Dariusz M. z Pacha Poznań ma proces o 24 mln zł

Czytaj dalej
Fot. archiwum
Łukasz Cieśla

Dariusz M. z Pacha Poznań ma proces o 24 mln zł

Łukasz Cieśla

Ponad 24 mln złotych – taką stratę spółce z Czerwonaka miał wyrządzić biznesmen Dariusz M., twórca dyskoteki Pacha Poznań. W miniony czwartek w sądzie rozpoczął się jego proces. Nie przyznaje się do winy.

Zanim Dariusz M. zaangażował się w Pacha Poznań, działał na terenie Goleniowa w woj. zachodniopomorskim. Tam mieszkał i „pomagał” różnym firmom w uzyskaniu kredytów bankowych. Część jego tamtejszych klientów poskarżyła się organom ścigania, że jest krętaczem. Zarzucali mu, że zamiast pomagać, przywłaszcza sobie pieniądze, zagarnia ich firmy i majątki. Gdy rozpoczęły się śledztwa, po pewnym czasie Dariusz M. przeniósł się do Poznania.

Tutaj w jego finansowe zdolności uwierzył bowiem przedsiębiorca Aleksander K. Prowadził m.in. firmę Star Pipe w podpoznańskim Czerwonaku. Wpadł jednak w długi i znajomy adwokat miał mu polecić Dariusza M. Chciał od niego pożyczyć pieniądze, ale Dariusz M. miał powiedzieć, że lepiej dokonać gruntownej „restrukturyzacji”.

Stanęło na tym, że obaj panowie w 2010 roku podpisali umowę powierniczą. Dariusz M. na 5 lat przejął majątek Aleksandra K., w tym spółkę Star Pipe zajmującą się produkcją rur. Dzięki swojej fachowości miałby uratować majątek Aleksandra K.

Dariusz M. tak restrukturyzował majątek, że doczekał się za to aktu oskarżenia. W czwartek, w poznańskim Sądzie Okręgowym, prokurator Sławomir Szymański odczytał zarzuty pod jego adresem. Wynika z nich, że w latach 2010-2014 Dariusz M. wyrządził spółce Star Pipe szkodę w wysokości ponad 24 mln zł.

- Działał w krótkich odstępach czasu, z góry powziętym zamiarem

– mówił prokurator Sławomir Szymański.

Na przykład Dariusz M. doprowadził do tego, że zadłużonej firmie Star Pipe zaczęła doradzać inna jego spółka – Eurolinea Zarządzanie. Kosztowało to „tylko” 830 tys. zł. Inne działania na szkodę Star Pipe miało polegać na tym, że Dariusz M. przyczynił się do utraty kontaktów przez spółkę z Czerwonaka na kwotę 1,5 mln złotych.

Spółka Star Pipe pozbyła się też jednego ze swoich znaków towarowych. Znak towarowy został sprzedany do innej firmy Dariusza M., by ostatecznie wrócić do Star Pipe. Sęk w tym, że firma musiała za niego dać jednorazowo 984 tys. zł i jeszcze płacić miesięczną „dzierżawę” w wysokości 14 tys. zł.

Kolejny zarzut dotyczy wzięcia nieuzasadnionego kredytu w banku w Wołominie na kwotę 6 mln zł. Zastawem był majątek Star Pipe. To nie koniec zarzutów. Dariusz M. wziął także w leasing luksusowego aston martina, za co płacił Star Pipe. Obsługa leasingu kosztowała 753 tys. zł.

- Nie przyznaję się do winy

– stwierdził w sądzie Dariusz M. Skrupulatnie przygotował się do swojej obrony. Do sądu przyszedł z plikiem kartek oraz dokumentami. Zaczął odczytywać swoją wersję wydarzeń. Ale wtedy przerwał mu sędzia Antoni Łuczak, prowadzący proces. Zwrócił uwagę, że wyjaśnienia trzeba składać własnymi słowami, a nie odczytywać je z kartki.

Dariusz M. stwierdził po chwili, że firmę Star Pipe zastał w złej kondycji, z przerostem biurokracji. - Tam było 23 robotników, a łącznie około 60 osób. Oni musieli zarobić na tę całą biurokrację – wyjaśniał Dariusz M.

Przekonywał sąd, że nie popełnił żadnego przestępstwa i działał dla dobra firmy. Stwierdził również, że „w zaistniałym postępowaniu zaistniało wiele zdarzeń gospodarczych”, w których on nie brał udziału. Ale przyznał, że jako prezes firmy może odpowiedzieć za niedociągnięcia. Swoje wyjaśnienia składał bardzo długo. Gdy po prawie godzinnej przemowie, sędzia zapytał go czy był to komentarz do pierwszego zarzutu, Dariusz M. stwierdził, że to dopiero wstęp.

Biznesmen jest już zaprawiony w procesach sądowych. Jest już także prawomocnie karany. Został już prawomocnie skazany za działania na szkodę małżeństwa Pacholskich z Goleniowa. Pomagając im w uzyskaniu kredytu, przywłaszczył sobie ich pieniądze oraz poświadczał nieprawdę w fakturach.

- Dostał karę więzienia w zawieszeniu. Ma też nam naprawić szkodę, czyli zwrócić prawie pół miliona złotych. Do dzisiaj tego nie zrobił i niewykluczone, że niebawem sąd odwiesi mu karę i skieruje do więzienia

– podkreśla Agnieszka Pacholska.

Niedawno sąd w Szczecinie skazał Dariusza M. w kolejnej sprawie, w której miał działać na szkodę innych mieszkańców Goleniowa. Tym razem chodzi o małżeństwo Gwaderów, których pozbawił prywatnej szkoły. I w tym przypadku został skazany na karę więzienia w zawieszeniu.

- Ten wyrok jest nieprawomocny i zapadł osiem lat po utracie przez nas szkoły. To strasznie długo

– mówi Grzegorz Gwadera. - Dariusz M. zapewne się odwoła. My też to zrobimy, bo uważamy, że jest oszustwem i jego miejsce jest w więzieniu. Domagamy się więc wyroku mówiącego o karze więzienia bez zawieszenia. A na drodze cywilnej będziemy się starać o odzyskanie utraconego majątku.

Łukasz Cieśla

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gloswielkopolski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.