Charakter lubieżny, czyli dawne skandale patrona policjantów

Czytaj dalej
Dorota Abramowicz

Charakter lubieżny, czyli dawne skandale patrona policjantów

Dorota Abramowicz

„Pyskacz, łazik, leń, lubi świntuszyć z dziwkami” - tak pisał o insp. Witalisie Olszańskim, szefie pomorskiej policji, gen. Kordian Zamorski, komendant główny Policji Państwowej w II RP, dodając, że „jednej siostrze narobił dzieci, z drugą się ożenił, trzecią obraca i ze wszystkimi trzema mieszka”.

Tu nic nie jest czarne albo białe. Ani jednoznaczne. Strzępki historii sprzed kilkudziesięciu lat zmuszają do zadawania pytań. O etykę i o bohaterstwo. O wiarygodność dawnych dokumentów i o potrzebę weryfikacji najnowszych ustaleń. I o to, czy wybierając sobie kogoś za patrona, warto chodzić na skróty.

Szukając materiałów do artykułu na temat przedwojennych dziejów gdyńskiej policji, natrafiłam na dwóch wysokich rangą funkcjonariuszy. Pierwszy, nadkomisarz Józef Sozański, między 1928 a 1935 rokiem rządził policją w Gdyni. Drugi - inspektor Witalis Olszański do 1935 roku był jego przełożonym - szefem Komendy Wojewódzkiej w Toruniu. Obaj panowie mieli leżące niedaleko siebie domy w Gdyni, obaj w tym samym czasie zostali przeniesieni w atmosferze skandalu na przeciwległe skraje Rzeczypospolitej - Olszański do Nowogródka, Sozański do Będzina.

Willa przy ul. Zakopiańskiej w Gdyni. Zdjęcie z 1942 roku, wykonane w ramach inwentaryzacji nieruchomości przez Niemców
Insp. Witalis Olszański, patron kujawsko-pomorskiej policji

Sozański wrócił na Pomorze na rok przed wojną jako oficer inspekcyjny Komendy Wojewódzkiej w Toruniu. Olszański został na wschodnich rubieżach. „Wypełniając do końca powierzone mu zadania między 18-19 września 1939 roku dostał się do niewoli radzieckiej w okolicach Tarnopola” - czytamy na stronach KWP w Bydgoszczy. „W grudniu 1939 roku inspektor Witalis Olszański został wywieziony z obozu w Ostaszkowie w nieznanym kierunku. Pośmiertnie został odznaczony Krzyżem Kampanii Wrześniowej 1939”.

Wpis, oddający cześć byłemu szefowi KW PP w Toruniu nie pojawił się przypadkiem na stronach komendy - na początku lutego insp. Witalis Olszański został patronem KWP w Bydgoszczy.

Bohater? Może i tak, ale nie do końca.

Moralny jak policjant

Po 123 latach zaborów odrodzone państwo polskie pilnie potrzebowało służby, która będzie chronić obywateli przed złodziejami, rabusiami, mordercami i oszustami. W 1915 r. powstała w tym celu na terenie byłego zaboru rosyjskiego Straż Obywatelska, która zaczęła przekształcać się w Milicje Miejskie. W grudniu 1918 r. naczelnik Józef Piłsudski wydał dekret o powołaniu Milicji Ludowej „dla ochrony i zapewnienia spokoju i bezpieczeństwa ludności miast i wsi oraz walki z wszelkimi przejawami bezwładu społecznego”, a w lipcu 1919 r. Sejm uchwalił ustawę o Policji Państwowej.

Jednym z warunków przyjęcia do służby już wtedy była „nieskazitelność obywatelska.” Janusz Kutta w pracy „Policja w Polsce Odrodzonej. Wielkopolska i Pomorze 1918-1922” wymienia warunki przyjęcia do policji, w tym przywiązanie do Ojczyzny i Naczelnej Władzy, honorowe i przykładne postępowanie, bezpartyjność i nieprzekupność, moralność („szczególnie poprzez unikanie nierządu”), trzeźwość w służbie i poza służbą.

Moralność była wymagana także w „sprawach sercowych”. Policjant, chcący się ożenić, musiał zdobyć wcześniej zgodę przełożonego. Ślub można było wziąć po dwóch latach służby, a od 1927 r. rozkazem Komendanta Głównego do obowiązków szefów przyszłego żonkosia należało zbieranie szczegółowych opinii o kandydatce na żonę. W ten sposób próbowano zapobiegać małżeństwom, które mogłyby poderwać autorytet Policji Państwowej.

O wysokich standardach wymaganych od funkcjonariuszy świadczą Przykazania Policjanta sformułowane w 1938 r. przez gen. Kordiana Zamorskiego, komendanta Policji Państwowej. W tym także i takie: „Żyj skromnie, zachowasz przez to niezależność. Nie przyjmuj żadnych podarunków, gdyż to zobowiązuje. Jako policjant nie możesz mieć zobowiązań. Życie ponad stan jest hańbą i prowadzi do nieszczęścia. Pijaństwo zabierze Ci ludzką godność, staniesz się pośmiewiskiem rodaków i zasłużysz na pogardę dzieci (...)”.

Teoretycznie więc sytuacja była jasna. Jednak w praktyce różnie z tym bywało.

Interesowny, mocno pije

Witalis Olszański w trakcie I wojny światowej walczył jako oficer austriacki. W 1918 roku zgłosił się jako ochotnik do obrony Lwowa, za odwagę i męstwo odznaczony m.in. dwukrotnie Krzyżem Walecznych. Zreorganizował też pomorską policję. Tyle oficjalny życiorys.

Zupełnie inny obraz wyłania się z materiałów, znajdujących się w Instytucie Polskim i Muzeum Sikorskiego w Londynie. Dr Krzysztof Halicki z Archiwum Państwowego w Bydgoszczy, autor pracy „Policja polityczna w województwie pomorskim w latach 1920-1939”, badając losy policjantów po 1939 r. odbył kwerendę po zagranicznych archiwach.

- W 1935 r. Witalis Olszański został odwołany ze stanowiska komendanta wojewódzkiego Policji Państwowej w Toruniu za liczne skandale towarzyskie - mówi dr Halicki. - Pozostał do dyspozycji komendanta głównego PP, gen. Kordiana Zamorskiego.

W opinii gen. Zamorskiego odnalezionej w Londynie można przeczytać o Olszańskim: „Moim zdaniem to zupełny nieużytek. Pyskacz, łazik, leń, lubi świntuszyć z dziwkami. Jednej siostrze narobił dzieci, z drugą się ożenił, trzecią obraca i ze wszystkimi trzema mieszka. Dobrze przynajmniej, że usynowił dzieci i na nie łoży”.

Z innej opinii, sporządzonej przez oficera inspekcyjnego wynika, że był to „fachowiec słaby, mało lojalny w pracy. Reklamuje swoje przywiązanie obozowi sanacyjnemu. Interesowny, mocno pije, nie dobierając towarzystwa. Ożenił się w Toruniu z córką handlarza nierogacizną. Ze starszą siostrą obecnej żony miał poprzednio troje dzieci. Żona zupełnie nieinteligentna, była kelnerka czy też ciastkarka w kabarecie Pod Orłem w Toruniu”.

W corocznych arkuszach ewidencyjno-kwalifikacyjnych oficerów PP gen. Zamorski napisał o Olszańskim: „Charakter lubieżny. Starszy Pan o bardzo dobrych pozorach i bardzo dobrym wyglądzie zewnętrznym. (...) Jako fachowiec słaby, będąc w wiecznej pogoni za gotówką, nie bezinteresowny. Lubi zjeść i wypić nie na swój koszt. Zaangażowany w budowę domu w Toruniu i willi w Gdyni. (...) W wiecznych kłopotach pieniężnych”.

- W 1933 roku inspektor Witalis Olszański zarabiał 700 zł, do tego miał dodatek służbowy w wysokości 375 zł - wyjaśnia dr Krzysztof Halicki. - Nie była to mała kwota, ale niewystarczająca na takie inwestycje i utrzymanie rozległej rodziny. Współpracownicy i przedwojenni dziennikarze podejrzewali, że willa w Gdyni została zakupiona za „lewe” pieniądze.

Sąsiedzi

Znalezienie gdyńskiej willi inspektora Olszańskiego nie było łatwe. O pomoc poprosiłam historyków z Muzeum Miasta Gdyni i dr. Jarosława Tuliszkę, badającego losy gdyńskich policjantów w czasie II wojny światowej. - Witalis Olszański miał dużą i ładną willę przy ul. Zakopiańskiej w dzielnicy Działki Leśne - poinformował po kilku godzinach dr Tuliszka. I przysłał zdjęcia dużego, wyremontowanego budynku.

Z gdyńskiego muzeum dostaję zdjęcia budynku z dokumentacją, wykonane przez Niemców w 1942 r. w ramach inwentaryzacji obiektów w mieście. Ile mogła kosztować budowa willi?

- Można to ocenić pośrednio - mówi Dariusz Małszycki z Muzeum Miasta Gdyni. - Osoba budująca kamienicę przy ul. Świętojańskiej w latach 1929-1932 wzięła kredyt w BGK na łączną kwotę ok. 600 tysięcy zł. Willa kosztowała zapewne mniej, ale i tak oceniam ją na ponad 100 tys. zł.

A oznacza to, że komendant musiałby przez ponad osiem lat odkładać całą pensję na budowę.

W tej samej dzielnicy, ok. 250 m od willi inspektora przy ul. Nowogrodzkiej, jak wynika z gdyńskiej księgi adresowej z 1937 r., mieszkał inny policjant, ówczesny komendant PP w Gdyni, nadkom. Józef Sozański.

A służąca wycofuje skargę

Sozański, jeszcze jako komisarz został skierowany do Gdyni z powiatu wileńskiego w 1928 r. Mariusz Bonalski w pracy magisterskiej „Policja Państwowa w Gdyni w okresie międzywojennym” pisze, że przybycie komisarza poprzedził konflikt między pierwszym kierownikiem Komisariatu, asp. Konstantym Kaussem, a poprzednim kierownikiem posterunku, Mieczysławem Majewskim, który ominięty w obsadzie stanowiska „smutki topił w alkoholu”. Za Sozańskiego powstawały kolejne posterunki w mieście, prowadzono wiele inwestycji. Nie obyło się przy tym bez skandali.

- Na przełomie lat 20. i 30. gorącym tematem była budowa siedziby PP w Gdyni - mówi dr Halicki. - Na każdą inwestycję były przetargi. Niektórzy przedsiębiorcy nie mogli stawać do przetargu, bo Sozański negatywnie opiniował ich firmy. Sam zaś miał firmę, którą oficjalnie zarządzał... jego kolega. Żywo zainteresowany tym, co dzieje się w Gdyni, był ówczesny komendant Olszański, który często odwiedzał Sozańskiego. Sprawa przeciw szefowi gdyńskiej policji toczyła się od 1933 roku na pewno do końca 1934 roku. Mimo tuszowania przez Olszańskiego, ujrzała światło dzienne dzięki kilku anonimom, które bardzo ostro pokazywały postać Sozańskiego.

Od Małgorzaty Sokołowskiej, autorki książek o dziejach Gdyni, dostaję wycinki przedwojennych gazet z artykułami na temat gdyńskiego komendanta. „Dziennik Gdyński” 16 czerwca 1934 r. pisał, że od tygodni „opinia tutejsza była niepokojona doniesieniami o rzekomych nadużyciach” Sozańskiego. Przedsiębiorcy mieli nawet jeździć z donosami do Warszawy. Na szczęście - podaje dziennik - na polecenie władz zwierzchnich sprawą zajęli się prokurator i komendant wojewódzki policji. Dochodzenie wykazało, że „oskarżenia były najzwyklejszemi oszczerstwami”. Nadkomisarz Sozański został zrehabilitowany, a „fałszywych oskarżycieli osadzono w więzieniu”.

- Co ciekawe, Sozański będąc w lokalach, już po pijaku chwalił się, że nikt mu nic nie zrobi, bo „ma wysoką protekcję w osobie pana komendanta” - opowiada dr Halicki. - Widziano nie raz, jak umila pobyt w Gdyni Olszańskiemu, obwozi go swoim autem i bawi na mieście m.in. w lokalach ,,Warszawska” i „U Fangrata”.

Ówczesna Gdynia żyła także aferą obyczajową. Sozański został posądzony przez służącą, Franciszkę Pampałównę, zamieszkałą w Gdyni, o czterokrotny gwałt. Sprawa została umorzona po tym, jak - z nieznanych przyczyn - służąca odwołała swoje zeznania w sądzie. Druga z kobiet, oskarżająca Sozańskiego o gwałt, nie odwołała zeznań.

Ostatecznie jednak donosy trafiły do Warszawy. Nie jest zapewne przypadkiem, że obaj panowie zostali w tym samym czasie odwołani ze stanowisk. - W rozkazie czytamy, że z dniem 13 kwietnia Sozański Józef został przeniesiony na stanowisko komendanta powiatowego w Będzinie, woj. kieleckie - mówi dr Jarosław Tuliszka. - Na jego miejsce mianowano komendanta Wiesława Głuchowskiego.

Jak ustalił dr Halicki, w 1939 roku Sozański został w randze nadkomisarza dowódcą policyjnej grupy bojowej - Łowicz. Przekroczył granicę z Rumunią. Internowany przebywał w obozie w Targoviste. Komendant obozu w Targoviste rozkazem tajnym Nr 37 z dnia 11 czerwca 1940 r., nałożył na Sozańskiego karę 14 dni aresztu domowego za pisemną odmowę wykonania rozkazu i niewłaściwe zachowanie się przy raporcie.

Olszański trafił na równorzędne stanowisko do Nowogródka. Wzięty do niewoli, trafił do obozu w Ostaszkowie. Był jednym z 6 tys. polskich policjantów, zamordowanych przez Sowietów.

Willa przy ul. Zakopiańskiej w Gdyni. Zdjęcie z 1942 roku, wykonane w ramach inwentaryzacji nieruchomości przez Niemców
Opinia o Olszańskim odnaleziona w Instytucie Polskim w Londynie

Wspaniały człowiek

Uroczystość oficjalnego ogłoszenia insp. Witalisa Olszańskiego patronem kujawsko-pomorskiej policji odbyła się 6 lutego tego roku. - W roku, w którym obchodzimy stulecie powstania polskiej policji, odsłaniamy tablicę insp. Olszańskiego - oznajmił insp. Paweł Spychała, komendant wojewódzki policji w Bydgoszczy. - Wspaniały człowiek, policjant, żołnierz, patriota. Do końca wypełniał rotę ślubowania. Cześć jego pamięci.

Dzwonię do KWP w Bydgoszczy. W mailu podaję informacje o ustaleniach historyków i pytam, czy bydgoska policja wiedziała o kontrowersjach związanych z osobą patrona? Czy i gdzie sprawdzano informacje o Olszańskim? Czy zasięgano w tej sprawie opinii u historyków, zajmujących się dziejami policji? Oraz czy w razie potwierdzenia kontrowersyjnych informacji rozważana jest zmiana patrona?

- Podczas wyboru kandydata zbierano informacje o policjantach dostępne między innymi w archiwach IPN oraz Centralnym Archiwum Wojskowym - odpowiada podinsp. Monika Chlebicz, rzecznik prasowy KWP w Bydgoszczy. - Pragnę podkreślić, iż o wyborze kandydata zdecydowało jego bohaterstwo, poświęcenie dla ojczyzny, przebieg kariery zawodowej, patriotyczna postawa oraz dokonania. Kwerendy były realizowane przez policjantów zajmujących się historią Policji Państwowej, mających na swoim koncie różnego rodzaju publikacje w tej tematyce oraz tytuły naukowe. Osoba insp. Witalisa Olszańskiego, jak wynika z dostępnych nam dokumentów, była doceniana przez ówczesnych przełożonych, także wspomnianego przez panią gen. Zamorskiego, który powierzał insp. Olszańskiemu odpowiedzialne i trudne zadania. Między innymi po wybuchu II wojny światowej, w dniu 12 września 1939 roku, został wyznaczony przez Komendę Główną PP jako odpowiedzialny za organizację militaryzacji Policji Państwowej, koncentrującej się w województwach wołyńskim i tarnopolskim.

- Owszem, Olszański otrzymał od komendanta głównego PP zadanie koncentracji sił policyjnych z terenu województw: nowogródzkiego, poleskiego i wołyńskiego w okolicach Łucka i Tarnopola - potwierdza dr Halicki. - Jednak jeszcze tego samego dnia Główny Komisarz Cywilny Kostek Biernacki zawiesił go w czynnościach...

- Człowiek nie staje się bohaterem przez to, że zginie wraz z tysiącami innych, zamordowanych policjantów - mówi dr Tuliszka. - Sposób postępowania byłego komendanta nie kwalifikuje go na patrona bydgoskiej policji. Niestety, informacje o inspektorze Olszańskim zbierano w dużym pośpiechu. Nie najlepiej świadczy o KWP w Bydgoszczy, że nie sprawdzono do końca inspektora. Czasem zastanawiam się, jak policjanci mają sprawnie szukać przestępców, skoro swojego człowieka nie potrafią zbadać?

Tutaj się czyta. Bez reklam.

Tak jak w kiosku. Kupując prenumeratę cyfrową, możesz czytać codzienne wydanie Głosu Wielkopolskiego.

Co zyskujesz:

  • dostęp do wszystkich treści Głosu Wielkopolskiego
  • codzienne e-wydanie Głosu Wielkopolskiego
  • artykuły, reportaże, wywiady i multimedia
  • co tydzień nowy numer Ekstra Magazynu
Dorota Abramowicz

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gloswielkopolski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.