Jak z Wiednia do Rzeszowa przyjechał kat Selinger, by wykonać pierwszą od 40 lat w mieście nad Wisłokiem egzekucję

Czytaj dalej
Fot. fot. WiMBP w rzeszowie (repr. a. bednarczyk)
Arkadiusz Bednarczyk

Jak z Wiednia do Rzeszowa przyjechał kat Selinger, by wykonać pierwszą od 40 lat w mieście nad Wisłokiem egzekucję

Arkadiusz Bednarczyk

W sierpniu 1896 roku po Rzeszowie rozniosła się plotka, że do miasta przyjechał wiedeński kat Karl Selinger. Owiany ponurą sławą, podróżował po terytorium c.k. monarchii, wykonując swoją profesję, jednocześnie budząc strach i ciekawość.

Karl Selinger pracował w Wiedniu jako roznosiciel mleka. Później zatrudnił się jako kat. Wołano na niego „wujek Karl”. Bywał gościem wiedeńskich kawiarni, przy okazji poszukując pomocników, chętnych dzielić z nim ten trudny fach. Jednym z jego uczniów, a później następców, był Josef Lang, właściciel jednej z kawiarni, który zwykł mawiać, że profesję katowską wykonuje „dla sportu,. a nie pieniędzy”...

Ludzie odwracają oczy...

Przyjazd Selingera do Rzeszowa owiany był tajemnicą, jednak wiadomość ta rozniosła się po mieście. Tłumy ciekawskich przybyły na dworzec kolejowy, aby zobaczyć niezwykłego gościa. Jak relacjonował ówczesny „Kuryer Rzeszowski”, Selinger przybył do miasta wprost z Tarnopola.

Sam jego widok odstręczał i budził grozę. Ludzie, którzy spotykali się z jego spojrzeniem, szybko odwracali oczy. Nawet jeden z rzeszowskich fiakrów, który przywiózł z dworca kolejowego kata z pomocnikami, został w drodze powrotnej - na ulicy Kościuszki - obrzucony kamieniami przez rzeszowian.

Wiedeńczyk był „wysokiego wzrostu i nadmiernej tuszy, ubrany na czarno. Sprawiał niepospolite wrażenie, z wybałuszonymi oczyma o wielkich białkach”. Wiedeński kat przybył z dwoma pomocnikami. Jeden był jego szwagrem, drugi zaś posiadał „wzrok przeszywający, którego niejeden pogromca dzikich zwierząt mógł mu pozazdrościć”.

Ponoć wszędzie, gdzie przyjeżdżał, miał kłopoty z uzyskaniem noclegu. Nie inaczej było w Rzeszowie. Jak relacjonowano, Selinger przywiózł ze sobą walizę z pościelą i zamieszkał w jednej z... cel rzeszowskiego zamku, gdzie mieściło się austriackie więzienie i sąd.

Dziewczyna, korale i śmierć

Powodem przybycia wiedeńskiego kata było morderstwo, jakiego 25 listopada 1895 roku w Jagielle, koło Przeworska, dopuścił się mieszkaniec tej wsi, 23-letni Jan Małek. Poznał on w restauracji we Lwowie dziewczynę, która wpadła mu w oko. Zamieszkali wkrótce we Lwowie w wynajętym mieszkaniu. Postanowili się pobrać i o zamiarze tym powiadomić rodzinę.

24 listopada 1895 roku przyjechali pociągiem ze Lwowa do Przeworska. Na piechotę udali się przez las do rodzinnej Jagiełły. Kiedy postanowili zatrzymać się na chwilę w lesie i zjeść kanapki, Małkowi zaświtał w głowie nagły pomysł, aby dziewczynę pozbawić pieniędzy i zamordować. Kiedy usiedli na pieńku i dziewczyna wyjęła z koszyka smakowite wiktuały, Małek zaatakował nagle Annę grubym kijem. Uderzył dziewczynę w głowę. Anna stoczyła się do rowu. Chłopak podbiegł do rannej dziewczyny i nadal okładał ją kijem. Potem brutalnie zgwałcił. Wkrótce dziewczyna wyzionęła ducha. Z kieszeni jej spódnicy wyjął pewną kwotę pieniędzy (ok. 20 złotych reńskich), a z szyi zerwał korale.

Pozostało jeszcze 43% treści.

Jeżeli chcesz przeczytać ten artykuł, wykup dostęp.

Zaloguj się, by czytać artykuł w całości
  • Prenumerata cyfrowa

    Czytaj ten i wszystkie artykuły w ramach prenumeraty już od 2,46 zł dziennie.

    już od
    2,46
    /dzień
Arkadiusz Bednarczyk

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gloswielkopolski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.