Bank Staropolski: Proces do powtórki, bo pani ławnik zachorowała

Czytaj dalej
Fot. Grzegorz Dembiński
Łukasz Cieśla

Bank Staropolski: Proces do powtórki, bo pani ławnik zachorowała

Łukasz Cieśla

Gigantyczna afera Banku Staropolskiego się przedawni? Proces trwający od 2005 roku, mimo przeprowadzenia 186 rozpraw, musi zostać powtórzony przez chorobę pani ławnik.

To jeden z najdłuższych procesów sądowych w najnowszej historii Polski. Ale choć z Banku Staropolskiego wyparowały miliony złotych, do dzisiaj nie zapadł żaden wyrok. Nie wiadomo, czy karalność poszczególnych czynów się nie przedawni.

W zeszłym roku, po trwającym już 11 lat procesie, okazało się, że sprawę przeciwko Piotrowi B. i ośmiu innym oskarżonym trzeba prowadzić od nowa. Powód? Choroba jednego z ławników.

- Zgodnie z przepisami sądy są związane zasadą niezmienności składu orzekającego oraz zasadą bezpośredniości. Oznacza to, że przez cały czas trwania procesu ten sam skład musi mieć styczność z całością materiału dowodowego

- tłumaczy sędzia Aleksander Brzozowski, rzecznik poznańskiego Sądu Okręgowego.

Proces trzeba więc powtórzyć, mimo że przewodniczący poprzedniego składu - sędzia Tomasz Borowczak - przeprowadził aż 186 rozpraw i wydanie wyroku wydawało się kwestią czasu.

Akt oskarżenia wraz z 85 tomami akt trafił do sądu 20 grudnia 2004 roku. Powołano 174 świadków. 40 osób wytoczyło z kolei pozwy cywilne, domagając się utraconych pieniędzy. Ostatecznie klienci zostali spłaceni po kilku latach, wielu w całości, przez Invest Bank. Proces karny udało się rozpocząć w październiku 2005 roku, 10 miesięcy po wpłynięciu aktu oskarżenia. Do dzisiaj akta sprawy rozrosły się do 160 tomów. A załączniki to kolejne 136 tomów. Są przechowywane w osobnym pomieszczeniu.

Gdy w 2005 roku sprawa trafiła na wokandę, do jej rozpatrzenia wyznaczono sędziego Borowczaka, dwóch ławników głównych oraz jednego tzw. ławnika zapasowego. Gdy zachorował jeden z ławników, zastąpiła go „zapasowa” pani ławnik. I właśnie „zapasowa” pani ławnik w zeszłym roku, pod koniec procesu, zachorowała na tyle poważnie, że musiała zrezygnować z dalszego zasiadania w składzie orzekającym.

Czy jej choroba i konieczność powtórzenia procesu doprowadzi do przedawnienia afery Banku Staropolskiego?

Termin na ściganie niektórych przestępstw mija za 4 lata, w 2021 roku. Teoretycznie czasu jest sporo, ale biorąc pod uwagę, że przez 11 lat nie udało się wydać pierwszego, nieprawomocnego wyroku, można mieć poważne obawy o finał tej sprawy.

- Oskarżeni w tym powtórzonym procesie również mogą składać wyjaśnienia. W poprzednim procesie niektórzy z nich przemawiali na kilku terminach, a rozprawy trwają od samego rana do godziny 15. Również niektórzy świadkowie byli przesłuchiwani na kilku terminach

- relacjonuje sędzia Brzozowski, rzecznik Sądu Okręgowego.

Obecnie, w powtórzonym procesie, który rozpoczął się jeszcze w 2016 roku, trwa składanie wyjaśnień przez oskarżonych. Sąd oczywiście bierze pod uwagę, co mówili w poprzedniej, przerwanej sprawie, ale i teraz musi wysłuchać ich wersji wydarzeń.
Prawnicy, z którymi rozmawialiśmy, nieoficjalnie przyznają, że winne są „kulawe” przepisy. W tym przypadku choroba jednej osoby może doprowadzić do przedawnienia gigantycznej afery gospodarczej.

W obecnym procesie orzeka wyłącznie sędzia Sławomir Szymański z Sądu Rejonowego Poznań Stare Miasto. Ma mniej przydzielonych innych spraw karnych, by mógł skupić się na upadłości banku. Wyznacza po dwie, trzy rozprawy w tygodniu.

Głównym oskarżonym jest poznański biznesmen Piotr B. Został zatrzymany w 2000 roku. Z banku miało wyparować ponad 500 mln zł. Pokrzywdzonych, jak donosiły media, było kilkadziesiąt tysięcy osób - klientów banku. Biznesmen, w oczekiwaniu na decyzję o tymczasowym aresztowaniu, w 2000 roku skoczył z drugiego piętra w Sądzie Rejonowym. Trafił do szpitala, a jego stan zdrowia wpłynął na przedłużenie się śledztwa.

Gdy w końcu w 2005 roku ruszył proces, tuż przed planowanym przesłuchaniem Piotra B. okazało się, że miał zostać postrzelony w swoim domu na poznańskim Sołaczu przez „nieznanego sprawcę”. Nieznane jest również miejsce, do którego trafiły pieniądze klientów. Spekulowano, że może na Ukrainę, gdzie Piotr B. również prowadził swoje interesy. Oskarżony biznesmen nie przyznaje się do winy.

Łukasz Cieśla

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gloswielkopolski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.