Gordon Wilson idzie do Polski: Będę mieszkać w Poznaniu

Czytaj dalej
Paulina Rezmer

Gordon Wilson idzie do Polski: Będę mieszkać w Poznaniu

Paulina Rezmer

- Myślałem, że ludzie będą ciekawi, po co idę z Leeds do Poznania, a ludzie chcą wiedzieć, dlaczego Brytyjczyk chce mieszkać w Polsce - mówi Gordon.

Spacerek - tak o liczącej około 1600 kilometrów trasie mówi Gordon Wilson, matematyk, nauczyciel, opiekun niepełnosprawnej młodzieży, instruktor pływania i żongler. A od początku września także niestrudzony piechur. Droga, którą postanowił pokonać, wiedzie z Leeds w Wielkiej Brytanii do Poznania.

To tu zamieszka ze swoją żoną Elą.

- Kiedy podjęliśmy decyzję o przeprowadzce, rzuciłem pracę i nagle okazało się, że mam dużo wolnego czasu

- wspomina 34-letni Gordon. - Trzeba go jakoś wykorzystać, pomyślałem, i najpierw chciałem wyjechać na misję do Afryki albo do Ameryki Południowej. Ale żona stwierdziła, że to za daleko i zbyt niebezpieczne, pomyślałem więc, że po prostu przyjdę do domu - śmieje się.

Choć „spacerek” sprawia mu wiele przyjemności, a po drodze spotyka wielu życzliwych ludzi, Gordon idzie przede wszystkim po to, żeby pomagać innym. Za pośrednictwem międzynarodowej fundacji Lions Club Brytyjczyk prowadzi zbiórkę pieniędzy na pomoc humanitarną ofiarom kataklizmów na całym świecie. Założona kwota to 5 tysięcy funtów. Zbiórka potrwa do 21 grudnia, a kwota w całości zostanie przeznaczona na cele fundacji.

Żonglerka w urzędzie
Pytany o największą trudność podczas podróży Gordon odpowiada z uśmiechem, że jest nią każdy moment, kiedy musi zejść ze szlaku i wstąpić na stację benzynową. - To zakłóca rytm marszu i sprowadza na ziemię - tłumaczy. Tak naprawdę jest niezłomny. Ze szlaku nie zawróciła go nawet choroba, której nabawił się po wypiciu wody z Łaby. - Okazało się, że mój filtr przestał działać, więc z własnej winy dwa dni spędziłem przymusowo w niemieckim szpitalu - przyznaje Gordon. - Ale miało to swoje plusy, bo ku mojemu zaskoczeniu wielu ludzi przyszło mnie odwiedzić - dodaje zaraz.

Wszędzie, gdzie może Brytyjczyk stara się odwdzięczyć za okazane mu serce i pomoc. Jest chętny grabić liście w ogrodach napotkanych gospodarzy, spędzić trochę czasu na rozmowie ze starszymi ludźmi, wyprowadzić psa na spacer. Kiedy nie ma innej możliwości, odpłaca pokazem albo lekcją żonglerki.

- Musi być wiedza za wiedzę! - upiera się Jan Makarewicz, sekretarz gminy Zbąszynek, który podejmuje Gordona i jego kuzyna Davida w urzędzie. - Skoro ty uczysz mnie żonglować, to ja nauczę cię innej sztuczki - układa trzy monety na wierzchu przedramienia, podrzuca. Po chwili wszystkie znikają w jego zamkniętej dłoni.

- Tego nie znałem - przyznaje Brytyjczyk. - Muszę poćwiczyć - formalna wizyta szybko przeradza się w miłe spotkanie, a włodarze obiecują oficjalnymi kanałami nagłośnić charytatywną misję Gordona.

- Prezydenta Poznania też nauczę żonglować, jeśli będzie chciał

- zapewnia podróżnik. - Tak naprawdę o to w życiu chodzi, żeby wciąż uczyć się nowych rzeczy, a potem dzielić się wiedzą i umiejętnościami z innymi. Każdy coś umie. Ja umiem chodzić, więc idę - mówi.

Ale po co?
Zanim wyruszył w podróż, musiał się przygotować. Dźwiganie kilkudziesięciolitrowego plecaka i pokonywanie nawet 30 kilometrów dziennie nie jest proste. - Chodziłem na długie spacery - przyznaje. - Czasem przechodziłem kilkadziesiąt kilometrów, ale tak naprawdę nie było tego wiele.

Oprócz fizycznych wprawek Gordon ćwiczył też swoją opowieść. Po angielsku, po polsku i trochę po niemiecku. - Myślałem, że najczęściej będę pytany o to, dlaczego idę z Leeds do Poznania, jaki jest cel mojej wyprawy. Tymczasem okazuje się, że mnóstwo ludzi chce wiedzieć, dlaczego Brytyjczyk chce mieszkać w Polsce - przyznaje.

- Dziwny jest świat. Polacy chcą wyjeżdżać na Wyspy, a ja chcę do Polski

- śmieje się.

W Poznaniu, do którego Gordon dotrze lada dzień, czekają na niego żona i przyjaciel, a także członkowie Lions Club, których w stolicy Wielkopolski działa aż 11. Gorące przyjęcie zamierza mu też zgotować biuro prezydenta Jacka Jaśkowiaka.

- Bardzo się cieszę i nie mogę się doczekać - przyznaje Brytyjczyk.

- Kiedy przyjdę do Poznania, wszystko będę zaczynał od nowa. Będę miał więcej czasu dla rodziny. Poszukam nowej pracy, może znów zostanę nauczycielem

- zastanawia się głośno. - Wszystko przede mną.

Paulina Rezmer

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.