Cmentarze są ostatnim śladem po nas. Dowodem, że żyliśmy - mówi dr Magdalena Gutowska z Instytutu Polonika

Czytaj dalej
Fot. Fot. Magdalena Gutowska
Jolanta Tęcza-Ćwierz

Cmentarze są ostatnim śladem po nas. Dowodem, że żyliśmy - mówi dr Magdalena Gutowska z Instytutu Polonika

Jolanta Tęcza-Ćwierz

Wojna zagraża zabytkom w Ukrainie, w tym także cmentarzom. O wyjątkowych nekropoliach i powodach, dla których warto je odwiedzać, mówi dr Magdalena Gutowska z Narodowego Instytutu Polskiego Dziedzictwa Kulturowego za Granicą Polonika.

Szczególną estymą darzy pani cmentarze na Wschodzie. Dlaczego?

Każde przekroczenie granicy polsko-ukraińskiej to dla mnie wejście do ogromnej przestrzeni, innego świata. Oczywiście z roku na rok to się zmienia, a od czasu wybuchu wojny jest zupełnie inaczej, niemniej widząc cmentarze, zatrzymuję się, oglądam nagrobki, szukam polskich nazwisk. Gdziekolwiek jestem, chętnie odwiedzam nekropolie.

Jak obecnie wyglądają cmentarze na Ukrainie?

Wojna wpływa i na te miejsca. Pocisk uderzył między innymi w cmentarz Ofiar Totalitaryzmu w Charkowie-Piatichatkach, uszkadzając nagrobki. Nekropolie także są ofiarami rosyjskiej agresji. Na szczęście nie wszystkie. Z tego co wiem, cmentarz Bajkowa w Kijowie nie został zniszczony. A jest to zabytek kultury o dużym znaczeniu symbolicznym dla Ukraińców. Powstał w 1834 roku. Jego nazwa wywodzi się od rosyjskiego generała Siergieja Bajkowa, do którego na początku XIX wieku należały te tereny. Miejsce to może się kojarzyć z bajkową wręcz przestrzenią, ponieważ jest tam mnóstwo świetnej klasy kaplic, część z nich prawdopodobnie autorstwa wybitnego architekta zwanego niekiedy polskim Gaudim - Władysława Horodeckiego. Niestety, większość jest w ruinie. Prawie każde miejsce pochówku na cmentarzu Bajkowa jest otoczone płotkiem o wysokości 70-100 centymetrów, co wymaga sprawności fizycznej osób wykonujących dokumentację. Są tam miejsca, gdzie widać nowy nagrobek w przestrzeni kwatery, a obok stary, z polsko brzmiącym nazwiskiem i kolejny, na którym to samo nazwisko jest napisane cyrylicą. To obrazuje historię konkretnych rodzin. Do 5 września na koronie zapory w Niedzicy można zobaczyć wystawę o cmentarzu Bajkowa, na której prezentujemy przepiękne zdjęcia Norberta Piwowarczyka.

Zmiany granic po drugiej wojnie światowej, migracje ludności i przesiedlenia sprawiły, że wiele cmentarzy pozostało bez opieki
Fot. Aleksandra Gliniecka dr Magdalena Gutowska - Szef Programu Popularyzacja Polskiego Dziedzictwa Kulturowego za Granicą. Narodowy Instytut Polskiego Dziedzictwa Kulturowego za Granicą POLONIKA

Każdego dnia na Wschodzie rośnie liczba grobów żołnierzy i ludności cywilnej. Dobrze, jeśli są to usypane z ziemi nagrobki, często jednak ginie tak wielu ludzi, że trafiają do zbiorowych mogił. Czy takie miejsca też są przedmiotem zainteresowania Instytutu Polonika?

Cmentarze wojenne znajdują się pod opieką Ministerstwa Kultury. Nasz Instytut zajmuje się materialnymi zabytkami do roku 1945. Zbiorowe mogiły zawsze robią na mnie ogromne wrażenie. Jeszcze przed agresją Rosji z 24 lutego na wielu cmentarzach znajdowały się kwatery, na których chowano żołnierzy. Było tam mnóstwo flag, kwiatów, zniczy. W ukraińskich miejscowościach pojawiły się tablice ze zdjęciami poległych. W kościele pojezuickim we Lwowie miała miejsce ekspozycja, na której prezentowano zdjęcia dzieci żołnierzy, którzy zginęli w czasie działań wojennych. Pod fotografiami umieszczono napisy: Tato, gdzie jesteś?

Kto opiekuje się miejscami pamięci?

Na Wschodzie polskimi nekropoliami opiekują się zazwyczaj lokalne społeczności Polaków. Niezwykły jest cmentarz w Tarnopolu, o który troszczy się pan Piotr Fryz, prezes Polskiego Centrum Kultury i Edukacji im. prof. Mieczysława Krąpca. W dzieciństwie odwiedzał z babcią cmentarze, słuchał jej opowieści. Dziś wspomina, jak tłumaczyła, dlaczego opiekuje się nagrobkami: „Jak nie my, to kto”. Pan Piotr mówi: Troskę o cmentarze mam w DNA. Musimy o nie dbać. Jak nie będzie pamięci, cmentarze znikną.

Skąd pani zainteresowanie tematyką nekropolii za granicą?

Temat śmierci towarzyszy mi od czasów studiów. Pracę magisterską pisałam o sądzie ostatecznym, doktorat o wyobrażeniach śmierci. Mój mąż jest historykiem sztuki. Od wielu lat zajmuje się inwentaryzacją polskich cmentarzy. Każdego roku wyjeżdżamy, by badać nekropolie. To dla nas tak naturalne, jak dla innych wakacyjny wyjazd nad morze. Kilka lat temu prowadziliśmy inwentaryzację cmentarza na Rossie w Wilnie. Moja córka była wtedy w drugiej klasie podstawówki. Pani w szkole zapytała ją, gdzie spędziła wakacje. I kiedy usłyszała: na cmentarzu, nastąpiła krępująca cisza. Po chwili pani zapytała, a czym się zajmuje twój tatuś? Na co córka odpowiedziała: kopie w grobach. Przez pewien czas dziwnie nam się przyglądano.

Zmiany granic po drugiej wojnie światowej, migracje ludności i przesiedlenia sprawiły, że wiele cmentarzy pozostało bez opieki
Fot. Magdalena Gutowska Rzeźby umieszczane na nagrobkach nadają miejscom wiecznego spoczynku wyjątkowego charakteru

Które miejsca pochówku zrobiły na pani największe wrażenie?

Najbardziej wyjątkowe są dla mnie cmentarzyki na Wschodzie, w małych miejscowościach, gdzie jest tylko kilka starych grobów. Będąc dzieckiem, wyjeżdżałam z rodzicami na wakacje i zwiedzaliśmy cmentarze. Dużą frajdę sprawiały mi zwłaszcza te, które przypominały miejskie parki, na przykład we Francji. Były to miejsca, z których zdjęto atmosferę powagi i zadumy. Niezwykłe wrażenie zrobił na mnie cmentarz na wysepce, gdzieś koło Wenecji. To fantastyczne miejsce ze względu na położenie. Miałam wrażenie, że przekraczając bramę cmentarza, wchodzę do innej rzeczywistości. Panował straszny upał, a tam było dużo chłodniej i tak cicho...

Czym jest dla pani cmentarz?

To dla mnie żywe miejsce, jakkolwiek dziwnie to brzmi. Żywe, ponieważ cały czas się zmienia. Z jednej strony to przestrzeń pamięci o osobach, które są tam pochowane i ich historiach, a z drugiej - miejsce, gdzie możemy podziwiać dzieła sztuki, interesujące nagrobki czy rzeźby pomnikowe. Przyjeżdżając kolejny raz na ten sam cmentarz, możemy obserwować proces przemijania. Nagrobki, o które przestajemy dbać, zanikają, w ich miejsce pojawiają się nowe. Jednocześnie cmentarz jest świadectwem miejscowości, do której trafiamy.

Na co zwraca pani uwagę, wchodząc na cmentarz?

Na nagrobki dzieci. Nierzadko na ich mogiłach znajdują się wzruszające inskrypcje, czasem zdjęcia, aniołki. Duże wrażenie robią na mnie kaplice grobowe, które czasem są miniaturowymi kościółkami. Wydawałoby się, że miejsca takie jak cmentarne kaplice, cmentarze, pomniki nagrobne są pozornie mniej ważne, a często właśnie tam mamy do czynienia z prawdziwymi perełkami architektury i sztuki. Jednym z takich miejsc jest kaplica rodziny Barczewskich, znajdująca się na cmentarzu Łyczakowskim we Lwowie. Nasz Instytut prowadził tam prace konserwatorskie. To największy zachowany obiekt na łyczakowskiej nekropolii, rodzinne mauzoleum w formie trzykondygnacyjnej budowli, pochodzące z XIX wieku.

Empatia i szacunek w stosunku do cmentarzy powinny w nas wyzwalać inne pozytywne postawy: troskę o uchodźców, osoby z niepełnosprawnościami, o środowisko naturalne. Może to być początek procesu, którego skutki pójdą znacznie dalej.

Warto mieć nadzieję, że tak jest. Żyjemy szybko, wiele rzeczy dzieje się jednocześnie, więc taki moment zatrzymania się jest nam potrzebny. A jeśli dodatkowo wywołuje chwilę refleksji i pozytywne zmiany, to nic tylko chodzić na cmentarze. I to nie tylko z okazji uroczystości Wszystkich Świętych. W Instytucie Polonika mamy program „Wolontariat”, w ramach którego organizacje pozarządowe mogą realizować szereg projektów. Na przykład zajęcia, podczas których dzieci i młodzież sprzątają na wybranym cmentarzu. Warto przy okazji zaapelować, aby odnawianie nagrobków zostawiać profesjonalistom. Zdarza się, że chcąc zrobić coś dobrego, szkodzimy zabytkom. Złym pomysłem jest czyszczenie nagrobków myjką ciśnieniową lub malowanie inskrypcji farbą olejną. Zdarzają się przypadki, że ktoś chcąc uszczelnić nagrobek, używa fugi albo silikonu, a to powoduje, że kamień nie oddycha. Posprzątanie cmentarza, zgrabienie liści, wyniesienie śmieci - to najlepsza rzecz, jaką możemy zrobić.

Zmiany granic po drugiej wojnie światowej, migracje ludności i przesiedlenia sprawiły, że wiele cmentarzy pozostało bez opieki
Fot. Magdalena Gutowska Ostatnie życzenie zmarłej wyryte w kamieniu...

Ksiądz Jan Twardowski w swoim „Niecodzienniku” przytacza zabawną inskrypcję: Tu leży mąż, co dręczył mnie wciąż. Teraz drogi mężu odpoczniemy sobie - ja na ziemi, a ty w grobie. Okazuje się, że na cmentarzu nie zawsze jest poważnie i dostojnie.

Na cmentarzu Bajkowa także znajduje się ciekawe napomnienie, by nie dawać dzieciom pieniędzy: Do końca życia waszego / Nie dajcie dzieciom majątku swego. / W grobie mi już kłopot dokuczyć nie zdoła, / Spać będę w mym grobie, aż mnie Bóg powoła. Fantastyczną sprawą są także zdjęcia na nagrobkach. Zwykle umieszczano na nich fotografie z najlepszych lat życia. Nawet jeśli pani zmarła w wieku 80 lat, ze zdjęcia patrzy na nas piękna, młoda dziewczyna. W ubiegłym roku ukazała się polsko-litewska publikacja pt. „Mroczne historie z cmentarza na Rossie”. Jej autorem jest Dariusz Lewicki, członek Społecznego Komitetu Opieki nad Starą Rossą. Autor przedstawił tragiczne zdarzenia, które wydarzyły się w Wilnie, a ich ofiary (między innymi harcerz, strażak, maszynista czy oficer) spoczywają na cmentarzu na Rossie. Mówiąc o Rossie, nie można nie wspomnieć o rzeźbie czarnego anioła, który jest symbolem tego cmentarza. To grób Izy Salomonowiczówny. Legenda głosi, że jej serce pękło na skutek nieszczęśliwej miłości, ale wiemy, że zmarła w wyniku choroby. Z kolei na którymś z paryskich cmentarzy znajduje się grób medyka. Podobno kobieta, która pogłaszcze po głowie znajdującą się tam rzeźbę, zajdzie w ciążę. Pomnik jest bardzo wygłaskany.

Temat śmierci wywołuje smutek i żal. Pani opowiada o tym z pasją.

Wielu ludzi boi się śmierci i umierania. Tymczasem śmierć jest jedną z nielicznych pewnych rzeczy: wszyscy umrzemy. A cmentarze są ostatnim śladem po nas. Dowodem, że żyliśmy.

Pozostało jeszcze 0% treści.

Jeżeli chcesz przeczytać ten artykuł, wykup dostęp.

Zaloguj się, by czytać artykuł w całości
  • Prenumerata cyfrowa

    Czytaj ten i wszystkie artykuły w ramach prenumeraty już od 2,46 zł dziennie.

    już od
    2,46
    /dzień
Jolanta Tęcza-Ćwierz

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gloswielkopolski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.