Helena Wiśniewska to najstarsza mieszkanka gminy Damasławek. Właśnie skończyła 104 lata

Czytaj dalej
Fot. archiwum
Monika Dziuma

Helena Wiśniewska to najstarsza mieszkanka gminy Damasławek. Właśnie skończyła 104 lata

Monika Dziuma

Dawniej było lepiej niż teraz - to zdanie podczas naszej rozmowy Helena Wiśniewska z Damasławka wypowiedziała kilkukrotnie. 104-latka z radością wspomina czasy swojego dzieciństwa. - Była bieda, ale biedowali wszyscy. Pamiętam, jak pilnowaliśmy krowy razem z rodzeństwem. Ja zawsze byłam tą, która była wszędzie pierwsza. Jak było trzeba, to i chłopakom potrafiłam dać łomot - opowiada z uśmiechem jubilatka.

Helena Wiśniewska z domu Łuczek urodziła się 12 września 1914 roku we wsi Lewice w powiecie międzychodzkim. - W domu było nas dziewięcioro rodzeństwa. Ojciec pracował jako szewc, a także był kościelnym. To były ciężkie czasy. Urodziłam się akurat w roku wybuchu wojny. Z Bożą pomocą udało się nam jednak wszystkim przeżyć ten najgorszy czas. Kiedy Polska odzyskała niepodległość, miałam tylko 4 lata. Pamiętam jednak, jak w kościele rozbrzmiała pieśń „Boże coś Polskę”. Ludzie nie dokończyli śpiewać do końca. W kościele słychać było tylko łkanie. Cieszę się, że dożyłam setnej rocznicy tego wydarzenia - mówi.

Helena Wiśniewska to najstarsza mieszkanka gminy Damasławek. Właśnie skończyła 104 lata
archiwum

Jak dodaje, w czasie powojennym bardzo wcześnie opuszczało się dom rodzinny. Młoda Helena miała wówczas zaledwie 14 lat.

- Do szkoły chodziły dzieci bogatych rodziców. My musieliśmy sobie znaleźć pracę. Ja poszłam do miejscowego księdza, żeby pomóc w przykościelnej kuchni. Kucharką była tam wtedy Seweryna, która nauczyła mnie gotować. To ona przekazała mi wiele kulinarnych sekretów. A i wtedy gotowało się inaczej niż dziś

- wspomina.

W przykościelnej kuchni pani Helena spędziła kilka lat. Jej siostry wyjechały do pracy do Poznania. Kobieta także zapragnęła życia w dużym mieście. - To jeszcze było przed drugą wojną światową. Chciałam zobaczyć coś więcej. W Poznaniu zaczęłam szukać pracy przez pośrednictwo. Zgłosił się jeden pan, który szukał kucharki dla swojej córki. Tak trafiłam do Damasławka, gdzie gotowałam dla cenionej lekarki Ludmiły Halki. To był rok 1935. Ani przez chwilę nie żałowałam posady u pani Halkowej. W Damasławku było mi bardzo dobrze. Tam też poznałam mojego przyszłego męża Jana - wyjawia.

Pozostało jeszcze 60% treści.

Jeżeli chcesz przeczytać ten artykuł, wykup dostęp.

Zaloguj się, by czytać artykuł w całości
  • Prenumerata cyfrowa

    Czytaj ten i wszystkie artykuły w ramach prenumeraty już od 2,46 zł dziennie.

    już od
    2,46
    /dzień
Monika Dziuma

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gloswielkopolski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.