Marek Zaradniak

Kuba Skowroński i Michał Martyniuk: Młodzi jazzamani, których pociągnęła egzotyka

Kuba Skowroński jako miejsce na życie wybrał Bali Fot. Archiwum Kuba Skowroński jako miejsce na życie wybrał Bali
Marek Zaradniak

Saksofonista Kuba Skowroński i pianista Michał Martyniuk to dwaj młodzi polscy jazzmani. Jak inni nagrywają i koncertują. Dla obu ważny w życiu jest Poznań. Łączy ich jeszcze jedno. Obaj na miejsce swego pobytu wybrali miejsca egzotyczne dla Polaków. Michał mieszka w Nowej Zelandii. Dla Kuby życiową przystanią stała się indonezyjska wyspa Bali.

Michale jak to się stało, że zostałeś pianistą?
Mój dziadek był pianistą. W domu od zawsze było pianino i muzyka. W bardzo młodym wieku zainteresowałem się klawiaturą. Pamiętam jak siadałem dziadkowi na kolana i razem graliśmy coś na cztery ręce. Bardzo chciałem grać. Dziadek był moim pierwszym nauczycielem.

Kubo, dlaczego ty zostałeś saksofonistą?
Zaczynałem od prywatnych lekcji pianina w wieku 5 lat. Moi rodzice są muzykami. Mama chciała, żebym miał muzyczne wykształcenie. Na początku szkoły podstawowej byłem w klasie o profilu artystycznym. W tamtym czasie bardzo interesowało mnie rysowanie. Udało mi się nawet odnieść kilka sukcesów na konkursach. Kiedy miałem 10 lat rodzice zaproponowali, żebym zdawał na klarnet do szkoły muzycznej przy ulicy Głogowskiej. Przez 3 lata uczyłem się u prof. Krzysztofa Meyera. Wtedy jeszcze nie czułem fascynacji, nie myślałem, że mógłbym się zajmować muzyką w przyszłości. Wszystko zmieniło się gdy zdawałem do gimnazjum przy ulicy Solnej na klarnet i saksofon. Egzamin wstępny poszedł mi wyjątkowo dobrze, więc mogłem wybrać, na którym instrumencie będę kontynuować naukę. Po chwili namysłu wybrałem saksofon, który wkrótce absolutnie mnie zafascynował. Wcześniej nie miałem pojęcia o muzyce jazzowej.

Mój profesor Jarosław Wachowiak pokazał mi podstawy improwizacji, wiele sposobów na ćwiczenie. Bez przerwy słuchałem nagrań Stana Getza i Charliego Parkera, które dostałem pod choinkę od rodziców. Zostawałem w szkole do późnych godzin grając na saksofonie. Pochłonęły mnie nowe możliwości, które odkryłem w muzyce improwizowanej.

Michale, jak znalazłeś się w Nowej Zelandii?
Moi rodzice i brat wyemigrowali do Nowej Zelandii, gdy byłem w liceum. Po maturze dołączyłem do nich. Pamiętam, że sam ich namawiałem na wyjazd. Byłem ciekawy świata,

Jak wygląda tamtejsze życie jazzowe?
Nowa Zelandia to piękny kraj, ale ze względu na populację muzyka jazzowa ma się średnio. Nie ma zbyt wielu miejsc, gdzie gra się ją na żywo. Teraz nawet nie ma już klubu jazzowego z fortepianem. Jest wiele festiwali na powietrzu, gdzie gra się raczej muzykę elektroniczną, reggae i hip hop.

Czy tamtejsi muzycy czerpią z tradycji maoryskiej?
Tak. Muzyka i kultura maoryska są bardzo rozwinięte. Można powiedzieć, że nawet przoduje w Nowej Zelandii. Sam grałem z kilkoma artystami Maori, jak Tama Waipara czy Maisey Rika. Jeździłem z nimi grając koncerty w Marae - miejscach gdzie świętują i ucztują Maori.

Kuba Skowroński jako miejsce na życie wybrał Bali
Archiwum Kuba Skowroński jako miejsce na życie wybrał Bali

A jaka jest twoja pozycja w środowisku jazzowym?
Mieszkam w Nowej Zelandii od 2007 roku. Skończyłem tu studia na Wydziale Jazzu, gdzie poznałem legendę jazzu Nathana Hainesa. Do dziś gram w jego zespole. Nathan jest jednym z niewielu artystów z Nowej Zelandii, który zrobił karierę w świecie. Wydałem też tam swoją debiutancką płytę „Oddysey”. Mój projekt nazwałem After ‘Ours. Drugą płytę „Nothing To Prove” wydałem już w Polsce.

Jak to się stało, że do nagrania tego ostatniego albumu zaprosiłeś m.in. Kubę Skowrońskiego. Opowiedz o swoich związkach z Poznaniem?
Kiedy kończylem szkołę muzyczną II stopnia w Szczecinie byłem już przekonany, że chcę grać jazz. Pamiętam, że jeden z moich nauczycieli ze Szczecina przyjechał ze mną do Poznania na wstępne egzaminy przy ul. Solnej - gdzie był Wydział Jazzowy. Dostałem się i tak zaczęła się moja przygoda z Poznaniem. Mieszkałem tu 3 lata. Bardzo miło wspominam Poznań i wszystkich moich przyjaciół z tego okresu. Między innymi poznałem wtedy Kubę Skowrońskiego, z którym koncertujemy i trzymamy się blisko do dziś. Ale to w tamtych czasach powstawały nasze pierwsze zespoły i pierwsze utwory. Potem wyemigrowałem. W międzyczasie gdy przyjeżdżałem do Polski widzieliśmy się z Kubą, ale nie było okazji, aby ze sobą pograć.

Dwa lata temu złożyłem mu propozycję, aby zagrał w moim zespole na Java Jazz Festival i tak się stało. Po festiwalu przyjechałem do Polski na 9 miesięcy. Chciałem zobaczyć jak wygląda życie muzyczne, życie jazzowe w Polsce. Wtedy nagraliśmy płytę „Nothinhg to Blue”, która była nominowana do Fryderyka. Na płycie zagrali też Kuba Gut, który też pochodzi z Poznania, ale mieszka w Berlinie, basista z Wrocławia Bartek Chojnacki i gitarzysta Kuba Mizeracki, który studiuje w Katowicach.

Michał mieszka w Nowej Zelandii, ale ty Kubo wyemigrowałeś do Indonezji i mieszkasz tam na wyspie Bali. Dlaczego podjąłeś taką decyzję?
Na stale wyjechałem na Bali w styczniu ubiegłego roku . Pierwszy raz byłem tam na wakacjach w marcu 2017, po występie na festiwalu Java Jazz z polsko-nowozelandzkim kwartetem Michała. Był to mój pierwszy wyjazd poza Europę. Coś mnie urzekło w wyspie Bali. Poczułem chęć, by spróbować przynajmniej na jakiś czas, zamieszkać w tak innym i egzotycznym dla Europejczyków miejscu. Poznałem też wtedy dziewczynę, z którą jestem do dzisiaj.

Jak się żyje na Bali?
Mieszkam w najbardziej zurbanizowanej, zaludnionej, południowej części wyspy, w mieście Denpasar. Jest to na wybrzeżu, do najbliższej plaży mam 10 minut skuterem. Wynajmuję niewielkie mieszkanie, w bardzo zadbanym miejscu, w którym do dyspozycji jest basen, sprzęty do ćwiczenia. Takie udogodnienia są tutaj dostępne w wielu miejscach, w niewygórowanych cenach. Myślę, że życie na Bali jest komfortowe. Jest tu zawsze ciepło, co akurat mi bardzo odpowiada. Zasmakowało mi tutejsze jedzenie, a można zjeść bardzo tanio. Oczywiście, jako że południe to najbardziej turystyczny region, wybór jedzenia jest duży, także europejskiego. Niestety wadą Bali jest fakt, że ruch czasem jest bardzo duży, a zasady ruchu są traktowane bardzo swobodnie.Można się jednak do tego przyzwyczaić..

A jak wygląda życie muzyczne na Bali?
Jest tam dobra scena muzyczna, poznałem trochę indonezyjskich muzyków grających na bardzo wysokim poziomie, z których część wróciła tutaj na przykład po studiach w Nowym Jorku. Przed przyjazdem właściwie nie miałem pojęcia jak wygląda scena muzyczna na Bali, więc było to miłe zaskoczenie. Udało mi się także nawiązać współpracę, z jednym z najbardziej znanych w Indonezji muzyków jazzowych, uważanym tutaj za legendę, pianistą Indra Lesmana. Nie ma tu co prawda klubu jazzowego z prawdziwego zdarzeniach, jedyny, który był, został zamknięty półtora roku temu. Jest jednak wiele miejsc, w których gra się jazz, w całej Indonezji jest też bardzo dużo jazzowych festiwali, z których jeden odbywa się w mieście Ubud na Bali. Jest organizowany przez gitarzystę Yuri Mahathma i jego żonę pianistkę Astrid Sulaiman

Nie myślisz o powrocie do Polski? Do Poznania?
Oczywiście tęsknie za rodziną, przyjaciółmi, czasami brakuje mi niektórych rzeczy, które są w Polsce, a tutaj nie. Ale jest tutaj dużo innych atrakcji i zajęć, których nie ma u nas. Jest też unikalna kultura hindusko-balijska, pieczołowicie pielęgnowana przez miejscowych. Wielu ludzi, głównie z Australii, Europy, Ameryki szuka możliwości zatrudnienia na Bali. Niestety, procedura zatrudnienia jest bardzo skomplikowana, przepisy są zmieniane co chwilę, będąc obcokrajowcem nie można też, wykonywać prostych prac jako kierowca czy praca w sklepie, by nie zabierać miejsc, które mogą bez problemu wykonywać Indonezyjczycy. Będąc artystą, zdobycie wizy do pracy nie jest aż tak trudne, ale dość kosztowne. Ja jednak jestem zadowolony z mieszkania tutaj, z pewnością jak do tej pory, jest to moje największe życiowe doświadczenie.

Kuba Skowroński jako miejsce na życie wybrał Bali
Michał Martyniuk planuje pozostać w Polsce przez pół roku, aby ukończyć kolejny album.

Michał, a jakie są twoje plany?
W maju odbyliśmy kolejną egzotyczną trasę. Tym razem graliśmy na festiwalu na Filipinach, w kilku klubach w Malezji i w Wietnamie. Teraz planuję pozostać w Polsce przez pół roku, aby ukończyć kolejny album.

Jak przyjmuje się polski jazz w tak egzotycznych krajach? Czy to co wy robicie bardzo różni się od jazzu światowego?
Każde miejsce ma swoje własne, inne wpływy. Tam gdzie ja mieszkam, w Indonezji też ludzie mają inne podejście do muzyki.

Michał, od 10 lat mieszkasz w Nowej Zelandii. Powiedz czy polska muzyka jazzowa jest tam szerzej znana? Kiedyś koncertował tam legendarny zespół Novi Singers...
Oczywiście wszyscy kojarzą Tomasza Stańkę i niektórzy Michała Urbaniaka, ale to byłoby na tyle. Mam nadzieję, że ja też promuję trochę nasz polski jazz w Nowej Zelandii.

Masz tam też swój własny zespół?
Tak, oprócz mojego zespołu w Polsce mam swój zespół w Nowej Zelandii. Dlatego w zależności od tego gdzie koncertujemy i jaki mamy budżet, dobieram właściwych ludzi. Oba zespoły są świetne. Kuba mieszka na Bali, ale nie lubię bez niego grać. On jest zawsze ze mną!

Kubo, współpracujesz z Michałem, ale przecież wcześniej byli też i inni znakomici muzycy. Prawda?
Współpracowałem z Piotrem Lemańczykiem i z Przemkiem Raminiakiem. Jego ostatnią płytę nagrywaliśmy razem, współpracowałem też z wrocławskim trębaczem Piotrem Banasiewiczem oraz z Piotrem Scholzem w jego Poznań Jazz Orchestra.

Obaj jesteście młodymi muzykami. Kto jest dla was wzorcem?
Michał: Moim pierwszym i największym odkryciem jest Lyle Mays - pianista z Pat Metheny Group. Jego styl jest połączeniem klasyki i jazzu. Ma bardzo oryginalny sound. Nie znam nikogo kto brzmi podobnie do niego. Wspaniale buduje napięcie używając akordów.
Kuba: W moim przypadku to się zmienia w różnych okresach. Moimi pierwszymi wielkimi fascynacjami byli Charlie Parker i Michael Brecker, a teraz słucham różnych rzeczy. Mocno inspirują mnie pianiści i sam ćwicząc dużo gram na fortepianie.

Tutaj się czyta. Bez reklam.

Tak jak w kiosku. Kupując prenumeratę cyfrową, możesz czytać codzienne wydanie Głosu Wielkopolskiego.

Co zyskujesz:

  • dostęp do wszystkich treści Głosu Wielkopolskiego
  • codzienne e-wydanie Głosu Wielkopolskiego
  • artykuły, reportaże, wywiady i multimedia
  • co tydzień nowy numer Ekstra Magazynu
Marek Zaradniak

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gloswielkopolski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.