Marta Danielewicz

Gminy uczą swoich mieszkańców jak palić w piecach. Taką walkę ze smogiem krytykuje wiceprezydentka Poznania: "Jestem przeciwnikiem węgla"

Mosiński Alarm Smogowy od lat przekonuje mieszkańców okolicznych gmin, by podczas palenia w swoich piecach, kominkach węglem lub drewnem stosowali metodę Fot. Archiwum Mosiński Alarm Smogowy od lat przekonuje mieszkańców okolicznych gmin, by podczas palenia w swoich piecach, kominkach węglem lub drewnem stosowali metodę "od góry". Co to oznacza?
Marta Danielewicz

Urząd Gminy Mosina w zeszłym tygodniu przyjął "Uchwałę o prawidłowym spalaniu" Mosińskiego Alarmu Smogowego. Jej pomysłodawcy zachęcają, by mieszkańcy, którzy opalają swoje domy paliwem stałym, robili to metodą "od góry". Ma to sprawić, że spalanie będzie efektywniejsze, z komina nie będzie wydobywał się duszący i gęsty dym. Także władze Stęszewa, Suchego Lasu zachęcają mieszkańców, by stosowali takie rozwiązania. Pomysł krytykuje zastępczyni prezydenta Poznania, Katarzyna Kierzek-Koperska. - To ciche przyzwolenie na węgiel - mówi.

Mosiński Alarm Smogowy od lat przekonuje mieszkańców okolicznych gmin, by podczas palenia w swoich piecach, kominkach węglem lub drewnem stosowali metodę "od góry". Co to oznacza?

Palenie "od góry"

- To jedyny sposób, jeśli nie mamy ekologicznego źródła ogrzewania, na efektywniejsze i bardziej pro środowiskowe spalanie pali stałych - tłumaczy Adam Moskal z Mosińskiego Alarmu Smogowego.

- Palenie "od góry" polega na ułożeniu i podpaleniu rozpałki na górze wsypanego wcześniej paliwa. Wszystkie substancje lotne, które wydobywają się węgla lub drewna przechodzą przez warstwę żaru i ulegają spaleniu. Dzięki temu poprawiana jest ekonomia i ekologia pracy kotła. Dym to nie spalony węgiel i jest go nawet do 30%. Tą metodą możemy zaoszczędzić nawet 300 złotych na tonie węgla.

Zdaniem Mosińskiego Alarmu Smogowego system rozpalania pieca „od góry” jest alternatywą efektywniejszą, czystszą, bardziej ekonomiczną.

Czytaj: Jak i gdzie można sprawdzić jakość powietrza w Poznaniu?

W zeszłym tygodniu Rada Miejska w Mosinie jednogłośnie przegłosowała "Uchwałę o prawidłowym spalaniu". Także inne gminy, jak Stęszew czy Suchy Las promują tę metodę wśród swoich mieszkańców.

Uchwałę o prawidłowym spalaniu krytykuje Kierzek-Koperska

Przypomnijmy, że w takich właśnie miejscowościach, należących do tzw. obwarzanka poznańskiego z zabudową jednorodzinną, dominuje ogrzewanie węglowe. Nie ma tam cieplików miejskich, a korzystać można jedynie z powiatowych lub rządowych programów na wymianę pieców.

Jednak decyzję Urzędu Gminy w Mosinie skrytykowała zastępczyni prezydenta Poznania, Katarzyna Kierzek-Koperska. Powołując się na raport Instytutu Chemicznej Przeróbki Węgla z Chorzowa uważa, że rozpalanie „od góry" jest nieprzewidywalne, jeśli chodzi o emisję spalin.

Zobacz: Uchwała antysmogowa dla Poznania. Co i kiedy można palić, by nie dostać mandatu?

- Polski Alarm Antysmogowy przysłał do mnie pismo w tej sprawie, w którym także przestrzega przed takimi metodami. Jedyną drogą w tej kwestii jest sukcesywne usuwanie pieców oraz kampania informacyjna, jak trujące jest spalanie węgla, bez względu na to, czy od dołu, czy od góry - pisze Kierzek Koperska.

- Jestem przeciwna rozpowszechnianiu metody "od góry", to tak naprawdę ciche przyzwolenie na stosowanie pieców na paliwo stałe i zniechęcenie do wymiany pieców.

Walka ze smogiem lobby węglowego?

Pod jej wpisem rozgorzała dyskusja z pomysłodawcami uchwały, a także przedstawicielami poznańskich organizacji antysmogowych.

- To nie jest pudrowanie problemu, a odpowiedź na krzyk rozpaczy. Od lat aglomeracja i Poznań mają problem ze smogiem i do tej pory ich działania nie przyniosły większego efektu. Rekomendacja palenia "od góry" to działanie tymczasowe, które nie szkodzi i można je wdrożyć w życie od jutra, bo jest darmowe. Pani prezydent, podobnie jak Polski Alarm Smogowy lobbuje za całkowitą rezygnacją z węgla, ale to przecież w ciągu 15-20 lat niemożliwe. Zwłaszcza, że sama wymiana pieca nie rozwiązuje problemu wśród osób uboższych - mówi Adam Moskal i dodaje, że metoda palenia "od góry" jest także zalecana przez Ministerstwo Środowiska w poradniku jak palić w piecu z marca 2017 r.

W odpowiedzi Kierzek-Koperska uważa, że została zaatakowana przez "lobby węglowe".
- W Poznaniu jeśli ktoś chce stosować tą metodę to nikt nie może mu zabronić, ale dla mnie niewyobrażalne jest aby urząd miasta, które przyjęło Plan Adaptacji do zmian klimatu (43 miasta w Polsce) promowało lepsze lub gorsze metody palenia węglem. Nasz przekaz musi być jasny: musimy eliminować piece na węgiel. To kwestia budowania pewnego myślenia o skutkach zmian klimatycznych szeroko pojętych - odpowiada Kierzek-Koperska.

Dron pomaga walczyć ze smogiem w Poznaniu. Posypały się mandaty dla palących plastikiem - zobacz wideo:

źródło: TVN24

Marta Danielewicz

Komentarze

3
Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

ramonpol199

Cytuję w skrócie z FB Koalicji Antysmogowej Bye Bye Smog: No niestety, pani prezydent nic nie rozumie. Nie dziwota, nigdy wcześniej ochroną środowiska i walką ze smogiem się nie zajmowała. Powiela wiec stereotypu młodych, pięknych, bogatych chłopców z polskiego i poznańskiego alarmu smogowego, którzy nie mogą zrozumieć, że w Polsce 4,6 mln ludzi żyje w ubóstwie energetycznym i zajmuje się przeżyciem kolejnej zimy, a nie kupowaniem nowego pieca, podłączaniem gazu czy cieplika, i płaceniem więcej za nowe paliwo do ogrzewania mieszkań. Zamożny biednego nie zrozumie, bez dwóch zdań

Małgorzata Kaptur

Autorka ma problem z rozróżnieniem kompetencji rady i urzędu. "Urząd przyjął uchwałę". Urząd nie podejmuje uchwały, tylko je wykonuje.

Gall Anonim

"Jedyną drogą w tej kwestii jest sukcesywne usuwanie pieców(...)"

Ten cytat z pani Kierzek-Koperskiej to byłby miód na moje serce gdyby nie to że w Poznaniu wymieniono dwudziestokrotnie mniej pieców niż w Krakowie (pomimo że Kraków jest półtora raza większy, więc per capita to ponad dziesięciokrotnie mniej). Po czynach ich poznacie.

Poznań to takie miasto które ostatnio przypomina erotomana-impotenta, które barwnie opowiada co i jak, niestety w konfrontacji z rzeczywistością okazuje się że "nie po raz pierwszy nie staje mi" aby sparafrazować od niedawna poznaniaka Józefa Zycha.
I nie, nie wszystko to metoda kija. Jest jeszcze metoda marchewki.

plus.gloswielkopolski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.