Kasia Moś w Finale Eurowizja 2017 Rodzice zachęcali, bym spełniała swoje marzenia KIM JEST KASIA MOŚ

Czytaj dalej
Fot. Dominika Cuda
Ola Szatan

Kasia Moś w Finale Eurowizja 2017 Rodzice zachęcali, bym spełniała swoje marzenia KIM JEST KASIA MOŚ

Ola Szatan

Kasia Moś dostała się do Finału Eurowizji 2017. Finalistka trzeciej edycji programu "Must Be The Music", córka Marka Mosia, dyrygenta słynnej Orkiestry Kameralnej AUKSO, pochodząca z Bytomia Kasia Moś muzykę ma w genach. Od lat zbiera doświadczenia sceniczne, zaś od października 2015 roku może pochwalić się pierwszą solowa płytą "Inspination", będącą połączeniem elektroniki i soulu z elementami popu. Kim jest Kasia Moś naprawdę?

Kim jest Kasia Moś?

Długo kazałaś czekać na pierwszą solową płytę „Inspination”. Po udziale w programie „Must Be The Music” potrzebowałaś czasu, by dojrzeć do stworzenia materiału?
Wiele czynników wpłynęło na długi okres oczekiwania na album. Po programie „Must Be The Music” pracowałam z zupełnie innym producentem, naszą płytę miała wydać inna wytwórnia. Niestety nie dogadaliśmy się. Chwilę później mój brat Mateusz zaprezentował mi utwór, który napisał. Byłam zdziwiona, że pisze piosenki, tym bardziej takie fajne. Zdecydowałam, że będziemy razem pracować nad płytą, nawet jeśli zajmie to trochę więcej czasu. Chcieliśmy wszystko dopracować, tak aby każdy z utworów był na jak najwyższym poziomie - na nasze możliwości oczywiście - (śmiech). Tych piosenek nie jest za dużo, myślę jednak, że każdy z odbiorców znajdzie na tym albumie coś dla siebie.

CZYTAJ KONIECZNIE
KASIA MOŚ W FINALE EUROWIZJI 2017

Odczuwałaś presję po programie? Bo od uczestników programów typu „talent show” oczekuje się, że będą kuć żelazo póki gorące i szybko wydawać swoje materiały. Jak to było w twoim przypadku? Otoczenie naciskało na ciebie?
Nie zdawałam sobie sprawy, że tak trzeba (śmiech). Nikt mnie nie uświadamiał. Teraz z perspektywy czasu wiem, że pójście do takiego programu ma sens wtedy, gdy ma się gotowy materiał na płytę. Tak, by po programie szybko ją wydać. Wówczas ma to ręce i nogi. A ja po „Must Be The Music” nie zagrałam, ani jednego koncertu. Nie wiem czyja to była wina, mojego managementu, czy może inne czynniki wpłynęły na taki stan rzeczy. Ale faktem było, że siedziałam w domu, pełna goryczy. Wiedziałam, że wszyscy po programach tego typu mają swoje „5 minut” - grają koncerty. A ja nic. I to było dla mnie smutne, szczególnie, że komentarze po tym jak zaśpiewałam, były pozytywne. Można więc postawić tezę, iż wtedy kiepsko wykorzystałam swój czas.

Pamiętasz ten moment kiedy po raz pierwszy odkryłaś, że muzyka jest ci bliska? Co to była za sytuacja i jakie to były dźwięki?
Najprawdopodobniej było to jeszcze w brzuchu mamy. Jako dziewczynka fascynowałam się programem MTV, w którym wtedy prezentowane były teledyski. Marzyłam o śpiewaniu, nagrywaniu wideoklipów i tworzeniu piosenek - no i proszę, spełniło się!

Śpiewanie do dezodorantu było dla ciebie przyjemniejszą rzeczą niż zabawa lalkami?
Największą radość sprawiała mi inna zabawa. Razem z moją przyjaciółką bawiłyśmy się w stylistki. Beata odziedziczyła mnóstwo ubrań, gdy nasze mamy się spotykały, bracia grali w gry komputerowe, a my wymyślałyśmy przeróżne stylizacje, potem chodziłyśmy z pokoju do pokoju prezentując nasze przebrania.

ZOBACZ KONIECZNIE

Życie w artystycznej rodzinie pomaga w podjęciu decyzji co robić w dorosłym życiu? Dlaczego nie pociągała cię bardziej profesja twojej mamy, tylko bliżej ci było do zajęcia ojca?
Moja mama z wykształcenia jest muzykiem - altowiolistką. Gdy urodził się mój brat, zrezygnowała z pracy i poświęciła się rodzinie. Potem, pochłonęło ją malarstwo. Nigdy nie uczyła się rysunku, ma po prostu niezwykły talent. Jej obrazy są naprawdę genialne, perfekcyjnie przelewa swoje wizje na płótno. To prawdziwy dar. Bardzo chciałabym odziedziczyć ten talent ale niestety się nie udało.

Jaką rolę w odkrywaniu tej pasji pełnił twój brat Mateusz, z którym współpracowałaś na swojej płycie? Podrzucaliście sobie wzajemnie płyty z muzyką? Zarażaliście swoimi ulubionymi artystami?
Papugowałam mojego brata w wielu rzeczach: on poszedł do zerówki - to ja też, choć jestem dwa lata młodsza. On zaczął grać na skrzypcach - ja też wybrałam ten instrument itd... Od dziecka wiedzieliśmy, że chcemy być muzykami. Nie wyobrażaliśmy sobie innej drogi, nie znaliśmy innego życia, to właśnie robił nasz tata i my chcieliśmy być tacy jak on. Mateusz, bardzo lubił grać, a ja śpiewać - właśnie to sprawiało mi największą radość. Wracając do muzyki, nie musieliśmy sobie nic podrzucać. Rodzice kupowali nam kasetę magnetofonową wykonawcy, którego w danym momencie lubiliśmy i wspólnie przesłuchiwaliśmy utwór po utworze. Naszym pierwszym ulubionym artystą był Michael Jackson. Pamiętam jak Mateusz w spodniach przytrzymywanych przez szelki – a jako dziecko był bardzo szczupły - włączał Jacksona i naśladował jego ruchy, wydając przy tym wysoki charakterystyczny dla Michaela ton "Auu", zabawiał w ten sposób wszystkich gości. Matik od dziecka był artystą pełną gębą (śmiech).

Zawsze między tobą a Mateuszem było dobrze i kolorowo czy jednak wojny bratersko-siostrzane też miały miejsce?
Pewnie, parę razy dostałam od niego po głowie. Ja w ramach rekompensaty wykręcałam mu uszy.

Pamiętasz swój pierwszy występ?
Teatr Mały w Tychach, miałam wtedy szesnaście lat. Bardzo stresujące wydarzenie. Długo się do niego przygotowywałam. Wtedy poczułam, że scena to moje miejsce. Z czasem coraz swobodniej czułam się na estradzie. Im więcej się pokazujemy, tym potem jest łatwiej. Lubię również ten delikatny dreszczyk emocji, który zawsze pojawia się przed wejściem na scenę. Trema mnie nie paraliżuje, tylko mobilizuje do działania. Dodaje skrzydeł.

Obserwowałaś za kulisami występy taty z orkiestrą?
Pewnie, że tak. Jako dzieci chodziliśmy na koncerty Kwartetu Śląskiego w którym tata przez 25 lat grał na skrzypcach. Potem, tatko zamienił skrzypce na batutę. Przyszedł więc czas na koncerty Orkiestry AUKSO. W AUKSO grają naprawdę wspaniali ludzie, bardzo ich wszystkich lubię i szanuję.

Co rodzice powiedzieli kiedy zakomunikowałaś im, że chcesz śpiewać? Nie chcieli cię uchronić przed sceną?
Rodzice nigdy nas nie ograniczali. Motywowali i zachęcali, by spełniać swoje marzenia. Nie wskazywali czym według nich powinniśmy się zajmować . Dali nam swobodę w podejmowaniu decyzji. I ewentualne ponoszenie konsekwencji tych decyzji. Bogu dziękować, że zarówno ja jak i Mateusz robimy to co sprawia nam radość. Naprawdę, rodzice się nam udali (śmiech).

Jak trafiłaś do Stanów Zjednoczonych i nawiązałaś współpracę z zespołem The Pussycat Dolls?
Pojechałam odwiedzić moją przyjaciółkę. Wystąpiłam w Las Vegas w klubie karaoke. Przypadek zadecydował, że była tam również Emily, świetna tancerka współpracująca z Robin Antin, założycielką The Pussycat Dolls. Gdy zaśpiewałam, podeszła do mnie i poprosiła o przesłanie dema z paroma utworami. Miesiąc później poleciałam do Stanów, podpisując półroczny kontrakt managerski z Robin. I tak przez zrządzenie losu, stałam się na parę miesięcy wokalistką The Pussycat Dolls Burlesque Review.

A na ile w przygotowaniach do tej płyty pomogły ci doświadczenia muzyczne, które wcześniej zebrałaś? Z jednej strony była piosenka do filmu „Disco Robaczki”, z drugiej strony zaśpiewanie w musicalu „Król Lear”, po drodze współpraca z Grzechem Piotrowskich, grupą Bezimienni, Borysem Szycem... I można tak jeszcze wymieniać kolejne osoby. Te doświadczenia wpłynęły na to, jaką artystką dzisiaj jesteś?
Na pewno. Wszystkie koncerty, każdy projekt, czy współpraca z interesującym człowiekiem nas wzbogaca i kształtuje. Ciągle uczymy się czegoś nowego o sobie i o otaczającym nas świecie, co potem przekłada się na dźwięki i słowa jakie z siebie "wyrzucamy".

Twoja debiutancka płyta ma brzmienie, które mogłoby się spodobać poza granicami Polski. Gdyby padła taka propozycja, weszłabyś w to od razu?
Myślę, że tak. Zamierzam wysłać płytę do moich przyjaciół w Australii i do kilku osób, które w Stanach Zjednoczonych bardzo mi pomogły. Zobaczymy jak oni ocenią ten krążek.

Czy jest coś, czego żałujesz w swoim życiu?
Niczego nie żałuję, wszystko z czym się w życiu zetknęłam, co przeżyłam doprowadziło mnie do miejsca, w którym się znajduję. Każde doświadczenie dobre czy złe sprawiło, że jestem tym kim jestem, że w taki a nie inny sposób patrzę na otaczający nas świat.

Jakie miejsce w twoim życiu pełnią Tychy?
Dzieciństwo spędziłam w Bytomiu. Tychy "poznałam" przez AUKSO. Parę lat temu rodzice zdecydowali się na przeprowadzkę. Wybrali Paprocany, pokochaliśmy te tereny, bliskość jeziora, lasu, to istny raj dla naszych psów.

Piękna, dobrze się prezentuje, świetnie śpiewa... to wszystko pasuje do ciebie. Ale obok pochwał zdarzają się też bardziej złośliwe komentarze. Poczułaś już zawiść i zazdrość polskiego show-biznesu na własnej skórze?
Przeczytałam już wiele komentarzy, które bardzo mnie dotknęły. Często trzeba sobie powtarzać, że takie jest życie, jedni będą oceniać mnie i moje muzyczne poczynania pozytywnie, a drudzy wręcz przeciwnie.

***
Kasia Moś jest finalistką III edycji programu „Must Be The Music”. Występowała w zespole The Pussycat Dolls Burlesque Review u boku takich gwiazd jak Kelly Osbourne, Mya i Carmen Electra. Współpracowała m.in. z orkiestrą AUKSO przy nagraniu płyty Pawła Mykietyna „Pasja Świętego Marka”, Grzechem Piotrowskim, Borysem Szycem, grupą hip-hopową Bezimienni. Zagrała jedną z głównych partii w światowej prapremierze musicalu „Król Lear” Pawła Mykietyna, która odbyła się na Festiwalu Sacrum Profanum w Krakowie. Jej wokaliza do kompozycji Wojciecha Kilara trafiła do filmu Krzysztofa Zanussiego „Obce ciało”. Zaśpiewała również piosenki do filmu animowanego „Disco Robaczki”.

Ola Szatan

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gloswielkopolski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.