Chcę wiedzieć. Dziennikarz czy śledczy

Czytaj dalej
Fot. Andrzej Banas
Marcin Mamoń

Chcę wiedzieć. Dziennikarz czy śledczy

Marcin Mamoń

- Onet robi wywiady z jeńcami wojennymi – napisał do mnie przyjaciel. - Właśnie się zastanawiamy, czy jak siedziałeś w ziemiance Al-Kaidy, to byłeś chętny do szczerych wywiadów?

Siedziałem – fakt, choć nie w ziemiance, a w piwnicach. Kiedy oglądam zdjęcia ukraińskiej ziemianki dołączone do artykułu Onet-u, staje mi przed oczyma jedna z cel, gdzie trzymali mnie porywacze. Ciasne, ciemne pomieszczenie bez okien. Czy udzieliłbym wywiadu? Oczywiście i to komukolwiek, choćby po to, by wynegocjować chwilę na powietrzu i w promieniach słońca.

Czy jednak powiedziałbym, jak jestem traktowany i co myślę o moich porywaczach? Nie, bo mogłoby się to źle dla mnie skończyć. Dla przesłuchiwanego przez Marcina Wyrwała z Onet-u jeńca zapewne też. Rosjanin przyznaje, że nie zna nawet nazwy miesięcy. Nie zna kalendarza? Pochodzi przecież z kraju, gdzie pory roku są ekstremalnie wyraziste, gdzie po nieludzko długiej zimie wszyscy czekają na wiosnę.

W niewoli w Syrii codziennie znaczyłem na ścianie kreski, żeby nie stracić poczucia czasu. Jeśli rosyjski jeniec je stracił, źle świadczy to o jego strażnikach i w jaki sposób jest przez nich traktowany. Uczestniczący w rozmowie ukraiński strażnik pozbawia jeńca złudzeń, że szybko wyjdzie. Mówi, że Rosjanie nie zgadzają się na wymianę jeńców, że nic się nie zmieniło od II wojny światowej, kiedy Stalin nie zgodził się wymienić swojego syna na niemieckich generałów. Finał wszyscy znają: Jakow Dżugaszwili zginął w niewoli.

Nie ma nic gorszego niż odebrać jeńcowi czy zakładnikowi nadzieję. Siada psyche, zaczyna się szaleństwo, a w końcu fizycznie wyłącza się organizm. I nie zmieni tego opisana przez Wyrwała łzawa scena o wspólnym losie strażnika i jeńca. Rosjanin dużo się modli, by zobaczyć się jeszcze z matką i synem. Strażnik pociesza go. Mówi, że trzeba mieć cel w życiu, żeby przeżyć. On go ma, bo chce zobaczyć jeszcze córkę i syna. Ten ostatni jest zbyt mały, by go zapamiętał. "Ok. Popłakaliśmy we dwoje. Jeśli czegoś będziesz pilnie potrzebować, to wołaj kogoś, dobrze? – kończy rozmowę Ukrainiec". Ludzki pan.

Nagrywanie jeńców to fatalna praktyka. Niestety codziennie oglądamy ich w rosyjskich i ukraińskich mediach. Są przerażeni, cierpiący, czasem ranni. Zawsze powiedzą to, czego oczekują od nich strażnicy. Nawet jeśli tak doświadczony dziennikarz o tym nie wie, powinien zareagować pracodawca. Jak kiepski żart brzmi stwierdzenie reportera Onetu, że "jednak ze względów humanitarnych nie ujawniamy jego wizerunku".

Marcin Mamoń

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.