Faszyzm po węgiersku, czyli straszak na Horthy’ego. Szálasi i strzałokrzyżowcy

Czytaj dalej
Fot. Wikipedia Commons/Domena publiczna
Wojciech Rodak

Faszyzm po węgiersku, czyli straszak na Horthy’ego. Szálasi i strzałokrzyżowcy

Wojciech Rodak

Strzałokrzyżowcy początkowo byli masowym ruchem frustratów, wykorzystywanym przez Niemców. Gdy dopuszczono ich do władzy, wymordowali tysiące Żydów

Było mroźne grudniowe popołudnie 1944 r. Budapeszt żył w napiętej atmosferze terroru. Na przedpolach stolicy trwały walki wojsk niemiecko-węgierskich z Armią Czerwoną. A tymczasem w mieście ubrana w czarne mundury milicja strzałokrzyżowców, tzw. Nyilas, zajmowała się tropieniem i mordowaniem miejscowych Żydów.

19-letni Tommy Dick ukrywał się u swoich znajomych, Eriki i Andrisa, w śródmieściu Budapesztu. Pochodził z rodziny żydowskich konwertytów. Jego rodzice porzucili judaizm na rzecz protestantyzmu. Niemniej jednak nie miał „żelaznych papierów”, które mogłyby go uratować w razie dostania się w ręce Nyilasów. Dlatego, gdy usłyszał na klatce schodowej krzyki kilku mężczyzn i walenie w drzwi, od razu pobiegł ukryć się w łazience.

Erika i Andris otworzyli drzwi. Do mieszkania wpadło czterech milicjantów z pistoletami. Dwóch z nich od razu ruszyło do łazienki. „Nie miałem gdzie uciekać, nie miałem się gdzie ukryć - pisał po latach Dick. - Te zbiry pobiły mnie rękojeściami pistoletów i kazali mi się obnażyć, by sprawdzić, czy jestem obrzezany. […] nie byłem, ale to i tak w ich oczach nie czyniło mnie Aryjczykiem”.

Nyilasi wywlekli młodzieńca do pokoju i kilka minut katowali. Następnie zabrali go z mieszkania i dołączyli do grupy pojmanych wcześniej Żydów. Grupkę nieszczęśników, wśród których znajdowały się zrozpaczona matka z córkami, prowadzono w kierunku nabrzeża Dunaju. „Nie będzie bolało” - „pocieszał” spanikowanych jeden z milicjantów z szyderczym uśmieszkiem.

Przemarsz Strzałokrzyżowców na ulicy Budapesztu przed wojną
Wikipedia Commons/Domena publiczna Kolumna strzałokrzyżowców na ulicy oblężonego Budapesztu

Gdy dotarli nad rzekę, wszystkim ośmiorgu Żydom związano ręce i, wśród krzyku i płaczu kobiet, ustawiono w jednym rzędzie, twarzami w kierunku wody. Za każdym z nich, w około metrowej odległości, stał jeden Nyilas z pistoletami wycelowanymi w potylicę ofiary.

„Pamiętam, że dowódca [milicjantów - red.] krzyknął ‘Ognia!’. Przez sekundę, bardzo długą sekundę, nic się nie działo. Nie mogłem stać nieruchomo tak po prostu, czekając na śmierć - wspominał Tommy Dick. - Dlatego obróciłem głowę, żeby zobaczyć, jak ginie osoba stojąca na prawo ode mnie. I wtedy Nyilas stojący za mną wystrzelił, zapewne celując w podstawę mojej czaszki. Stał nie więcej niż metr za mną. Jakimś cudem pocisk przeszył moją szczękę, a nie czaszkę. Co stało się zaraz potem, nie pamiętam. […] Albo siła wystrzału popchnęła mnie do przodu, albo milicjant kopniakiem zepchnął mnie do rzeki. Nie pamiętam momentu spadania. Musiałem na chwilę stracić przytomność. Gdy wpadłem do mroźnych wód Dunaju, momentalnie otrzeźwiałem. […] Wiedziałem, że umarłem, ale jednak mogłem oddychać, czuć i myśleć. Myślałem, że tak wygląda życie po śmierci”.

Tommy Dick miał wówczas niebywałe szczęście. Udało mu się wydostać z rzeki i wyleczyć ranę twarzy. Zmarł dopiero 55 lat później na emigracji w Kanadzie.

W grudniu 1944 r. i styczniu 1945 r. strzałokrzyżowcy rozstrzelali nad Dunajem nawet 20 tys. budapeszteńskich Żydów. Ich przerażającą zbrodnię upamiętnia poruszający pomnik autorstwa Cana Togaya i Gyuli Pauera, znajdujący się nieopodal budynku parlamentu. Składa się on z różnych rodzajów par butów odlanych z brązu, zamontowanych obok siebie na nabrzeżu (milicjanci zawsze swoim ofiarom kazali zdejmować obuwie przed egzekucją).

Strzałokrzyżowcy należeli do tej grupy hitlerowskich kolaborantów, którzy zostali przy III Rzeszy do samego końca, aktywnie wspomagając ją w ludobójstwie Żydów. I to pomimo faktu, że klęska Niemiec była nieunikniona. Żeby zrozumieć fenomen tego ruchu, musimy cofnąć się o ćwierć wieku wstecz.

Stagnacja i frustracja

Węgry wyszły z zawieruchy po I wojnie światowej straumatyzowane. W wyniku traktatu pokojowego z Trianon utraciły Słowację (na rzecz Czechosłowacji), Siedmiogród (na rzecz Rumunii), Baczkę (na rzecz Królestwa SHS) i Burgenland (na rzecz Austrii). Tym samym powierzchnia kraju skurczyła się do 28 proc. jego przedwojennego obszaru (wynosiła jedynie 93 km kw.; wcześniej 325 km kw.). W efekcie populacja spadła o niemal dwie trzecie (z 20,9 do 7,6 mln). Za granicami kraju znalazło się 31 proc. etnicznych Węgrów (3,3 mln). W dodatku Węgry były wyczerpane komunistyczną rewolucją Beli Kuna i rumuńską interwencją, która położyła jej kres. Chaos panujący w kraju okiełznał dopiero w 1920 r. Miklós Horthy, zwany „admirałem na koniu”. Przyjął on tytuł regenta (Węgry oficjalnie pozostawały monarchią), zostając pierwszym dyktatorem w międzywojennej Europie.

Przemarsz Strzałokrzyżowców na ulicy Budapesztu przed wojną
Wikipedia Commons/Domena publiczna Miklós Horthy: Urodził się 1868 r. w majątku Kenderes. Był adiutantem cesarza Franciszka Józefa, w czasie I wojny światowej dowódcą floty Austro-Węgier. W 1920 r., z tytułem regenta, przejął pełnię władzy na Węgrzech. Ironicznie nazywano go „admirałem bez floty w kraju bez morza”. Jesienią 1944 r., gdy porażka III Rzeszy była pewna, chciał paktować z aliantami. Wówczas Niemcy odsunęli go od władzy. Internowano go w Bawarii. Po wojnie osiadł w Portugalii. Zmarł w Estoril w 1957 r.

Reżim Horthy’ego nie należały do szczególnie opresyjnych. Prasa nie podlegała ostrej cenzurze, sądy były niezawisłe. Funkcjonował parlament i rząd, który podejmował gros codziennych decyzji politycznych (oczywiście zawsze musiał uzyskać aprobatę regenta). Zakazano działalności jedynie partii komunistycznej. W Żydów, których ekipa regenta obwiniała za przygotowanie i sprzyjanie rewolucji w 1919 r., wymierzona była pierwsza w Europie ustawa Numerus Clausus, ograniczająca liczbę przewidzianych dla nich miejsc na uniwersytetach.

Do początku lat trzydziestych stanowisko premiera piastował hrabia István Bethlen. Jego konserwatywno-liberalny rząd ustabilizował finanse państwa i doprowadził do krótkotrwałego ożywienia gospodarczego, jednak pozostawił nienaruszone stosunki majątkowe i społeczne. Oto jak je opisał publicysta Paul Lendvai:

„Tak jak dotychczas 2400 wielkich właścicieli ziemskich posiadało ponad 36 proc. kraju; natomiast 72,7 proc. chłopów miało do dyspozycji zaledwie dziesięć procent gruntów. Skromna reforma rolna niczego nie zmieniła w nędznym położeniu całkiem lub prawie całkiem bezrolnych chłopów, którzy wciąż jeszcze stanowili 46 proc. spośród około 4,5 miliona mieszkańców wsi. […] Także realne wynagrodzenie robotników osiągnęło tylko 80-90 procent poziomu przedwojennego. Jednocześnie społeczne nierówności między górnymi „52 tysiącami” i masami były większe niż kiedykolwiek. Najwyższa warstwa, stanowiąca 0,6 proc. ludności, dysponowała w latach 1930-31 ponad 20 procentami prywatnych przychodów. […] Mimo oficjalnego antysemityzmu, żydowska burżuazja finansowa i przemysłowa utrzymała swoją supremację tak samo jak wielcy właściciele ziemscy i posiadacze ‘tysiąca mórg’”.

Wielki kryzys, który był silnie odczuwalny także na Węgrzech, tylko zwiększył społeczną frustrację wywołaną tym stanem rzeczy. Nie uśmierzyły jej nawet rządy skrajnie prawicowego premiera Gyuli Gömbösa, sympatyka Mussoliniego i Hitlera. Jego szumne zapowiedzi reform wewnętrznych w duchu faszystowskim pozostały niezrealizowane aż do przedwczesnej śmierci w 1936 r. Tymczasem część „chrześcijańskiej” węgierskiej klasy średniej - nowej burżuazji, urzędników, spauperyzowanych ziemian czy oficerów - coraz mocniej fascynowała się osiągnięciami ekonomicznymi i politycznymi III Rzeszy, szczególnie konsekwencją, z jaką jej przywódca parł ku rewizji traktatu wersalskiego i marginalizował Żydów. Wówczas nad Dunajem nastąpił mocny zwrot na prawo.

Kitartás!

Na ironię zakrawa fakt, iż najważniejszy przywódca radykalnych nacjonalistów był etnicznie „co najwyżej ćwierć-Węgrem”, jak mawiał Horthy. Mowa tu o Ferencu Szálasim, który pierwotnie nazywał się Szálosján. W jego żyłach płynęła krew ormiańska, słowacka i niemiecka. Urodził się w 1897 r. w Koszycach. W 1935 r., będąc w randze majora, odszedł z armii, by rzucić się w wir polityki i „zbawić Ojczyznę”.

Przemarsz Strzałokrzyżowców na ulicy Budapesztu przed wojną
Wikipedia Commons/Domena publiczna Ferenc Szálasi jako „lider narodu” w Budapeszcie (październik 1944 r.)

Od razu po wyjściu do cywila założył swoje pierwsze ugrupowanie - Partię Woli Narodowej. Gdy ta po roku została zdelegalizowana przez rząd jako zbyt radykalna, założył następną - Węgierską Partię Narodowo-Socjalistyczną z siedzibą przy ulicy Andrássy 60 w Budapeszcie (dziś mieści się tam muzeum Terror Háza). Jej demagogiczny program, stworzony przez Szálasiego po inspirującej wizycie w Niemczech w 1936 r., można streścić w kilku punktach. Przede wszystkim domagano się przywrócenia Węgrom „dawnej wielkości” poprzez rewizje traktatu z Tiranon. Masom miejskiej i wiejskiej biedoty obiecywano uwolnienie z „uścisku żydowskich kapitalistów i arystokratycznych wielkich właścicieli ziemskich”. By poprawić dolę chłopstwa, zapowiadano przeprowadzenie reformy rolnej i stworzenie „czysto aryjskiego systemu kredytów” („by odsunąć Żydów z tego sektora”). Robotnikom obiecywano „wyzwolenie z okowów marksizmu” i zaangażowanie ich w budowę nowych związków narodowo-syndykalistycznych. Deklarowano, że bolszewizm należy bezwzględnie zwalczać. Wreszcie postulowano wyeliminowanie Żydów najpierw z życia gospodarczego, a potem w ogóle z Węgier. Zamierzano wymusić na nich emigrację na Bliski Wschód.

Hasła trafiły na podatny grunt. Rozpropagowane za pośrednictwem drukowanych w wysokich nakładach ulotek, plakatów, czasopism oraz w toku licznych wieców przyciągnęły do ruchu tysiące nowych członków. Głównie rekrutowali się oni spośród urzędników, sfrustrowanych zubożałych intelektualistów, studentów, nisko opłacanych oficerów, robotników i lumpenproletariatu. Można było ich poznać po charakterystycznych zielonych koszulach i biało-czerwonych opaskach na ramionach, z widniejącym tam strzałokrzyżem - symbolem wojsk króla Władysława I Świętego (panował w latach 1077-95). Od niego wzięła się także nazwa ruchu Szálasiego. Pozdrowieniem strzałokrzyżowców było słowo „wytrwać!” (węg. „kitartás”), którym wyrażali wolę zmian ówczesnego stanu rzeczy na Węgrzech.

Ich rosnąca popularność stała się solą w oku władz.

Przemarsz Strzałokrzyżowców na ulicy Budapesztu przed wojną
Wikipedia Commons/Domena publiczna Przemarsz Strzałokrzyżowców na ulicy Budapesztu przed wojną

U szczytu potęgi

Radykalne postulaty i prowokacyjne akcje strzałokrzyżowców spowodowały, iż początkowo delegalizowano każdą kolejną partię polityczną, którą zdążyli utworzyć. Przerzedzano ich szeregi masowymi aresztowaniami. Władze obawiały się, że dążą oni do zamachu stanu. Jednak pomimo tych szykan oni rośli w siłę. Szálasi, który po raz kolejny od wiosny 1938 r. przebywał stale za kratkami, stał się „niezłomnym męczennikiem narodowym”.

Wówczas stery ruchu przejął Kálmán Hubay, doświadczony dziennikarz, zwolennik złagodzenia politycznego kursu partii. Początkowo nie mógł okiełznać radykałów z własnego obozu. Najpierw całe lato trwały w stolicy starcia bojówek ruchu z żydowskimi robotnikami. Potem 10-tysięczna demonstracja na rzecz uwolnienia strzałokrzyżowców z więzień, która odbyła się w Budapeszcie 1 grudnia 1938 r., przerodziła się w krwawe zamieszki. Część krewkich bojówkarzy starła się z policją. Było wielu rannych i jeden zabity, niejaki Mátyás Bakos. Jak się potem okazało, padł od kuli wystrzelonej omyłkowo przez swojego kolegę, a nie funkcjonariusza. Mimo to strzałokrzyżowcy czcili go potem jak naziści Horsta Wessela. Wreszcie trzy miesiące później, 3 lutego 1939 r., grupa nacjonalistów, z ważnym działaczem Emilem Kovarczem na czele, obrzuciła granatami największą synagogę w Budapeszcie, przy ulicy Dohàny, raniąc 22 Żydów.

Wówczas nowy premier Węgier, Pál Teleki, przyjął wobec strzałokrzyżowców nową taktykę postępowania. Wiedział, że całkiem z nimi nie wygra. Chciał ich obłaskawić. Dlatego też najpierw aresztował najbardziej radykalnych działaczy, podejrzanych o udział w przestępstwach lub aktach terroru. A potem usiadł do stołu rokowań z liderami ruchu, Hubayem i László Bakym. Ci zagwarantowali mu, że od tej pory ich organizacja będzie działała zgodnie z literą prawa. I dotrzymali słowa, oczyszczając dodatkowo swoje szeregi ze starej wywrotowej gwardii. W zamian rząd zezwolił im na powołanie nowej politycznej inkarnacji ruchu. W marcu 1939 r. rozpoczęła działalność Partia Strzałokrzyżowców-Ruch Hungarystyczny.

Przemarsz Strzałokrzyżowców na ulicy Budapesztu przed wojną
Wikipedia Commons/Domena publiczna Kálmán Hubay: Urodzony w 1902 r. w Jászapáti. Z wykształcenia był prawnikiem. Od 1919 r. pracował jako dziennikarz. W 1933 r. prawicowy premier Gyula Gömbös zatrudnił go w rządowych gazetach. Po śmierci swojego protektora Hubay związał się ze strzałokrzyżowcami. Wiosną 1939 r. poprowadził Partię Strzałokrzyżowców do świetnego wyniku w wyborach parlamentarnych (zajęli drugie miejsce z 29 mandatami). W czasie II wojny pokłócił się z Szalasim i odszedł z partii. W 1946 r. został stracony przez komunistów

Wybory parlamentarne z maja 1939 r. były wielkim pokazem siły „nowego ugrupowania ze starym programem”. Strzałokrzyżowcy zdobyli 29 miejsc, ustępując jedynie blokowi rządowemu (181). Sukces ten był zasługą nie tylko działaczy partii, ale także wsparcia III Rzeszy. Niemcy potajemnie, za pośrednictwem szwajcarskich banków, wysyłali im pieniądze i udzielali kredytów. Poza tym drukowali u siebie większość ich materiałów propagandowych. Mieli w tym jasny polityczny cel. Chcieli mieć straszak na ekipę Horthy’ego, w razie gdyby ten nie chciał spełnić ich żądań w toku zbliżającej się wojny. A był to potężny straszak. Szacuje się, że szeregi strzałokrzyżowców liczyły wówczas aż 250 do 300 tysięcy ludzi (populacja Węgier liczyła ok. 9 mln).

Upadek i zbrodnie

W czasie inwazji Niemiec na Polskę strzałokrzyżowcy krytykowali Telekiego i Horthy’ego za zachowanie neutralności. Domagali się ściślejszego powiązania Budapesztu z Berliniem. Wówczas jeszcze ktoś ich słuchał. W rok później ich szeregi zaczęły błyskawicznie topnieć. Dlaczego?

Przemarsz Strzałokrzyżowców na ulicy Budapesztu przed wojną
Wikipedia Commons/Domena publiczna Mikols Horthy i Adolf Hitler w 1938 r.

W toku wojny Horthy zaspokoił większość podstawowych dążeń społecznej bazy ruchu. Został sojusznikiem Hitlera, dzięki czemu odzyskał część ziem utraconych w wyniku Trianon. Do wiosny 1941 r. przyłączył do Węgier Ruś Zakarpacką, północną część Siedmiogrodu i Baczkę. Poza tym koniunktura wojenna doprowadziła do odczuwalnego wzrostu płac i zmniejszenia bezrobocia. Wreszcie w życie weszło kilka antyżydowskich ustaw.

W efekcie wpływy strzałokrzyżowców wybitnie spadły. Stali się małym, skłóconym ugrupowaniem. Wypuszczony z więzienia jesienią 1940 r. Szálasi znów stanął na czele ruchu. Był już wówczas jedynie pionkiem, którego niemieckie służby trzymały w odwodzie na „czarną godzinę”.

Ta nadeszła 16 października 1944 r. Horthy, który próbował paktować z wkraczającymi na Węgry Sowietami, został wtedy odsunięty przez Niemców od władzy. Szálasi objął funkcję „lidera narodu” i stanął na czele rządu, składającego się w połowie ze strzałokrzyżowców. W toku 163 dni jego rządów tylko w Budapeszcie wymordowano około 50 tys. Żydów.

29 marca 1945 r. przywódca strzałokrzyżowców i jego sztab uciekli z kraju, zabierając ze sobą koronę świętego Stefana - najważniejszą polityczną relikwię Węgier.

Niespełna dwa miesiące później Szálasi został schwytany przez Amerykanów na terenie Niemiec. Potem przewieziono go z powrotem na Węgry. Tam Trybunał Ludowy skazał go na śmierć. Powieszono go w Budapeszcie 12 marca 1946 r. Tak jak Hubaya, Baky’ego i wielu innych strzałokrzyżowców. a

Wojciech Rodak

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gloswielkopolski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.