Ile kosztuje leczenie w Wielkopolsce? W tym roku rekord to 2 mln zł [ROZMOWA]

Czytaj dalej
Fot. Karolina Misztal
Mikołaj Woźniak

Ile kosztuje leczenie w Wielkopolsce? W tym roku rekord to 2 mln zł [ROZMOWA]

Mikołaj Woźniak

Mija 20 lat, odkąd w Polsce wprowadzono powszechne ubezpieczenia zdrowotne. Przyniosło to nie tylko zmiany organizacyjne, ale przede wszystkim wpłynęło na życie pacjentów. Jak? O tym rozmawiamy z Agnieszką Pachciarz, dyrektor wielkopolskiego oddziału Narodowego Funduszu Zdrowia.

Wprowadzenie 20 lat temu powszechnych ubezpieczeń zdrowotnych można określać mianem rewolucji?
Dla podmiotów leczniczych i kadry - zapewne tak. Wprowadzone zostały inne zasady finansowania, nadzór i organizacja. Jeśli chodzi o pacjentów, to na początku nie odczuli zmiany w wyraźny sposób. Później nieco bardziej. Szpitale zrezygnowały z poradni, w Wielkopolsce zlikwidowano duże przychodnie, gdzie dotychczas przyjmowali lekarze rodzinni i specjaliści. Ich miejsce zajęły samodzielne gabinety, które podpisywały indywidualne umowy najpierw z kasą chorych, a potem z funduszem. To rozdrobnienie systemu sprawiło, że początkowo pacjenci mogli poczuć się zagubieni.

Na czym polega system ubezpieczeniowy i co oznacza dla pacjentów?
W Polsce mamy system mieszany, co oznacza, że większość pieniędzy na leczenie pochodzi z naszej składki ubezpieczeniowej. Z budżetu państwa finansowane są procedury wysokospecjalistyczne, takie jak przeszczepy serca, płuc, inne bardziej skomplikowane operacje. Państwowo jest też opłacane leczenie niektórych grup pacjentów, np. kobiet w ciąży, osób chorych na gruźlicę, dzieci nieobjętych ubezpieczeniem. Pacjenci sami mogą zaobserwować korzyści tej zmiany. Dzisiaj stać nas na

Waldemar Wylegalski Budżety rosną, ale nadal będziemy chcieli więcej. Nowoczesna medycyna kosztuje - mówi Agnieszka Pachciarz

dobry sprzęt, nowoczesne leczenie opłacane ze składki ubezpieczeniowej. Zmieniło się też podejście personelu szpitali i poradni do pacjenta. Jeśli zostanie on źle potraktowany, to nie wróci i placówka nie otrzyma pieniędzy. Pacjenci skorzystali też jakościowo. Obecnie pracujemy nad tym, by podchodzić do nich bardziej całościowo. Jest wiele programów pilotażowych, np. KOS-Zawał, czyli koordynowana opieka nad pacjentem po zawale. Kiedy taki pacjent trafi do szpitala wyznaczona osoba ma się nim zaopiekować także po zawale, umówić na spotkania rehabilitacyjne itd. Tam, gdzie wprowadzono już program, przeżywalność chorych się poprawia.

Nietrudno dostrzec, że to na NFZ skupia się sporo złości pacjentów. Wobec tego uporządkujmy - za co odpowiadacie i czym się zajmujecie?
Być może komuś, kto ma bezpośredni kontakt z pacjentem łatwiej zrzucić odpowiedzialność na odległy NFZ. Kiedy sprawdzamy konkretne przypadki, okazuje się, że zazwyczaj te zarzuty nie są prawdą. NFZ reprezentuje pacjentów i ich pieniądze. Staramy się je wydać najlepiej, jak się da. To ogromne kwoty - w Wielkopolsce to 8 miliardów złotych. Dodatkowo nadzorujemy podmioty lecznicze i sprawdzamy, czy prawidłowo udzielają świadczeń. Każdy z nas płaci składkę zdrowotną. W przypadku średniego wynagrodzenia, może to być rocznie 6 do 10 tysięcy złotych. Musimy dbać o te pieniądze w imię zasady solidaryzmu społecznego.

Czyli?
Płacimy na siebie nawzajem. Nikt z nas nie jest w stanie odłożyć pieniędzy na przeszczep czy leczenie choroby rzadkiej. W tym roku na leczenie najdroższego pacjenta w Wielkopolsce, z bardzo rzadkim schorzeniem, jakim jest mukopolisacharydoza, NFZ przekazał już prawie 2 mln zł. W ubiegłym roku, leczenie tego pacjenta kosztowało sporo ponad 5 milionów złotych. 1,2 mln zł kosztowało w tym roku leczenie pacjenta z pierwotnym nadciśnieniem płucnym, ponad milion - leczenie dziecka z zanikiem mięśni. Każdy w rodzinie może mieć taką osobę, ale nawet gdyby rodzina zrobiła składkę, to nikt nie jest w stanie zapłacić za jej leczenie. Wobec tego „składamy się” na to wszyscy w ramach systemu.

Ile kosztują bardziej podstawowe świadczenia?
Gdyby założyć, że przez 8 czy 10 lat jesteśmy w stanie samodzielnie odłożyć 40 tys. zł, a później trafimy na ortopedię czy chirurgię, to podstawowy zabieg może kosztować 8 tys. zł. Do tego należy doliczyć rehabilitację, sprzęt medyczny, leki i okaże się, że w trzy dni wydaliśmy wszystkie oszczędności. A co, jeśli po wypadku trafimy na oddział intensywnej terapii? W tym roku mieliśmy pacjenta, za którego leczenie na takim oddziale zapłaciliśmy prawie 500 tys. zł.

A wycięcie wyrostka, usunięcie zaćmy?
Za zabieg wycięcia wyrostka płacimy w bardziej skomplikowanym przypadku nawet ponad 4 tys. zł. Usunięcie zaćmy - od 2 do 6 tys. zł. Operacja przepukliny? Ponad 3 tys. zł. Do tego dodajmy leki, również refundowane przez NFZ. Pacjent płaci za lek na trzy miesiące, powiedzmy 7 zł, a NFZ - 60 zł. Ważne jest, by pacjenci mieli świadomość tych kwot.

Patrząc na nie - mało kto mógłby sobie pozwolić na leczenie w bardziej skomplikowanych przypadkach. Jednocześnie rośnie popularność prywatnych ubezpieczeń medycznych. One są w stanie zapewnić te same świadczenia?

Andrzej Zgiet

Najczęściej nie. Zwykle są wystarczające w zakresie wizyt u lekarzy specjalistów i mniej kosztownych zabiegów. Zdarza się, że prywatny szpital przeprowadzi operację za kilka tysięcy złotych, ale nie ma oddziału intensywnej terapii i w przypadku niespodziewanego przebiegu zabiegu, jakiegoś niepowodzenia, wzywa karetkę i pacjent trafia wtedy do publicznego szpitala.

Tyle że zwolennicy prywatnych ubezpieczeń podnoszą argument, że idąc do lekarza prywatnie są obsłużeni szybko, nie czekają w kolejkach.
Kolejki są niestety wpisane w publiczny system zdrowotny, ale walczymy, by były coraz krótsze. Co do natychmiastowego przyjęcia - nie byłabym taka pewna. Proszę spróbować umówić się prywatnie np. do endokrynologa i zobaczyć jaki będzie czas oczekiwania. Media ostatnio podają, że pacjenci, którzy korzystają z prywatnej ochrony zdrowia w ramach tzw. abonamentów medycznych, coraz częściej skarżą się, że i tam muszą czekać w kolejkach.

NFZ zachęca do zakładania Internetowych Kont Pacjenta. Do czego służą?
To narzędzie, które umożliwia pacjentowi zapoznanie się z historią jego leczenia. Każdy może tam sprawdzić, kiedy i gdzie korzystał z wizyt lekarskich, gdzie się leczył, jakie refundowane leki wykupił, a przede wszystkim - ile to kosztowało? Dzięki IKP pacjent może też na przykład sprawdzić, które miejsce zajmuje w kolejce do sanatorium. W planach jest zakładka, która pokaże, ile składek wpłacił na fundusz. Dziś z IKP korzysta co dwudziesty pacjent w Wielkopolsce.

Jakie wyzwania przed NFZ w kolejnych latach?
Podstawowe, to kwestia kadry lekarskiej. Jest jej za mało. Na 100 mieszkańców mamy mniej lekarzy, niż w wielu krajach europejskich. Wielkie wyzwanie jest też związane z zakażeniami szpitalnymi. Są szczepy bakterii, które coraz trudniej się leczy. Dlatego też stawiamy na leczenie w poradniach, hospitalizację zostawiając jako ostateczność. Jeżeli pacjentowi może pomóc lekarz w ambulatorium, poradni, lekarz rodzinny, to nie należy iść do szpitala. Kolejne wyzwania, to te finansowe. Budżety rosną, ale my nadal będziemy chcieli więcej, bo nowoczesna medycyna kosztuje. Spójrzmy przykładowo na chirurgię - najpierw stosowano tam skalpel, później endo- i laparoskop, a teraz każdy chciałby być operowany robotem Da Vinci. To oznacza coraz większe koszty. Jeśli chodzi o pacjentów - system ubezpieczeniowy musi się zmieniać tak, by bardziej się nimi opiekować. Wyzwaniem jest choćby demografia. Jesteśmy społeczeństwem starzejącym się. Dlatego priorytetem naszego oddziału funduszu jest między innymi tworzenie zakładów opiekuńczo-leczniczych. Tylko na ten rok zaplanowaliśmy podpisanie umów na sześć takich placówek, cztery z nich już działają.

Mikołaj Woźniak

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gloswielkopolski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.