Gdzie jest generał? My wiemy. John S. Kolasheski stacjonuje w Poznaniu, ale rodzinę i przodków ma w Bornem Sulinowie

Czytaj dalej
Fot. Rajmund Wełnic
Rajmund Wełnic

Gdzie jest generał? My wiemy. John S. Kolasheski stacjonuje w Poznaniu, ale rodzinę i przodków ma w Bornem Sulinowie

Rajmund Wełnic

Bliscy generała Johna S. Kolasheskiego, który dowodzi amerykańskim V Korpusem, mieszkają w Bornem Sulinowie. Tym samym, z którego 30 lat temu wyjechał ostatni eszelon sowieckiego wojska...

NATO nie przygląda się wojnie na Ukrainie z założonymi rękami. Do Paktu Północnoatlantyckiego przystępują neutralna od wieków Szwecja i mająca traumatyczne wspomnienia z wojny z ZSRR Finlandia. Zwiększane są siły Sojuszu na wschodniej flance NATO, a w Madrycie prezydent USA Joe Biden zapowiedział, że stałe dowództwo V Korpusu amerykańskiego znajdzie się w Polsce. To kilkuset oficerów - mózg dużej części sił amerykańskich w Europie.

Już dwa lata temu w Poznaniu ulokowano wysunięte dowództwo reaktywowanego V Korpusu. To była część porozumienia między Polską i USA, zwiększającego stałą obecność wojsk amerykańskich w naszym kraju. Na czele V Korpusu stanął generał John S. Kolasheski, który ma polskie korzenie. Od tego czasu zmieniło się wiele, bo wojna z poligonów i ćwiczeń sztabowych przeniosła się na stepy i miasta Ukrainy.

Bliscy generała w Bornem Sulinowie

Okazuje się, że generał Kolasheski nie tylko ma polskich przodków, ale i bliskich w... Bornem Sulinowie.

- Kolega widział w telewizji rozmowę z nim i zadzwonił z pytaniem, czy przypadkiem nie mam rodziny w Ameryce, bo nazwisko generała wydało mu się podobne do mojego - mówi Edward Kołaczewski z Bornego Sulinowa. - Sprawdziłem w internecie i okazało się, że to faktycznie to mój stryjeczny bratanek, którego ostatni raz widziałem w roku 1973, gdy pierwszy raz byłem w USA.

Tu nieco genealogii - dziadek generała, Franciszek, wyemigrował za chlebem do Stanów Zjednoczonych jeszcze przed I wojną światową.

- Jego bratem, a w sumie było ich ośmioro rodzeństwa, był mój ojciec Wincenty - wspomina pan Edward. - Franciszek w Ameryce zmienił nazwisko na możliwe do wypowiedzenia przez Amerykanów Kolasheski. Prowadził w Pensylwanii drukarnię, ożenił się z Polką Eleonorą i miał syna Richarda.

Ten wybrał karierę w armii, walczył w Wietnamie i dosłużył się stopnia pułkownika. Tradycję kontynuuje jego syn John S. Kolasheski. To jedyni - oprócz Wincentego, który jako legionista Piłsudskiego bił się z bolszewikami - żołnierze w licznej rodzinie Kołaczewskich.

Rodzina Kołaczewskich pochodziła ze słynnego z porcelany Ćmielowa, ale los rozrzucił ich po całej Polsce i świecie. Jeden z wujów pana Edwarda dom znalazł nawet w Argentynie. Mimo to utrzymywano silne związki.

- W roku 1972 odwiedziła nas żona wujka Franka i zaprosiła do Ameryki - nasz rozmówca pokazuje zdjęcia sprzed prawie 50 lat i wspomina, jakim przeżyciem była dla niego pierwsza wizyta za oceanem. To tam 8-letni John pierwszy - i jak na razie ostatni - spotkał się ze swoim stryjecznym wujkiem.

Potem pan Edward był w USA jeszcze ponad 20 razy, zwiedził je wzdłuż i wszerz, ale okazja do spotkań z Richardem i jego rodziną żyjącą w Kansas już się nie natrafiła.

Pan Edward sam założył rodzinę, zamieszkał w Skarżysku i - jako geodecie - nieźle mu się wiodło. Może przez głowę przemknęła myśl o emigracji do Ameryki, ale tu w Polsce miał pracę, korzenie i bliskich, a i częste wizyty za Atlantykiem pokazały też inne oblicze tego kraju.

Dziś nasz rozmówca mieszka w Bornem Sulinowie. Jak tu trafił? Kilka lat temu dom w pobliskiej Dąbrowicy kupił jego brat Ignacy.

- Od dawna przyjeżdżałem kilka razy w roku nad jezioro Pile na ryby i zakochałem się w tym miejscu - mówi pan Ignacy, zapalony wędkarz, któremu w końcu znajomy zaproponował kupno domu w Dąbrowicy. - Po naradzie z żoną postanowiliśmy nieco zwolnić tempo życia, sprzedaliśmy dom w Skarżysku i zamieszkaliśmy w tej pięknej okolicy.

-Ja też już o dawna byłem na emeryturze, żona poważnie zachorowała i rozglądaliśmy się za nowym miejscem na stare lata - pan Edward mówi, że w końcu uległ namowom brata i sprowadził się do Bornego Sulinowa, gdzie kupił mieszkanie. Wyboru - choć żona nie doczekała przeprowadzki - nie żałuje. - Cisza, spokój, ogródek i las za oknem, czego chcieć więcej? - pyta retorycznie.

Na ruskim poligonie będą szkolić się Amerykanie

Gmina Borne to nie tylko z uwagi na piękne okoliczności przyrody miejsce szczególne. Jak w soczewce skupia historię. Miasteczko Gross Born wybudowano jako wielkie koszary dla niemieckiego Wehrmachtu, by szkolić na pobliskim poligonie artylerzystów i pancerne zagony Hitlera. Po wojnie bazę i poligon przejęła Armia Czerwona, tworząc jedną z wielu eksterytorialnych enklaw wPolsce.

Rosjanie wyjechali z Bornego w roku 1992 i miasto wróciło w granice Polski. Ślady obecności obcego wojska są jednak widoczne do dziś niemal na każdym kroku, a na nostalgii za dawnymi czasami i militarnej przyszłości Borne buduje swoją turystyczną strategię. Po roku 1992 do leśnego miasteczka-bazy wojskowej przyjechali wszyscy obecni jego mieszkańcy, którzy tu znaleźli swoje nowe miejsce. Dziś historia zatacza koło - po żołnierzach niemieckich i sowieckich na pobliskim poligonie drawskim powstanie wielkie centrum szkoleniowe dla armii polskiej i amerykańskiej.

- Na wieść o przyjeździe Johna do Polski napisałem do niego za pośrednictwem ambasady amerykańskiej list, że jesteśmy bardzo z tego powodu dumni - Edward Kołaczewski już dwa lata temu miał nadzieję, że być może generał znajdzie chwilę czasu, aby spotkać się z bliskim i powspominać.

Niestety, na razie do tego nie doszło.

- Wtedy dowództwo V Korpusu w dużej części nadal znajdowało się bowiem w Niemczech, a generał, jak już był w Polsce, to miał masę obowiązków i brak czasu na spotkanie, ale odpisał, że chciałby się z nami zobaczyć - pan Edward mówi, że niedawno zmarł Richard, ojciec generała, który był łącznikiem między bliskimi. - Teraz, gdy będzie w bliskim Poznaniu, może nam się uda porozmawiać. Choć czasy dziś niespokojne i żołnierze mają inne zmartwienia na głowie - dodaje.

Wojskowa kariera Johna S. Kolasheskiego

Dla Johna S. Kolasheskiego nominacja na dowódcę V Korpusu wiązała się z otrzymaniem drugiej gwizdki generalskiej.

W armii USA służy 33 lata. Wcześniej był komendantem Szkoły Pancernej US Army i zastępcą dowódcy w Centrum Doskonałości Manewrowej w Fort Benning. Dowodził również 1. Dywizją Piechoty i Fortem Riley w Kansas, był także na misjach w Iraku i Afganistanie. Niedawno m.in. nadzorował wielkie manewry sił NATO Defender Europe, które odbywały się m.in. na poligonie drawskim. Tu polscy pancerniacy mieli okazję po raz pierwszy poznać czołgi M1 Abrams, które wkrótce trafią do naszej armii.

Rajmund Wełnic

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gloswielkopolski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.