Jeżdżą po całym świecie w poszukiwaniu dobrych genów

Czytaj dalej
Fot. Adrian Wykrota
Marta Danielewicz

Jeżdżą po całym świecie w poszukiwaniu dobrych genów

Marta Danielewicz

Najpierw wydają setki, tysiące złotych by znaleźć tego idealnego reproduktora dla swojej suki. Następnie dbają, chronią, pielęgnują miesiącami. By w efekcie narodzone, zdrowe, odchowane szczeniaki wysłać dalej w świat - do Indii, Turcji, Francji. Tak pracują hodowcy.

Pracują dwadzieścia cztery godziny na dobę. I jak mówią - nie ma szans na przerwę, czy wakacje. Ktoś zawsze musi nakarmić, wyprowadzić, umyć, i jeszcze - pobawić się. Życie hodowcy zwierząt nie jest usłane różami. Zarywają noce, gdy zbliża się termin porodu. Pielęgnują, opiekują się, zawożą do weterynarza. Szukają idealnych partnerów. Sprowadzają przyszłych reproduktorów z zagranicy, zabierają na wystawy, trenują, szkolą. Jednak nie robiliby tego wszystkiego gdyby z pracy hodowcy nie było zysku, a przede wszystkim - gdyby nie było w tym pasji i miłości do zwierząt.

- W naszym życiu, od kiedy sięgam pamięcią to zawsze były zwierzęta. Zwłaszcza psy. Już jako dziecko znosiłam do domu jakieś pieski, kotki, chomiczki, rybki. Mąż z kolei opatrywał ptactwo, przynosił króliki i oczywiście psy. Od 1994 roku jesteśmy członkami Związku Kynologicznego w Polsce

- opowiada Małgorzata Osuch, hodowca z Puszczykowa.

Przeszło 20 lat temu wraz z mężem Przemysławem założyła hodowlę labradorów, którą zajmuje się do dzisiaj. - To już nie jest pasja, to już jest choroba - dopowiada jej mąż. To weterani jeśli chodzi o bycie hodowcą, zjedli na tym zęby.

Z kolei Joanna wraz z Marcinem stawiają pierwsze kroki w świecie hodowli. Mieszkają na jednym z poznańskich osiedli z trójką psiaków - samcem i dwoma suczkami. Jednak hodowla nie jest dla nich , jak sami podkreślają żadnym źródłem zarobku i raczej nie traktują jej jak biznesu. Niedawno odchowali swój pierwszy miot. Na razie nie planują powtórki. Swoje psiaki traktują jak dzieci. Są hodowcami i właścicielami polskich owczarków nizinnych.

- Muszę dać odpocząć mojej Spince. Dla suczki każdy poród też nie jest łatwą sprawą. Już nie wspomnę o tym, że i ja włosów natraciłam przez ten czas. Zwłaszcza, że Spinka miała trochę problemów poporodowych, trzeba było się nią opiekować

- mówi Joanna.

- W domowych pieleszach stworzyliśmy jej specjalny kącik. Przeznaczyliśmy na to cały pokój, w którym mogła wypoczywać. Z desek zbudowałem dla niej specjalne legowisko, gdzie mogła też ze spokojem przyjmować kroplówkę - dopowiada Marcin.

Pasja? Ja na to mówię „choroba”

Hodowla Kociokwik państwa Osuch z Puszczykowa powstała w 1994. Psy, wychowane pod okiem Małgorzaty i Przemysława podbijają serca swoich nowych właścicieli z Chin, Indonezji, Turcji, Francji, Węgier, Finlandii czy Norwegii. Ich siedemnastoletni syn pomaga w hodowli i ma swoje ukochane chihuahua.

Przemysław i Małgorzata Osuch profesjonalną hodowlą zajmują się od 20 lat. Mieszkają wraz z labradorami, pieskami chichuachua i Tofikiem - terrierem
Adrian Wykrota Małgorzata i Przemysław Osuch hodują labradory. - To już nie jest pasja, to już jest choroba - mówią zgodnie

Aktualnie w hodowli państwa Osuch znajduje się dwadzieścia psów. Te najmniejsze, najsłodsze, mające zaledwie kilka tygodni - to już szóste pokolenie labradorów, które zamieszkało w tym domu. Ale jak mówią właściciele drzewa genealogiczne psów z rodowodem sięgają kilkadziesiąt lat wstecz, a nawet do XIX wieku.

- Nim pomyśleliśmy o założeniu hodowli, mieliśmy różne psy, ale bez rodowodu. Potem trafił nam się jeden, właśnie z rodowodem. Daliśmy za niego... dwie kozy. To był owczarek kaukaski - opowiada Małgorzata. - Pierwszego labradora kupiliśmy natomiast w 1996 roku. Wtedy te psy nie były w ogóle modne w Polsce - dodaje Przemysław.

Labradory to, wbrew powszechnej opinii psy myśliwskie, nie kanapowe. Niejednokrotnie towarzyszyły Przemysławowi w trakcie polowań. - Labradory są łagodne i to prawda. One nie polują, tylko aportują, znoszą zwierzynę. Pomagają.

- Labradory nie mają w sobie agresji. Nasze psy wykorzystywane są do dogoterapii, są przewodnikami dla osób niewidomych, pracują też dla policji i straży pożarnej

. Współpracujemy także z Fundacją na rzecz Osób Niewidomych Labrador Pies Przewodnik - dodaje Małgorzata.

Czy gdy kupili pierwszego psa wiedzieli, że ich pasja przerodzi się w biznes?

- Pasja? Ja na to mówię choroba. Gdy kupowaliśmy pierwszego psa z hodowli z Finlandii, to kazano nam nagrać dom, jak mieszkamy. By w ogóle chciano z nami rozmawiać. Hodowcy musieli mieć pewność w jakich warunkach mieszkamy i czy są one odpowiednie- wspomina Przemysław.

- Najpierw nie myśleliśmy o tym, że hodowla będzie naszym stałym zajęciem i pracą na pełen etat. Nie mieliśmy hodowli, mieliśmy psy. Zajmowaliśmy się zawodowo innymi rzeczami.

Z biegiem czasu jakoś te psy nas otoczyły. Gdy mieliśmy suczkę i została pokryta to był jeden miot, potem kolejny. Prowadziliśmy w tym czasie też sklep zoologiczny w Poznaniu. Kiedy hodowla zaczęła się rozwijać to stwierdziliśmy, że nie można jednocześnie kilku srok za ogon ciągnąć i się temu oddaliśmy - opowiada Małgorzata.

- Czasami można się starać na różne sposoby. Skojarzyć ze sobą najlepszych przedstawicieli danego gatunku. A i tak natura lubi płatać figle. Nie ma pewności, że urodzi się piękny, mądry i zdrowy psiak. Może być tak, że jego rodzice byli przebadani na 50 różnych chorób, a on ma tę 51 - mówi Przemysław.

Suczka może raz do roku urodzić szczenięta. W dużych hodowlach rocznie jest kilka miotów a nawet kilkanaście. Nie jest to jednak liczba stała. - Hodowla psów nie jest przewidywalna. Nie da się nic konkretnie zaplanować. Ile szczeniaków będzie w miocie, ile będzie zdrowych, jak będą wyglądać, jaki będą miały charakter. Nie wiemy nawet ile ich sprzedamy, czy wszystkie, czy na przykład któregoś malca będzie trzeba przekazać do adopcji. Można oczywiście starać się przewidzieć, ale po latach doświadczenia, wiemy, że te przewidywania nie zawsze są takie jak rzeczywistość - dopowiada Małgorzata.

Kosztowna miłość
Nie jest to tani biznes. Chociaż miot szczeniaczków można sprzedać za kilka do kilkunastu tysięcy złotych, trzeba równie wiele na nie wydać. - Oczywiście można hodować zwierzęta, bez zwracania uwagi na rodowody, pochodzenie psów. My często decydujemy się na kosztowne krycia zagranicznymi psami. Nierzadko koszt krycia przekracza 1500 euro, nie wspominając o innych kosztach z tym związanych. Jeśli suczka zajdzie w ciążę - to dobrze. Ale gdy nam się nie poszczęści, to pieniędzy nikt nam nie odda - mówi Małgorzata.

Przemysław i Małgorzata Osuch profesjonalną hodowlą zajmują się od 20 lat. Mieszkają wraz z labradorami, pieskami chichuachua i Tofikiem - terrierem
Adrian Wykrota W profesjonalnych hodowlach szczeniakom z jednego miotu nadawane są imiona na tę samą literę alfabetu

Sprawa z rodowodem też nie jest taka prosta. By dzieci psa rodowodowego miały także rodowód, senior musi zyskać specjalne uprawnienia. Rodzice szczeniaków muszą przejść kwalifikacje hodowlaną poprzez badania, wystawy, na których muszą uzyskać odpowiednie noty. Trzy wystawy - dwie krajowe i jedna międzynarodowa to minimum, by chwalić się tym, ze mamy w domu reproduktora czy suczkę hodowlaną.

- Każda wystawa to niemały wydatek. Nie mówię tylko o wejściowym, które kosztuje około 120 złotych od psa, ale jeszcze koszty dojazdu i zadbania o psa. Nierzadko kosmetyki dla zwierząt są kilkakrotnie droższe niż dla ludzi. Litrowy szampon może kosztować około 80 -200 złotych. Do tego jeszcze wyżywienie. Worek dobrej karmy dla szczeniąt to wydatek ok. 200 złotych. A przecież jeszcze dorosłe psy. A jeszcze koszty utrzymania tych psiaków, które już nie są hodowlane (rozmnażać można psy do ósmego roku życia - przyp. Red. ) a żyją i trzeba je utrzymać, bo przecież nie wyrzucić na bruk - dodaje Małgorzata. - Oczywiście to nie jest tak, że nie można utrzymać się z hodowli, ale dobrze mieć alternatywne źródło dochodu. Jesteśmy przykładem na to, że hobby może stać się pracą. Ale ta pasja wymaga też wiele poświęceń.

Gzik, Gonito, Grajotko
Joanna czasem poświęca trzy godziny by rozczesać sierść swojego Fuksa.

- Przed wystawą wiadomo, że trzeba zadbać o psiaka. Zazwyczaj pielęgnuję je sama. Ale przed samą wystawą odwiedzam już psią kosmetyczkę. Osobiście preferuję jak najbardziej naturalny wygląd. Wystawa ma nie tylko pokazać je jako najładniejsze, ale ma także pokazać naszą relację z psem, jak się z nim dogadujemy, jak go wychowaliśmy - opowiada Joanna. Hodowczyni z Piątkowa jest już zaprawiona w boju. Nim pojawiała się na wystawach ze swoimi psami, pokazywała psy koleżanki.

- Pierwszego owczarka nizinnego kupiłam z pseudo hodowli. Nikt tam nie zwracał uwagi na to, jakie pies ma geny. Ja także nie miałam wtedy jeszcze świadomości istotności rodowodu.

Dopiero później, poszerzając swoją wiedzę kynologiczną, stwierdziłam, że to jednak ważne, by coś więcej wiedzieć o przodkach swojego psa. Od prawdziwej już hodowli kupiłam suczkę - Spinkę. Nie miałam w planach, by był to pies hodowlany. Dwa lata zajęło mi podjęcie tej decyzji - opowiada.

Przez ten czas szukała idealnej hodowli zagranicą, w której mogłaby sparować swoją suczkę z jakimś reproduktorem.

Schody to prawdziwe wyzwanie dla tych małych psiaków

Źródło: Cover Video / x-news

- Z racji mojego wykształcenia - jestem genetykiem roślin - dolać świeżej krwi, gdyż pula genetyczna PONów w Polsce jest zawężona. Takiego samca znalazłam w jednej z szwedzkich hodowli. Pierwszy miot to był tak zwany szczęśliwy traf. Urodziło nam się siedem szczeniaków. Sześć sprzedaliśmy, a siódmego... zatrzymaliśmy dla siebie - mówi Joanna.

W profesjonalnych hodowlach zwierzęta z jednego miotu muszą mieć imiona na tę samą literkę. W przypadku Asi i Marcina - ich szczeniaki nazwano słowami z poznańskiej gwary - Gzik, Gonito, Grajotko, Glubka, Gzub, Glanc i Gzika - wszystkie na literkę „G”.

Polskie owczarki nizinne, to rasa pierwotna. Są to psy pasterskie, jednak nie dla każdego.

Przemysław i Małgorzata Osuch profesjonalną hodowlą zajmują się od 20 lat. Mieszkają wraz z labradorami, pieskami chichuachua i Tofikiem - terrierem
Waldemar Wylegalski Lubią kanapowy styl życia i zdarza się, że miewają humorki

- Bywają uparte, ale są też mądre. Potrafią owinąć wokół palca swoich właścicieli. Każdy z naszych psiaków ma swoje za uszami. Może nie jest to jakaś topowa rasa, ale zyskują coraz większą popularność - opowiada.Joanna zajmuje się też działaniem na rzecz odzyskiwania polskich owczarków nizinnych ze schronisk.

- Te psy mają w takich miejscach tragiczne warunki. Dlatego też, wraz z przyjaciółmi, postanowiłam założyć w tym celu fundację - opowiada miłośniczka psów.

Nie idźmy za modą. Dobierajmy psa do swojego charakteru
Hodowle z prawdziwego zdarzenia rządzą się swoimi prawami. Oprócz nadawami imion na tę samą literę szczeniakom z jednego miotu, obowiązują też inne zasady, którymi hodowcy się kierują.

- Imiona oczywiście można nadawać różne, ważne by nie było to imię związane z kultem, religią, politykami czy filozofami - opowiada Iwona Giczela z Polskiego Związku Kynologicznego.

Psie pokazy piękności pokazują też jakie mody panują w psim świecie. Jakie rasy są teraz najbardziej pożądane.

- Oczywiście każdy ma psa, jakiego chce mieć. Wiadomo jednak, że ludzie decydują się też na te medialne rasy. Gdy popularni byli „Czterej pancerni”, wszyscy chcieli mieć Szarika, czyli owczarka niemieckiego, potem gdy do kin weszło „101 dalmatyńczyków” to dalmatyńczyki.

Od kilku lat wśród osób zwierzolubnych to właśnie labradory cieszą się niesłabnącą popularnością przez ich łagodny charakter. To idealne psy do pracy z dziećmi. Wiele osób decyduje się też na małe rasy, typu schiz tzu - opowiada Iwona.

Kynolog zwraca uwagę, że pójście za modą wcale nie jest dobre.

Ten uroczy szczeniak uwielbia się kąpać

Źródło: STORYFUL / x-news

- Nim zdecydujemy się mieć psa, musimy się czegoś o danej rasie dowiedzieć. Skoro prowadzimy aktywny tryb życia to nie kupujmy sobie mopsów, czy buldogów francuskich, które się często męczą a przez krótką przegrodę nosową, mają problemy z oddychaniem. To pieski, które nie lubią upałów a każda wystawa to dla nich męczarnia. Trzeba zdać sobie sprawę, że wybór czworonoga to wybór kolejnego członka rodziny - opowiada Iwona Giczela.

Hodowcy zwracają też uwagę, że ważne w odpowiednim poprowadzeniu psa jest jego wychowanie.

- Oczywiście wiele zależy od charakteru. Pies jednak przychodzi na świat, jak my - bez doświadczeń. Może na przykład być bojaźliwy, ale nie jest tak, że psy boją się innych zwierząt, albo jak to się utarło prowadzą wojny z kotami. Potrafią się razem chować, pić nawet z jednej miseczki - mówi Małgorzata Osuch.

- Niektórzy się śmieją, że właściciele upodabniają się do swoich psów. Uważam, że to komplement, bo to wskazuje na to, że mamy silną więź z naszym pupilem.

Jeśli pies jest dobrze traktowany to nam się odwdzięcza swoimi aktywnościami - łaszeniem się, przytulaniem, lizaniem - mówi Iwona Giczela.

Marta Danielewicz

Zajmuję się głównie tematyką z zakresu ochrony środowiska, śledzę także rozwój lokalnego biznesu. Tropię afery toksyczne, bacznie obserwuję zmiany w świadomości i prawie dotyczące ochrony środowiska. Z kolei w biznesie podziwiam nowe rozwiązania technologiczne, kibicuję małym i dużym firmom, stosującym się do zasad CSR, piszę o prawach pracownika, a także o tych, którzy o nie walczą.
Prywatnie mam szczęście być właścicielką psa, który został interwencyjnie odebrany z pseudohodowli, lubię dobrą kuchnię, niskobudżetowe podróże po świecie, a także filmy animowane.

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gloswielkopolski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.