Małgorzata Oberlan

Kobieta za ladą. Zawód wysokiego ryzyka. Ataków na ekspedientki przybywa!

W sklepach takich jak na zdjęciu najczęściej dochodzi do napaści na ekspedientki. Fot. shutterstock/zdjęcie ilustracyjne W sklepach takich jak na zdjęciu najczęściej dochodzi do napaści na ekspedientki.
Małgorzata Oberlan

Za co przyjmują ciosy ekspedientki? Za zwrócenie uwagi klientowi na brak maseczki, za odmowę sprzedaży alkoholu, za zamknięcie sklepu nocą albo zupełnie bez powodu... Kobieta za ladą w Polsce staje się kobietą do bicia. Szczególnie narażone na ataki są sprzedawczynie w Żabkach i innych małych sklepach bez ochrony. A biją nie tylko mężczyźni.

Małe sklepy bez ochroniarzy, czynne nawet do nocy, sprzedające alkohol – praca w takich miejscach staje się naprawdę niebezpieczna dla kobiet. Znakiem czasów pandemii stały się ataki na ekspedientki, które śmią zwrócić uwagę klientowi na brak maseczki. Kobiety zza lady przyjmują jednak dziś ciosy także z innych powodów. Są łatwym celem dla agresorów, bo często na posterunku (czytaj: do późnego wieczora) zostają same lub we dwie.

Toruń, starówka, wieczór. „Kiciun” wpada wymierzyć sprawiedliwość

Piątek, 10 września, po godzinie 19.00. W jednej z Żabek na starówce w Toruniu na posterunku jest pani Monika. To niska, filigranowa blondynka. Mimo młodego wieku ma już doświadczenie w pracy. Umie sobie radzić z trudnymi klientami, jest odporna na stres. Jest lubiana przez klientów, bo – co by się nie działo – zawsze stara się mieć uśmiech na twarzy.

Nagle do sklepu wkracza postawny, 39-letni mężczyzna. Towarzyszy mu starszy kompan. Kolejni zostają przed wejściem. Jak się później okaże, Krzysztof K. pseudonim „Kiciun” wpada tutaj, by „wymierzyć sprawiedliwość”. Pracować tu miała kilka-kilkanaście dni jego dobra znajoma i rzekomo nie dostać zapłaty.

Poszukiwany od wielu miesięcy listem gończym „Kiciun”" najpierw oczyszcza teren sklepu (wyprasza klienta), potem sprawdza na zapleczu, czy jest kierownik, a następnie brutalnie uderza panią Monikę w twarz. Do tego jej grozi. Wszystko to rejestruje sklepowy monitoring. Gdy pani Monika dziś pokazuje nam to nagranie, cała drży i nie może powstrzymać łez.

Mija kolejny tydzień, a ona wciąż jest strzępkiem nerwów. Nie może spać, jeść. – Ciągle się boję – mówi torunianka.

„Kiciun” był poszukiwany do odbycia kary więzienia za groźby karalne w przeszłości. Jak widać, zastraszanie ludzi nie jest mu obce. 15 września policja zatrzymała go w mieszkaniu na toruńskiej starówce i od razu przetransportowała do zakładu karnego. Prokuratura Rejonowa Toruń Centrum Zachód przekazuje, że mężczyzna usłyszał zarzut grożenia śmiercią i utratą zdrowia ekspedientce.

Dlaczego pani Monika nadal jest pełna lęku? Bo przecież „Kiciun” nie działał sam. Ona została w pracy na starówce, a oni to też „ludzie z miasta”. Nie jest Pierwszą Damą, by ktoś z tej okazji organizował jej całodobową obstawę...

Bydgoszcz, osiedle Kapuściska. Cios w twarz i utrata świadomości

Początek sierpnia 2020 roku, sklep osiedlowy przy ulicy Baczyńskiego na bydgoskich Kapuściskach. Jest tuż po godzinie 14.00. Na posterunku stoi pani Julia, 23-latka.

Starszy o dwadzieścia lat mężczyzna wkracza do sklepu dwa razy. Bardzo chce mu się piwa. Ponieważ jednak jest bez maseczki, pani Julia zwraca mu uwagę i informuje, że nie obsłuży. Sypią się wyzwiska i groźby. Klient wychodzi, ale za chwilę wraca. Tym razem próba wyciagnięcia sobie piwa z lodówki kończy się jednak dramatem. Nie jego – ekspedientki. Oponująca kobieta dostaje tak silny cios pięścią w twarz, że traci przytomność.

Pomoc wzywa inny klient sklepu. Pani Julia trafia do szpitala. – Miałam rozcięte pół wargi, konieczne było szycie. Krew miałam na całej buzi – powie później reporterowi Polsat News pobita ekspedientka. Dodając, że ma założonych kilka szwów, bo rana była szarpana...

Pobiciem zajęli się kryminalni z bydgoskich Wyżyn. Szybko zabezpieczyli monitoring i wytypowali sprawcę. Okazał się nim mieszkaniec bydgoskich Kapuścisk. Zatrzymany trafił do policyjnego aresztu. Usłyszał zarzut uszkodzenia ciała, za co grozi do 2 lat pozbawienia wolności, a także gróźb karalnych.

Szczecin, sklep Żabka. Najpierw nękanie, potem pobicie

Szczecin, poniedziałek 26 kwietnia 2021 roku, sklep Żabka. Tutaj na posterunku stoi pani Swietłana, Ukrainka. Przynajmniej od lutego jest nachodzona, wyzywana i psychicznie dręczona przez 26-letnią klientkę. Zaczęło się od tego, że odmówiła jej sprzedaży alkoholu. Młoda kobieta zaczęła się mścić. Tamtego kwietniowego dnia dochodzi jednak do kulminacji agresji...

Agresorka wkracza do sklepu, wyzywa, bije rękoma i kopie. Jak ustali później Prokuratura Rejonowa Szczecin-Zachód, agresja klientki miała podłoże nienawiści na tle narodowościowym. Na takie wskazywał też skierowany latem br. akt oskarżenia do sądu. 26-letnia Polka oskarżona została o psychiczne znęcanie się nad panią Swietłaną, publiczne znieważanie, grożenie i przemoc fizyczną.

Dodajmy, że tuż po zajściu agresywna 26-latka została zatrzymana i usłyszała zarzuty. Na wniosek prokuratora trafiła do aresztu. Jak się okazało, była już wcześniej karana.

Radom, sklep Żabka. To już nie pobicie – to usiłowanie zabójstwa

Wydarzenia z Radomia należą do jednych z najdrastyczniejszych w kategorii sklepowych ataków. Głośno było o nich w całym kraju, bo porażała i brutalność sprawców, i późniejsze perypetie z ujęciem jednego z nich. Macieja K. zatrzymali dopiero po kilku miesiącach francuscy policjanci. Przypomnijmy, co się wydarzyło.

To była niedziela, 13 września 2020 roku, sklep Żabka przy ulicy Chrobrego w Radomiu. Około godziny 20.30, podczas zamykania sklepu, do środka wszedł mężczyzna i chciał kupić papierosy. Ekspedientka odmówiła, bo kasa była już nieczynna. Wtedy klient zaczął być agresywny i uszkodził drzwi wejściowe do sklepu. Gdy 50-letnia właścicielka wyszła ze sklepu, aby powstrzymać agresora, została zaatakowana. W obronie kobiety stanął jej 19-letni syn i jego kolega, ale i oni padli ofiarą furiata. Jak się okazało, nie działał sam.

Kobieta trafiła do szpitala z poważnymi obrażeniami głowy. Kryminalni natomiast zabrali się do pracy. Po kilku dniach zatrzymali dwóch z trzech sprawców. Postawiono im zarzuty udziału w pobiciu. Jednak główny sprawca – wspomniany Maciej K. – pozostawał na wolności przez osiem miesięcy. Ukrywał się dość skutecznie. Dopiero w maju br. został aresztowany przez francuskich policjantów w trakcie przekraczania granicy francusko-hiszpańskiej.

W sierpniu tego roku prokuratura skierowała przeciwko Maciejowi K. akt oskarżenia do sądu. 38-latek został oskarżony o cztery przestępstwa, w tym m.in. usiłowanie zabójstwa ekspedientki sklepu, za co formalnie grozi mu nawet kara dożywotniego więzienia.

O czym mówią kobiety zza lady? „Pandemia ludziom pomieszała w głowach”

Panie Iwona i Dorota pracują w sklepach na toruńskiej starówce od ponad dziesięciu lat. U nich również nie ma ochrony. Nie dziwi ich to, bo stoją za ladą w małych placówkach handlowych.

– Jak się sprzedaje pieczywo, słodycze, papierosy i alkohol (po to do nas głównie przychodzą klienci), do późnego wieczora, w piątek, świątek i niedzielę, to człowiek wszystkiego się napatrzy – mówią ekspedientki. I podkreślają, że lata takiej pracy dają doświadczenie. Wiedzą, jak sobie radzić z agresją klientów. A przynajmniej – wiedziały...

– Pandemia pomieszała niektórym ludziom w głowach – mówi pani Iwona. – Wyzwiska, groźby i kradzieże mamy teraz ze strony klientów i klientek, po których wcześniej byśmy się tego nie spodziewały. A sprzedawca to jest teraz taki ktoś na pierwszej linii frontu. Jak się chcesz gdzieś wyładować, to zawsze możesz skoczyć do Żabki za rogiem i się wyładować. Jak masz dość noszenia maseczki, to wywrzeszczysz to sklepowej...

Sprzedawczynie zaznaczają, że do większości tak zwanych incydentów nie wzywają policji czy straży miejskiej. Zresztą bywają takie weekendy, że nie nadążyłyby z tym wzywaniem. Radzą sobie same. W Toruniu było jednak w minionym roku tyle niebezpiecznych sytuacji w sklepach (wieści szybko się roznoszą), że czują się zagrożone. – U nas jednak i tak nie jest najgorzej, bo jest obsada. Współczujemy kobietom, które do nocy w sklepach zostają same, albo we dwie – kończy pani Dorota.

PS Imiona ekspedientek zostały w tekście zmienione.

Małgorzata Oberlan

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gloswielkopolski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.