Dyrektor szkoły Zbigniew A. oskarżony o molestowanie uczennic: całowanie w kantorku, w gabinecie oraz propozycje szkoleń z seksu

Czytaj dalej
Fot. Pawel F. Matysiak
Łukasz Cieśla

Dyrektor szkoły Zbigniew A. oskarżony o molestowanie uczennic: całowanie w kantorku, w gabinecie oraz propozycje szkoleń z seksu

Łukasz Cieśla

„Rozumiem, że całowanie w usta tylko dla młodych” – tak miał powiedzieć Zbigniew A., dyrektor poznańskiego Zespołu Szkół Elektrycznych nr 2, do uczennicy, która nie chciała się z nim całować. 56-latek właśnie został oskarżony o molestowanie nastolatki oraz przemoc seksualną wobec sześciu innych uczennic oraz młodych kobiet.

Zbigniew A. to były już dyrektor poznańskiego Zespołu Szkół Elektrycznych nr 2 w Poznaniu. Po tym, jak w czerwcu tego roku usłyszał pierwsze zarzuty molestowania, został odwołany z funkcji przez prezydenta Poznania. Jednak w przeszłości, władze samorządowe, kuratorium oraz prokuratura, były pobłażliwe wobec jego podobnych zachowań w szkole w Swarzędzu.

Czytaj więcej:
Sprawa Zbigniewa A.: przed laty w Swarzędzu zniszczono anonim, że molestuje uczennice. Broniła go radna z PO
ZSE nr 2 w Poznaniu: Szkolna pedagog wsparła uczennice, teraz czuje się sekowana

Jego obecne kłopoty zaczęły się na dobre 19 czerwca, krótko przed zakończeniem roku szkolnego. Trafił do aresztu na trzy miesiące, ale już po miesiącu, w lipcu, był na wolności. Sąd uznał wtedy, że najważniejsze dowody już zebrano i nie musi czekać za kratkami na koniec śledztwa.

Najpierw zarzucono mu molestowanie dwóch uczennic, potem lista zarzutów i ofiar zwiększyła się do siedmiu. Teraz do sądu trafił akt oskarżenia przeciwko Zbigniewowi A., którego autorką jest prokurator Małgorzata Krukowska z Prokuratury Rejonowej Poznań Grunwald. Poznaliśmy jego treść.

Śledztwo ruszyło w maju 2018 roku, wtedy miał molestować uczennicę ZSE nr 2 Poznaniu. Zapłakana nastolatka, tuż po opuszczeniu gabinetu dyrektora, poskarżyła się rodzicom, a ci zawiadomili policję. Co się zdarzyło w gabinecie?

Dyrektor do uczennicy: już wiem, dlaczego chłopcy na Ciebie lecą

Uczennica, która miała powodzenie u kolegów ze szkoły, była „hejtowana” przez niektórych uczniów. Dyrektor wezwał ją do siebie i zaoferował pomoc, gdyby ktoś ją źle traktował w szkole. Potem Zbigniew A. miał wprowadzać stałych schemat w relacjach z młodzieżą, czyli skracanie dystansu. Według relacji uczennicy, zaczął ją wypytywać, kto jej się podoba w szkole. Gdy wskazała dwóch chłopców, dyrektor miał sięgnąć po dziennik elektroniczny, podać ich numery telefonów, pokazać ich zdjęcia. Potem były pytania o seks. Dyrektor pytał dziewczynę, czy już miała zbliżenie, czy robiła coś więcej, niż tylko całowanie.

Po chwili dyrektor miał zbliżyć się do uczennicy, próbować pocałować, włożyć język do jej ust. Gdy zaprotestowała, miał stwierdzić: „rozumiem, że całowanie w usta tylko dla młodych”. Dał jej prywatny adres e-mail, by pisała do niego, gdyby ktoś jej dokuczał w szkole. Na tym się nie skończyło, bo znowu próbował się do niej zbliżyć, całować, dotykać za piersi. Stwierdził, że już wie, dlaczego chłopcy na nią lecą. Na koniec dodał, że wie „że jest dyrektorem i tak nie można, ale on bardzo by chciał”. Dziewczyna, jak później zeznawała, odepchnęła go i uciekła do klasy.

Po tym jak sprawą zajęła się policja, na jaw wyszły kolejne zdarzenia. W kwietniu 2017 roku Zbigniew A. miał molestować inną uczennicę ze szkoły. Poszła do jego gabinetu po dokumenty, bo zmieniała szkołę. Dyrektor miał ją wypytywać o życie intymne, czy czasem nie jest w ciąży, potem ją pocałował.

Masowanie karku podczas lekcji geografii

Trzecia ofiara, z 2017 roku, to również uczennica poznańskiej szkoły. Miała być faworyzowana przez dyrektora, bo „jest najładniejsza w szkole, jej gwiazdą”. I ją miał zagadnąć o życie intymne, pytać, czy trzeba ją doszkolić? A potem dotykał, całował w czoło, policzek. Gdy jego ulubienica miała kłopot z promocją do następnej klasy, dyrektor zaoferował pomoc. Polecił, by została w szkole do godziny 16, po czym przyszedł i powiedział, że załatwił jej przejście. A po chwili znowu dotykał, przytulał, całował. Stwierdził, że teraz nie może sobie na więcej pozwolić, bo przecież jest dyrektorem.

Czwarta ofiara to następna uczennica z ZSE nr 2. Dyrektor, będący również nauczycielem geografii, w 2016 roku miał ją adorować… podczas lekcji - masować jej kark, plecy, ramiona. A gdy byli sam na sam, pytał o życie intymne, obwąchiwał, dotykał po pośladkach. Krótko po tym zdarzeniu dziewczyna zmieniła szkołę.

Kolejne ofiary to osoby niebędące uczennicami ZSE nr 2 w Poznaniu. Piąta ofiara to przedstawicielka handlowa, która odwiedzała szkołę przy ul. Świt w Poznaniu. Po raz pierwszy pojawiła się tam w lutym 2017 roku, była łącznie ze 12 razy, aż do maja 2018 roku. Dyrektor skracał dystans od samego początku. Przeszedł na „ty”, proponował wspólną kawę i wypad… na basen. A potem przeszedł do dotykania, obejmowania, klepnięcia w pośladek. Gdy wchodziła do jego gabinetu, on zamykał drzwi. Ona je otwierała.

Szósta ofiara to studentka, która w maju 2018 roku przeprowadzała badania na uczniach. Nie dokończyła pracy, bo dyrektor i ją dotykał, mówił, że gdyby był młodszy… Studentka już nie słuchała, co by zrobił, bo uciekła.

Pozwalał nam palić w kantorku, chciał całować

Siódma ofiara – tu wracamy do sprawy sprzed lat – miała zostać skrzywdzona w… 2005 roku w Swarzędzu. Zbigniew A. był tam kiedyś nauczycielem geografii oraz miejskim radnym kilku kadencji. W 2006 roku ruszyło śledztwo po skardze kilku uczennic i rodziców. Prokuratura wtedy umorzyła sprawę twierdząc, że jego zachowania wobec uczennic ze Swarzędza były naganne moralnie, ale nie były przestępstwem. Bo głównie mówił, a nie dotykał.

W obecnym śledztwie poznańska prokuratura sięgnęła po umorzoną 11 lat temu sprawę ze Swarzędza. Zainteresował ją wątek jednej z uczennic. Przesłuchano ją. Była uczennica ze Swarzędza, obecnie dorosła osoba, opowiedziała, że przed laty Zbigniew A. próbował ją całować w kantorku przy sali lekcyjnej. Wcześniej skracał z nią dystans oraz z innymi uczennicami. Pozwalał im przesiadywać w kantorku podczas lekcji, palić w nim papierosy, a podczas lekcji rzucał sprośne „dowcipy”. Z kolei na przerwach wypytywał dziewczyny, czy uprawiały już seks i czy rodzice byli wtedy w domu.

Po sprawie ze Swarzędza, Zbigniew A. dość szybko odszedł z tamtejszego Zespołu Szkół nr 1. Kuratorium Oświaty nie zrobiło mu dyscyplinarki, ale tamta sprawa mu ciążyła. W obecnym śledztwie stwierdził, że przed laty dyrektor swarzędzkiej szkoły Przemysław Jankiewicz nie dał mu należytego wsparcia i nie wierzył mu. Ponoć właśnie dlatego odszedł ze szkoły w Swarzędzu.

Po odejściu ze Swarzędza Zbigniew A. został inspektorem w poznańskim Urzędzie Miasta. Nadzorował różne szkoły… Następnie został wicedyrektorem, a potem dyrektorem ZSE nr 2 w Poznaniu. Na przeszkodzie nie stanęła sprawa sprzed lat ze Swarzędza. Choć kilka lat temu poznański Urząd Miasta został o niej powiadomiony przez jednego z nauczycieli, uznano, że przecież jest osobą niekaraną.

"Nieposzlakowana opinia i atencja wśród uczniów"

56-letni Zbigniew A. nie przyznaje się do zarzutów. Początkowo składał wyjaśnienia, w których dyskredytował wiarygodność uczennic. Potem, gdy uzupełniano mu zarzuty, poprzestał na formułce: "nie przyznaję się, odmawiam wyjaśnień". Po wyjściu z aresztu, nie mógł wrócić do pracy nauczyciela. Został zawieszony w czynnościach. Zatrudnił się w centrum ogrodniczym w Swarzędzu.

Zbigniew A., który w śledztwie narzekał na dawny brak zrozumienia u dyrektora ze Swarzędza, w czerwcu otrzymał wsparcie od nauczycieli z Poznania. Gdy został zatrzymany 19 czerwca, powstał list w jego obronie. Jak wynika z aktu oskarżenia, były dyrektor poznańskiego ZSE nr 2 Ryszard Lisiak, obecnie nadal pracujący w tej szkole, na radzie pedagogicznej stwierdził, że przydałoby się przygotować list w sprawie dyrektora dla prokuratury i sądu. Pomysł podchwycił Paweł Untermann, obecnie pełniący funkcję dyrektora szkoły. Powstało pismo, że Zbigniew A. ma "nieposzlakowaną opinię wśród grona pedagogicznego i pracowników administracji oraz autorytet i atencję wśród uczniów".

Podpisała je większość kadry ZSE nr 2, ale nie wszyscy. Odmówiła m.in. szkolna pedagog Małgorzata Kaliszewska-Kubacka. Publicznie, w wypowiedziach dla „Głosu Wielkopolskiego”, wsparła skrzywdzone dziewczyny. Jak nam mówiła, potem spotkały ją nieprzyjemności w szkole, m.in. kwestionowano jej kompetencje jako pedagoga, obcięto jej dodatek motywacyjny.

Proces Zbigniewa A. odbędzie się w Sądzie Rejonowym Poznań - Grunwald i Jeżyce.

Łukasz Cieśla

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gloswielkopolski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.