Paweł Stachnik

Enigma, czyli polscy matematycy idą na wojnę

Geniusze kryptologii (od lewej) Henryk Zygalski, Jerzy Różycki i Marian Rejewski Fot. Archiwum Geniusze kryptologii (od lewej) Henryk Zygalski, Jerzy Różycki i Marian Rejewski
Paweł Stachnik

Anglicy uznali, że szyfru Enigmy nie da się złamać. Tymczasem polscy kryptolodzy złamali kody niemieckiej maszyny szyfrującej. Jej pokonanie to największy polski wkład w zwycięstwo w II wojnie światowej. Na Zachodzie o Enigmie usłyszano dopiero w... 1972 roku.

Na początku lat 20. ub.w. niemiecki inżynier Artur Scherbius zaczął produkować w swojej firmie elektromechaniczne urządzenie szyfrujące nazwane Enigmą. Maszyna wykorzystywała system obracających się wirników które zastępowały litery kodowanej wiadomości innymi literami.

Obsługa urządzenia była bardzo prosta: po wprowadzeniu odpowiednich ustawień początkowych wirników treść depeszy należało po prostu wystukać na klawiszach, przypominających te ze zwykłej maszyny do pisania.

Scherbius wprowadził Enigmę na rynek cywilny, gdzie była wykorzystywana do szyfrowania korespondencji handlowej. Następnie zaś, po pewnych modyfikacjach, zaoferował ją niemieckiemu wojsku i innym instytucjom państwowym. Tak zaczęła się niezwykła kariera tego urządzenia. Zastosowanie Enigmy było jakościowym przełomem w dotychczasowej technice szyfrowania.

- Podczas I wojny światowej okazało się, że szyfry oparte na ręcznym zastępowaniu znaków lub słów innymi znakami lub słowami są możliwe do złamania dzięki zastosowaniu reguł gramatycznych, np. częstości występowania liter. Ten sposób nie pozwalał skomplikować szyfru tak dalece, by odpowiednio zdolny lingwista nie był w stanie go złamać. Tymczasem szyfr elektromaszynowy, jaki generowała Enigma, kompletnie nie podlegał częstości występowania znaków w danym języku, a po drugie liczba możliwych kombinacji była w nim gigantyczna. W trzywirnikowej Enigmie wojskowej z łącznicą liczba wariantów wynosiła 3 x 10 do potęgi 114, czyli jak to ujął jeden z badaczy, trochę więcej niż liczba atomów we wszechświecie - mówi historyk wojskowości dr Jan Szkudliński.

A może matematycy?

Złamanie takiego właśnie szyfru stanęło przed polskimi kryptologami z Oddziału II Sztabu Generalnego (czyli wywiadu). Jak pisze angielski badacz Dermot Turing (bratanek słynnego matematyka Alana Turinga, również łamacza Enigmy) w swojej książce „XYZ. Prawdziwa historia złamania Enigmy”, w lutym 1926 r. sekcja niemiecka polskiego Biura Szyfrów zarejestrowała depesze Kriegsmarine wyraźnie różniące się od tych dotychczas wychwytywanych.

Polski wywiad dowiedział się, że szyfr ten pochodzi z maszyny pod nazwą Enigma. Był tak skomplikowany, że zawodziły wszystkie dotychczasowe metody łamania. Co gorsza, w 1928 r. Enigmy zaczęły używać niemieckie wojska lądowe.

Wtedy mjr Jan Kowalewski, naczelnik Wydziału II Radiowywiadu Biura Szyfrów, wpadł na pomysł, by do łamania szyfrów zatrudnić nie lingwistów, a matematyków.

W dalszej części artykułu przeczytasz:

  • Do czego początkowo służyła Enigma?
  • Jak przedstawiała się sytuacja polskich kryptologów przed przyjazdem do Wielkiej Brytanii?
  • Jakie były losy genialnych matematyków po wojnie?
Pozostało jeszcze 78% treści.

Jeżeli chcesz przeczytać ten artykuł, wykup dostęp.

Zaloguj się, by czytać artykuł w całości
  • Prenumerata cyfrowa

    Czytaj ten i wszystkie artykuły w ramach prenumeraty już od 2,46 zł dziennie.

    już od
    2,46
    /dzień
Paweł Stachnik

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gloswielkopolski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.