Jacek Hałasik pozostanie legendą radia i Poznania

Czytaj dalej
Fot. Andrzej Szozda
Marek Zaradniak

Jacek Hałasik pozostanie legendą radia i Poznania

Marek Zaradniak

W piątek w Przeźmierowie odbył się pogrzeb Jacka Hałasika.

Na cmentarzu w Przeźmierowie pożegnaliśmy w piątek Jacka Hałasika, cenionego poznańskiego dziennikarza i popularyzatora gwary. Zmarł on w poniedziałek w wieku 74 lat.

Był jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci radia w Poznaniu. W budynku przy ul. Berwińskiego, najpierw w Polskim Radio Poznań, a potem w Radiu Merkury i ostatnio w Radiu Poznań przepracował ponad pół wieku. Trafił tam w 1964 po ukończeniu Technikum Łączności. Przez wiele lat pracował w radiowej technice. Z czasem stał się dziennikarzem. Był popularyzatorem gwary poznańskiej i wiedzy o historii miasta. Bliski był mu także sport. Śmiało można powiedzieć, że w obu dziedzinach był ekspertem. Odeszła jedna z ikon radia w Poznaniu.

Związki Jacka Hałasika ze sportem były niezwykle silne. W młodości, do dziewiętnastego roku życia, sam grał w koszykówkę w zespole juniorskim w reprezentacji Poznania. W styczniu 2018 roku uhonorowany został tytułem Superseniora Poznańskiego Sportu. W maju, w ostatnim w życiu wywiadzie udzielonym Wojciechowi Biedakowi dla „Poznań. Informator Samorządowy Metropolii Poznań”, mówił: „Uprawiając sport poznałem wielu ludzi z różnych dyscyplin. Jako radiowiec odnawiałem te znajomości. Łatwo mi było do nich dotrzeć i zapraszać do radia. Poznałem Henia Czapczyka, Bolesia Genderę, wielu przedwojennych i powojennych mistrzów, nasze legendy. Przypominałem ich. Jestem z tego dumny, a sport pozwolił mi też poznawać Polskę.”

Hałasikowi zawsze bliski był Poznań. Po prostu kochał to miasto. W tym samym wywiadzie uznał je za najlepsze miasto w całej Unii Europejskiej. Podkreślił, że tak będzie dla niego zawsze. Zapytany o ulubione miejsce w Poznaniu odpowiedział:

- Jednak Łazarz, gdzie wiele lat mieszkałem. Jestem bardzo zły, że rynek Łazarski jest tak zabałaganiony i zapuszczony. Wstyd. Ale czytam, że będzie zrobiony, że jest projekt zmian. I nawet na projektach dobrze wygląda. A na Łazarzu Arena. Ja mówię Arena na cały plac gdzie teraz jest park Kasprowicza, a nie na halę sportową. Kiedy były mecze na boisku przy ulicy Reymonta, to na ogłoszeniach pisano, że boisko na Arenie, nie inaczej.

I szkoda, że był to ostatni wywiad jakiego udzielił Jacek Hałasik. I szkoda, że już się nie spotkamy. Choćby na najbliższym Święcie Bamberskim. Jacek po prostu pozostanie legendą.

A jak Jacka Hałasika wspominają ci, którzy znali go na co dzień i współpracowali z nim? Popularyzator gwary, dziennikarz i kabareciarz Waldemar Kurowski stwierdza: - Trudno mi mówić o Jacku, kiedy go już nie ma. To był wspaniały człowiek. Nigdy nie podnosił głosu. Zawsze był opanowany, spokojny, a oprócz tego bardzo koleżeński. Znałem się z nim ponad 30 lat, a to trochę czasu. Jacek był znawcą sportu. Gdy w latach 90. szefowałem „Gazecie Ratajskiej” i „Echu Dopiewa” on przygotowywał materiały sportowe. Wiedzę miał bardzo dużą, dlatego jego teksty były bardzo ciekawe zarówno na temat drużyn, jak i poszczególnych zawodników. Najważniejsza w przypadku Jacka była jednak

Pasjami Jacka Hałasika były Poznań z jego historią i gwarą, krórą świetnie znał i sport
Waldemar Wylegalski/Polskapresse Jakcek Hałasik podczas zbiórki na wileńską Rossę.

gwara, którą miał w jednym palcu. W 2004 za propagowanie gwary otrzymał Nagrodę im. Stanisława Strugarka. Pamiętam, kiedyś gdy jechaliśmy moim maluchem na występy do Obrzycka Jacek, Adam Lewandowski, moja córka Kinga i ja przed Szamotułami maluch odmówił posłuszeństwa. Do występu pozostało już niewiele czasu dlatego Jacek i Adam wzięli taksówkę. Program się rozpoczął i Jacek zdążył zapowiedzieć, że Kinga nie wystąpi. Tymczasem malucha udało się naprawić i dojechaliśmy. Kinga wystąpiła. Razem prowadziliśmy wiele imprez gwarowych. Przede wszystkim „Godejcie po naszymu”. Prowadził ten konkurs od pierwszej edycji, ale w tym roku go nie było. Mówił, że będzie, ale w ostatniej chwili powiadomił, że się źle czuje. Po raz pierwszy od 31 lat Jacka tam nie było. Ostatni raz widziałem go w zeszłym roku na promocji mojej książki w Domu Tramwajarza.

Piotr Frydryszek, długoletni prezes Radia Merkury wspomina: - Przede wszystkim pamiętam go jako gawędziarza i jako człowieka, który od zawsze pasjonował się historią w czym ogromny udział miał śp. technik, z którym często na zmianach pracował, Jurek Świekrzycki. Jacek był doedukowywany przez Jurka. Szczególnie w czasach kiedy o tej historii prawdziwej nie można było mówić. Jurek był kolekcjonerem i pasjonatem nagrań Radia Wolna Europa. Przez wiele lat nadawało ono dokumentalne audycje poświęcone historii. Jacek zawsze mówił, że Jurkowi wiele zawdzięcza. Na nocnych zmianach Świekrzycki brał go na zaplecze mówiąc: Słuchaj synku jak wygląda prawdziwa historia. Jacek chłonął to wszystko. Ich duet nazwać można anegdotycznym. Jurek, mały niepozorny, Jacek rosły. Nie byli jak Pat i Pataszon, ale przez wiele lat byli papuszkami nierozłączkami. Jacek był zawsze opanowany, a Jurek potrafił się zaperzać. Nienawidził Sowietów. Był wielbicielem Piłsudskiego. Ale Jacek był też pasjonatem sportu. Był kibicem poznańskich drużyn i znawcą ich historii. Piłki nożnej, ale nie tylko. Był ekspertem w tej dziedzinie. Jeśli ktoś miał problemy w tej dziedzinie dzwonił do Jacka i on potrafił wiele wyjaśnić.

Trzecią pasją Jacka była gwara. Miał wspaniałego partnera jakim był Julek Kubel.

- Jeśli w przypadku Mariana Pogasza i Danieli Popławskiej, którzy mówili gwarą na antenie wszystko było wyuczone, o tyle w przypadku Jacka było to naturalne, bo on wywodził się z gwarowego środowiska

- opowiada Kubel. - Był patriotą Łazarza. W ostatnim wywiadzie jakiego udzielił dla Informatora Samorządowego Poznań Jacek mówił, że w dalszym ciągu Łazarz jest mu bliski mimo, że od tylu lat tam nie mieszka. Poza tym Jacek był dobrym kolegą. Uczynnym i przyjaznym i trzeba powiedzieć, że właściwie on i jego talent gawędziarski został odkryty w latach 90. i było to zasługą głównie Wojtka Biedaka. To Wojtek zainspirował, aby Jacka wykorzystać na antenie, co niektórym poznaniakom z pewnych kręgów inteligenckich nie bardzo się podobało. Tymczasem pojawienie się gwary stało się ogromnym sukcesem antenowym. I Jacek był tym głosem i synonimem poznańskiej gwary jak Marian Pogasz czy Daniela Popławska.

Marek Rezler, historyk i publicysta: - Jacka Hałasika znałem od prawie trzydziestu lat, od gdy rozpocząłem regularną współpracę z ówczesnym Radiem Merkury. Były to m.in. nastrojowe, urocze wieczorne audycje trwające od godziny 23.00 do północy na temat poznańskiej historii i tradycji. Do niedawna w Merkurym - obecnie Radiu Poznań prowadziliśmy rozmowy o mieście, w cyklu „Jasny Fyrtel”. Później nagraliśmy kilka programów telewizyjnych o stolicy Wielkopolski, konwencją zbliżonych do dzisiejszych. I wreszcie od 2010 roku realizowaliśmy z Jackiem program Ratajskiej Telewizji Kablowej „Mój Poznań, moja Wielkopolska”. Stanowiliśmy wyrazisty, uzupełniający się duet: poznaniak z dziada pradziada i niegdyś przybyły do stolicy Wielkopolski historyk, dynamiczny - i „osobnik” bardziej stonowany, o charakterze naturszczyka, choć niekoniecznie spokojny. Bardzo różniliśmy się też wzrostem… Rozumieliśmy się doskonale, w różnej tematyce, z wyjątkiem sportu, w którym on był ekspertem, a który dla mnie jest dziedziną prawie nieznaną. Z czasem zawiązała się między mami więź przyjacielska, prawie rodzinna. Jacek dużo się uczył. Nie miał fachowego wykształcenia historycznego, ale bardzo interesował się historią. Bardzo dużo czytał a jego konikiem była „Trylogia” Sienkiewicza. Zawsze interesowała go problematyka XVII wieku. Kupował dużo książek. Często obaj zaglądaliśmy do księgarni „Jedynka” przy Alejach Marcinkowskiego Jeśli audycja nagrywana była w centrum to szliśmy do restauracji hotelu Rzymskiego. Mieliśmy tam stały, dwumiejscowy stolik. Zamawialiśmy kawę z drożdżówką. Rozmawialiśmy i uzgadnialiśmy nasz rozkład jazdy. Jeszcze w sierpniu zeszłego roku byliśmy z żoną na obchodach 50-lecia małżeństwa Jacka i Basi. Było bardzo miło. Jacek był pełen energii i werwy, Basia wspaniale wyglądała. Nikt by nie przypuszczał, że minie niecały rok a już Jacka będziemy żegnać. Był dobrym, przemiłym, porządnym człowiekiem. Bardzo mi go brakuje.

Marek Zaradniak

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gloswielkopolski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.