Guz wielkości jego głowy rósł w nim przez lata. Poznańscy lekarze dokonali cudu

Czytaj dalej
Fot. Robert Woźniak
Nicole Młodziejewska

Guz wielkości jego głowy rósł w nim przez lata. Poznańscy lekarze dokonali cudu

Nicole Młodziejewska

Siedemnastoletni Kamil Łuczak z Konina dotychczas był zwykłym nastolatkiem. Chodził do szkoły, spotykał się ze znajomymi i lubił jeździć na rowerze. Nikt nie przypuszczał, że przez lata w jego organizmie rósł jego największy wróg - nowotwór, który finalnie osiągnął gigantyczny rozmiar. Poznańscy lekarze dokonali cudu.

Guz pojawił się na lewym płucu Kamila i latami rozwijał się po cichu, zajmując kolejne narządy i w żaden sposób nie dając o sobie znać. Chłopak prowadził normalne życie, nie zdając sobie sprawy z zagrożenia, jakie go czeka.

Finalnie, w siedemnastoletnim już ciele Kamila tajemniczy guz osiągnął rozmiar równy... ludzkiej głowie.

Bez ostrzeżenia

26 marca siostra Kamila obchodziła 10. urodziny. Był tort, impreza w gronie rodziny. Nic nie zapowiadało, że cokolwiek może się zmienić.

- Czułem się normalnie, nie miałem żadnych objawów, wszystko było okej. Dzień, jak co dzień - wspomina dziś Kamil.

Codzienną rutynę zaburzyły problemy, które pojawiły się na drugi dzień, gdy Kamil był w szkole.

- Siedziałem na lekcji i nagle poczułem taki dziwny promieniujący ból po lewej stronie, w okolicach żeber i klatki piersiowej. Takie kłucie. Ból nie ustępował, więc poszedłem do pielęgniarki, ale ona za wiele zdziałać nie mogła, dlatego zadzwoniła po mamę - relacjonuje nastolatek.

W drodze do domu ból zaczął doskwierać coraz bardziej i pojawiły się kolejne problemy.

- Było mi ciężko wejść do domu, bo po drodze zacząłem mieć też kłopoty z oddychaniem, zaczynałem się dusić - kontynuuje Kamil.

- To wyglądało trochę na zawał, ale tłumaczyłam sobie, że jest na to za młody. Przypuszczałam, że pewnie to coś z sercem, bo ten ból był po lewej stronie, do tego te duszności... - dodaje pani Anna, mama chłopaka.

Stan Kamila udało się unormować po kilku godzinach, ból przeszedł jeszcze tego samego dnia. Jednak mama nastolatka mimo wszystko umówiła wizytę u lekarza rodzinnego.

- W przychodni pani doktor po przebadaniu Kamila stwierdziła, że to są nerwobóle i wysłała nas do domu, przepisując zaledwie leki przeciwbólowe - mówi pani Anna.

A Kamil dodaje: - Na początku nawet to działało, ale później ból wrócił i był na tyle silny, że nic nie pomagało.

Największy niepokój, jak wspominają Kamil z mamą, wywołały słowa lekarza rodzinnego podczas drugiej wizyty w przychodni.

- Pani doktor osłuchała mnie i powiedziała, że kompletnie nie słyszy lewego płuca. Wtedy też dostałem skierowanie do szpitala - wspomina 17-latek.

Z początku podejrzewano lewostronne zapalenie płuc. Jednak wyniki badań wykonanych w konińskim szpitalu nie potwierdziły tej diagnozy. Okazało się natomiast, że sprawa jest dużo bardziej poważna - na tyle, że Kamil został przetransportowany karetką do szpitala dziecięcego w Poznaniu.

- W Koninie nikt nie mówił nam co konkretnie jest Kamilowi. Wciąż powtarzano, że to coś poważniejszego, że być może coś jest w klatce i trzeba to sprawdzić, ale to były takie informacje bez konkretów - mówi mama chłopaka. - Z kolei w Poznaniu od razu powiedziano nam, że to jest guz w klatce piersiowej.

„Najgorzej było przejść przez drzwi z napisem »onkologia dziecięca«”

Po dwóch dniach od przyjęcia w szpitalu w Koninie, 2 kwietnia, Kamil trafił na oddział onkologii dziecięcej w Szpitalu Klinicznym im. K. Jonschera Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu. Dla jego mamy było to jedno z najtrudniejszych przeżyć w życiu.

- Najgorsze dla mnie było przejście przez drzwi z napisem „onkologia dziecięca”. W głowie pojawiało mi się tylko jedno pytanie - czy on w ogóle wróci do domu… - wspomina pani Anna, a w jej oczach pojawiają się łzy.

- Nie chciałam przyjąć do swojej świadomości tego, że to jest rak. Bo przecież guzy są różne, prawda? Miałam nadzieje, że może po prostu coś tam się u Kamila w klatce zrobiło, trzeba to wyciąć i tyle. Nie chciałam zrozumieć, że to nowotwór.

Coraz bardziej poważne diagnozy, pojawiające się w krótkim czasie i finalnie trafienie na onkologię budziło strach również w Kamilu.

- Bałem się, szczerze mówiąc. Nie wiedziałem co mnie czeka, ta decyzja o leczeniu w Poznaniu zapadła tak nagle… W tamtym momencie myślałem, że już gorzej być nie może - przyznaje 17-latek.

Niestety, wyniki wykonanych badań były zatrważające. Okazało się, że w klatce 17-latka rozwinął się nowotwór, który swoimi wymiarami równał się rozmiarom ludzkiej głowy.

Dlatego też poznańscy onkolodzy zdecydowali o wprowadzeniu leczenia chemioterapią, której celem było zmniejszenie guza. Kamil wspomina ten czas jako jedno z najgorszych doświadczeń.

- Pierwsze dwa dni każdego cyklu były okej. Ale później zawsze pojawiał się nagły spadek - niewiele jadłem, dużo wymiotowałem. Głównie przesypiałem te dni, bo kiedy nie spałem, to czułem się okropnie - mówi chłopak.

Mimo leczenia, po chemioterapii stan Kamila pogorszył się do tego stopnia, że przez kolejne dwa miesiące nastolatek musiał przebywać w szpitalu.

W międzyczasie chłopak dostał zapalenia płuc, później grzybicy płuc, a nawet zakaził się koronawirusem. Łącznie od pojawienia się pierwszych objawów Kamil spędził w szpitalnych murach prawie sześć miesięcy. Przez cały ten czas tylko dwa razy wyszedł do domu - po drugim i trzecim cyklu chemioterapii.

Decyzja o operacji

Niestety, po pewnym czasie okazało się, że wprowadzona chemioterapia „zabiła” guza, ale go nie zmniejszyła, jak zakładano.

- Medycyna często uczy nas pokory. Ten guz nie reagował na chemioterapię w taki sposób, jakiego oczekiwaliśmy. Wręcz przeciwnie, nawet się powiększył - tłumaczy prof. Przemysław Mańkowski, kierownik Kliniki Chirurgii, Traumatologii i Urologii Dziecięcej w Szpitalu Klinicznym im. K. Jonschera.

I dodaje: - Kiedy pierwszy raz zobaczyłem Kamila, był on w stanie bardzo poważnym. Miał olbrzymią duszność, ogromny kaszel, był wyjątkowo osłabiony i stracił na wadze.

Jedynym sposobem na uratowanie zdrowia, ale też życia Kamila było usunięcia guza. Jednak ze względu na jego rozmiary i zmiany, jakie wprowadził on w organizmie nastolatka, nie było to wcale proste.

- Przeprowadziliśmy bardzo żywe dyskusje na temat tego przypadku. Zastanawialiśmy się czy w ogóle podjąć się operacji wycięcia guza. Doszliśmy jednak do wniosku, że jedyną możliwością, żeby Kamilowi dać szanse na dalsze życie, jest jednak usunięcie tej ogromnej zmiany - podkreśla profesor Mańkowski.

- Ale nie tylko podjęcie tej decyzji było problematyczne, ponieważ później długo zastanawialiśmy się, w jaki sposób można ten guz usunąć z klatki piersiowej. Wszystkie ogólnie przyjęte dojścia operacyjne, które stosuje się w torakochirurgii - czy u dorosłych, czy u dzieci - nie zapewniały możliwości wypreparowania tego guza w bezpieczny sposób. W klatce piersiowej są ogromne narządy, które zaopatrują cały organizm, jak serce czy płuca. A my do końca nie wiedzieliśmy, czy ten guz nacieka pozostałe struktury. Owszem, badania obrazowe wiele nam podpowiedziały, ale one nigdy nie są w stanie powiedzieć wszystkiego. W związku z tym tych obaw było wiele.

Długie rozmowy lekarzy nad tak trudnym przypadkiem, jakim okazał się nowotwór Kamila, sprawiły, że pani Anna zaczęła się wahać i mieć wiele wątpliwości dotyczących operacji.

- Ja byłam na nie, nawet jeszcze dzień przed operacją chciałam się wycofać. Myślała, że skoro ten guz i tak jest „martwy” i nie powinien się dalej rozwijać, to może nie ma potrzeby, żeby Kamil trafił na stół. Strasznie się bałam - mówi przez łzy mama siedemnastolatka.

- Ale lekarze wytłumaczyli mi, że bez względu na to czy zrobimy to teraz, czy za pół roku, to i tak trzeba to zrobić. A im później, tym gorzej. Najbardziej jednak przekonał mnie sam Kamil, który mówił, że nie zniesie już kolejnej chemii i tego, jak się czuje. Byłam ostatnią osobą, która wyraziła zgodę na operację.

Operacja Kamila odbyła się 18 sierpnia. Z perspektywy jego mamy ten dzień ciągnął się w nieskończoność.

- Na blok zabrali go o godzinie 8 rano. Wyjechał z niego dopiero o 17.20. To trwało tak długo, że już nawet myślałam, że może go przeoczyłam - śmieje się dzisiaj pani Anna.

- Ale fakt, miałam wrażenie, że to wszystko trwało nawet dziesięć razy dłużej. Bardzo się bałam. Nikt też nie informował mnie o tym, co dzieje się za drzwiami bloku operacyjnego. Ale moja babcia mawiała, że żadna wiadomość, to dobra wiadomość. I starałam się tak to sobie tłumaczyć - skoro nikt nie wychodzi do mnie z informacją, to znaczy, że to trwa, jest dobrze i trzeba czekać.

W tym czasie, przez te kilka godzin na bloku operacyjnym w pocie czoła zespół medyków dokonywał cudu.

- To był największy guz, jaki kiedykolwiek usuwaliśmy z klatki piersiowej - przyznaje prof. Mańkowski. - Spowodował on u Kamila wiele niekorzystnych zmian - serce było całkowicie przesunięte, płuco było kompletnie nieczynne - chłopak tak naprawdę oddychał na jednym płucu. Baliśmy się bardzo, czy te wszystkie narządy wrócą na swoje miejsce i do swoich ról. By w ogóle dostać się do tego guza, zastosowaliśmy dostęp, który opisywany jest czasami w chirurgii wojennej, czyli cięcie poprzeczne przez całą klatkę piersiową. I, jak się okazało, to była bardzo słuszna decyzja.

Po operacji stan nastolatka był niestabilny. Chłopak dostał m.in. napadu drgawek. - Bałam się, że przez to znów trafi na OIOM. Później na szczęście nigdy więcej to się nie pojawiło.

- Jego stan po operacji był bardzo ciężki, ale to dlatego, że to dziecko przeszło heroiczny zabieg, który tak naprawdę przerastał nawet możliwości chirurgiczne. Na szczęście udało się wypreparować wszystkie naczynia z klatki piersiowej i zarazem żadnego z nich nie uszkodzić. Guz został usunięty w całości, co również w chirurgii onkologicznej ma ogromne znaczenie - podsumowuje zabieg kierownik Kliniki Chirurgii, Torakochirurgii i Urologii Dziecięcej.

- Trudno tak naprawdę powiedzieć, kiedy dokładnie ten guz pojawił się u Kamila. Ale z pewnością był tam od dawna, o czym świadczą jego rozmiary. Fakt, że nie wystąpiły wcześniej żadne objawy, wynika z jeszcze młodego organizmu. Dzieci mają ogromne zdolności kompensacyjne, co zawsze nas bardzo zaskakuje i faktycznie często trafiają do nas w dobrym stanie, ale z bardzo poważnymi zmianami.

Finalnie wszystkie objawy ustąpiły. Jak tłumaczy prof. Mańkowski, obecnie zdjęcie klatki piersiowej nastolatka wygląda tak, „jakby nigdy tego guza tam nie było”.

- Teraz na pewno Kamila czeka jeszcze dalsze leczenie, ale możemy być dobrej myśli i trzymać kciuki, żeby nasz przyjaciel żył jeszcze wiele, wiele lat - mówi z zadowoleniem prof. Przemysław Mańkowski.

„Teraz bardziej doceniam to, co mam”

Obecnie Kamil przebywa już w domu. Powoli wraca do sił. Jak jednak zapewnia, czuje się dobrze i liczy na to, że niebawem będzie mógł wrócić do pełnej sprawności, ale także do szkoły. Z kolei jego mama przyznaje, że mimo wszystko wciąż nie może odetchnąć z ulgą.

- To poczucie strachu zostanie chyba we mnie na zawsze. Nawet zwykły dzwonek telefonu przyprawia mnie o dreszcze i szybko sprawdzam numer, czy to przypadkiem nie ze szpitala, mimo że wiem, że wszystko już idzie w dobrą stronę. To było po prostu duże przeżycie i chyba tych obaw się już nie pozbędę - przyznaje pani Anna.

Nowotwór zmienił życie całej rodziny. Kamil zapytany o plany na przyszłość długo się waha. Po chwili wyznaje, że na razie woli unikać wybiegania w przyszłość.

- Trudno mi odpowiedzieć na pytanie o plany, bo w ostatnim czasie żyłem tak naprawdę z dnia na dzień, od wyniku do wyniku. Przed chorobą myślałem o programowaniu, ale też o animacji i grafice komputerowej. Sądzę, że z tych planów nie zrezygnuję, ale ostatnie miesiące zmieniły moje podejście do życia. Bardziej doceniam to, co mam, o czym wcześniej szczególnie nie myślałem. Dlatego staram się skupiać na tych małych, prostych rzeczach i nie snuć dalekich planów - wyznaje 17-latek.

Podobne spostrzeżenia ma także jego mama: - Przed chorobą Kamila mieliśmy zrobić remont, obiecałam córce wyjazd do Energylandii. Ale teraz te rzeczy nie mają żadnego znaczenia. One mogą poczekać. Najważniejsze jest, że już teraz wszyscy jesteśmy zdrowi. To, co kiedyś wydawało się ważne, teraz się już nie liczy. Przewartościowaliśmy wszystko. Najważniejsze jest zdrowie i na tym się skupiamy.

---------------------------

Zainteresował Cię ten artykuł? Szukasz więcej tego typu treści? Chcesz przeczytać więcej artykułów z najnowszego wydania Głosu Wielkopolskiego Plus?

Wejdź na: Najnowsze materiały w serwisie Głos Wielkopolski Plus

Znajdziesz w nim artykuły z Poznania i Wielkopolski, a także Polski i świata oraz teksty magazynowe.

Przeczytasz również wywiady z ludźmi polityki, kultury i sportu, felietony oraz reportaże.

Pozostało jeszcze 0% treści.

Jeżeli chcesz przeczytać ten artykuł, wykup dostęp.

Zaloguj się, by czytać artykuł w całości
  • Prenumerata cyfrowa

    Czytaj ten i wszystkie artykuły w ramach prenumeraty już od 2,46 zł dziennie.

    już od
    2,46
    /dzień
Nicole Młodziejewska

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.