Grzegorz Żochowski: Zaraza

Czytaj dalej
Fot. pixabay.com
Grzegorz Żochowski

Grzegorz Żochowski: Zaraza

Grzegorz Żochowski

Wirus zaatakował język. Panoszy się, zaraża. Choć za miejsce pobytu wybrał usta, kole zwłaszcza w uszy.

Obserwując giętki narząd nie jesteśmy w stanie dostrzec żadnego pypcia, przebarwienia lub podejrzanych dziurek. Jedyny sposób na zdiagnozowanie choroby to poczekanie aż potencjalny chory zacznie mówić. Epidemia dotarła do nas z Warszawy i tam właśnie zetknąłem się z moim pierwszym przypadkiem. Siedziałem właśnie w restauracji. Czekałem na obsługę i od niechcenia obserwowałem ludzi. Kelner właśnie podszedł do sąsiedniego stolika i poprosił o wyartykułowanie zamówienia. Zdębiałem aż po korzonki w zębach, gdy na końcu zdania oznajmującego usłyszałem beznadziejnie nielogiczne i pozbawione sensu zapytanie „tak?”. Wyglądało to z grubsza następująco: „chciałbym zamówić filet z kurczaka oraz frytki, tak?”.

Usłyszałem językową przybłędę raz, drugi, trzeci i nagle dotarło do mnie, że w stolicy masa ludzi wplata bezwiednie w zdania zadziwiający dodatek. Skąd się dziwoląg przypałętał? Nie wiem. Wiem za to, że jest irytująco patogenny. Demaskuje przy okazji niemal kompletny brak refleksji ludzi nad sensem wypowiadanych przez siebie słów.

Zarazek z województwa mazowieckiego do Białegostoku przedostał się w ciągu dosłownie kilku lat i momentalnie namnożył. A że niniejszy artykuł piszę po wysłuchaniu obrad Rady Miasta Białegostoku, to z niej zaczerpnę ilustrujące problematykę wyjątki. Podobne przykłady regularnie usłyszymy w telewizji i radio przy okazji wywiadów (zwróćcie na to uwagę). „Przekonuje mnie podstawowy argument, tak?, że jeżeli nie podejmiemy tej uchwały, to te środki finansowe przepadną”, „Co do tego, co mówił radny: z pismami, tak?, które do nas wpływają...”, „Intencją było ulżenie radnym, którzy zderzyli się z tą sytuacją, z którą my często mamy do czynienia, tak?, gdzie są sprzeczne interesy dwóch stron”, „Opracowanie koncepcyjne, które by z jednej strony zakładało tematykę, tak?, czy pewne ścieżki, którymi można by było podążać...”.

Nie zawsze „tak?” jest głupie. Czasami w ten sposób prosimy słuchacza o odpowiedź albo o kiwnięcie głową („Ale ty masz czym zapłacić, tak?”). Nośnikiem bezsensu staje się wówczas, kiedy mówiący nie oczekuje żadnej reakcji. Na deklarację, że chcę zamówić filet z kurczaka oraz frytki, zakończoną zdumiewającym pytaniem: tak?, zdrowy umysłowo i językowo kelner powinien odpowiedzieć „Co się pan pytasz?! Skąd ja u diabła mam wiedzieć, czy chcesz te frytki, czy nie?”.

Zadziwia zaraźliwość. Wściekam się zwłaszcza wtedy, kiedy - jak kaszlnięcie - i mi z gardła wyskoczy niechciany cudak. Staram się oczywiście powstrzymywać, ponieważ mam świadomość potwornego niebezpieczeństwa. Mieszkam na wschodzie miasta i wiem, że jedno nierozsądne słowo i wiatr gotów zarazą skazić cały Wasilków. A to by było, proszę ja Was, straszne.

Grzegorz Żochowski

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2024 Polska Press Sp. z o.o.