Co u Pani słychać? Rozmawiamy z Krystyną Prońko

Czytaj dalej
Fot. Filip Kowalkowski / Polska Press
Paweł Gzyl

Co u Pani słychać? Rozmawiamy z Krystyną Prońko

Paweł Gzyl

Damsko-męski dialog utrzymany w bardzo nostalgicznym nastroju

Właśnie do sprzedaży trafia nowa Pani płyta - „Samotna kolacja”. Nagrała ją Pani ze Sławkiem Wierzcholskim z Nocnej Zmiany Bluesa. Skąd taki pomysł?

To jest dłuższa historia. Najpierw dostałam propozycję zaśpiewania trzech piosenek ze Sławkiem. Kiedy ich posłuchałam, stwierdziłam, że fajnie brzmią i moglibyśmy spróbować zrobić ich trochę więcej.

Poprosiłam więc o przysłanie reszty materiału. Posłuchałam i poczytałam, no i ostatecznie umówiłam się na nagrania, żeby sprawdzić jak to wyjdzie. Skutek okazał się według mnie bardzo dobry i po krótkiej rozmowie koledzy dali się przekonać, żeby nagrać nie tylko trzy piosenki, ale całą płytę.

No i jak brzmi „Samotna kolacja”?

To taka damsko-męska płyta. Jest tam trochę wspólnego śpiewania, trochę drugich głosów, albo ja śpiewam drugi głos, albo Sławek, są też dwa prawie samodzielne wykonania.

Co ciekawe - te piosenki nadają się nie tylko do słuchania, ale też do tańca. Są tam po prostu taneczne rytmy. Całość utrzymana jest bowiem w klimacie bluesowo-country’owym.

Ciekawe: chyba nigdy nie słyszałem Pani w takim repertuarze.

A to pana zaskoczę: wielokrotnie uczestniczyłam w Pikniku Country w Mrągowie. Dlatego ten gatunek nie jest mi obcy. Niestety, współczesna publiczność nic o tym nie wie. A ja głównie w latach 80. i 90. często śpiewałam na tym festiwalu.

Krystyna Prońko śpiewa ze Sławkiem Wierzchowskim piosenki country i wcale nie jest to nowość w jej karierze
Filip Kowalkowski / Polska Press

Co prawda, nigdy nie wykonywałam tam wielu utworów, bo najczęściej 2-3 piosenki, ale dzięki temu sprawdziłam się i w tym gatunku. Oczywiście z bluesem jestem bardziej związana.

A jak się pracowało ze Sławkiem Wierzcholskim?

Świetnie. Musieliśmy tylko najpierw przerobić kilka tekstów - z męskich na damskie. Początkowo płyta miała być bowiem tylko jego. Trzeba było więc niektóre rzeczy pozmieniać.

Piosenki ułożyły się w dialogi między nami, tworząc zaskakujący efekt: niekiedy nostalgiczno-poetycki, a czasem żartobliwy i ekspresyjny.

Ale to tylko dobrze zrobiło temu materiałowi. To nic, że jego wykonawcami są wokaliści z zupełnie innych estetyk. Eklektyzm tej płyty jest bowiem twórczy.

Pewnie przyczynili się do tego też świetni instrumentaliści, którzy na niej zagrali - choćby Jerzy Styczyński z Dżemu czy Ryszard Sygitowicz z Perfectu.

Oni naprawdę świetnie zagrali. Dzięki temu wszystko jest bardzo stylowe. Pozyskali ich pomysłodawcy projektu - Sławek i kompozytor piosenek, Robert Obcowski.

Nagrywaliście jak to za dawnych czasów bywało razem w jednym studiu, czy wymienialiście tylko pliki dźwiękowe przez internet?

Pracowaliśmy w studiu, ale nie jednocześnie. Nie było innej możliwości, bo takie mieliśmy terminy. Ale i tak piosenki ułożyły się w dialogi między nami, tworząc zaskakujący efekt: niekiedy nostalgiczno-poetycki, a czasem żartobliwy i ekspresyjny. Zresztą widać to od razu na okładce płyty, gdzie widnieją nasze dwa portrety. No i kot oczywiście.

Poprzednie swoje albumy wydawała Pani samodzielnie. Tak jest i tym razem?

Tym razem płytę opublikowało Polskie Radio. Bo to nie jest moja solowa produkcja, tylko wspólne dzieło ze Sławkiem. A on z Robertem zdecydowali, że to właśnie Polskie Radio wyda.

Uda się Państwu zaprezentować też w ducie ten materiał na żywo?

Myślę, że tak. Podejmujemy już pewne działania w tym kierunku. Co prawda, oboje mamy swoje własne terminy, ale to jest w sumie tylko kwestia umówienia się.

W końcu miesiąc ma 30 lub 31 dni, więc można sobie wszystko uzgodnić. Żeby tylko znaleźli się kontrahenci, którzy będą chcieli to pokazać u siebie i za to zapłacić - bo to nie będzie tanie.

Planuje Pani jeszcze coś innego na ten rok?

Przygotowuję drugą płytę - tym razem tylko moją. Część jest już nagrana. Teraz mam przerwę na inne rzeczy. Powoli jednak to dłubię. Będą na niej całkiem nowe piosenki, ale też kilka starszych, lecz w zupełnie innych aranżacjach.

Będzie to dwanaście utworów, a niektóre z nich bardzo długie. Chciałabym, żeby całość zabrzmiała eklektycznie, podobnie jak ta płyta ze Sławkiem. Zawsze przecież pociągła mnie różnorodność.

Paweł Gzyl

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gloswielkopolski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.