie da się ukryć, że dotarliśmy do punktu krytycznego i nie ma już alternatywy. To najwyższy czas na takie zmiany - dodaje.

Jednak duża część mieszkańców nie podziela entuzjazmu radnych. Obawiają się zmian, a wśród nich panuje dezinformacja i chaos. I właśnie w celu rozwiania ich wątpliwości oraz przedstawienia projektu zmian Zarząd Dróg Miejskich zorganizował w tym tygodniu konsultacje społeczne w łazarskich podstawówkach nr 9 i 33.

Strach przed zmianami

Podczas konsultacji atmosfera była napięta.

- Na Łazarzu już teraz jest mało miejsc parkingowych, a oni chcą zrobić ich jeszcze mniej. Przecież to absurd. To tylko pogłębi i tak już bardzo złą sytuację

- mówi „Głosowi” pan Mieczysław, emeryt, mieszkaniec Łazarza, zaraz po opuszczeniu konsultacji.

Rewolucyjne zmiany szykują się na poznańskim Łazarzu. Po wieloletniej batalii jaką toczyła rada osiedla, do jesieni przyszłego roku, Strefa Płatnego
Łukasz Gdak

- Obecnie na terenie Łazarza, który zostanie objęty SPP znajduje się około 4660 miejsc postojowych. Zarówno legalnych, jak i wyznaczonych przed laty, które dziś są niezgodne z obowiązującymi przepisami. Po wprowadzeniu strefy ubędzie łącznie około 17 procent wspomnianych miejsc - odpowiada Marcin Idczak z ZDM.

Sprzeciw mieszkańców wzbudza również zapowiedź wprowadzenia dróg jednokierunkowych. - Mogą prowadzić do niebezpiecznych, kolizyjnych sytuacji na osiedlu. Nie wspominając już o problemie dojazdu do posesji. Niestety, karty są już rozdane i nasze zdanie tutaj niczego nie zmieni - mówi Tomasz, mieszkaniec Łazarza.

- Wprowadzenie ulic jednokierunkowych jest konieczne, aby wyznaczyć jak największą liczbę legalnych miejsc postojowych. Dotychczasowy pas ruchu w przeciwnym kierunku może zostać np. wykorzystany do parkowania

- argumentuje Idczak. I podkreśla: - Wprowadzenie ulic jednokierunkowych spowodować ma zmniejszenie natężenia ruchu i ograniczenie przejazdów tranzytowych. Kierowcom przestanie się opłacać skracanie drogi osiedlowymi ulicami.

Na konsultacjach było sporo emocji, ale niektórzy mieszkańcy wychodzili uspokojeni i z przekonaniem, iż planowane zmiany nie będą takie straszne.

- To tylko kwestia przyzwyczajenia, na początku każda zmiana budzi strach i wydaje się rewolucyjna. Myślę, że minie trochę czasu i wszystko się rozjaśni - komentowała pani Mariola, mieszkanka Łazarza, która - jak przyznaje - głównie porusza się piechotą.

- Cieszy mnie to, że zostaną uregulowane miejsca parkingowe i pozbędziemy się samochodów zaparkowanych nielegalnie na samym chodniku, co utrudnia pieszym poruszanie

- uściśla.

Andrzej Janowski, przewodniczący Rady Osiedla św. Łazarz przyznaje, że mieszkańcy zgłaszają radzie swoje obawy. - Najczęściej ludzie obawiają się dróg jednokierunkowych, wielu nie podoba się to, że będą musieli płacić za parkowanie, mimo że kwota jest symboliczna. To 10 zł miesięcznego abonamentu dla mieszkańców Łazarza. Zgłaszane są też obawy dotyczące zmniejszenia liczby miejsc parkingowych - mówi. Jednocześnie zaznacza:

- Moim zdaniem strach ten wynika z wieloletnich przyzwyczajeń i gdy tylko zmiany wejdą w życie, każdy zobaczy, że odniosły pozytywny skutek.

Nasuwa się jednak pytanie, czy likwidacja nielegalnych miejsc parkingowych nie doprowadzi na Łazarzu do tzw. „słupkomanii”, czyli odgradzania każdego z miejsc, gdzie do tej pory nielegalnie parkowały samochody?

- Sposoby zabezpieczeń przed nielegalnym parkowaniem będą różne. Zależą od projektu dla danej ulicy. Na Łazarzu ma się to odbywać poprzez: wyznaczanie pasów zieleni, wygrodzenia słupkami, montaż stojaków rowerowych - wylicza Marcin Idczak.

Jak zakłada harmonogram prezentowany przez ZDM rozpoczęcie prac związanych z wprowadzeniem nowej organizacji ruchu planowane jest na połowę 2020 roku. Zakończenie prac i uruchomienie SPP powinno nastąpić jesienią 2020 roku.

- Strefa płatnego parkowania na Łazarzu to jest to, o co w Radzie Osiedla staraliśmy się od lat. W tej chwili zapełnione są wszystkie miejsca parkingowe. Strefa powinna zmniejszyć natężenie i uspokoić ruch. Uporządkuje też parkowanie i ograniczy przejazdy tranzytowe, które są zmorą dzielnicy - mówi Filip Olszak, radny miejski, mieszkaniec Łazarza i były wieloletni radny Rady Osiedla św. Łazarz. - Liczę również na to, że opłaty za parkowanie ograniczą liczbę osób, które zostawiają swoje samochody na Łazarzu i dojeżdżają do centrum. W tym momencie Łazarz jest parkingiem buforowym miasta - dodaje.

Jazda w jednym kierunku

SPP na Łazarzu zostanie wprowadzona na terenie ograniczonym ulicami: Hetmańską od południa, Reymonta i Przybyszewskiego od zachodu, Bukowską od północy i torami kolejowymi od wschodu.

Znaczna część ulic, m. in. Potockiej, Dmowskiego, Lodowa, fragment Łukaszewicza, a także Jarochowskiego będzie jednokierunkowa. Praktycznie cały Łazarz ma zostać objęty kontraruchem rowerowym.

Rewolucyjne zmiany szykują się na poznańskim Łazarzu. Po wieloletniej batalii jaką toczyła rada osiedla, do jesieni przyszłego roku, Strefa Płatnego
Łukasz Gdak

W planach są również strefy ograniczonej prędkości do 30 km/h na ulicach: Ułańskiej, Grottgera, Kossaka, Siemiradzkiego, Chełmońskiego, Śniadeckich, Orzeszkowej, Konopnickiej, Stolarskiej, Potworowskiego, Stablewskiego, Morawskiego, Sczanieckiej, Niegolewskich, Limanowskiego, Drużbackiej, Jarochowskiego, Bogusławskiego, Załęże, Potockiej, Chłodnej, Strusia, Kanałowej, Granicznej, Calliera, Mottego, Karwowskiego, Łukaszewicza, Dmowskiego, Lodowej oraz na Rynku Łazarskim.

Ze strefy uspokojonego ruchu i ograniczenia prędkości wyłączono ulice: Głogowską, Matejki, Kasprzaka, Wyspiańskiego, Grunwaldzką, Kolejową oraz odcinki ulic, które je bezpośrednio łączą. Łącznie zaprojektowano też 152 miejsca postojowe dla osób niepełnosprawnych.

Strefa już nie taka straszna

Historia Strefy Płatnego Parkowania w Poznaniu sięga 1993 roku. Przez lata zachodziły zmiany i rozszerzenia, a dziś SPP sięga centrum wraz z okolicami Starego Rynku, a dalej Jeżyc oraz okolic Międzynarodowych Targów Poznańskich. To nie koniec, bo przecież teraz strefa pojawi się na wspomnianym Łazarzu, a praktycznie równocześnie na Wildzie. Jesień przyszłego roku jest realnym terminem, co potwierdza Łukasz Mikuła, poznański radny KO i szef Komisji Polityki Przestrzennej i Rewitalizacji. - Wciąż trzeba jeszcze dopiąć szczegóły projektów, wyłonić operatora strefy i przygotować ulice pod jej funkcjonowanie. Nie chcemy jedynie wprowadzić SPP, ale też poprawić wygląd ulic, dodać nieco zieleni, elementów małej architektury - wymienia Mikuła.

Wszystkim zależy, żeby SPP pojawiła się równolegle na Łazarzu i Wildzie. Powód? Kierowcy, którzy te dzielnice traktują jak parking buforowy, mogliby przepuścić zmasowany „atak” z jednej na drugą. Wtedy każdy dzień zwłoki wywoływałby parkingowy paraliż.

To, co według naszego rozmówcy zmieniło się przez lata, to podejście mieszkańców do SPP. Niewykluczone, że w kolejnych latach dalej będzie się ona rozszerzała. - Do radnych dociera naprawdę wiele sygnałów, że strefa byłaby przydatna. Obecnie najpilniejszym problemem wydaje się rozwiązanie sytuacji na Śródce i Ostrowie Tumskim - mówi Mikuła.

Coraz większe kłopoty z parkowaniem mają też mieszkańcy np. Komandorii, ale tu na SPP raczej szans nie ma. Pojawić ma się za to parking buforowy przy ul. św. Michała, który w części mógłby też poprawić sytuację na Śródce i wokół katedry.

- Są też pomysły na rozszerzenie strefy o Sołacz, Ogrody czy część Grunwaldu, przy okazji rozbudowy szpitala. Wszystko to jest jednak na razie w fazie planów

- zastrzega Mikuła.

Trend jest jednak widoczny - strefa będzie rozszerzana. Wzrosnąć mają też ceny. Coraz głośniej jest o wytyczeniu tzw. strefy śródmiejskiej. Inne miasta w Polsce już poszły w tym kierunku. Chodzi o to, że ceny za postój w SPP w ścisłym centrum mają być najwyższe (zdecydowanie wyższe niż obecnie).

- Pozwoliłoby to na skalibrowanie funkcji strefy, która ma uregulować parkowanie. Moglibyśmy stopniować opłaty lepiej niż dziś, gdy są one na bardzo podobnym i dość niskim poziomie. Niższym niż np. na parkingach komercyjnych. Można założyć, że najwyższa stawka w strefie byłaby w okolicy Starego Rynku i popularnych punktach, niższa już na Wieniawskiego, a jeszcze niższa na Jeżycach - przedstawia Mikuła. To sprawiłoby, że nie każdy chciałby się „pchać” samochodem aż do samego celu. I taka zmiana jest nieuchronna, ale na razie nie wiadomo, kiedy miałaby się dokonać.

Rewolucyjne zmiany szykują się na poznańskim Łazarzu. Po wieloletniej batalii jaką toczyła rada osiedla, do jesieni przyszłego roku, Strefa Płatnego
Łukasz Gdak

Obecnie za parkowanie w SPP płaci się od poniedziałku do piątku w godz. od 8 do 18. Miasto podzielone jest na trzy podstrefy. W czerwonej, najdroższej, czyli centrum i okolicach - opłata minimalna wynosi 0,70 zł. Za pierwszą godzinę płaci się 3 zł, drugą - 3,60, trzecią - 4,30, a każdą następną znów trzy złote. W kolejnych strefach kwoty te spadają o kilkadziesiąt groszy. Mieszkańcy zameldowani w każdej z nich, mają możliwość wykupienia identyfikatora za 10 złotych na miesiąc. Jeszcze na początku 2017 roku za parkowanie w SPP płaciło się też w soboty. Tyle że Wojewódzki Sąd Administracyjny orzekł, że jest to niezgodne z prawem.

Zrobił to już w kwietniu 2016 roku, ale urzędnicy czekali, aż wyrok się uprawomocni. A to przyniosło kolejne komplikacje, bo później pieniądze za poniesione przez kierowców opłaty albo otrzymane mandaty, ZDM musiał zwrócić. Oczywiście, jeśli ktoś potrafił udowodnić, że je poniósł. Rzecz w tym, że urzędnicy, a także radni podkreślają, iż miasto na strefie nie zarabia. Mikuła mówi: -

Istotna część pieniędzy trafia do poszczególnych dzielnic i na fundusz remontowy. Stąd pieniądze na remonty, ostatnio ulic Rybaki czy Słowackiego. Zarobek dla miasta jest niewielki.

Igor Chudziński, Mikołaj Woźniak

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gloswielkopolski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.