Głos Rock Festiwal: Janusz Grzywacz przed koncertem w Poznaniu. "Jesteśmy po przejściach, a nazwa Laboratorium zobowiązuje" [ROZMOWA]

Czytaj dalej
Fot. Kolaż M. Małaszyńska
Marek Zaradniak

Głos Rock Festiwal: Janusz Grzywacz przed koncertem w Poznaniu. "Jesteśmy po przejściach, a nazwa Laboratorium zobowiązuje" [ROZMOWA]

Marek Zaradniak

Z Januszem Grzywaczem, kompozytorem i pianistą, liderem grupy Laboratorium rozmawiamy przed jej koncertem w Poznaniu w ramach Głos Rock Festiwalu.

W najbliższą środę wystąpicie w poznańskim klubie Blue Note w ramach Głos Rock Festiwalu. Przyjedziecie z utworami z waszej nowej płyty „Now” . Kazaliście na nią czekać swoim fanom 32 lata. Czym była spowodowana tak długa przerwa?
Po prostu nie było zespołu. Zakończyliśmy działalność w późnych latach 80. płytą „Anatomy Lesson”. W ogóle nie grałem od tego czasu. Zajmowałem się komponowaniem. Miałem swoją pracownię. Nagrywałem głównie muzykę do teatru, do ponad 120 premier. Kiedy w roku 2006 lub 2007 powstała myśl o ewentualnym spotkaniu i zagraniu czegoś dla żartu, okazało się, że ludzie chcą tego słuchać. Przypomnieliśmy sobie parę starych utworów, zrobiliśmy jeden czy dwa nowe i od tego czasu gramy. W międzyczasie dołączył do nas, niestety nieżyjący już, Grzesiu Grzyb, a potem w małym klubiku w Krakowie pojawił się Marek Raduli ze wzmacniaczem. Zapytał, czy może, a ja na to, że wypuszczę go na jakieś solówki. On powiedział wtedy, że zna wszystkie utwory. I tak dołączył do nas. W tym składzie z Markiem zagramy w Blue Note.

Użyłeś określenia, że zagraliście dla żartu. A więc „Now” to muzyczny żart?
To po prostu podsumowanie naszego ostatniego okresu. Tak zwanego comebacku. Wpadliśmy do studia na kilka dni. Potem jakieś poprawki. Zgranie. I tyle.

Grupa Laboratorium to jedna z legend  polskiego jazzu. Usłyszymy ją w środę w klubie Blue Note
Show The Show Janusz Grzywacz z grupą Laboratorium wystąpią w środę w klubie Blue Note

Czy czujecie, jak zmieniliście się przez te lata?
Właśnie. To jest fascynujące, bo każdy z nas wiódł przez ten czas własny artystyczny żywot. Marek Stryszowski był liderem kilku zespołów. Grał, śpiewał i - jak mówi - tańczył. Krzysiek Ścierański prowadził karierę solową i kwartet. Jesteśmy mężczyznami po przejściach i to, że nazywa się to nadal Laboratorium, to zobowiązuje. To nie jest zespół, ale spotkanie starych, fajnych kolegów, którzy wnieśli do obecnego kształtu zespołu wszystkie swoje doświadczenia z lat przerwy. Ja musiałem się od nowa uczyć grać na klawiszach. I mówię to poważnie, ponieważ do komponowania wystarczył mi komputer i jakaś jedna klawiaturka. Natomiast, aby grać harmonie i solówki, musiałem to wszystko przerabiać od nowa. W tej chwili doszedłem do formy, jaką miałem kiedyś. W międzyczasie nie byłem na scenie. Grałem jedynie czasami jakieś recitale na festiwalach filmowych czy teatralnych. Nie było to Laboratorium, lecz inna muzyka.

Którą z waszych płyt z tamtego okresu uważasz za najważniejszą?
Każda z nich miała jakiś swój hak, na którym cała wisiała Lubię płytę „Quasimodo” ponieważ tam się dużo dzieje kompozycyjnie. Oczywiście płytą kultową czy trendową był na owe czasy „Modern Pentathlon”, ale i ostatnie płyty zarówno te studyjne z Teatru Stu czy „Anatomy Lesson” też mają fajne elementy. Też sonorystycznie tam się coś dzieje. Są to fajne jak na owe czasy pomysły. Młodzi ludzie na naszych koncertach mówią iż to nie do wiary abyśmy wtedy mogli grać takie rzeczy.

Na tej płycie są goście wibrafonista Bernard Maseli i raper O.S.T.R. Skąd pomysł na ich zaproszenie?
Uwielbiam Maselego, jego granie, harmonie, solówki i dbałość o brzmienia. On używa także syntezatorów sterowanych elektronicznie przez swój instrument. Kiedyś wpadłem na jego koncert i po koncercie zaproponowałem, abyśmy zagrali coś w duecie. Ucieszył się. Wpadł do mnie, któregoś dnia. Nauczyliśmy się przygotowanego programu i pograliśmy parę koncertów w duecie. A na koncercie „Solidarity of Art” w Gdańsku graliśmy z McFerrinem i tam zaprosiłem go po raz pierwszy oficjalnie do zagrania z Laboratorium. Ja go uważam za jednego z członków zespołu, a nie gościa. Jeszcze rok temu może był gościem. Teraz jest pełnoprawnym członkiem.

Grupa Laboratorium to jedna z legend  polskiego jazzu. Usłyszymy ją w środę w klubie Blue Note
Kolaż M. Małaszyńska Grupa Laboratorium to jedna z legend polskiego jazzu. Usłyszymy ją w środę w klubie Blue Note

A O.S.T.R.?
Wpadli na to nasi producenci, ponieważ on wykorzystywał w swoich produkcjach nasze loopy. Okazało się, że coś mamy wspólnego. Gdy zadzwoniłem do Adama, okazało się, że śledzi nasze rzeczy. Jego mama, która wykłada na Akademii Muzycznej w Łodzi, kazała mu nas słuchać. Okazał się bardzo miły, choć obawialiśmy się, że raczej walnie w łeb niż się zgodzi. A tu wprost przeciwnie. Skomponowaliśmy fajny numer, choć właściwie to on go wymyślił. Napisał tekst, w którym przewija się słowo Laboratorium.

Jest płyta, są koncerty. A jakie są dalsze plany funkcjonowania Laboratorium? Czy to tylko jednorazowy incydent?
Ten jednorazowy incydent trwa już 12 lat. Mamy kontrakt z Universalem na dwie płyty więc nagramy jeszcze jedną płytę.

Głos Rock Festiwal - Koncert zespołu Laboratorium
klub Blue Note (ul. Kościuszki 79)
3 kwietnia, godzina 20, wejście od godziny 19
bilety: 90-110 zł

Marek Zaradniak

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gloswielkopolski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.