Jej najbliżsi to sami aktorzy: mąż, siostra, a nawet córka

Czytaj dalej
Fot. media-press.tv
Paweł Gzyl

Jej najbliżsi to sami aktorzy: mąż, siostra, a nawet córka

Paweł Gzyl

Wychowała się na Śląsku w górniczej rodzinie. Dzięki mamie, która marzyła o aktorstwie, wybrała teatr, kino i telewizję. Jej przyszły partner mieszkał na sąsiednim osiedlu, ale poznała go dopiero w Warszawie. Dzisiaj często grają razem.

Prace nad nowym serialem TVP trwają w Krakowie już od początku wakacji. Niedawno ekipa realizowała zdjęcia w tutejszym szpitalu Żeromskiego. Wprawne oko gapia z pewnością wyłowiło wśród aktorów Aleksandrę Popławską. Bo to właśnie ona odtwarza jedną z głównych ról w „Mieście skarbów”.

- Jest to serial kryminalny z wątkiem skonfliktowanych sióstr w tle. O miłości, zbrodni, namiętności, seksie. A gdzieś w tle sztuka. Czyli o wszystkich ludzkich namiętnościach, tych dobrych i tych złych. Wszystko kręcimy w Krakowie, bo to miasto artystów. Jest więc doskonałym tłem na opowieść o sztuce i zbrodni. Odkrywamy to miejsce na nowo i wchodzimy w takie zakamarki, które są niedostępne dla turysty. Każdy odcinek opowiada o innym dziele sztuki, które ginie lub przyczynia się do zbrodni. Musieliśmy więc dowiedzieć się czegoś o każdym z takich dzieł sztuki. Bo są one autentyczne - zapowiada aktorka.

Kiedy przekraczam próg domu, to kompletnie wyłączam myślenie o sprawach zawodowych. Nie jest więc tak, że gdy pracuję nad jakąś sztuką, to się tym katuję non stop - Aleksandra Popławska

Tej jesieni będziemy oglądali Aleksandrę również w innym serialu. Oto bowiem już w połowie października premierę będzie miał drugi sezon „Watahy”. To sensacyjna opowieść o bieszczadzkich pogranicznikach - co oznacza, że aktorka otoczona będzie niemal wyłącznie twardymi facetami.

- Moja postać jest wyjęta z zupełnie innego świata niż mieszkańcy obszarów, w których toczy się śledztwo. Bardzo wierzy w to, co robi, ale za to kompletnie nie rozumie specyfiki Bieszczad. Zaczyna prowadzić dochodzenie ze z góry założoną tezą, uchodzi za kobietę wyniosłą i zimną, zawsze nienagannie ubraną. I do tego te szpiki - opowiada o swej bohaterce.

Nieszczęśliwie zakochana

Aleksandra Popławska jest starszą siostrą Magdaleny. I obie panie są aktorkami. Od początku bardzo się od siebie różniły - rodzice nie mieli więc problemu z odróżnieniem ich od siebie. Ola szybko stała się kobietą, miała kobiece kształty, chłopaki więc uganiały się za nią. Magda z kolei dojrzewała powoli.

- Fakt, byłam kochliwa: poza erotykami czytałam dużo powieści o miłości, przechodziłam fascynację twórczością sióstr Brontë, Virginii Woolf i Sylvii Plath. Chyba chciałam być jak te moje bohaterki: mocno i nieszczęśliwie zakochana. Magda długo była „kumpelką”, nie zauważała, że chłopcy się w niej kochają, była w tym zabawna - deklaruje Aleksandra w „Vivie”.

O aktorstwie marzyła niegdyś mama Oli i Magdy. Musiała jednak porzucić te plany, aby wychowywać córki. Została polonistką, ale prowadziła teatr integracyjny dla niepełnosprawnych dzieci.

Obie dziewczynki uczestniczyły siłą rzeczy w jej zajęciach - i chłonęły magię aktorstwa. Nic dziwnego, że Ola po maturze zdecydowała się zdawać do szkoły teatralnej w Krakowie. Długo zastanawiała się, czy wybrała właściwą drogę kariery - i te wątpliwości towarzyszą jej czasem do dzisiaj.

- Jestem lepszym obserwatorem niż mówcą. Może nie do końca trafiłam z zawodem? Chociaż bardzo go lubię, najbardziej wtedy, kiedy pracuję nad rolą. Ale kiedy trzeba pokazać się ludziom już nie jako „postać”, tylko prywatnie, czuję się niezręcznie, gubię się - wyznaje w „Grazii”.

Z dala od celebrytów

Najtrudniejszym momentem okazało się jednak dopiero wejście w aktorski świat po skończeniu szkoły. Aleksandra przyjechała do Warszawy - i nie mając żadnych znajomości, zaczęła chodzić od teatru do teatru, szukając etatu.

- Jeszcze kilka lat temu byłam tak nieśmiała, że utrudniało mi to pracę w zawodzie. Robiłam różne ćwiczenia, przede wszystkim na koncentrację na temacie, a nie na stresie, spisywałam tematy, na których muszę się skupić podczas rozmowy. Ale nadal wolałabym pytać, niż być pytana - uśmiecha się aktorka.

Żyć, nie umierać!

Mimo tych problemów Aleksandra dosyć szybko dostała etat - i to w samym Teatrze Rozmaitości, gdzie ściągnął ją ceniony reżyser - Grzegorz Jarzyna. Dostrzegł w niej talent do niekonwencjonalnych spektakli. I spotkanie z tym twórcą wywarło na aktorkę wielki wpływ. Do dziś występ w „Między nami dobrze jest” uważa za jedną z najważniejszych ról w całej swojej karierze.

Choć to właśnie teatr był i jest dla niej najważniejszy, nie zaniedbała również innych możliwości rozwoju i szybko zaczęła występować także w filmach i serialach. Mimo to z trudem zasymilowała się ze środowiskiem aktorskim. Do dziś nie przejęła modnego stylu życia celebrytki i trzyma się z dala od błysków fleszy.

- W tym zawodzie jest dużo ludzi próżnych, chorobliwie ambitnych, zazdrosnych, z rozbudowanym „ego”, a małym talentem. Ludzie rozpychają się łokciami, krzyczą na swój temat, „bywają”, więc są modni, a jak są modni, to stają się opiniotwórczy. Często nie znając się na sztuce, wypowiadają się na jej temat. Wykreowani pseudoartyści, a kreacja ich jest poparta tylko próżnością i pustymi słowami - tłumaczy w „Grazii”.

Aleksandra jest też jedną z niewielu aktorek, które wprost mówią o dyskryminacji kobiet w polskim show-biznesie. Być może dlatego z czasem przestało jej wystarczać aktorstwo i zajęła się również reżyserią. Nie szczędzi jednak gorzkich słów kolegom z branży.

- Te dysproporcje widać niestety nawet w świecie teatru. Kiedy przychodzę na rozmowę w sprawie roli, czuję, że jestem nieco inaczej traktowana niż moi koledzy. Pojawiają się dwuznaczne żarciki, dygresje. Nie rozmawiamy o konkretach, nie pyta się mnie rzeczowo o moją wizję, ale o to, dlaczego na przykład nie przyszłam w szpileczkach. Absurd - podkreśla w serwisie Stopklatka.

Bez rywalizacji

Mimo tego rodzaju problemów Aleksandra związała się z kolegą po fachu - aktorem Markiem Kalitą. I od lat stanowią zgrany team, choć jest między nimi prawie osiemnaście lat różnicy.

Początkowo Aleksandra była wielbicielką Marka. Najpierw zobaczyła go w filmie „Jak narkotyk”, a potem w spektaklu Starego Teatru w Krakowie - „Iwona, księżniczka Burgunda”. Kiedy Grzegorz Jarzyna ściągnął aktora do swojego zespołu, Aleksandra i Marek poznali się bliżej - i zostali parą.

Choć nie są małżeństwem i dzieli ich różnica wieku, są świetnie dobraną parą

- Życie razem - wiem, że zabrzmi to banalnie - to nieustająca sztuka kompromisów i uczenie się siebie nawzajem. Wymaga dużej wytrwałości, tolerancji, umiejętności wybaczania błędów, trzeba pracować nad tym, żeby być siebie ciekawym. Nie ma związku z długim stażem bez kryzysów, ważne, żeby je przetrwać, wtedy mogą one pomóc umocnić miłość - deklaruje aktorka w „Pani”.

Inaczej niż wiele innych aktorskich par Aleksandra i Marek nie rywalizują ze sobą. Przeciwnie - pomagają sobie, kiedy pracują nad trudnymi rolami. Nic więc dziwnego, że kiedy ona reżyserowała w Teatrze IMKA swą pierwszą sztukę, w głównej roli obsadziła właśnie partnera. Od tamtej pory pracowali razem już więcej razy i zawsze efekty były udane.

Jej najbliżsi to sami aktorzy: mąż, siostra, a nawet córka
Andrzej Banaś / Polska Press Aleksandra Popławska prezentuje dojrzały typ urody, dlatego świetnie sprawdza się w rolach policjantek czy prokuratorek, choćby właśnie w obu sezonach serialu „Wataha”.

- Jesteśmy wobec siebie szczerzy, ale przede wszystkim staramy się nawzajem wspierać. Nie poświęcamy zresztą na te wspólne próby zbyt wiele czasu. Nie oglądamy też wszystkich swoich filmów i seriali. Mój mąż nie widział np. „Watahy”, bo najzwyczajniej w świecie nie miał czasu. Mnie też nie zawsze udaje się być na bieżąco z jego rolami. Czasami musi mi wystarczyć to, co obserwuję w domu - śmieje się aktorka w Stopklatce.

Para świetnie poradziła sobie z rodzicielstwem. Kiedy ich córka przyszła na świat, Aleksandra zrobiła sobie przerwę w graniu. Potem trudno jej było wrócić do zawodu, ale reżyseria sprawiła, że odkryła w sobie nowe możliwości twórcze. Szybko okazało się, że mała Antonina ma dryg do aktorstwa - i dziś występuje już w spektaklach, filmach i serialach.

- Marek jest świetnym tatą, bardzo zaangażowanym, cierpliwym, ale i szalonym. Odrabia z córką lekcje, gra z nią w piłkę, jeździ na wycieczki do lasu. Nie jesteśmy małżeństwem, jeśli kiedyś weźmiemy ślub, to tylko ze względów praktycznych i na pewno zrobimy to bez rozgłosu - mówi aktorka w „Pani”.

Aleksandra mieszka z dala od Warszawy w Puszczy Kampinoskiej. Kiedy tylko chce odetchnąć, wybiera się na spacer do głębokiego lasu - i prawie za każdym razem spotyka dziki.

Żyć, nie umierać!

Alfabet Aleksandry Popławskiej

Paweł Gzyl

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gloswielkopolski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.