Dzień Ojca 2019: To już ostatnie takie pokolenie? Raport ojcowskiej nieobecności

Czytaj dalej
Fot. Pixabay
Monika Kaczyńska

Dzień Ojca 2019: To już ostatnie takie pokolenie? Raport ojcowskiej nieobecności

Monika Kaczyńska

Choć pokolenie dzisiejszych 40-latków bardzo często doświadczało ojcowskiej nieobecności - czy to fizycznej, czy to mentalnej, ich dzieci mają szansę nie dzielić tego losu. Także prawo do urlopu tacierzyńskiego sprzyja budowaniu więzi. Równouprawnienie zwróciło ojcom rodzinę.

- Dzień Ojca? Nie mam z ojcem kontaktu ani w czerwcu, ani w styczniu - mówi 25-latka Kinga. - Wyprowadził się z domu, gdy miałam 10 lat. Przez dekadę w ogóle się nie pojawiał. Próba jego powrotu do mojego życia okazała się kompletnym fiaskiem. On chciał być moim kumplem, ja potrzebowałam ojca, a w tej roli nie znalazł się zupełnie. Przeprowadzając się nie podałam mu nowego adresu, ale po prawdzie ojciec nie był chyba bardzo zainteresowany, bo ani nie zadzwonił, ani nie wysłał maila.

Kinga nie jest wyjątkiem. W Polsce liczbę samotnych matek szacuje się na ponad milion. 70 proc. ojców ich dzieci uchyla się od płacenia alimentów. Ci w większości nie garną się też do kontaktów z dziećmi. Matki, nawet jeśli na początku o to zabiegają, z czasem rezygnują. Kolejne dzieci wychowują się bez ojca.

- Nie jest nowiną, że nieobecność ojca ma poważne konsekwencje - mówi psychoterapeutka Magdalena Cieślik. - Właśnie od ojca syn powinien uczyć się tego, co oznacza być mężczyzną. Uczy się relacji z innymi przedstawicielami swojej płci. Dla dziewczynki ojciec jest przewodnikiem po męskim świecie. To ma kluczowe znaczenie dla jej pewności siebie w relacjach z mężczyznami. Jeśli jest przez ojca akceptowana i kochana, jest po prostu pewna siebie.

Kobiety, które nie stworzyły bliskich relacji ze swoim ojcem, statystycznie częściej w wieku nastoletnim zachodzą w ciążę, częściej wchodzą w związki, które nie dają im satysfakcji, częściej bywają ofiarami przemocy.

Jednak ojcowska nieobecność nie zawsze oznacza sytuację, w której ojciec porzucił rodzinę czy na przykład, co powszechniejsze w ostatnich latach, pracuje za granicą.

- Można być nieobecnym siadając codziennie do rodzinnego obiadu - zwraca uwagę Magdalena Cieślik. - To pojęcie oznacza ojców, którzy nie angażują się w życie rodziny, nie biorą udziału w codzienności dzieci, nie tworzą z nimi więzi. Takich ojców bardzo często miało pokolenie dzisiejszych 40-50- latków.

Dziś ojcowie do swoich ról podchodzą bardziej świadomie i są z dziećmi od chwili ich narodzin.
123 rf Dziś ojcowie do swoich ról podchodzą bardziej świadomie i są z dziećmi od chwili ich narodzin.

To bagaż, z którym weszli w dorosłe życie. - Ich ojcowie - urodzeni w czasie wojny lub tuż po niej - sami nie mieli wzorców ojcowskich, na których mogliby się oprzeć - wyjaśnia socjolog Agnieszka Zdziadak. - Przedwojenne nie sprawdzały się, nowe, w zupełnie innej rzeczywistości, dopiero się tworzyły w życiu.

I choć socjolodzy w latach 60. i 70. zachwycali się młodym pokoleniem ojców z wózkami, nie wszystkim napisanie roli ojca na nowo udawało się równie dobrze.

- Mój ojciec? Kompletnie nieobecny - bez chwili wahania mówi Krzysztof.

- Z zewnątrz wyglądaliśmy na idealną rodzinę. Ale tak naprawdę jego rola sprowadzała się do stawiania wymagań i zgłaszania pretensji. I ja, i siostry wyprowadziliśmy się z domu tak szybko, jak tylko się dało. Teraz, gdy jesteśmy dorośli, mamy poprawne relacje. Więc będą życzenia na Dzień Ojca. Ale tak, mam żal, że nie miałem w ojcu oparcia, gdy tego najbardziej potrzebowałem.

Bywa, że niestety dorośli, którym brakowało ojców, przenoszą te wzorce na swoje dzieci. Wojciecha, dziś 50-latka, wychowywała mama.

- Ojca praktycznie nie znałem - opowiada. - Pierwszy raz spotkałem go, gdy byłem nastolatkiem. Później widywaliśmy się ze dwa, trzy razy w roku, wymienialiśmy życzenia, ale bliżej byłem związany chyba ze swoimi sąsiadami niż z nim. Gdy się żeniłem, miałem mocne postanowienie, że niezależnie od tego, co się zdarzy, nie dopuszczę do tego, by być obcym człowiekiem dla swojego dziecka. Małżeństwo nie przetrwało, ale robiłem wszystko, by być z córką także na co dzień. I długo wydawało się, że faktycznie jesteśmy sobie bliscy.

Relacje były na tyle dobre, że córka Wojciecha - wówczas już studentka - nie mogąc porozumieć się z matką, zaproponowała, że przeprowadzi się do niego i jego partnerki.

- Moja była żona nie była nastawiona do tego entuzjastycznie, ale udało się ją przekonać. I faktycznie zamieszkaliśmy we trójkę - relacjonuje mężczyzna.

Mieszkanie na stałe pod jednym dachem okazało się trudniejsze, niż można się było spodziewać.

- Wydawało mi się, że oczekujemy minimum z minimum - np. mycia po sobie wanny, niezostawiania brudnych naczyń wszędzie. Córka uznała to za wyzysk. Obrażona, w złej atmosferze, wróciła do matki i nic nie mówiąc złożyła pozew o podwyższenie alimentów. Gdy zadzwoniłem z prośbą o wyjaśnienie, rzuciła słuchawką i przestała się odzywać - mówi.

- To było trzy lata temu. Wiem, że obroniła dyplom. Przekazałem przez byłą żonę kartkę z gratulacjami. Bez reakcji. Nie wiem, gdzie popełniłem błąd. Ale faktem jest, że stało się coś, czego najbardziej w życiu nie chciałem - z moim dzieckiem jesteśmy obcymi ludźmi.

Ale zmiana obyczajowa następuje. Równouprawnienie, choć z pewnym trudem, przebija się także do relacji rodzinnych.

Dziś ojcowie do swoich ról podchodzą bardziej świadomie i są z dziećmi od chwili ich narodzin.
Pixabay

- Pamiętam, jak tęskniłam za wiecznie zapracowanym ojcem - opowiada Maria, mama przedszkolaka i ucznia. - Nie chciałam, żeby podobny los spotkał moje dzieci. Mimo że nie planowałam szybko wrócić do pracy, bardzo zależało mi, żeby dzieci były naszą wspólną sprawą. Razem chodziliśmy do szkoły rodzenia, wspólnie przeszliśmy porody i od początku dzieliliśmy się opieką nad dziećmi. W końcu oboje jesteśmy rodzicami.

Jak twierdzi Magdalena Cieślik, ojcowskiej nieobecności nie trzeba dziedziczyć jak koloru oczu. - Im bardziej świadome podejście do rodzicielstwa tym większa szansa, że relacje między rodzicami i dziećmi będą intensywne i głębokie - mówi. - Wczesne doświadczenie, urlopy tacierzyńskie czy uczestnictwo w porodzie sprzyjają tworzeniu więzi na całe życie.

Marek, ojciec dwóch córek przyznaje, że narodziny pierwszej z nich, w jego obecności, nieodwracalnie go zmieniły. - Zostałem ojcem - mówi. - I w tej chwili ten fakt stał się zasadą porządkującą moje życie. Ojcostwo nie jest jedyną sprawą, której poświęcam czas i energię. Ale bez cienia wątpliwości najważniejszą. I nic tego nie zmieni.

Monika Kaczyńska

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gloswielkopolski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.