Jedna doba wystarczyła naszym czytelnikom, aby pomóc Anastazji

Czytaj dalej
Fot. Grzegorz Dembiński
Marta Żbikowska

Jedna doba wystarczyła naszym czytelnikom, aby pomóc Anastazji

Marta Żbikowska

Dzięki naszym czytelnikom, amerykańscy lekarze zajmą się przypadkiem Anastazji. Dziewczynka straciła wzrok po tym, jak pobił ją ojciec.

Po ukazaniu się artykułu w Głosie Wielkopolskim, w ciągu 24 godzin udało się zebrać całą kwotę, której potrzebowaliśmy na diagnostykę w bostońskiej klinice - mówi elżbietanka, s. Paulina Szelejewska, opiekunka Anastazji.

O sytuacji dziewczynki, która w 2014 roku została pobita przez ojca pisaliśmy w piątkowym Magazynie. Anastazja przebywa w Domu Pomocy Społecznej dla Dzieci we Wschowie. Trafiła tu prosto ze szpitala z bardzo pesymistycznymi rokowaniami. Lekarze nie dawali jej szans. Twierdzili, że Anastazja będzie dzieckiem leżącym, bez kontaktu, nigdy nie odzyska wzroku, nie będzie chodzić, ani mówić.

Po zapoznaniu się z dokumentacją medyczną Anastazji, lekarze z bostońskiej kliniki zdecydują, czy podejmą się leczenia dziewczynki
Grzegorz Dembiński Po zapoznaniu się z dokumentacją medyczną Anastazji, lekarze z bostońskiej kliniki zdecydują, czy podejmą się leczenia dziewczynki

Ogromne zaangażowanie obecnych opiekunów dziewczynki, ciężka praca oraz profesjonalna rehabilitacja sprawiły, że dziewczynka zaczęła się uśmiechać. Potrafi zanucić melodie piosenek, wypowiada imiona opiekunek i rehabilitantek.

Pojawiła się także nadzieja na odzyskanie wzroku. - Skontaktowała się z nami kobieta ze Stanów Zjednoczonych, która historię Nastki zna z mediów - mówiła siostra Paulina.

- To ona poinformowała nas o klinice w Bostonie. Tamtejsi lekarze zgodzili się zająć przypadkiem Anastazji, aby ocenić, czy jest szansa na to, aby dziewczynka mogła znowu widzieć.

Na diagnostykę w amerykańskiej klinice potrzeba było 650 dolarów. Niewiele, ale siostry nie miały takich pieniędzy. Zorganizowały więc zbiórkę na portalu pomagam.pl. Po naszym artykule liczba wpłat zaczęła rosnąć w szybkim tempie. Do dzisiaj udało się zebrać prawie 5,5 tysiąca złotych, co stanowi 253 procent potrzebnej kwoty.

- Na konto naszego stowarzyszenia wpłynęło dodatkowe tysiąc złotych - mówi siostra Paulina.

Anonimowy darczyńca przyniósł także 50 dolarów do naszej redakcji. Pieniądze zostaną przekazane siostrom opiekującym się Anastazją.

- Chciałam zamknąć zbiórkę, ale pewna osoba przekonała mnie, żeby tego jeszcze nie robić - przyznaje siostra Paulina. - Jeżeli dojdzie do wyjazdu, to będzie potrzeba ogromnego nakładu finansowego, więc nadwyżka jest zaksięgowana na koncie dla Anastazji.

Na razie siostry nie zakładają wersji, że na leczenie Anastazji nie będzie szans, ale gdyby okazało się, że lekarze z Bostonu odmówią dziewczynce leczenia w tamtejszej klinice, siostry przeznaczą zebrane pieniądze na bieżące potrzeby Anastazji. A są one niemałe.

- Nastka rośnie bardzo szybko, co około półtora roku potrzebuje nowych ortez, których koszt to 2600 złotych, część pieniędzy refunduje NFZ, ale większość musimy dokładać - tłumaczy siostra Paulina.

Obecnie Anastazja ma trzy i pół roku. Korzysta ze specjalnie wzmacnianego i przystosowanego do jej potrzeb wózka dziecięcego, ale za dwa, trzy lata będzie wymagać wózka inwalidzkiego. - Potrzeb jest bardzo dużo - przyznaje siostra Paulina. - Wszystkie pieniądze zbierane przez nasze stowarzyszenie przeznaczamy na dzieci. Nikt z nas nie pobiera żadnego wynagrodzenia, działamy całkowicie bezinteresownie.

W tym tygodniu część zebranych pieniędzy zostanie przelana na konto bostońskiej kliniki. Niedługo siostry dowiedzą się, czy jest szansa na leczenie Anastazji w USA.

Marta Żbikowska

m.zbikowska@glos.com

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.