Kuba Sienkiewicz: Piosenkarz bez koncertów jest jak ryba bez wody – rozmowa z liderem Elektrycznych Gitar

Czytaj dalej
Fot. Andrzej Banaś
Marek Zaradniak

Kuba Sienkiewicz: Piosenkarz bez koncertów jest jak ryba bez wody – rozmowa z liderem Elektrycznych Gitar

Marek Zaradniak

W latach 90. ubiegłego wieku byli jednym z najpopularniejszych polskich zespołów. Do dziś mają zresztą wiernych fanów. Jak przez ten czas zmieniały się Elektryczne Gitary, opowiada lider grupy Kuba Sienkiewicz.

Od pierwszego koncertu minie wkrótce 30 lat. Odbył on się 10 maja 1990 roku w klubie Hybrydy w Warszawie. Pamiętasz ten dzień?

Pamiętam. Szczególnie uczucie podekscytowania, że teraz sam występuję w klubie, do którego przychodziłem jako słuchacz na występy swoich idoli. To były też moje pierwsze doświadczenia na scenie rockowej. Wcześniej grałem głównie w mieszkaniach i na strajkach w latach 80., w drugim obiegu i na koncertach prywatnych. Natomiast wtedy wyszedłem do ludzi pod nowym szyldem i z repertuarem, który został odświeżony albo przygotowany na nowo. Było to radosne, ekscytujące uczucie.

Jak zmieniły się Elektryczne Gitary od tamtego czasu?

Niespecjalnie. Praktykę muzyczną polegającą na domowym, zupełnie luźnym jam session staramy się cały czas przenosić na estradę, to się nie zmieniło. Prezentujemy podobny sposób zachowania scenicznego i stylu jak dawniej. Skład rozszerzył się do sześciu osób, a bywało już, że graliśmy nawet w ośmiu plus wielu gości.

A publiczność? Teraz na wasze koncerty przychodzi chyba już drugie pokolenie?

Rzeczywiście. Jest dużo młodych ludzi, którzy prawdopodobnie znają Elektryczne Gitary dzięki zainteresowaniu swoich rodziców i muzyce, którą słyszeli w domu. Może właśnie to sprawia, że jesteśmy rozpoznawalni przez młodsze pokolenie.

Które momenty dla Elektrycznych Gitar były przełomowe, najważniejsze?

Kuba Sienkiewicz nie tylko gra i śpiewa. Jest także praktykującym neurologiem, specjalistą od choroby Parkinsona.
Karolina Misztal Kuba Sienkiewicz nie tylko gra i śpiewa. Jest także praktykującym neurologiem, specjalistą od choroby Parkinsona.

Ważnym momentem było ukazanie się pierwszej płyty kompaktowej. To była „Wielka radość”. Wcześniej ten materiał ukazał się na kasetach magnetofonowych. Wtedy jeszcze w rozgłośniach radiowych funkcjonowały tak zwane radiówki, czyli krótkie taśmy szpulowe służące jako single. I dlatego moment, w którym pojawiła się płyta kompaktowa, ze względu na łatwość emisji, spowodował, że nasze nagrania dotarły bardzo szeroko. Z dnia na dzień na koncerty zaczęło przychodzić dziesięć razy tyle publiczności. Odczuliśmy to jako nagły skok. Wydaje mi się też, że później każdy nasz kolejny come back był jakimś przełomem. Popularność zespołu Elektryczne Gitary wahała się jak sinusoida. Po pierwszych dwóch płytach nastąpiła zapaść. Wydaliśmy co prawda „Huśtawki” i „Chałtury”, ale one nie trafiły w gusty publiczności. Natomiast płyta „Na krzywy ryj”, którą promowała piosenka „Co ty tutaj robisz?”, spowodowała wyraźny powrót popularności. Nawet większej niż przy pierwszych płytach. Rok później był film Juliusza Machulskiego „Kiler” i potem „Kilerów 2-óch” - z naszymi piosenkami i muzyką ilustracyjną. To też był wielki skok. Podobnych sukcesów zespołowi nie udało się już powtórzyć. Tylko lekkie zainteresowanie wzbudziły: płyta z muzyką do filmu „Kariera Nikosia Dyzmy”, płyta „Nic mnie nie rusza” z piosenką do filmu „Sztos 2” i programy historyczne „Czasowniki” i „Historia”. Te ostatnie reemituje już po raz kolejny TVP Historia w postaci cyklu „Z piosenką przez historię”. Minęły już 4 lata od płyty „Czasowniki” i Elektryczne Gitary pojawiają się z płytą „2020”.

2020 to zarazem specyficzna data. Pilotuje ten album utwór „Podróżnicze sny”.

Warto przypomnieć, że jeszcze w listopadzie ubiegłego roku pojawił się singiel „Najwyższa pora”. To piosenka o tematyce ekologicznej, zaangażowana na rzecz odrodzenia Ziemi i przyrody. Idealnie trafiła ona w obecny czas, ponieważ na na skutek lock downu obserwujemy, jak natura się regeneruje. Potem był jeszcze singiel „Ósmy trzeci”, ale to piosenka okolicznościowa na Dzień Kobiet. Tak naprawdę teraz zależy nam na promocji „Podróżniczych snów”. Tytuł też pasuje do czasów, które właśnie przeżywamy, bo o podróżach możemy sobie tylko pomarzyć. Wybraliśmy dla płyty promocję opartą na piosence miłej, przyjemnej, neutralnej i niezaangażowanej, w odróżnieniu od innych utworów, które odnoszą się do konkretnych spraw. Ta po prostu ma umilać czas.

Lubisz podróżować?

Nie bardzo. Mam dużo podróży służbowych. I to mi wystarcza. Lubię krótkie podróże, tak, aby się nie zmęczyć.

Wspomnieliśmy przed chwilą o dwóch płytach historycznych. Czy historia jest twoją pasją?

Kuba Sienkiewicz nie tylko gra i śpiewa. Jest także praktykującym neurologiem, specjalistą od choroby Parkinsona.
Anna Arent Kuba Sienkiewicz nie tylko gra i śpiewa. Jest także praktykującym neurologiem, specjalistą od choroby Parkinsona.

Interesuję się historią amatorsko. Wykorzystuję ją przy pisaniu piosenek. Wielu śpiewających autorów to robiło. Najbardziej znany w tej dziedzinie jest dorobek Jacka Kaczmarskiego. Bardzo inspirujące jest dla mnie czasopismo KARTA oraz audycje radiowe w PR2 „Zapiski ze współczesności”. W okresie PRL w moim środowisku była silna potrzeba poznawania prawdziwej historii, poza cenzurą, w drugim obiegu, bez propagandowej deformacji. W szkole nie radziłem sobie dobrze z tym przedmiotem, ale w kolejnych latach pasja narastała. Zapewne to zasługa mojej nauczycielki Anny Radziwiłł, która kładła nacisk na dobre źródła.

Wielu ludzi jest na kwarantannach i wielu pracuje zdalnie. Jak ta sytuacja wpływa na ciebie i na zespół? Koncertów przecież nie macie.

Z zespołem się nie kontaktuję, nie wiem, co robią koledzy. W mojej pracy lekarskiej większość konsultacji wykonuję telefonicznie albo przez połączenie wideo. Do szpitala chodzę do części ambulatoryjnej tam, gdzie pacjenci nie są wpuszczani. Wystawiam e-recepty. Wizyt domowych mam wyraźnie mniej. Niektórzy pacjenci przewlekle chorzy i ich rodziny jednak nie boją się doktora ze Szpitala Bródnowskiego. Dzięki temu wychodzę z domu. Może to i dobre dla psychiki. Jako piosenkarz natomiast nie mam koncertów przed widownią. To jest trochę szok dla organizmu. Piosenkarz bez występów jest jak ryba bez wody. Czekam na dobry moment do organizacji dobrze przygotowanego koncertu on-line. Wieszam piosenki w Internecie, promuję nowe single Elektrycznych Gitar. Wyobrażam sobie, że transmisje internetowe mogą stać się popularne również po epidemii, bo pozwalają ominąć wiele kosztów, a pieniędzy na kulturę długo nie będzie.

Jesteś muzykiem i praktykującym lekarzem neurologiem. Specjalizujesz się w leczeniu choroby Parkinsona. Obroniłeś doktorat. Jak dzielisz czas pomiędzy bycie artystą a bycie lekarzem?

Na muzykę przeznaczam 100 procent czasu, a na bycie lekarzem 90 procent. Razem to wychodzi około 190 procent.

Zaglądając na waszą stronę internetową, można zauważyć, że już pod koniec maja planujecie koncerty Elektrycznych Gitar. Czy one się odbędą?

Niestety, nie będzie żadnych koncertów. Dziś trzeba żyć chwilą bieżącą i reagować na zmieniającą się dynamicznie rzeczywistość. Jak będzie naprawdę ciężko, zgłoszę się do wojska. Do służby granicznej, bo tam można zachować zalecaną odległość pomiędzy żołnierzami.

Wspomniałeś, że przygotowujesz swoje nowe programy. Jak wygląda twoja działalność solowa?

W ostatnich latach większość koncertów stanowiły właśnie moje występy solowe. Poznałem wielu młodych muzyków. Utworzyłem Kwartet Jurajski z muzykami z Myszkowa koło Częstochowy. Współpracuję z akordeonistą Łukaszem Dąbrowskim i pianistą Markiem Stefankiewiczem. Występuję na różnych scenach literacko- muzycznych. Sądzę, że po obecnej płycie Elektrycznych Gitar nagranej w stylu elektro-pop zaplanuję wręcz przeciwną estetykę - program akustyczny, o surowym, ascetycznym brzmieniu.

A czy możemy spodziewać się jakiejś nowej ścieżki dźwiękowej z twoją muzyką?

W 2017 i 2018 r. nagrywałem piosenki do eksperymentalnych filmów Piotra Matwiejczyka. Natomiast tuż przed epidemią dostałem zamówienie od reżysera Marka Brodzkiego, napisania piosenek do cyklu filmów dokumentalnych poświęconych obrazom skradzionym z Polski w czasie II wojny światowej. Piosenki powstały, ale trafiły do „poczekalni”.

W takim razie, jakie są twe inne, dalsze plany?

Jak już wspomniałem, spokojnie przygotowuję się do koncertu transmitowanego w Internecie. Opracowuję nowe wersje swoich piosenek. Chciałbym stworzyć program różniący się od tego, co publiczność zna z moich recitali. Łączę kompozycje w dłuższe formy. Ale nie śpieszę się. Trzeba rozłożyć siły na dłuższy czas.

---------------------------

Zainteresował Cię ten artykuł? Szukasz więcej tego typu treści? Chcesz przeczytać więcej artykułów z najnowszego wydania Głosu Wielkopolskiego Plus?

Wejdź na: Najnowsze materiały w serwisie Głos Wielkopolski Plus

Znajdziesz w nim artykuły z Poznania i Wielkopolski, a także Polski i świata oraz teksty magazynowe.

Przeczytasz również wywiady z ludźmi polityki, kultury i sportu, felietony oraz reportaże.

Pozostało jeszcze 0% treści.

Jeżeli chcesz przeczytać ten artykuł, wykup dostęp.

Zaloguj się, by czytać artykuł w całości
  • Prenumerata cyfrowa

    Czytaj ten i wszystkie artykuły w ramach prenumeraty już od 2,46 zł dziennie.

    już od
    2,46
    /dzień
Marek Zaradniak

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gloswielkopolski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.