Kręcę mastershota, czyli o trudach (i nudach) aktorstwa

Czytaj dalej
Fot. Andrzej Banas / Polskapresse
Tadeusz Płatek

Kręcę mastershota, czyli o trudach (i nudach) aktorstwa

Tadeusz Płatek

Aktor filmowy to nie jest fajny zawód. Znajomi, którzy go wykonują, mówią, że jedyne, co daje im energię do przetrwania to BAROBUS, czyli stary autobus w którym jest bar/stołówka. Tak się jednak złożyło, że w przypadku mojego filmu barobusa nie było.

To co na ekranie wydaje się spektakularne, na planie filmowym jest dojmująco nudne i polega głównie na czekaniu. Przez pierwszą godzinę wszystkich interesuje, na co konkretnie, i są to zwykle: baterie, mikrofony, zadumy reżysera, który się wreszcie budzi i krzyczy „akcja”.

Ale nie ma żadnej akcji, bo wtedy ktoś mówi „chwileczkę!”. Potem już wszyscy przestają szeptać i pytać, skąd ta „chwileczka”, potem nawet nie wzdychają z rezygnacją - tylko popadają w stan kontrolowanej apatii, z której podrywają się na hasło „akcja” zupełnie jak małe roboty.

Mastershot to jest szczególna forma filmowa, polegająca na tym, że scenę kręci się z jednego ujęcia i jeżeli COKOLWIEK w ciągu kilkuminutowego TEJKA pójdzie nie tak, to trzeba wszystko zaczynać od początku.

Pozostało jeszcze 62% treści.

Jeżeli chcesz przeczytać ten artykuł, wykup dostęp.

Zaloguj się, by czytać artykuł w całości
  • Prenumerata cyfrowa

    Czytaj ten i wszystkie artykuły w ramach prenumeraty już od 2,46 zł dziennie.

    już od
    2,46
    /dzień
Tadeusz Płatek

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gloswielkopolski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.