Henryk Głębocki

Krakowski Oddział IPN i „DZIENNIK POLSKI” PRZYPOMINAJĄ. „Koło historii wstrzymane na chwilę” - polsko-sowiecki pakt o nieagresji

Stanisław Patek na Dworcu Głównym w Warszawie przed wyjazdem do Moskwy na negocjacje paktu. Fot. nac Stanisław Patek na Dworcu Głównym w Warszawie przed wyjazdem do Moskwy na negocjacje paktu.
Henryk Głębocki

90 lat temu, 25 lipca 1932 r., w Moskwie podpisano polsko-sowiecki pakt o nieagresji. Wyrażał on pokojowe intencje odrodzonej Rzeczypospolitej.

Wzmacniał międzynarodową pozycję Polski w Europie Środkowo-Wschodniej, szczególnie wobec Niemiec oraz normalizował stosunki ze Związkiem Sowieckim. Niestety, nie na długo…

Latami będzie chodzić w Belwederze. / Piłsudski nigdy nie uwierzy w trwałość. / I będzie mruczeć: „Oni nas napadną”. / Kto? I pokaże na zachód, na wschód. / „Koło historii wstrzymałem na chwilę”

– ten fragment „Traktatu Poetyckiego” Czesława Miłosza z 1957 r. trafnie oddaje najważniejszy dylemat, który stał przed Rzeczpospolitą - jak zachować niepodległość między dwiema potęgami o tradycjach imperialnych, które wyszły z I wojny światowej pokonane i żądne odwetu. Rosja i Niemcy, pomimo dzielących je ideologii, wciąż powracały do wspólnoty geopolitycznych interesów. Współpracowały ze sobą jawnie - ekonomicznie, i tajnie - militarnie, obchodząc zapisy traktatu wersalskiego, począwszy od porozumienia z Rapallo z 1922r. Na drodze współpracy stała odrodzona Polska.

Stalin szuka pieriedyszki

II Rzeczpospolita pozostawała jednym z głównych wrogów z perspektywy bolszewików. ZSRS czuł się szczególnie zagrożony polskim prometeizmem, ideą wspierania dążeń niepodległościowych narodów na wieloetnicznych peryferiach. Powrót do władzy Piłsudskiego w 1926 r. kojarzony był z perspektywy Moskwy z tymi właśnie ideami. To poczucie zagrożenia wynikało także z kolejnego kryzysu, który na przełomie lat 20./30. przechodziła utopia komunistyczna. W walce o władzę w elitach sowieckich zwyciężył Stalin. Idee „permanentnej rewolucji” zastąpiła teraz strategia „budowania socjalizmu w jednym kraju”. Rozpoczęła się „stalinowska rewolucja” - próba „wielkiego skoku” w oparciu o własne środki. Jego głównymi etapami miała być budowa przemysłu ciężkiego, nastawionego w praktyce na przygotowanie do przyszłej wojny, poprzedzona kolektywizacją wsi. Przejęcie kontroli nad ziemią miało dostarczyć bezpłatnej żywności i armii tanich robotników o statusie niewolników. Chodziło o stworzenie potencjału, który pozwoliłby powrócić do ekspansji. Aby zrealizować program stalinowskiej modernizacji w oparciu o własne zasoby, nie wystarczyło jednak zapłacić cenę niewyobrażalnych ofiar ludzkich. Potrzebne były do tego także zagraniczne technologie, specjaliści i kapitał.

Do poszukiwania chwilowej pieriedyszki w relacjach z zachodnimi mocarstwami skłaniały też Stalina dotkliwe porażki w polityce zagranicznej. Szczególnie fatalny okazał się rok 1927 r. Na Zachodzie, w Wielkiej Brytanii, sowiecka strategia niejawnej ingerencji w życie polityczne doprowadziła do zerwania stosunków. Z kolei na wschodzie, w Chinach, przez które usiłowano przerzucić płomień globalnej rewolucji, próba zinfiltrowania Kuomintangu i przejęcia władzy skończyła się w 1927 r. krwawą rozprawą z komunistami przeprowadzoną przez Czang Kaj-szeka. Stalin te porażki wykorzystał do rozprawy z opozycją partyjną.

ZSRS znalazł się nie tylko w międzynarodowej izolacji, ale objęty został też chaosem wewnątrz, na skutek rozpoczętej wielkiej kolektywizacji i industrializacji w ramach pierwszej pięciolatki (1928-1932). Odpowiedzią na te niepowodzenia stała się „pokojowa ofensywa” sowieckiej dyplomacji. Jej celem była stabilizacja na jakiś czas relacji dyplomatycznych, a apogeum stało się przyjęcie ZSRS do Ligi Narodów w 1934 r.

Tymczasem świat Zachodu pogrążał się w Wielkim Kryzysie lat 1929-1933. Sprzyjało to radykalizacji mas gotowych oddać władzę w ręce sił skrajnych - nie tylko w Niemczech. Usiłował to wykorzystać ZSRS, niszcząc konkurencję - socjalistów, nazywanych też „socjalfaszystami”, zgodnie z postanowieniami IX kongresu Międzynarodówki Komunistycznej z 1928 r.

Doszło też wtedy do pewnego ochłodzenia w relacjach z Berlinem, bez zerwania jednak współpracy. Był to m.in. skutek zejścia ze sceny politycznej niemieckich partnerów Lenina i Trockiego, reprezentujących linię bliskiego sojuszu: w 1928 r. umarł Ulrich von Brockdorff-Rantzau, a w 1929 r. Gustav Stressemann. Wymieniony został też w 1930 r. kierownik sowieckiej dyplomacji na Maksyma Litwinowa, który stał się twarzą nowej pokojowej retoryki.

Do unormowania stosunków na Zachodzie skłaniała Moskwę także coraz trudniejsza sytuacja na Dalekim Wschodzie. Po porażce komunistów w Chinach, na początku lat 30. wzrastało zagrożenie ze strony Japonii, która w 1931 r. rozpoczęła podbój Mandżurii, przymierzając się do opanowania całych Chin. Konieczne było zapewnienie bezpieczeństwa na zachodniej flance imperium Stalina - w Europie.

Próba normalizacji

Tu z kolei Polska - filar systemu wersalskiego w Europie Środkowo-Wschodniej - musiała szukać gwarancji w postaci porozumień bilateralnych dla wzmocnienia swej suwerenności. Wynikało to ze słabnącego zaufania do polityki głównego partnera - Francji. Chodziło także o osłabienie sojuszu Rosji i Niemiec. Choć już wcześniej podejmowano ze strony Moskwy sondażowe próby zbliżenia, to relacje polsko-sowieckie skomplikowało zabicie przez rosyjskiego emigranta sowieckiego ambasadora Piotra Wojkowa w Warszawie w 1927 r.

Szansą stabilizacji stała się inicjatywa tzw. Paktu Brianda-Kelloga z 1928 r. o wyrzeczeniu się wojny jako sposobu regulowania problemów międzynarodowych. Polsce zależało na tym, by objąć tym porozumieniem swych najbliższych sąsiadów. Dlatego w 1929 r. udało się, wspólnie Estonią, Łotwą i Rumunią, podpisać z ZSRS tzw. Protokół Litwinowa, który pozwalał natychmiast wprowadzić postanowienia paktu Brianda-Kello-ga, jeszcze przed jego oficjalną ratyfikacją. Stało się to wstępem do prób normalizacji stosunków polsko-sowieckich, czego tak potrzebowały obie strony.

Do bilateralnego porozumienia skłaniało szczególnie narastanie rewizjonizmu w Niemczech, brak zaufania do Francji i obawa, że na wypadek wojny z Sowietami Polska pozostanie osamotniona. Dlatego Piłsudski w końcu 1931 r. zlecił sondowanie możliwości uregulowania stosunków z ZSRS. Efektem zabiegów dyplomatów stało się podpisanie w Moskwie polsko-sowieckiego paktu o nieagresji 25 lipca 1932 r. przez posła Stanisława Patka i zastępcę ludowego komisarza spraw zagranicznych Nikołaja Kriestinskiego.

Pakt ten nawiązywał w swej treści do Protokołu Litwinowa, tj. wyrzeczenia się wojny jako „narzędzia polityki narodowej w ich wzajemnych stosunkach”. Zobowiązano się również wzajemnie do powstrzymywania się od wszelkich form agresji i napaści, także w sojuszu z innymi mocarstwami. Obie strony wyrzekały się udziału we wszelkich wrogich porozumieniach wobec uczestnika paktu i wzajemnie zapewniały się, iż nie biorą w nich udziału w momencie podpisania dokumentu. W wypadku agresji ze strony państw trzecich, druga strona miała nie udzielać pomocy agresorowi. Gdyby z kolei doszło do ataku jednego z sygnatariuszy na inne państwo, drugi uczestnik paktu miał prawo wymówić traktat bez uprzedzenia.

Polityka równowagi

Pakt opiewający na trzy lata, został przedłużony o kolejne dwa, a w 1934 r. prolongowano jego działanie aż do 31 grudnia 1945 r. Elementarna wiedza o przebiegu II wojny światowej wystarczy, by uświadomić sobie, że wszystkie zapewnienia zawarte w pakcie o nieagresji z 1932 r. oraz w szeregu innych porozumień ZSRS z jego sąsiadami zostały przez kolejne sowieckie agresje złamane siedem lat później. Wtedy jednak, w okresie wielkiego kryzysu i wciąż trwającej odbudowy suwerenności Polski, na początku lat 30., porozumienie to znacznie wzmacniało sytuację II Rzeczypospolitej w regionie, a także wobec wielkich mocarstw. Negocjacje z Polską i jej nacisk, by Sowieci podpisali podobne porozumienia z innymi sąsiadami, zaowocowały dwustronnymi paktami o nieagresji zawartymi przez ZSRS z Finlandią, Łotwą, Turcją i Estonią w 1932 r.

Zasada, której w swej polityce zagranicznej usiłował się trzymać Piłsudski, by odrodzona Polska miała lepsze bilateralne stosunki ze swoimi sąsiadami niż oni między sobą, prowadziła do działań dyplomatycznych, których efektem stała się kontynuowana po śmierci Marszałka przez ministra spraw zagranicznych Józefa Becka tzw. polityka równowagi, zachowania równych odległości Warszawy od Berlina i Moskwy. Gdy po sondażach Piłsudskiego okazało się, że Zachód nie jest gotów odsunąć od władzy Hitlera, zaczynającego dopiero swoją drogę do próby zapanowania nad światem, pakt o nieagresji z ZSRS uzupełniło podpisanie podobnego porozumienia z Niemcami 26 stycznia 1934 r. Zostało to wrogo odebrane przez Moskwę, która już wtedy oskarżyła Warszawę o antysowiecki sojusz z Berlinem.

Cenę za pogorszenie stosunków natychmiast musieli zapłacić Polacy w ZSRS, na tzw. „dalszych Kresach”, skąd zaczęły się deportacje w głąb Związku Sowieckiego. Wkrótce Polacy stali się w oczach Stalina zbiorowym „obcym agentem”, podejrzanym o sprzyjanie II Rzeczpospolitej. Apogeum prześladowań przypadło na lata 1937-38 i ludobójczą „operację polską” NKWD. Wbrew faktom, ZSRS, który kontynuował tajną współpracę wojskową z Niemcami, zerwaną dopiero przez Hitlera jesienią 1933 r., teraz, od 1934 r. szeroko propagował wracającą aż do dzisiaj propagandową legendę o rzekomym tajnym „pakcie Piłsudski-Hitler”, skierowanym przeciwko ZSRS. Tymczasem sam Piłsudski w odróżnieniu od polityków Zachodu, nie miał złudzeń co do Hitlera, podobnie zresztą jak co do agresywnych celów przywódców ZSRS.

Henryk Głębocki

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gloswielkopolski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.