Holender podejrzany o zabicie sąsiada w Dakowach Mokrych. Wcześniej prokuratura umorzyła mu sprawę o znęcania się nad żoną

Czytaj dalej
Fot. OSP Opalenica
Łukasz Cieśla

Holender podejrzany o zabicie sąsiada w Dakowach Mokrych. Wcześniej prokuratura umorzyła mu sprawę o znęcania się nad żoną

Łukasz Cieśla

Holender Willem M., który we wsi Dakowy Mokre miał zabić swojego sąsiada, niedawno miał sprawę karną za znęcanie się nad żoną. Prokuratura najpierw postawiła mu zarzuty za bicie żony, ale potem sprawę umorzyła. Śledczy stwierdzili, że brakuje dowodów na znęcenie się oraz nie ma interesu publicznego w ściganiu agresywnego Willema M.

Do morderstwa w Dakowach Mokrych pod Opalenicą doszło na początku października. Willem M. jest podejrzany o zabicie sąsiada. Wezwano antyterrorystów z Poznania, wcześniej podejrzany zabarykadował się w domu. Holender trafił do aresztu, złożył wyjaśnienia, do winy się nie przyznaje.

Czytaj więcej: Morderstwo w Dakowach Mokrych: Holender podejrzany o zabicie sąsiada

Jak się dowiedzieliśmy, w tym roku Willem M. miał już inną sprawę karną. Chodziło o znęcanie się nad żoną Anną, która nad początku stycznia uciekła od niego z domu. Prokuratura najpierw postawiła mu zarzuty znęcania się nad Anną, ale potem je wycofała.

Ilona Burlaga-Karafa, szefowa Prokuratury Rejonowej w Nowym Tomyślu, przekonuje, że śledczy nie popełnili błędu.

- Tamta sprawa została przez nas wszechstronnie wyjaśniona, czego potwierdzeniem było podtrzymanie naszej decyzji przez sąd

– podkreśla szefowa prokuratury w Nowym Tomyślu.

Innego zdania jest jednak pokrzywdzona Anna oraz jej pełnomocnik adw. Rafał Kupsik.

- Nie twierdzę, że umorzenie tamtej sprawie doprowadziło do morderstwa. Jednak Holender mógł czuć się bezkarny. Były mocne dowody, że znęcał się nad żoną. Moim zdaniem prokuratura tamtą sprawę zlekceważyła – uważa adw. Rafał Kupsik.

Dakowy Mokre: najpierw zarzuty za znęcanie się nad żoną

Anna i Willem pobrali się w 2005 roku. Dwa lata temu sprowadzili się pod Opalenicę, zamieszkali we wsi Dakowy Mokre. Nie pracowali, żyli z oszczędności. Oboje mieli nie stronić od alkoholu. Miejscowa policja już w zeszłym roku miała sygnały o awanturach w polsko-holenderskim małżeństwie.

Na początku tego roku policja kolejny raz interweniowała w ich domu. 2 stycznia Anna wezwała policję, ale gdy patrol przyjechał do ich domu, małżonkowie mieli zgodnie stwierdzić, że nic złego się nie dzieje. Policja wyczuła od nich alkohol.

Następnego dnia, przed południem, sytuacja miała się powtórzyć. Policja przyjechała na wezwanie Anny, ale nie miejscu okazało się, że ponoć znowu wszystko jest w porządku. Jednak tego dnia, 3 stycznia, Anna trafiła do szpitala. Po odjeździe policji mąż pchnął ją, upadła na podłogę, miała obrażenia. W szpitalu, jak podaje prokuratura, kobieta nie chciała dać się zbadać, była pod wpływem alkoholu. Niby stwierdziła, że wypiła 2 litry wódki. Anna zaprzecza. Podkreśla, że opuściła szpital o własnych siłach.

Dlaczego zarówno sąd, jak i prokuratura uznali, że w tym przypadku Willema M. nie można oskarżyć o znęcanie się nad żoną? O tym przeczytasz w dalszej części artykułu.

Pozostało jeszcze 62% treści.

Jeżeli chcesz przeczytać ten artykuł, wykup dostęp.

Zaloguj się, by czytać artykuł w całości
  • Prenumerata cyfrowa

    Czytaj ten i wszystkie artykuły w ramach prenumeraty już od 2,46 zł dziennie.

    już od
    2,46
    /dzień
Łukasz Cieśla

Głównie piszę o sprawach kryminalnych, czasami o polityce. Ale chętnie podejmuję również inne, ciekawe i kontrowersyjne tematy.

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gloswielkopolski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.