Łukasz Cieślal.ciesla@glos.com

Czy były senator kazał zabić dziennikarza?

Aleksander Gawronik nie przyznaje się do winy. Fot. Adrian Wykrota Aleksander Gawronik nie przyznaje się do winy.
Łukasz Cieślal.ciesla@glos.com

Rozpoczął się proces Aleksandra Gawronika. Śledczy zarzucili mu podżeganie do zabójstwa.

- Nie przyznaję się do winy, nie mam nic wspólnego z zaginięciem dziennikarza Jarosława Ziętary. To, że dzisiaj zasiadam na ławie oskarżonych, jest kompletnym absurdem - stwierdził wczoraj w poznańskim sądzie Aleksander Gawronik.

Podobnego zdania jest obrońca Gawronika adwokat Krzysztof Urbańczak. To były poznański prokurator, który Gawronika broni z urzędu. Bo byłego senatora i kiedyś najbogatszego Polaka nie stać na adwokatów.

- Nie ma żadnych materiałów, żadnego zdania, że pan Ziętara wpadł na trop jakiejś afery z udziałem pana Gawronika. Nie wiem, na jakiej podstawie akt oskarżenia trafił do sądu. Będziemy na bieżąco wykazywać sądowi, przy poszczególnych świadkach i dokumentach, brak związków pana Gawronika z tą sprawą. Dzisiaj to był wstęp - mówił po rozprawie adw. Ubrańczak.

Podczas wtorkowej rozprawy głos zabrał najpierw krakowski prokurator Piotr Kosmaty. Odczytał zarzut stawiany Gawronikowi. W 1992 r. biznesmen miał namawiać ustalone osoby do skutecznej likwidacji Jarosława Ziętary, dziennikarza „Gazety Poznańskiej”. Dopytywany przez sąd prokurator Kosmaty wskazał, że Gawronik namawiał cztery osoby związane z ochroną firmy Elektromis: „Wiatraka”, „Lewego”, „Baryłę” oraz Marka Z. Dwaj pierwsi nie żyją.

Dziennikarz „Gazety Poznańskiej” zniknął 1 września 1992 r. Do dzisiaj nie odnaleziono zwłok. Śledczy uznają, że dowody wskazują na zabójstwo Ziętary. Powodem były artykuły i zainteresowanie tzw. poznańską szarą strefą. W tym m.in. interesami Gawronika.

Były senator podczas wczorajszej rozprawy wytykał śledczym błędy. Bo uznali na przykład, że dowodem na zainteresowanie Ziętary interesami Gawronika był artykuł z lutego 1993 r. Co istotne, tamten artykuł ukazał się pół roku po zniknięciu Ziętary. Poza tym napisał go inny dziennikarz.

- To była pomyłka, którą już wcześniej wyjaśniliśmy. Wystarczy dokładnie i ze zrozumieniem przeczytać akt oskarżenia, nie naginać dla siebie niektórych stwierdzeń - mówił prokurator Piotr Kosmaty, autor aktu oskarżenia.

W środę drugi dzień procesu. Mają zeznawać pierwsi świadkowie, przede wszystkim biznesmen Mariusz Świtalski.

Autor: Łukasz Cieśla

Łukasz Cieślal.ciesla@glos.com

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.